Doll land

Wpisy

  • poniedziałek, 30 kwietnia 2012
    • Jak starzeją się damy

      Na wstępie muszę przeprosić. Jakiś czas temu wprowadziłam czytelniczki i czytelników mojego bloga w błąd. Nieświadomie, ale jednak w błąd. 


      Omyłka pojawiła się we wpisie http://dolland.blox.pl/2011/10/Cztedziestoszescioletnia-pucka.html i dotyczyła nazwy prezentowanej staruszki, która, według mnie należała do lalek Tressy, choć tak naprawdę zaliczyć ją trzeba do laleczek "Bellita" - tańszych i mniej wymyślnych kuzynek Tressy. Bellitki dzieliły z Tressy rysy twarzy i odlew ciała, a różniły się przede wszystkim tym, że nie zginały nóżek, pozbawiono je "rosnących włosów" no i sprzedawane były w prostych, ubogich w szczegóły i dodatki pudełkach. Błąd wychwycił miły kolega z serwisu Flickr i to właśnie dzięki niemu mogę poprawić błąd.

       

      "Czterdziestosześcioletnia" laleczka, o której pisałam poprzednio nie przybyła do mnie sama, a w towarzystwie sympatycznej koleżanki - również Bellitki. Oto i ona:

       

      1

       

      Widoczne na lali ubranko jest jej oryginalnym wdziankiem firmowym. Pomimo, że materiał nieco już wypłowiał i strój utracił fason, to nie będę przebierać lali w żadne nowsze ciuszki. Po prostu by do niej nie pasowały. Jak zobaczycie za chwilę, twarz lalki także nosi ślady potyczek z czasem - w niektórych miejscach wytarł się na niej makijaż.

       

      2

       

      Nie wiem co było przyczyną zejścia farby z buziaka lali. Może jakieś dziecko tak intensywnie się nią bawiło, że starło kolory z ust, oczu i brwi? A może napsociło tu słoneczko? Trudno zgadnąć.

       

      "Ogrom zniszczeń" staje się wyraźny, gdy porównać blondyneczkę z jej ciemnowłosą koleżanką:

       

      3

       

      Przy okazji można porównać jak wielkie różnice powoduje intensywność makijażu. Brunetka, obdarzona ciemniejszym, ostrzejszym make-upem robi wrażenie zimnej i wyniosłej, podczas gdy pastelowa blondynka patrzy na świat jakoś tak bardziej poczciwie. Jej wyraz twarzy jest wyraźnie łagodniejszy i trochę ciakawski, przez co wywołuje u mnie żywe skojarzenia z Anią z Zielonego Wzgórza (której nie cierpiałam w wersji książkowej lecz uwielbiałam w popularnej ekranizacji telewizyjnej)


      Na szczęście z oddali różnice w dokładności i kompletności makijażu trochę się zacierają ;)

       

      4

       

      Pomimo różnic w "umaszczeniu" dziewczęta raz-dwa się zaprzyjaźniły. Nie miały wielkiego wyboru - ponieważ są jedynymi przedstawicielkami laleczek Bellita w moim domu.

       

      Po chwili wstępnej rozmowy dwie Belle ruszyły w ogród, zażyć ciepłej pogody i złapać trochę słońca na twarze, bo straszne z nich bladasy. Wiedząc o właściwościach starego plastiku, który szybko się odbarwia, starałam się wyperswadować dziewczynom pomysł na opalanie, ale nie chciały mnie słuchać. Zgodnie stwierdziły, że jestem za młoda aby dawać rady takim staruszkom jak one :D

       

      5

       

      6

      Na koniec polecam ciekawą stronę o laleczkach Tressy, Bellita i pokrewnych, gdzie można zapoznać się z ich zdjęciami, charakterystyką i historią: http://www.tressydoll.com/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Jak starzeją się damy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2012 14:49
  • niedziela, 15 kwietnia 2012
    • Zimna ryba

      Skuszona pochlebnymi opiniami posiadaczy lalek Fashion Royalty postanowiłam, że gdy zdarzy się okazja zakupu, to z niej skorzystam. Dlatego przez pewien czas szczegółowo przyglądałam się ofertom na Allegro. Ofert były, a jakże, tyle że ja nie miałam wystarczających środków :)


      Braki pieniężne uczą cierpliwości i oszczędzania. Skoro nie da się kupić pożądanej lali od razu, to trzeba pogodzić się z koniecznością dłuższego na nią oczekiwania. To z kolei pozwala porządnie przemyśleć sprawę i niejednokrotnie - zrezygnować z zakupu. Bywa przecież, że piękna lalka, którą długo podziwialiśmy na zdjęciach kolegów, okazuje się przedmiotem krótkotrwałego i ulotnego pożądania. Z drugiej strony, niemożność uzyskania lalki od ręki, wzmaga "apetyt" na nią i radość po jej otrzymaniu.

       

      Muszę z przyjemnością stwierdzić, że doświadczyłam tego drugiego stanu. Pomimo, że od dnia, w którym trafiła do mnie pierwsza FR'ka minęły JUŻ dwie doby, to do dziś nie wierzę jeszcze, że faktycznie jest już moja. Musi minąć jeszcze trochę czasu nim poczuję się jak jej prawdziwa właścicielka. Prawdopodobnie muszę się trochę "oswoić" i przestać się bać, że przez niedelikatny dotyk mogłabym coś w niej zepsuć (mam cały czas bardzo silne wrażenie, że gdy tylko zacisnę ją w dłoni, to ją połamię!)

       

      Laleczka jest niezwykle chudziutka i wydaje się krucha. Wyjątkiem jest wielki, naprawdę wielki i zgodny ze szczegółami anatomicznymi żywych kobiet biust (o rety, ona ma sutki!). Ma ciekawą, zimną urodę, która przywodzi mi na myśl płatną zabójczynię. Chciałabym kiedyś sprawić jej jakiś miniaturowy pistolecik i kaburę, w której mogłaby go nosić. Jestem przekonana, że z takim rekwizytem byłoby jej do twarzy ;)

       

      1

       

      "Fabryczne" imię lalki brzmi "Natalia Fatale" i jak sądzę, dość dobrze oddaje jej zimny i wyniosły charakter. Popatrzcie proszę na twarz lalki - czy nie wyraża ona zniechęcenia i pogardy dla świata? 

       

      2

       

      Kiedyś myślałam, że lalki Jasona Wu są równego wzrostu z Barbie. A jednak "arystokratyczne" dziewczyny są trochę wyższe od laleczek Mattel'a i nie nadają się za dobrze na partnerki dla keników. Odstają od nich starannością wykonania i "wiotkością", co widać na poniższej fotografii.

       

      3

       

      Dzięki licznym punktom zgięcia, laleczka ma możliwość naturalnego pozowania. Ja na razie nie umiem jeszcze w pełni wykorzystywać jej giętkości, lecz mam nadzieję, że z czasem nauczę się ustawiać ją do zdjęć. Zamierzam dużo ćwiczyć ;)

       

      4

       

      Jedynym słabym punktem, którego się dopatrzyłam u lalki, są klejone rzęsy. Gdyby były wszywane, to prawdopodobnie byłyby nie do ruszenia. Rzęsy klejone mają tendencję do wypadania, czego już zdążyłam doświadczyć. Na szczęście odrobina kleju i pinceta pozwoliły zapobiec katastrofie. Muszę jednak przyznać, że podczas "operacji" trochę trzęsły mi się ze zdenerwowania ręce. Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby klej zaplamił oko.

       

      5

       

      "Traumatyczna" przygoda z odpadająca rzęsą spowodowała, że jeszcze bardziej cenię Natalię. Łatwo ją zniszczyć, więc będę starała się przechowywać ją w jak najlepszych warunkach, wykluczających kolejne katastrofy. W przyszłości będę próbowała zmodyfikować delikatnie jej fryzurę, ale mam nadzieję, że moje zabiegi fryzjerskie nie zrobią jej krzywdy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Zimna ryba”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 20:13
  • sobota, 07 kwietnia 2012
    • Prawo dżungli

      Święta Wielkanocne, a także poprzedzający je okres przedświąteczny, wiążą się z ogólnospołeczną psychozą, zwaną "SZAŁ ZAKUPOWY". Świecka tradycja, sięgająca korzeniami Polski szlacheckiej, każe okres wielkich uroczystości przeżywać jak najpełniej i ... najbogaciej. Przysłowie "zastaw się a postaw się" jest w narodzie ciągle żywe. Hojnie nakryty stół wielkanocny, uginający się pod samodzielnie przygotowanymi smakowitościami, to najbardziej i najdłużej oblegane w Niedzielę Zmartwychwstania miejsce. Trudno się dziwić, wszak po długim okresie Wielkiego Postu zgłodniałe i wyjałowione żołądki domagają się treściwych i fantazyjnie podanych potraw. Zanim jednak bigosy, gołąbki, sałatki warzywne i serniki wyjadą triumfalnie na śnieżnobiałe obrusy, by dać się schrupać armii żarłoków, trzeba udać się, po potrzebne do ich sporządzenie ingrediencje do hipermarketu, na targowisko, lub w inne miejsce, obfitujące w potrzebne składniki. I tu zaczyna się kłopot, ponieważ w okresie przedświątecznym sklepy i bazarki oblegane są przez hordy Hunów, to jest dzikich i wściekłych klientów. Uzbrojeni w ciężkie, sklepowe wózki, twarde łokcie i z widmem krwawego obłędu w oczach cisną się ludzie tam, gdzie najsmaczniej i najtaniej. Nierzadko dążą do upatrzonego celu "po trupach". Aby zdobyć ostatnią puszkę brzoskwiń w syropie, która jakimś cudem uchowała się na sklepowej półce, łagodne i uprzejme na co dzień staruszki zmieniają się w rozjuszone lwice, gotowe ukatrupić laską każdego, kto stanie im na drodze do zdobyczy. Sympatyczni gentlemani, z galanterią przepuszczający niewiasty w drzwiach, zdenerwowani długimi kolejkami starają wpychać się na początek "ogonków", czym doprowadzają do histerii stateczne matki z dziećmi w wózkach, które wznosząc oczy ku górze, jakby wzywając Boga na świadka swojej krzywdy, wykrzykują w świętym oburzeniu magiczną frazę "Pan tu nie stał!". W sklepowym mikrokosmosie rządzi jednak prawo dżungli - do najlepszych produktów dorwie się ten, kto ma najszybsze nogi, najtwardsze łokcie i nie ogląda się na "konkurencję". Zgroza to straszliwa, ale cóż zrobić, przedświąteczny szał rządzi się swoimi prawami.



      Święta, mające wyzwalać w ludziach ciepło serc, radość i miłość bliźniego, w przepełnionych hipermarketach przyjmują jakieś monstrualne i groteskowe formy. Na szczęście szaleństwo kończy się w momencie, gdy objuczeni wszelkimi (potrzebnymi i niepotrzebnymi) dobrami, śpieszymy triumfalnie do domów. Myślę, że po zakończeniu zakupów ogarniają nas uczucia podobne do tych, które żywili prehistoryczni myśliwi, gdy wracali z udanego polowania. Mając w domu wszystkie (czy aby na pewno?) potrzebne składniki, możemy w końcu, w spokoju ducha, poświęcić się przygotowaniu wielkiego obżarstwa, wspominanego jeszcze wiele dni po jego zakończeniu (ach, te mamine gołąbki!).


       

      A gdy święta się kończą, można z łezką w oku powspominać wspaniałości wielkanocnego stołu, zapomnieć o stresie, związanym z ich przygotowaniem i zacząć myśleć o skutecznym odchudzaniu po wielkanocnym obżarstwie :) 


      - - -


      Żeby oderwać Was od okołoświątecznych klimatów, zapraszam do tyciej, tyciutkiej, barbioszkowej galerii, w której pozwalam sobie przedstawić sympatyczną, plażową P.J. Niech ta opalona, lalkowa dzieweczka, skieruje Wasze myśli ku lecie, wieczorom spędzonym nad morzem lub jeziorem i leniwemu odpoczynkowi w promieniach słońca. Wszak lato - już niedługo :)

       


      Obiecuję, że po Wielkiej Nocy uzupełnię fotosesję P.J. większą ilością fotografii o lepszej jakości. Słowo harcerza!*


       

      1

       

      2

       

      A na koniec jeszcze - życzenia. Niech Wam, mili blogopisacze i blogoczytacze, święta przyniosą wiele radości, spokoju, uśmiechu i miłości w rodzinnej atmosferze. Wesołego Alleluja!


       

      * - nigdy nie byłam w harcerstwie ;P 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Prawo dżungli”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 07 kwietnia 2012 18:56
  • niedziela, 25 marca 2012
    • Gość niedzielny

      Malezja musi być pięknym krajem, bo pochodzi przecież z niego gros barbioszek, zamieszkujących nasze domy ;)

       

      1

       

      Choć gość dzisiejszej notki także ma korzenie w tym azjatyckim państwie, to trudno doszukiwać się u niego skośnych oczu i kruczoczarnych włosów. Wręcz przeciwnie, należy on do grona blondasów, które często określa się jako istoty "z dużymi, niebieskimi oczami" :)

       

      2

       

      Strój panienki sugeruje, że może mieć ona coś wspólnego ze sztuką baletową.

       

      3

       

      Dociekliwi zapewne już zauważyli, że buciki, widoczne na stopach laleczki, w niczym nie przypominają puent. Cóż, nielitościwy czas spowodował, że oryginalne obuwie uległo częściowemu zniszczeniu i kompletnie nie chce utrzymać się na nogach plastikowej tancerki. Właśnie dlatego baletnica dostała na potrzeby sesji zdjęciowej buciki "zamienne". A ponieważ w szpileczkach tańczy się znacznie trudniej niż w puentach zażądała także partnera. Chętny zgłosił się dość szybko :)

       

      4


      Nie ma to jak silny, wysportowany partner. Taki to i w górę uniesie i na rękach potrzyma ;)

       

      5

       

      Gorzej zaczyna się robić, gdy partner ma ambicje na wykonywanie bardziej skomplikowanych figur!

       

      6

       

      A już zupełnie ciekawie robi się, gdy spragniony tańca chłopak przejawia chęć przymierzenia stroju partnerki :)

       

      7

       

      Prawdziwe artystki nie przejmują się wszakże takimi drobiazgami jak strój i tańczą dalej (szubidu ju ken dens)!

       

      8

       

      Przy okazji patrzą pożądliwym wzrokiem na zgrabną dupkę kenika i ślinią się na myśl o wieczornych harcach :)

       

      9

       

      A na zakończenie dzisiejszego "tanecznego" wpisu pozwalam sobie podzielić się z wami swoją malutką, grzeszną przyjemnością, jaką jest gapienie się na tancerzy ukraińskiej grupy "Kazaky". Muzykę tworzą ci panowie tragiczną, ale to, jak tańczą, w pełni gładzi ich wokalne grzechy. A na żywo to już robią totalny szał :)

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Gość niedzielny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 marca 2012 15:05
  • niedziela, 11 marca 2012
    • Ślady Yeti - happy end?

      Część 1 opowiadania

      Część 2 opowiadania

       

      Przed podróżą sprytny Heniuś zadbał o to, by Niki zaopatrzył go w porządne, ciepłe ubranie. Czarna sukienczyna, w której znalazł go kenik była wyjątkowo oszczędna w kroju i wcale, a wcale to nie grzała na wpół gołego ciała. Rosyjski ken był gentlemanem. W mig dostarczył sporą kupkę damskich szmatek, z których Heniuś wybrał sobie ciepłe odzienie.


      1

       

      Opatrzony na podróż, opity winem, rozmyślający o tym, w jaki sposób przeskoczyć w ciało Nikołaja, Heniuś ochoczo ruszył w drogę. Eskortujący go ken ani się domyślał jak brzydkie zamiary ma względem niego rezydent w ciele Lei.


      Podróż była długa i pełna niebezpieczeństw. Lalki minęły wiele dziwnych krain, zamieszkałych przez fantastyczne, niebieskie stwory ...

       

      2

       

      ... straszliwe Baby Jagi ...

       

      3

       

      ... oraz krwiożercze kwiaty - ludojady!

       

      4

       

      Dzięki odwadze i sprytowi Nika para bezpiecznie dotarła w okolice, gdzie zamieszkiwał Jack Sparrow wraz z małżonką.

       

      5

       

      Stojąc przy progu pudełka Sparrowa Heniuś nagle zapragnął zwiać. Ogarnęło go przeczucie, że jeśli spróbuje coś zmalować, to odbierze za to srogą nauczkę. Z drugiej strony żyła w nim nadzieja na opuszczenie damskiego ciała, a że Niki wyjątkowo mu się spodobał, więc postanowił z odwagą stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom.

       

      7

       

      Sparrow i Fleura byli w domu. Ostatnimi czasy rzadko wychodzili poza pudełko, ciesząc się możliwością długiego wysypiania. Na prośbę Nikiego wyleźli jednak ze środka i z uwagą wysłuchali sprawy.

       

      8

       

      Przez cały czas trwania opowieści Fleura z wielką uwagą wpatrywała się w twarz Heniusia. Gdy ten, nieco zdezorientowany, odwrócił się w jej stronę, Fleura z natężeniem spojrzała mu prosto w oczy.

       

      9


      Porażony wejrzeniem niebieskich patrzałek Fleury Heniuś padł jak nieżywy na ziemię. Żona Sparrowa nie traciła czasu - skoczyła ku niemu jak dzika kocica, zakręciła się jak fryga wokół własnej osi i sypnęła jakimś tajemniczym proszkiem na bezwładne ciało, zamieszkiwane przez dwie lalki.

       

      10

       

      W powietrzu zapachniało smołą, siarką i smażonym na grillu kaloszem, a przed oczami zdumionych lalek leżąca na ziemi postać zaczęła pączkować i dzielić się jak komórka drożdży. Już po chwili na podłodze spoczywały obok siebie dwa ciała - kobiece i męskie, oba jeszcze nieprzytomne, ale dość regularnie oddychające.


      11

       

      Minęło kilka zdrowasiek. Obie postacie westchnęły, równocześnie jęknęły: - "Och jak mnie boli głowa!" i usiadły obok siebie, badawczo lustrując się wzrokiem. To, co przed sobą zobaczyły musiało je bardzo zdziwić i zaszokować, bo z ich ust wydobyły się dziwne, ciche i raczej smutne westchnienia, których nikt nie usłyszał.

       

      12

       

      Niki, porażony rezultatem tajemniczego działania Fleury, rzucił się w kierunku uwolnionej Lei, porwał ją na ręce i chciał serdecznie wycałować barbioszkę z radości, lecz ta wstrzymała jego romantyczne zapały nieuprzejmym: "- Spadaj idioto! Nie widzisz, że się nie udało! To nadal ja, Heniek, i nadal mam te przeklęte cycki! Kim jest to czupiradło obok, nie mam pojęcia. No puśćże mnie wreszcie!"

       

      13

       

      Niki kompletnie zgłupiał i stanął w zadziwieniu jak słup soli. Otrzeźwiał dopiero wtedy, gdy na szyję rzucił mu się nieznajomy, wyczarowany przez Fleurę z powietrza, długowłosy ken, wołający w zapamiętaniu: - "Niki, to ja, Lea! Uwolniłeś mnie od Heniusia! Jestem ci taka wdzięczna!"

       

      13

       

      - "Wdzięczna?" - jęknął rosyjski ken - "Przecież jest jeszcze gorzej, niż było na początku. Nie dość, że nie wyglądasz jak kobieta, to jeszcze Heniuś w pełni przejął twoje ciało! I co my teraz zrobimy?" - zakochany po uszy w Lei kenik prawie się rozpłakał.


      - "Chwila, moment!" - gdzieś z tyłu dał się słyszeć głos Fleury. "Rzeczywiście, efekt nie wyszedł taki, jaki powinien, ale wszystko da się jeszcze odkręcić. Musicie po prostu dużo króliczyć!"


      -"Króliczyć?" - zdziwili się Niki, Heniuś i Lea.


      - "No, króliczyć. We trójkę. Jak najczęściej. W wyniku króliczenia wasze doczesne powłoki wejdą we wzajemną interakcję, która powinna pozytywnie zakończyć proces rozdzielenia. Innej rady na to nie ma."


      - "O rety!" - jęknęła cała trójka, czując że czeka ich jeszcze wiele wspólnych, dziwnych i nieco zboczonych chwil razem. I choć trochę się bali tego, co muszą zrobić, żeby w końcu było tak jak trzeba, to zdecydowali, że jednak spróbują. Bo Niki naprawdę kochał Leę, choć była nadal zaklęta w męskim ciele, Lea przylgnęła sercem do Nikiego, a Heniuś, który w głębi serca był strasznym zboczeńcem, po cichu cieszył się na gorący trójkącik.


      14

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady Yeti - happy end?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 marca 2012 14:39
  • sobota, 03 marca 2012
    • Decapitated

      "Decapitated" to jedna z moich ulubionych kapel, ale dziś będzie nie o niej, a o laleczce, która przybyła do mnie w formie dość okrojonej, czyli mówiąc prosto - jako bezcielesny łeb:

      1

       

      Główka należy do Steffi DDR, którą zapewne zdekapitowano za jakieś poważne przewinienie. Ponieważ łepetyna zachowała się w świetnym stanie musiałam, po prostu musiałam, zdobyć dla niej ciało zastępcze. W związku z tym, że kompletnie nie miałam pojęcia skąd wziąć oryginalny korpus, lalka została obdarzona ciałem zastępczym, pobranym od artykułowanej Barbie.

       

      2

       

      W rezultacie powstał OOAK, który dość wdzięcznie pozuje. Jeśli zdarzy mi się okazja kupienia oryginalnego ciała, z chęcią z niej skorzystam, a do tego czasu Stefa będzie musiała zadowolić się substytutem od Mattela ...

       

      3

       

      ... który, pozwalając na dość śmiałe ustawienie lalki, dał "loli" szansę na odbycie wiosennej sesji zdjęciowej.


      Aby lalka nie czuła się samotna, dobrałam dla niej towarzysza. Los padł na Kena z serii "Harley Davidson", który bardzo ładnie wygina się na wszystkie strony i dość korzystnie wygląda w obiektywie.

       

      4


      Ponieważ Stefa nie mogła się nacieszyć nowo otrzymanym, zginalnym ciałem, wiła się wokół modela niczym pnący bluszcz.

       

      4

       

      Otrzymanie daru artykułowalności pozwala wspinać się na wysokie szczyty :)

       

      5

       

      Z których niestety można spaść i boleśnie potłuc sobie cztery litery ...

       

      6

       

      Na szczęście Ken-gentleman nie pozwolił Stefci się rozpłakać. Jak każdy porządny chłop, postawiony w sytuacji, gdy jakaś nieszczęsna białogłowa leje ślozy, ugłaskał bidulę i utulił, tak, że lala szybko się uspokoiła i - zaczęła kleić do grzecznego chłopięcia.

       

      Wszystkie moje Keny są łase na kobiece wdzięki (nawet para Alfa-Fashionistas!), tak wiec harleyowiec przyjął flirt ze strony Stefki z uśmiechem na gębie. Wcale się nie wzbraniał przed jej ciekawskimi łapkami, które jakoś tak dziwnie zawędrowały mu pod koszulkę :)

       

      7

       

      W ogóle Kenio okazał się bardzo śmiałym modelem, chętnym by eksponować swoje wdzięki. Widząc zainteresowanie Stefki "sześciopakiem" bez wstydu pozbył się górnej części odzienia i błysnął gołą klatą.

       

      8

       

      Chciał także zdjąć spodnie, ale to już by było zbyt śmiałe posuniecie. W końcu sesja odbywała się przed godziną 22-gą!

       

      9

       

      Stefci do szczęścia wystarczyła sama klata i tatuaże na rękach.

       

      10

       

      Lalka zaproponowała przystojniakowi wspólne oglądanie dziar  w ciszy i ciemności jego pudełka, po czym parka zwinęła się z planu zdjęciowego w celu dokonania oglądu. Mam nadzieję, że się nie rozmnożą. Nie cierpię barbiowych dzieci!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Decapitated”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 15:15
    • Na sprzedaż

       

      Wyrzuciłam na Allegro komplet lalczanych trupków. Zapraszam do zakupu:


      TRUPKI

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Na sprzedaż”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 12:39
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Klony, klony, klony

      Przeglądając lalkowe zbiory zauważyłam, że po zakamarkach szuflad i gablotek chowa mi się sporo bezimiennych laleczek, które prawdziwą Barbie widziały tylko na obrazku. Ponieważ nie mam serca wyrzucić ich na śmietnik, a nie ma komu ich oddać, postanowiłam poświęcić tym niebożętom oddzielny wpis, aby poczuły, że choć wykonano je z gorszej jakości materiałów i żadna fabryka się do nich nie przyzna, to i tak sympatyczne z nich lale.

       

      Na pierwszy ogień pójdzie "najbiedniejsza" ze wszystkich kloników - "Pocahontas".

       

      01

       

      Imię laleczki na pewno was nie zdziwi - jej ciemna karnacja, czarne włosy, a także pseudo indiańskie ciuszki przywodzą na myśl słynną dziewczynę.

       

      02


      Choć Pocahontas należy do popularnych "biedo-lalek", charakteryzujących się tym, że ich ciało w środku wypełnia powietrze, przez co nie mogą zginać ani nóg, ani rąk (a jak już siądą, to straszliwie się rozkraczają), to na szczęście nie poskąpiono jej odrobiny urody. Buziak Pocahontas, wyraźnie wzorowany na starszych Steffi, został dodatkowo pomalowany w "barwy wojenne" :-)

       

      Pamiętam, że w dzieciństwie, miałam laleczki podobne do Pocahontas - puste w środku i bardzo tandetne. Nie mam pojęcia co się dziś z nimi dzieje. Może zdarzył się cud i przeżyły gdzieś na strychu?

       

      03

       

      04

       

      Wraz z Pocahontas trafiło do mnie niezidentyfikowane po dziś dzień maleństwo. Sądząc po kolorze okrywającej je narzutki, jest to dziewczynka.


      01

       

      Laleczkę wykonano dość niefrasobliwie - jak widać na poniższym obrazku, "dziecko" można posadzić, ale już rączek zgiąć się mu nie da - są zlane z korpusem na głucho. Ciekawe rozwiązanie, choć mało praktyczne.


      02

       

      Kruszynka jest sporo mniejsza niż standardowe "Evi" czy "Shelly" i z powodzeniem może grać ich młodsze rodzeństwo.

       

      03

       

      Pokrzywdzone przez los maleństwo znalazło troskliwą opiekunkę w postaci bardziej zginalnej lali, aspirującej do miana klonikowej "Marylin Monroe". Właściwie lalka do pięknej aktorki wcale nie jest podobna, ale jej platynowe włosy i uśmiech dziewczyny z sąsiedztwa przydają jej sporo delikatności i uroku. Dodatkowym atutem są zgrabne, opalone nogi.

       

      01

       

      Pomimo, że blondyneczka grzeszy wszystkimi wadami, typowymi dla klonów (okropnej jakości włosy, wyjątkowo prosty, makijaż, mała ruchliwość członków ciała, co nie ułatwia pozowania) bardzo ją polubiłam. Mimo licznych słabych stron lala jest szalenie sympatyczna i ma wesołe, trochę filuterne i jednocześnie trochę nieśmiałe spojrzenie.

       

      02

       

      03

       

      A na koniec - laleczki, które stały kiedyś (być może) w pobliżu lalek My Scene. Niedorzecznością byłoby zaprzeczać, że ich firmy-matki nie korzystały z wzorów opracowanych przez Mattel - podobieństwa widać na pierwszy rzut oka.

       

      01

       

      Obie panienki z pewnością wyszły z podobnych form, ale co ciekawe, wcale nie są do siebie podobne! Różni je praktycznie wszystko - kształt ust, oczu, sposób rozrysowania tęczówek, kolorystyka ciała i owłosienia. Niby są takie same, a zupełnie odmienne!

       

      00

       

      000

       

      Z nich dwóch nieco bardziej podoba mi się szatynka, która przypomina mi trochę disneyowską Jasminę. W odróżnieniu od bajkowej księżniczki nosi na twarzy koszmarny, brokatowy makijaż, który bardzo szpeci jej niebrzydkie, migdałowe oczęta.

       

      02

       

      Bez tej paskudnej, przeźroczysto-brokatowej ciapy na powiekach lalka mogłaby być całkiem ładna. Nie wiem po co producent upiększał zabawkę w tak wątpliwy sposób, bo większego sensu takie zdobienie nie ma. "Brokatowy" makijaż wygląda wręcz jak  malunek jakiegoś ślepego artysty, który ma problemy z trafieniem pędzlem w sztalugi. Dobrze, że reszta ciała lali nie została wymalowana w podobny sposób, bo wtedy to byłby już prawdziwy dramat.

       

      Blondynka z całą pewnością prezentuje tryumf sztuki "podkradania pomysłów". Jej twarzyczka wydaje się żywcem przeniesiona od jakiejś Majscenki.


      01

       

      02

       

      Makijaż niby ciekawy, ale zdecydowanie mniej dopracowany niż u lalek od Mattel (kolorystyka krzyczy o pomstę do nieba). W dodatku ciało, w które wyposażono klonika, przypomina twory od firmy Simba. Całość nie prezentuje się najlepiej.


      - - -

      Pomimo wielu wad i niedoskonałości urody kloniki nie są takie złe, za jakie się je uważa. Zdarzają się wśród nich egzemplarze o wyjątkowej urodzie, a nawet znacznie ładniejsze niż firmowe zabawki. Wielkim atutem takich laleczek jest cena - za stosunkowo niewysokie pieniądze można kupić namiastkę znacznie droższej lalki. Zresztą, pamiętam z dzieciństwa, że kochałam swoje kloniki równie mocno co ich firmowe koleżanki i nie robiłam między lalkami żadnej różnicy.


      Moje panienki, by pokazać że całkiem fajne z nich dziewczęta postanowiły na koniec zabłysnąć i odtańczyć ognistego kankana ...

       

      01

       

      ... po którym padły na ziemie, bo się bidulom nogi porozjeżdżały :-D

       

      02

       

      THE END!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Klony, klony, klony”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 13:27
  • niedziela, 12 lutego 2012
    • Zbiór zamknięty

      W życiu każdego człowieka nadchodzi kiedyś moment, w którym mówi sobie: "DOŚĆ! Starczy mi już tego wszystkiego! Koniec! Nie chce mi się już ciągnąć tego dłużej." U jednych oznaki zniechęcenia pojawiają się po wielu latach, u innych - dużo, dużo szybciej. Bardzo chciałabym móc powiedzieć, że należę do pierwszej kategorii. Niestety, życie weryfikuje zainteresowania i fascynacje, także te kolekcjonerskie.


      Po wielu miesiącach brzemiennych w przemyślenia postanowiłam zakończyć kolekcjonowanie. Decyzja ta zrodziła się świadomie i jest nieodwołalna. Tylko stanowcze postępowanie pozwoli mi przestać bezrozumnie trwonić środki finansowe i pustoszyć domowy budżet, który można spożytkować na rzeczy przydatne dla całej familii (a nie tylko dla mnie). I choć serce ściska gorycz, ból i smutek, muszę w końcu to napisać:

       

      Od dziś, solennie przyrzekam, nie zbierać więcej lalek marki "SIMBA"!

       

      Nie będę kupować Steffi, gdyby nawet ich cena była śmiesznie niska lub trafiały mi się okazy niezwykłej wprost urody i rzadkości. Nie pozwolę sobie zbłądzić na manowce i dać się wciągnąć w szał zakupoholizmu. O nie! - nigdy więcej! ... tylko ten jeden, jedyny, ostatni raz. No bo przecież to była okazja ...


      Ciemnowłosa okazja chodziła za mną kilka tygodni, pchając mi się przed oczy za każdym razem, kiedy wchodziłam na serwis Allegro. To, że wpadła mi w oko to jeszcze nic! Ona po prostu wdzięczyła się do mnie z ekranu, robiła rozkoszne minki, puszczała filuternie oczko - działała jak prawdziwy diabeł-kusiciel, pragnący sprowadzić cnotliwą duszyczkę na złą drogę. Broniłam się dzielnie, odwracając wzrok od tego zbereżeństwa i modląc do świętego Mamona o hart ducha by zwalczyć pokusę. A jednak nie okazałam się dość silna! Tak mi teraz wstyd. Na pocieszenie został mi tylko nowy nabytek, który, za każdym razem gdy nań spojrzę, przypomina mi o kolejnym upadku. O zgrozo! czy to uzależnienie się kiedyś skończy?

      - - -

      Zostawiając za sobą te żałośliwe jęki i stęki zapraszam do obejrzenia zdjęć kuśliwego stworzenia, przez które złamałam swoje postanowienie zamknięcia kolekcji Steffi. To brązowowłose dziewczę o pomarańczowych ustach, widoczne w otoczeniu sióstr (czarnowłosej i jasnowłosej) nie dało minąć się obojętnie. No cóż, silna wola - sobie, a lalkoholizm - sobie :)

       

      00

       

      01

       

      02

       

      03

       

      04

       

      05

       

      06

       

      Jeśli do kolekcji trafi mi się jeszcze rudzielec, to naprawdę (naprawdę!, naprawdę!) zakończę zbieranie Steffi!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Zbiór zamknięty”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 lutego 2012 13:11
  • niedziela, 05 lutego 2012
    • Ślady yeti - ciąg dalszy

      http://dolland.blox.pl/2012/01/Slady-Yeti.html

       

      Spokojna noc, spędzona w cieple i pod czuwającym okiem rosyjskiego Kena, przyniosła nieznajomej laleczce wyzdrowienie. Gdy pierwsze promienie słońca liznęły jej twarz, ślicznotka otworzyła przytomnie oczy, spojrzała uważnie w twarz swojemu wybawcy, po czym uchyliła różane usteczka, z których w ciszę pokoju popłynął męski, przepity i chropowaty głos:


      -„Hej, stary, nie masz pod ręką czegoś z procentami do łyknięcia? Od wczoraj nie miałem niczego w ustach i chętnie bym sobie jakiejś porządnej mokrości na rozruch wlał w gardło. Bo wiesz, na trzeźwo to ja jestem do niczego …”

       

      01

       

      - „Co co co co ccco się dzieje? Dlaczego tak dziwnie mówisz?” – zdziwił się Nikołaj – „Ty się chyba strasznie przeziębiłaś, bo głos ci się zmienił…”


      -„Oj tam, oj tam, żadne przeziębienie. To mój zwykły głos jest. A w ogóle to ja jestem „on” a nie „ona”. Heniuś mam na imię. Dawaj łapę na przywitanie bladasie!”

       

      02


      Niki podał laleczce dłoń, ale zrobił to z tak zdziwioną miną, że tajemniczy Heniuś poczuł potrzebę złożenia wyjaśnień.

       

      03

       

      - „No nie patrz na mnie tak podejrzliwie. Ja na serio facet jestem. Przez los pokrzywdzony! Przez ojczystą fabrykę Mattela!” – tu dziwna lalka chlipnęła sobie żałośliwie nosem – „Podczas procesu produkcji w maszynerii coś się schrzaniło i do ciała Lei, które przed sobą widzisz, wtłoczono dwie osobowości, kobiecą i męską. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że ja jestem tą męską. Tłamsimy się z Leą obok siebie w jednym ciele i bardzo nam tu niewygodnie. Nie dość, że muszę pomieszkiwać kątem u obcej baby, to jeszcze mam na klacie cycki! Człowieku, który facet chciałby mieć cycki? I wyglądać jak kobita. Ja na pewno nie!”

       

      04

       

      - „O rety!” – wydusił z siebie Nik, bo go trochę zatkało i poczuł się w towarzystwie Heniusia dość niepewnie. Ten zaś, niezrażony reakcją Kena, ciągnął dalej:


      -„Jakiś czas temu dowiedziałem się, że tu, w pobliżu mieszka pirat. Jack Sparrow go zwą. To podobno niegłupi  osobnik jest i nieźle zna się na magii. Wśród lalek chodzą słuchy, że się z Fleur chajtnął. Czaisz chłopie? Z Fleurką-ludojadką! No i ja do niego po pomoc przyjechałem, bo to naprawdę jakiś wyjątkowy Ken musi być. Byłbym wcześniej, tyle że trochę się zgubiłem po drodze. A ty mnie znalazłeś, jakby to powiedzieć, w „damskim” wydaniu. Ot i cała tajemnica.”


      -„O rety!” – po raz drugi zdziwił się Kenik , bo nie odzyskał jeszcze do końca rezonu.

       

      -„Słuchaj przystojniaku” – zagaił na nowo Heniuś –"Widzę, że nowo zdobyta wiedza trochę cię przytłacza. Proponuję krótki spacer po okolicy. Ja rozruszam nogi, a ty się trochę uspokoisz. Słyszałem, że macie tu sympatyczne tereny spacerowe."

       

      -"Mamy." - wyjąkał Nik i ciągle nie mogąc ochłonąć z wrażenia poprowadził gościa  na obchód pokoju, zaś później w pobliże okna, skąd rozciągał się widok na rezydencję Zgreda. Tam usadził niezwykłą lalkę na parapecie, przycupnął w jej pobliżu i czekał na dalszy ciąg dziwnej historii.

       

      05

       

      Heniuś nie dał mu długo czekać.

      - "Na czym to ja skończyłem? Aaaaa, na piracie. Otóż muszę się z nim spotkać, żeby mnie odczarował. Podobno wie, jak to zrobić. A tak przy okazji - nie zaprowadziłbyś mnie do tego Sparrowa? Widziałem, jak patrzyłeś na mnie maślanym wzrokiem, kiedy się budziłem. Nietrudno się domyślić, że Lea wpadła  ci w oko, ale dopóki dzielę z nią to samo ciało, to nie waż się myśleć o niczym sprośnym. Ja porządny facet jestem i przed ślubem na żadne figo-fago się nie zgadzam. Po ślubie to co innego. Niebrzydki jesteś, więc ostatecznie mógłbym się na odrobinę perwersji zgodzić. Ale, sam rozumiesz, wolałbym najpierw spróbować innych rozwiązań. To jak będzie? Pomożesz mi dotrzeć do Sparrowa? Jeśli wszystko się uda, to ja będę wolny a Lea – twoja!”

       

      06

       

      - „Zgadzam się!” – ochoczo zakrzyknął Niki – „Nie jestem co prawda pewien, czy Lea (ach, cóż to za słodkie imię – „Lea”!) będzie mną w ogóle zainteresowana, ale muszę spróbować jej pomóc!”

       

      - „No to fajno!” – ucieszył się Heniuś i zaproponował – „Nie czekajmy  zatem dłużej! Ruszajmy w drogę! Aha, jeszcze jedno – przed podróżą  chętnie bym sobie strzemiennego łyknął. Bądź tak dobry, przynieś jakieś procenty. Muszę się wzmocnić przed wędrówką.”

       

      - „Niech będzie.” – odrzekł Nikołaj – „Mam tu trochę deserowego wina , odłożonego na wszelki wypadek. Skoczę po nie, a ty przygotuj się do drogi".


      - "Się wie królu złoty." - ślicznie uśmiechnął się Heniuś i wdzięcznie pomachał Nikowi łapką - "Mykaj po winko a ja tu grzecznie poczekam".


      Gdy Niki zniknął w drugim pokoju śliczną twarzyczkę Lei przeciął złośliwy grymas. Heniuś, który owładnął ciałem nieszczęsnej barbioszki, rozmyślał o tym, w jaki sposób, podczas ceremonii "rozdzielenia", prowadzonej przez Sparrowa, przeskoczyć wprost w rosyjskiego kena. Blade ciało silkstona bardzo mu się spodobało i postanowił je zagarnąć. Z urodą Nikiego miałby spore szanse uzbierać sobie cały harem zakochanych lalek i żyć wśród nich jak król. 

       

      07

      Ciąg dalszy historii (prawdopodobnie) nastąpi (kiedyś tam)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady yeti - ciąg dalszy ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 lutego 2012 12:58

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com