Doll land

Wpis

środa, 05 października 2016

Ja lalkę tobie, ty lalkę mnie

Ciekawość to wredna małpa. Kiedy zaczyna bzyczeć nad głową jak komar, to nie ma na nią innego sposobu, jak utłuc. Bo kiedy ukąsi, to żadne drapanie nie pomoże – będzie się człowiek gryzł myślą o nowej lalce póki jej porządnie nie zmaca.


Gdyby nie ciekawość, to nie szalałabym tak z wymianą lalek w zbiorze. Rzecz jasna część dobytku jest nietykalna (mam dość konkretną potrzebę posiadania stałej ilości ładnych przedmiotów o humanoidalnych kształtach), ale większość to plewy na wietrze – gdy zmieniają się lalkowe mody, to bez pardonu wykopuję niekochane laluchony za drzwi.


Przez ciekawość wiele razy ściągnęłam do domu lalki piękne inaczej, których wcale nie chciałam mieć na własność. To, czego nie znamy, często wydaje się bardziej kuszące, niż w istocie jest. Zachcianki są jak jętki jednodniówki - latają wysoko i zdychają stadami. Moje były właśnie takie - szybko przyszły to i szybko poszły. Tylko jak już poszły, to nie bardzo było wiadomo zrobić z nadmiarowymi lalkami. Znaczy, wiedzieć, to wiedziałam, tylko jakoś nikt nie chciał takiego badziewia odkupić :P


Kiedy zaczęłam chodzić na lalkowe spotkania, to w kwestii poznawania nowości zrobiło się dużo łatwiej. Ludzie, którzy uczestniczyli w takich fajnych spędach, przynosili ze sobą całe góry lalek, do których ręce same się rwały. Z możliwościami zbadania okazów, które czymś zaciekawiły, bywało różnie. W przypadku lalek z rodziny Barbie, Pullip czy Fashion Royalty mogłam miętosić do woli prawie wszystko co chciałam, ale jeśli chodzi o lalki BJD, to królowało raczej podejście typu "nie dotykaj" lub "dotykaj z wielką ostrożnością, w białych rękawiczkach". Choć w pełni rozumiem obawy właścicieli (bo lalka może się połamać, bo lalka może się pobrudzić, bo lalka była droga), to jednak trudno mi stosować się do takich zaleceń. Bez kontaktu fizycznego nie ma dla mnie zabawy. Pewnie dlatego ręce czasami nie chcą słuchać rozkazów mózgu i rwą się do dotykania tego, czego akurat nie wolno.


Najczęstszym uczuciem, które pojawiało się po takich spotkaniach, był niedosyt. Niedosyt rozmów z przyjaciółmi, wynikający z rozdwojenia uwagi pomiędzy nich a lalki i niedosyt macania lalek, spowodowany rozmowami z przyjaciółmi. Naturalną koleją rzeczy po powrocie do domu chciało mi się kontynuacji i jednego i drugiego.


Jeśli chodzi o kontakt z ludźmi, to sprawa jest prosta. Mam do dyspozycji telefon, maile, komunikator na Facebooku i umiem z nich korzystać. Co do lalek – no cóż, one nie podniosą słuchawki. Zresztą cała ich cenność w tym, że można się nimi bawić.


Tu wracam do problemu zakreślonego na początku notki – czyli „jeśli chcesz macać do woli, to kup sobie lalę”. Niby prawda, a jednak nieprawda. Bo jeśli nie chcesz napędzać koniunktury przemysłu zabawkarskiego, ale i nie chcesz zrezygnować z bliższego poznania jakiegoś "plastika" czy "żywiczniaka" to wystarczy ruszyć głową, rozejrzeć się wśród znajomych i zaproponować któremuś czasową wymianę.


Wymiana to genialnie w swej prostocie rozwiązanie, choć związane z ryzykiem. Nie wiem, czy zgodziłabym się pożyczyć swoja lalkę zupełnie nieznanej osobie. Przez nieznanego człowieka rozumiem kogoś, kogo kojarzę, ale z kim nigdy nie miałam bliższych kontaktów, czy to na żywo, czy to w Internecie. Zaufanie to cenna rzecz i trudno jest udzielać go zupełnie obcemu człowiekowi.


Myślę, że nie miałabym takich obaw w przypadku osób, których nie znam osobiście, ale spotykam się z nimi i rozmawiam w sieci. Miałam okazję przekonać się, że to działa. Czy pamiętacie mój wpis o lalce Dazi May? Przyjechała do mnie gości od Major Mistakes, która nigdy nie widziała mnie na żywo, nie słyszała mojego głosu, ba, nawet nie wie jak smakuje moja strucla makowa, a jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi zaufała mi w kwestii powierzenia rudego skarbu  :)


Do dziś pamiętam jak bałam się, kiedy nadobna własność Major Mistakes jechała do mnie przesyłką pocztową. Gdyby przewoźnik zgubił paczkę lub, nie daj boże, uszkodził, to byłby absolutny koniec świata. Nie zgubił i chwała mu za to, ale jak wiadomo, chytre przypadki chodzą po poczcie i czasami przywłaszczają sobie cudzą własność.


Znacznie łatwiej jest, gdy na wymianę zgodzą się kolekcjonerzy mieszkający w tym samym mieście. Tu już nie ma niebezpieczeństwa zagubienia lalki, a dodatkowo dochodzi przyjemność spotkania z bliską osobą.


Ja ten wstęp piszę, oczywiście, nie bez kozery, bo chcę pochwalić się lalkiem przebywającym u mnie na występach gościnnych. Chłopięcie nazywa się Tadzik i wygrało chyba wszystkie konkursy sfochanej śliczności, jakiej do tej pory organizowano, a nawet jeśli nie wygrało, to wróżę mu, że w roku 2017 połowa warszawskiej dzielnicy Grochów będzie mu jadła z ręki. Obecność Tadzia zawdzięczam nieobecności Taeyanga Taichi, który wybył z domu w calach romantycznych (czyli mówiąc wprost, pojechał do Balbinki z Dollsforum podrywać Pullipy).


29838569860_334780a384_z

 

Tadzio jest Isulem, więc już na wstępie został przejęty przez dziką bandę Taeyangów, która ma w planach rozpuścić go jak dziadowski bicz, nauczyć kilku soczystych przekleństw i przede wszystkim podtuczyć, bo Tadzio to chucherko.


30133775095_0eef33c0d5_z

 

To pierwszy raz, kiedy mam możliwość nacieszyć się Isulem dłużej niż kilka godzin (aaaaa, całe dwa tygodnie!) i muszę ze smutkiem wyznać, że w związku z tym moje niedawne ciągoty ku Dalom zupełnie wzięły w łeb. Przez te oczy brązowe, brązowe, zwariowaaaałam!


29505146293_f059bd085c_z

 

Tadzio jest tak słodki, że rozpływam się już na wstępie. Podoba mi się bez zastrzeżeń i rozczula, jak wszystkie stworzenia o wielkich ślepiach (a jak są jeszcze chuderlawe i zamorzone głodem, to już w ogóle).


 

12353995_1243322659017999_1017565147_n

Oto przykład typowego głodnego bidula z dużymi oczami. Jeśli ktoś czuje ukłucie dobroci w sercu, to niechaj go nakarmi i pocieszy, bo jak widać chłopeczek jest smutny i znękany, jak również zziębnięty, bo ktoś mu ostatnią koszulę świsnął, a kłaczki na klacie ma rzadziutkie. Także jest potencjał dla czynów samarytańskich.

 

Tadzio brzuszek ma wklęśnięty (sprawdziłam!), a ponadto patrzy swoimi ogromnymi ślepkami tak litościwie, że człowiek by się z chęcią żyletką pociął, aby mu jeno zrobić przyjemność. A to, że robi jednocześnie wrażenie małej i wiecznie skwaszonej zarazy, to dodatkowy czynnik napędzający silniki mojej miłości.


29505470634_52d95049db_z

Brum, brum, brum - to mruczą silniki miłości :P

 

Mieć w domu takie rozkoszne małe gówienko to sama przyjemność, no może za wyjątkiem momentu, kiedy trzeba będzie je oddać prawowitemu właścicielowi. I nie ma, ani nie będzie miało znaczenia to, że do takiego pożyczonego bąbla się człowiek przywiąże. Chyba, żeby zawłaszczyć go przez zasiedzenie (lub zamacanie).


29505538944_f299b335a5_z

 

Mając pięknego Tadzia na wyciągnięcie ręki zastanawiam się, czy nie dałoby się do naszego środowiska wprowadzić tradycji lalkowej wymiany. Przekazanie komuś swojej lalki wcale nie jest takie straszne, jeśli uświadomi się temu człowiekowi, czego nie należy robić, żeby jej nie zepsuć. Można w tym celu zrobić listę zakazów, choćby taką:

1. Nie dawać do zabawy dzieciom, psu, kotu i mężowi,

2. Nie trzymać nad palnikiem podczas gotowania posiłku,

3. Nie używać do udrażniania rur,

4. Nie spożywać bez uprzedniego umycia pod bieżącą wodą

5. I tak dalej, i tak dalej.


Myślę, że mało jest wśród nas osób niefrasobliwych, które pomiatałyby pożyczonym przedmiotem. O pożyczone zazwyczaj dba się bardziej niż o własne, prawda? Nie można jednak wykluczyć zdarzeń losowych, które jak koty, chodzą własnymi drogami. Jeśli na lalkę ma spaść samolot z prezydentem to nawet nawet wróż Maciej może tego nie przewidzieć, zatem nie ma co się bać na zapas.


Na koniec pytanie, którego w kontekście powyższego wpisu nie mogę nie zadać. Jak zapatrujecie się na pomysł lalkowej wymiany? Czy miałaby szansę zaistnieć na szerszą skalę?


29311268336_9d4be10ee0_z

 

Aha - jeśli chodzi o tłumaczenie notki na angielski, to właśnie je utrupiłam, poprzez wywalenie pliku, na którym pracowałam, z dysku. Spróbuję odratować je na piątek, więc jeśli komuś na nim zależy, to niech zagląda przed sobotą.


29106407771_f1e3cb5cfe_z

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
stary_zgred1
Czas publikacji:
środa, 05 października 2016 21:46

Polecane wpisy

  • Get your motor runnin’, head out on the highway

    W poszukiwaniu świeżych, lalkowych okazów, zabrnęłam w okolice, gdzie wieczorami latarnie świecą tylko połową żarówki, a w ciemnych zaułkach kręcą się długowłos

  • Po łebkach

    Zimno! Podczas porannych dojazdów do pracy okrutnie marznie mi nos. Chciałabym, żeby choć na chwilę wróciło lato. Tymczasem, w chłodnej, jesiennej atmosferze, p

  • Czarno to widzę!

    I znów muszę zacząć od rzeczy mało chwalebnej, czyli brzydkiego uczucia zazdrości i niezaspokojonej żądzy, które lubią robić mi zamęt w głowie. Wszystkiemu wini

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość INKA napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2016/10/05 22:09:10:

    wymiana to cudowna sprawa!!!
    tylko kogóż mogłabym zaproponować
    za takiego słodziaśnego Isula, aaa?!
    choć w tym kontekście bardziej pasuje
    mi słówko "wypożyczenie" - jak książki
    z biblioteki - taki lalkowy leasing :)))

    czasami zamieniam się - czyli oddaję swą
    niunię w zamian za inną lub kilka inszości -
    bezpowrotnie, bez żalu, bez kosztów:)))

    typową wymiankę uskuteczniłam jak dotąd
    z 2 Lalkolubami - Zurineczką oraz Zbieraczką -
    ponadto - mam całą półkę plastików "na wakacje"
    czyli przybyłych w celach uzupełnienia szaf i
    waliz - no cóż - ja w zamian mam materiał na
    kolejny post - ale i Osobnika/czkę na dłuuugo ;P


  • Gość Lunatyczka napisał(a) z *.sta.asta-net.com.pl komentarz datowany na 2016/10/06 08:06:43:

    Oesu, Zgred, też nie jadłam Twojej strucli i tak dalej, i być może to po prostu kwestia tego, że łatwo mi przychodzi kochanie fajnych ludzi na odległość, ale za samą Twoją obecność po drugiej stronie światłowodu nawet nerkę bym Ci oddała, bez kitu. <3

    Wymiana to super sprawa, znaczy, idea mi się podoba, bo ja sama jeszcze nigdy nic z nikim, no bo i ofertę mam kiepską, same jakieś pospolite Baśki, i bym się chyba za bardzo bała tych czynników losowo-pocztowych, i jeśli o moją lalkę chodzi, i o tę potencjalną cudzą.

    (chociaż moim lalkom nie może się przydarzyć chyba już nic gorszego niż ja, ostatnio zostawiłam kilo plastiku w płynie do płukania na tydzień, a kiedy wróciłam, okazało się, że spleśniały - tak, lalki mi spleśniały, sama do tego doprowadziłam, brawa dla mnie i te sprawy)

    No ale wróćmy do meritum - się nie dziwię, że Twoje Taeyangi obsiadły Tadzia, przecież to uke jak się patrzy! ( ° °)

  • stary_zgred1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/06 09:16:25:

    Ineczko, wiem, bo poczytuję (choć z komentowaniem to u mnie dupa straszna i w dodatku blada) ;) A taka lalkowa biblioteka to byłoby coś! Tylko co by było, gdyby wypożyczający oddawał zepsutą lalkę? Jakieś kary? Hyhy, jednak najlepiej pożyczać od swojaka :)
    Luna(tyczko) - po cichu wybąkam, że ja żadnej strucli w życiu nie upiekłam, ale to się zmieni na święta (może). Nerkę bierę od razu (mam coś plastikowego na oku)! O splaśniałkach jeszcze mi się nie zdarzyło czytać w kontekście lalek, a to ciekawe jest, że tak się da. I tak sobie myślę, że ludzie powinni dostawać nagrodę Nobla (a przynajmniej Mattela) w zakresie badań nad lalkami. Toż to jest bardzo ważna wiedza, za którą warto zapłacić. Klient winien wiedzieć, że jego lalka może spleśnieć! (Uke, khem, khem. No przyszedł mi ten pomysł do głowy i nawet zyskał rozwinięcie, ale na blogu nie można pokazać, bo właścicielka Tadzia zrobi mi kuku na bardzo dużą skalę)

  • Gość Michał Pink Flamingo napisał(a) z 5.134.65.* komentarz datowany na 2016/10/06 16:30:19:

    "Jeśli na lalkę ma spaść samolot z prezydentem to nawet nawet wróż Maciej może tego nie przewidzieć, zatem nie ma co się bać na zapas." Lol, umarłem! Zrobiłaś mi dzień tym zdaniem :)
    Wymiana lalkowa to zacna myśl, nie mówię nie, ale ja jednak miałbym pewne obawy przed wysyłaniem lalek, poza tym, mam tę paskudną wadę, że przywiązuję się do rzeczy i nawet kiedy nie znajduję chwili w codziennym rytmie dni czy tygodni na lalkowanie, to spoglądanie od czasu do czasu na swoją wychuchaną gromadkę wywołuje uśmiech na mojej twarzy (i poczucie winy okraszone przypływami inspiracji na nowe pomysły zdjęciowo-modowe ;P).

  • Gość Katarzyna Zbieraczka Dziwaczka napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2016/10/06 20:46:33:

    Ojej... ale Cię wzięło .... :):)
    Jak już Inka pisała wysyłamy do siebie nawzajem nasze lalki - na szczęście nie musimy robić tego za pomocą poczty :) . Radość z tego mamy wielką . Mój Różowy Pudel Teofil pojechał kiedyś na wakacje do Małgosi i nawet po skansenach z Nią jeździł , co Małgosińska na zdjęciach uwieczniła :)

  • stary_zgred1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/07 09:07:34:

    Miszaku, ale one wracają :) A jaka jest radość po powrocie laluchona, który na trochę wybył! Hyhy, dopiero, kiedy się człowiek na trochę jakiegoś lubianego egzemplarza z domu pozbędzie, to przekonuje się, jak bardzo go kocha i czeka na powrót starocia jak na nową lalkę :) Za to zyskuje się możliwość, by poeksperymentować trochę z tym, czego się nie zna.
    Kasiu, i to jak! Na pewno będę kontynuować tradycję wymiany, bo bardzo mi się spodobała możliwość goszczenia pięknych lalek, których nie trzeba kupować!

  • Gość Zurineczka napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2016/10/08 23:17:29:

    Zapraszanie plastików na wakacje to fajna rzecz :) i uprawiam ją już jakiś czas do spółki z Inką :) i cieszę się z moich gości i miętoszę i cieszę i . i po prostu sprawia mi to radość :) Jestem za :)

  • Gość KenSuperstar napisał(a) z *.itvmedia.pl komentarz datowany na 2016/10/09 17:13:35:

    U mnie taka wymianka nie ma absolutnie najmniejszych szans, no chyba, że jednostronna, że ktoś lalkę wyślę mi. Ja nie zaufam nikomu nawet gdyby to miał być mój najtańszy klon. Poza tym jesteś trochę zbyt łaskawa w tym opisie jak to na prawdę wygląda, ja widziałem na wielu spotkaniach jak ludzie obchodzą się z lalkami nieswoimi... nope, nie, nie, nie! - nie ma absolutnie szans!

  • Gość Naomiaoi napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2016/10/09 23:43:26:

    Wymiana to super sprawa. Od 2 lat wymieniam się z przyjaciółką lalkami, to znaczy jej idą do mnie a moje do niej na różny okres czasu. Nie miałabym nic przeciwko temu by spróbować takiej wymiany z kimś jeszcze. :)
    Przedstawiany przez ciebie lalek jest boski :), taki delikatny.

  • stary_zgred1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/10 08:46:38:

    Zurinko, ja też. Choć muszę przyznać, że tęskniłam do swojego lalka, który na czas wizyty Isulka przebywał u Balbinki. Dopiero, kiedy wybył mi z domu a na jego miejsce wskoczył młodziak, dotarło do mnie jak bardzo potrzebuję go z powrotem :) PS. Materiał na perukę okazał się futrem, ale mam do oddania czarną, z syntetycznego włosia!
    Marcinie, ja na spotkania gdzie chodzi wiele osób już nie chodzę :) Śmigam tylko do swojaków, którym w pełni ufam. Nigdy nie widziałam, żeby pastwili się nad żadną z moich lalek. W stosunku do nich mam pełne zaufanie i nie boję się przekazać swoich ulubionych egzemplarzy w ich ręce. Mam równe zaufanie do kilku(nastu) osób poznanych w sieci, choć nie znam ich osobiście. Swój swojego wyniucha :)
    Naomi, żebyś wiedziała jak mi było smutno się z nim rozstawać. Ale zakładam, że jeszcze nic straconego. Będę starała się zdobyć kiedyś takiego panicza :)

  • plandnia napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/12 08:03:58:

    pięknie piszesz, mimo że świat lalek jest mi obcy, przeczytałem cały wpis do końca; będę wracał dla samego języka, gorąco pozdrawiam!!!

  • Gość Ania z DSH napisał(a) z *.centertel.pl komentarz datowany na 2016/10/16 14:26:33:

    Fajna sprawa z tą wymianą, ja sama nie miałabym nic przeciwko temu, żeby właśnie komuś "bliskiemu" z sieci wypożyczyć swoją lalkę, choć osobiście jestem osobą przewrażliwioną i chyba bałabym się od kogoś pożyczyć jakąkolwiek lalkę, szczególnie droższą, a jednocześnie bardziej kruchą niż inne. Martwiłabym się o nią dzień i noc, jak o dziecko i będąc poza domem wymyślałabym, co mogłoby się jej stać podczas mojej nieobecności :-D

  • Gość Aya w Świecie Lalek napisał(a) z *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl komentarz datowany na 2016/10/24 19:57:59:

    Kwestia wymiany lalkowej jest jak najbardziej ciekawa, choć nie wiem, czy potrafiłabym się rozstać z laluchą, która jest delikatna, krucha i droga... :P Moje obecne panny (w dużej mierze barbioszki) mogłabym (chyba :D ) pożyczyć, ale jeśli kiedyś przygarnę coś droższego to przypuszczam, że będę miała małe wahania w tym zakresie... :D W każdym razie Twój czasowy współlokator jest cudny i ewidentnie rozkładający na łopotki swoim boskim jestestwem. :-)

  • Gość Aya w Świecie Lalek napisał(a) z *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl komentarz datowany na 2016/10/24 19:59:21:

    łopatki* znaczy :D

  • stary_zgred1 napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/30 14:24:01:

    Plandnia - dzieki, bardzo miło przeczytać taką opinię :)
    Aniu - też tak myślałam, ale naprawdę nie ma się czego bać. Trochę ostrożności i wszystko jest dobrze :)
    Ayutku - dotykasz ciekawego tematu. Nie wiem, czy patrzyłabym na cenę lalki, która ma do kogoś pojechać, ale bałabym się wysyłać z domu te kruche, które łatwo uszkodzić w transporcie. Tu cisnęłabym na kontakt osobisty.

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com