Wpis
Przeglądając lalkowe zbiory zauważyłam, że po zakamarkach szuflad i gablotek chowa mi się sporo bezimiennych laleczek, które prawdziwą Barbie widziały tylko na obrazku. Ponieważ nie mam serca wyrzucić ich na śmietnik, a nie ma komu ich oddać, postanowiłam poświęcić tym niebożętom oddzielny wpis, aby poczuły, że choć wykonano je z gorszej jakości materiałów i żadna fabryka się do nich nie przyzna, to i tak sympatyczne z nich lale.
Na pierwszy ogień pójdzie "najbiedniejsza" ze wszystkich kloników - "Pocahontas".

Imię laleczki na pewno was nie zdziwi - jej ciemna karnacja, czarne włosy, a także pseudo indiańskie ciuszki przywodzą na myśl słynną dziewczynę.

Choć Pocahontas należy do popularnych "biedo-lalek", charakteryzujących się tym, że ich ciało w środku wypełnia powietrze, przez co nie mogą zginać ani nóg, ani rąk (a jak już siądą, to straszliwie się rozkraczają), to na szczęście nie poskąpiono jej odrobiny urody. Buziak Pocahontas, wyraźnie wzorowany na starszych Steffi, został dodatkowo pomalowany w "barwy wojenne" :-)
Pamiętam, że w dzieciństwie, miałam laleczki podobne do Pocahontas - puste w środku i bardzo tandetne. Nie mam pojęcia co się dziś z nimi dzieje. Może zdarzył się cud i przeżyły gdzieś na strychu?


Wraz z Pocahontas trafiło do mnie niezidentyfikowane po dziś dzień maleństwo. Sądząc po kolorze okrywającej je narzutki, jest to dziewczynka.

Laleczkę wykonano dość niefrasobliwie - jak widać na poniższym obrazku, "dziecko" można posadzić, ale już rączek zgiąć się mu nie da - są zlane z korpusem na głucho. Ciekawe rozwiązanie, choć mało praktyczne.

Kruszynka jest sporo mniejsza niż standardowe "Evi" czy "Shelly" i z powodzeniem może grać ich młodsze rodzeństwo.

Pokrzywdzone przez los maleństwo znalazło troskliwą opiekunkę w postaci bardziej zginalnej lali, aspirującej do miana klonikowej "Marylin Monroe". Właściwie lalka do pięknej aktorki wcale nie jest podobna, ale jej platynowe włosy i uśmiech dziewczyny z sąsiedztwa przydają jej sporo delikatności i uroku. Dodatkowym atutem są zgrabne, opalone nogi.

Pomimo, że blondyneczka grzeszy wszystkimi wadami, typowymi dla klonów (okropnej jakości włosy, wyjątkowo prosty, makijaż, mała ruchliwość członków ciała, co nie ułatwia pozowania) bardzo ją polubiłam. Mimo licznych słabych stron lala jest szalenie sympatyczna i ma wesołe, trochę filuterne i jednocześnie trochę nieśmiałe spojrzenie.


A na koniec - laleczki, które stały kiedyś (być może) w pobliżu lalek My Scene. Niedorzecznością byłoby zaprzeczać, że ich firmy-matki nie korzystały z wzorów opracowanych przez Mattel - podobieństwa widać na pierwszy rzut oka.

Obie panienki z pewnością wyszły z podobnych form, ale co ciekawe, wcale nie są do siebie podobne! Różni je praktycznie wszystko - kształt ust, oczu, sposób rozrysowania tęczówek, kolorystyka ciała i owłosienia. Niby są takie same, a zupełnie odmienne!


Z nich dwóch nieco bardziej podoba mi się szatynka, która przypomina mi trochę disneyowską Jasminę. W odróżnieniu od bajkowej księżniczki nosi na twarzy koszmarny, brokatowy makijaż, który bardzo szpeci jej niebrzydkie, migdałowe oczęta.

Bez tej paskudnej, przeźroczysto-brokatowej ciapy na powiekach lalka mogłaby być całkiem ładna. Nie wiem po co producent upiększał zabawkę w tak wątpliwy sposób, bo większego sensu takie zdobienie nie ma. "Brokatowy" makijaż wygląda wręcz jak malunek jakiegoś ślepego artysty, który ma problemy z trafieniem pędzlem w sztalugi. Dobrze, że reszta ciała lali nie została wymalowana w podobny sposób, bo wtedy to byłby już prawdziwy dramat.
Blondynka z całą pewnością prezentuje tryumf sztuki "podkradania pomysłów". Jej twarzyczka wydaje się żywcem przeniesiona od jakiejś Majscenki.


Makijaż niby ciekawy, ale zdecydowanie mniej dopracowany niż u lalek od Mattel (kolorystyka krzyczy o pomstę do nieba). W dodatku ciało, w które wyposażono klonika, przypomina twory od firmy Simba. Całość nie prezentuje się najlepiej.
- - -
Pomimo wielu wad i niedoskonałości urody kloniki nie są takie złe, za jakie się je uważa. Zdarzają się wśród nich egzemplarze o wyjątkowej urodzie, a nawet znacznie ładniejsze niż firmowe zabawki. Wielkim atutem takich laleczek jest cena - za stosunkowo niewysokie pieniądze można kupić namiastkę znacznie droższej lalki. Zresztą, pamiętam z dzieciństwa, że kochałam swoje kloniki równie mocno co ich firmowe koleżanki i nie robiłam między lalkami żadnej różnicy.
Moje panienki, by pokazać że całkiem fajne z nich dziewczęta postanowiły na koniec zabłysnąć i odtańczyć ognistego kankana ...

... po którym padły na ziemie, bo się bidulom nogi porozjeżdżały :-D

THE END!
Ja mam dziwną słabość do klonów - im biedniejszy, tym większą litość we mnie budzi i jak już mi się trafi, to u mnie zostaje :-) Ale muszę przyznać, że Twoje są bardzo ciekawe - szczególnie ta Poca... No, bo, jak to: klon klona? ;-)
jejj ta pocahontas i blondynka zaraz po niej skradły mi serce! Ich twarze są niesamowite! Zazdrszczę taych pierdółek :)
dobrze wyglądają te klony szczególnie my scene
Wszystkie te laleczki trafiły do mnie wraz z "zestawami" w których były lalki na które polowałam. Myślę, że każdy z nas dostał kiedyś takie nadprogramowe piękności i albo zostawały w gromadzie oryginalnych lal, na pełnych prawach, albo szybko ruszały w świat dalej.
Mi się blondyna - klon My Scene podoba, ma coś w sobie. No i oczywiście miniaturowy dzieciaczek, gdyby nie feralne rączki, byłby naprawdę fajny, ale i tak jest słodki.
Lalki naprawdę zasługiwały na oddzielny wpis.
Blondynka a'la My Scene bardzo przypomina mi Emilkę z Pierwszej miłości! :D A poza nią urzekła mnie swoją w pewnym sensie oryginalnością lalka, którą określiłaś opiekunką tej najmniejszej. Ma w sobie coś niezwykłego.
Łaaaa, atak klonów :D Ratuj się kto może ;D
Bardzo mi się podoba ten dzieciaczek i jego opiekunka Marylin Monroe. Moim zdaniem to żadne klony, tylko oryginalne produkty Made in China :D
najbardziej podoba mi się Poca no i ta blondynka jest bardzo ciekawa...
Ta pierwsza laleczka robiąca za Pocahontas przypomina mi buzię Pameli Love, jest do niej bardzo podobna mimo, że większa (nie załapałam się na nią w listopadzie zeszłego roku kiedy szukałaś dla niej nowego domu ;))), reszta całkiem sympatyczna, widać że to są chyba stare klony, takie lepiej zrobione. Widziałam ostatnio takie klony, że chyba niżej upaść już nie można jeśli chodzi o jakość wykonania lalek...;) a te wyglądają na porządne panny :)
Kloniki kojarzą mi się z dzieciństwem. Sama miałam ich całe pudło. Zastępowały drogie lalki i wcale nie były przez to mnie kochane. Urzekło mnie to rude maleństwo.
Królik
Nie będzie zdziwienia, jak napiszę, że najbardziej podobają mi się klony scenek? U mnie kilka takich mieszka sobie wśród "oryginalnych" i wcale urodą od nich nie odbiegają aż tak bardzo.
Nie będzie :) A przy okazji - klony Scenek są do oddania!
| Blog: |
| Doll land |
Topics: |
| Kolekcjonowanie Lalek, Lalki, Dolls |