Doll land

Wpisy

  • środa, 15 stycznia 2014
    • Duży rozmiar

      Przyzwyczajenie to nasza druga natura. Jak się człowiek raz a dobrze zafiksuje w kwestiach lalkowych, to później trudno mu się wyrwać z zaklętego kręgu własnych nawyków Dla przykładu - ktoś przez lata zbierał "okazy" w skali 1/12 i nagle na swojej drodze natknął się na olbrzymy, które ustawione obok lalek Barbie wyglądają niczym Guliwer w krainie karzełków. Jak tu do nich podejść? Duże toto, nieporęczne, ciężkie i jakieś takie dziwne, nie do ugryzienia.


      Tak właśnie postrzegałam lalki BJD, które znałam właściwie tylko ze zdjęć. A ponieważ najczęściej trafiałam na lalki przesłodzone i wystylizowane na małe księżniczki, więc w środku aż mnie skręcało. Nie z obrzydzenia, Boże broń, bo pomimo zbyt dużej ilości "cukru w cukrze" żywiczne panienki emanowały niezwyczajną urodą, ale z jakiegoś dziwnego poczucia, że w tych wszystkich koronkach, muślinach i pastelowych kolorach marnuje się ich potencjał. Owszem, patrzyło mi się na nie przyjemnie, ale w głowie nawet nie postała myśl o tym, że kiedyś mogłabym mieć podobną w domu.

       

      Było tak do czasu. Do czasu kiedy nie zobaczyłam na żywo pięknych panów Borze. Bladych, chudych i nieziemskich. Dwa tygodnie później poznałam absolutnie zachwycających, bardzo wyrazistych i mrocznych chłopaków Alinki. To było za dużo dla ogłupiałego nagle mózgu. Okazało się, że większa skala też ma wiele do zaoferowania, tylko trzeba umieć się w niej odnaleźć.

       

      Naturalnym odruchem było rozpoczęcie grzebania w sieci w poszukiwaniu najsmakowitszych okazów. Nie musiałam długo szukać. Nadzwyczaj atrakcyjni lalkowi panowie pchali mi się na ekran komputera drzwiami i oknami, a jeden ciekawszy od drugiego. Panie też się pchały, ale je pacyfikowałam. Doszłam do wniosku, że wystarczy mi świadomość ich istnienia i od czasu do czasu - możliwość przyjrzenia się którejś z bliska lub w Internecie.

       

      Po opadnięciu pierwszej fali emocji oczekiwałam, że apetyt na BJD nieco się zmniejszy. Zaprawdę, kiepski ze mnie prorok! Chęć na dużego lalkowego chłopaka wcale nie schowała się do kąta, a zaczęła co wieczór wychodzić na sam środek pokoju, w którym aktualnie siedziałam, i wyć: "Kup!, Kup! Kup!"

       

      Wśród lalek "od zawsze" interesują mnie dorosłe osobniki, nie będące kobietami (czyli mężczyźni i obojnaki :P). W przypadku BJD nic się w tej kwestii nie zmieniło. Niestety liczebność "dużych" chłopców jest przeogromna, a to wcale nie pomaga przy wyborze. Mogąc zdecydować się na pięknego blondyna, ognistego bruneta, eterycznego elfa i setki innych lalek, można się pogubić jak ten osiołek, któremu dano mu w dwa żłoby i który marnie skończył.


      Ale jak wiadomo - dla chcącego nic trudnego! Po wielu przemyśleniach wybór się dokonał. Postawiłam na instynkt. Jeśli po raz pięćdziesiąty wracasz na stronę tego samego producenta i po raz pięćdziesiąty oglądasz zdjęcia tej samej lalki, która nie chce dać ci spokoju, to znaczy, że twoje serce przestało cię słuchać i samo wybrało to, co jest mu potrzebne do szczęścia. I nie ma znaczenia, że inne dostępne modele są atrakcyjniejsze wizualnie lub mają w sobie więcej delikatności.

       

      Nie pozostało nic innego niż zebrać środki, złożyć zamówienie i czekać. Z niecierpliwością i poddenerwowaniem, bo może już jutro, albo pojutrze lalka zostanie wysłana? Albo chociaż za tydzień?

       

      Ale w świecie BJD cudów nie ma - trzeba odczekać swoje. Co oznacza okres około 90 dni. Długo. Nieznośnie długo. Można się przez ten czas nieźle nakręcić. Codzienne sprawdzanie statusu zamówienia na stronie producenta niestety niczego nie przyśpiesza.

       

      No wiec czekamy. Czekamy, czekamy, czekamy. Mija miesiąc, dwa, trzy i w końcu, gdy nadzieja już trochę przygasła, pojawia się informacja o nadaniu przesyłki. Następuje szał, kolorowe baloniki lecą do nieba, grzmią trąby, piękne dziewczęta tańczą kankana, a spod ziemi wychodzą krasnoludki i z radości sikają do mleka, które się zsiada. Cały świat wariuje. Jest cudnie!

       

      A później nadchodzi mega obciachowy moment, który nazywa się "box opening". To taka niezrozumiała tradycja, żeby wyjmowanie lalki z pudełka dokumentować krok po kroku, ochając i achając nad każdym jej szczegółem anatomicznym. Straszna nuda, naprawdę. Dlatego Wam jej oszczędzę! Ha! Koniec z tradycją, Niech runą posady świata!

       

      Ale żeby wszystko nie odbyło zupełnie od czapy coś tam pokażę. Już za chwileczkę, już za momencik. Jak to się mówi - odliczanie czas zacząć:

       

       

       

       

      Jeden ...

       


       

       

      Dwa ...

       


       

       

      Trzy ...

       

       


       

      Tu chciałabym zaznaczyć, że liczymy do setki, korzystając przy tym z pomocy światowej sławy eksperta:

      hrabia

       

       

       

       

      Cztery ...

       

       

       

       

      Pięć ...

       

       

       

      Ach, zapomniałam, że umiem liczyć tylko do pięciu. No trudno, policzymy sobie razem kiedy indziej. A dzisiaj - tu i teraz - zapraszam do oglądania zdjęć. Jak oryginalnie :P

       

      01

       

      02

       

      03

       

      04

       

      05

       

      06

       

      To nie jest klasyczna uroda, a właściwie nawet więcej tu brzydoty niż urody. Ale to jest właśnie to, co spowodowało, że lalek mi się tak bardzo spodobał. Teraz jest mój i właśnie ze względu na to jest najpiękniejszy :)

       

      Żywiczny chłopak, którego w końcu mam u siebie, to Hansel od Granado. Ale Hansel to nazywał się, gdy jeszcze mieszkał w Chinach. U mnie został przemianowany na Larwę.

       


      Larwa nie miał łatwego życia. Po śmierci rodziców, gdy miał zaledwie kilkanaście lat, trafił na ulicę. Aby przeżyć, musiał się sprzedawać różnym zboczeńcom. Obecnie realizuje się w roli alfonsa. W młodości marzył o karierze naukowej, ale ze względu na trudny start w dorosłość wyspecjalizował się właściwie tylko w języku francuskim i greckim (ale nie chodzi tu o sukcesy lingwistyczne - if you know what I mean).


      Larwa lubi łatwo zarobione pieniądze i raczej beztrosko podchodzi do problemów życiowych. Dla własnej przyjemności i korzyści nie cofa się przed nieetycznym zachowaniem. Uważa, że skoro sam wiele przeszedł, to nie musi żałować innych i ma prawo, by ich wykorzystywać. W kwestiach sercowych jest niestały - skacze z kwiatka na kwiatek i niespecjalnie przejmuje się tym, że komuś złamie serce (ale to do czasu).


      Przy swojej nie najprzyjemniejszej naturze pan L. zachował choć trochę z porządnego człowieka (lalka) i umie wykrzesać z siebie prawdziwe uczucie. Troskliwie opiekuje się młodszym bratem, którego jak może broni przed wszystkim, co mogłoby go zranić. A kiedy się zakochuje - no cóż, to na zabój i bardzo poważnie. W kim zaś lokuje uczucie? W kimś, kto jest poza jego zasięgiem i należy do innej sfery. I być może, nigdy się nie zainteresuje lalkiem z nizin społecznych. Jak to będzie - pokaże czas :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (42) Pokaż komentarze do wpisu „Duży rozmiar”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 15 stycznia 2014 20:13

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com