Doll land

Wpisy

  • sobota, 28 stycznia 2017
    • Roszpunka

      Jak to z bajkami Disneya jest dziwnie - wizualnie są piękne, a treściowo - mdłe. Ostatnią, na której zatrzymałam się w animacyjnym rozwoju była "Piękna i bestia", która, o zgrozo, niedługo trafi znów na ekrany kin; tym razem w wersji aktorskiej. Już czuję swąd odgrzewanego kotleta, choć może jest to tylko dusząca woń smogu, który od ponad miesiąca panuje w majestacie nad Warszawą.

       

       

      W zasadzie nie śledzę już disnejowskich nowości, ale czasami coś tam sobie jednak obejrzę, jak choćby "Zaplątanych", którzy zaskoczyli mnie ponadprzeciętnie przystojnym bohaterem i popsutą jak wnętrze próchniczego zęba, złą macochą. Tego pierwszego ściągnęłam do domu, tej drugiej jakoś się nie udało. No i ku mojemu ubolewaniu, mam poważne braki w zakresie Roszpunki.


       

      1

       

       

      Julek/Flynn bez Roszpunki robi wrażenie zagubionego, więc podrzucenie mu partnerki jest, w pewnym sensie, sprawą kluczową i nie cierpiącą zwłoki. Idąc na łatwiznę mogłabym przysposobić którąkolwiek z łatwo dostępnych Roszpunek od Hasbro, ale co na jakąś spojrzę w sklepie, to mi się łeb sam w drugą stronę odwraca. Księżniczek od Simby nawet nie biorę pod uwagę, a oryginalne, disney-storowskie "Raszple" były i nadal są drogie, więc mój melancholijnie skrzywiony Julisław Flynnowicz Bezroszpunkow musi póki co tolerować substytut.


      Substytut w ogóle nie jest podobny do oryginału, ba, nawet nie jest lalkową kobietą, ale ma bezsprzecznie najdłuższe włosy w lalkowym towarzystwie i lubi od czasu do czasu nosić warkocz, więc imię pasuje do niego jak ulał.


       

      32528212496_04a059de49_z

       

       

      Zanim Roszpunka został ochrzczony Roszpunką, przekradał się przez życie pod innymi imionami. Na początku miał być z niego Lolo, ale brzmiało to niepoważnie i pachniało mi tanią knajpą, gdzie non-stop serwuje się  grochówkę, więc został przemianowany na Jerzego. Jerzy utrzymał się w siodle z miesiąc czy dwa, czyli do czasu, kiedy znajoma osoba nie rzuciła w jego kierunku imieniem: "Jarosław", które na jakiś czas przylgnęło do jego skóry, ale opadło jesienią na rzecz Piętaszka. Piętaszek zmył się razem z listopadowymi deszczami i nastało imienne bezkrólewie, które zakończyło się w momencie, gdy bezimienny założył na głowę nową perukę. Po jej zapleceniu w warkocz stało się jasne, że były Piętaszek od zawsze był Roszpunką i Roszpunką już zostanie.


       

      32416258502_5eeccaacb8_z

       

       

      Roszpunka z racji swoich gabarytów, nijak nie nadaje się dla Julka, więc stoi półkę niżej niż on, w towarzystwie innych gigantów, udając, że jest dobrotliwą i przyjacielską lalką. Trochę mu to nie wychodzi, bo twarz ma osowiałą, jakby cierpiał na jakieś kompromitujące dolegliwości gastryczne. Znajoma, z którą bardzo, ale to bardzo się nie lubimy, twierdzi, że to zbolała mina kota, który nażarł się za dużo wątróbki i dostał zatwardzenia. Ja wolę mówić, że Roszpunkę gnębi ból zęba i polip w nosie, ewentualnie naoglądał się za dużo "Zmierzchu", co spowodowało u niego permanentny smutek i zniechęcenie.


       

      32416239292_de3f931e4e_z

       

       

      Roszpunka pławi się w swoim ponuractwie jak rybka w stawie i nie ma zamiaru przywoływać na twarz uśmiechu. Co ciekawe, taką tendencję przejawia większość moich lalek. Chyba najbardziej lubię właśnie te o neutralnym wyrazie twarzy, choć u początków mojej działalności zbieraczej prym oddawałam wesoło wyszczerzonym superstarom. Dziś moje półki goszczą głównie smutnych panów i panie, a radosnych lalek ubywa z każdym rokiem. Uśmiechnięte są dla mnie za mało uniwersalne. Smutasy lepiej wypadają w  obiektywie aparatu i często do nich wracam, podczas gdy wesołe, jedna za drugą, wskakują na Allegro i odpływają w nieznane.


       

      31725222464_c4c42bd878_z

       

       

      Zastanawiając się, co właściwie chciałam przekazać Wam w dzisiejszej notce, spojrzałam w lustro - i już wiem! Czy te wszystkie melancholijnie - smutne lalki, które u nas rezydują, nie przypominają nas samych, tuż po porannym zerwaniu się z łóżka, kiedy trzeba szybko wyszykować się do pracy? Daję głowę, że o szóstej rano w poniedziałek wyglądam toczka w toczkę jak Roszpunka (nawet stawy skrzypią mi prawie tak jak jemu), z tym że nieco bardziej przypominam zombie. Z odrętwienia budzę się dopiero w biurze, w okolicy godziny ósmej, już po wlaniu w siebie kubka kawy i przegryzieniu jakichś kalorii. Poranne wstawanie zimą nie jest moją ulubioną formą rozrywki, oj nie, ale jeszcze mniej ciepła w sercu żywię dla dojazdów komunikacją miejską, kiedy trzeba się kisić w towarzystwie ludzi o smutno wyciągniętych w dół twarzach. W porannych autobusach śmiało można by kręcić film o depresji. Dlatego wolę te wieczorne, choć można się w nich często natknąć na panie i panów, którzy popijali napoje rozweselające. Komunikacja miejska to temat na dłuuugie opowieści, które już plączą mi się pod językiem, ale ja tu przecież powinnam nawijać krótko i na temat, czyli o lalkach, a nie o bzdetach i bólach okołoporodowych :) Obiecuję poprawę, szczerze i zdecydowanie, tyle, że jeszcze nie teraz, bo jeśli od czasu do czasu nie dostanę słowotoku, to się zaduszę.

       

       

      32189982630_e752f58994_z

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Roszpunka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2017 15:30
  • piątek, 06 stycznia 2017
    • Dwugłowy potwór, co ma w karku otwór

      Jako nałogowy przeglądacz okazji na Allegro i Olx oraz łapacz przecen, oferowanych przez internetowe sklepy z zabawkami, muszę ze smutkiem stwierdzić, że w Polsce skończyła się już definitywnie moda na My Scene. Jeszcze do niedawna lalki te można było dostać dosłownie wszędzie - zarówno te pudełkowe jak i używane; obecnie ich zasoby drastycznie się skurczyły. Przeszukiwanie stron z rozszerzeniem "PL" pozwala trafić na pojedyncze egzemplarze z najpopularniejszych serii, ale o tych z "wyższej półki" można zapomnieć. Nie chcę krakać, ale wydaje mi się, że już niedługo Scenki będą kosztowną rzadkością, sprowadzaną z eBaya i innych zagranicznych serwisów.


      Przestraszona perspektywą ich całkowitego zniknięcia zadecydowałam o ściągnięciu jednej z Allegro, póki jest to jeszcze możliwe. Zależało mi na egzemplarzu w idealnym stanie, żeby poczuć przez chwilę to, co czuły dzieci, dostając do swoich rąk tak kolorowe i bogato wyposażone lalki. Oczywiście Scenki już do mnie w przeszłości trafiały, ale wszystkie dotkliwie poranione w zabawach z małoletnimi i nagusieńkie, a mnie oprócz lalek zależało na pełnym i niezniszczonym stroju. 


      Allegro zaproponowało dwa warianty zapudełkowanych lalek - Scenki z serii "Street art" i "Swappin' styles". Padło na tę ostatnią, z powodu osobliwości zestawu, składającego się z ciała oraz dwóch wymiennych główek i dodatkowego ubranka. Pewne znaczenie miało też to, że swappianka otrzymała karnawałowo skrzący się, a więc modny i na czasie, makijaż. Tyle brokatu, ile sypie się z jej (ich?) twarzy, nie widziałam nawet przy odpakowywaniu ozdób choinkowych!


       

      1


       1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      Wymienne głowy u matellowskich lalek to lubiany w firmie patent - do tej pory wypuszczono takich dziwadełek kilkanaście, w tym sporą część właśnie w serii "My Scene". Wielkogłowe dziewczęta eksperymentowały także z rosnącymi ciałami (Growing up glam), zmianą wyrazu twarzy (Fab Faces), a nawet wymiennymi twarzami (Lots of looks). Gdybym miała możliwość, to chętnie przygarnęłabym którąkolwiek laleczkę z każdego z tych wypustów. Pomysły, które za nimi stoją, są jak dotknięcie palcem szalonego boga - na poły przerażają i jednocześnie uwodzą swoją śmiałością.

       

      1

       


      1


      1

       

       

      Póki moja lalkowa zbieranina nie została jeszcze skażona obecnością pokazanych wyżej potworów*, mam czas, by nacieszyć się z dwugłowego maszkarona, którego wbrew własnym zasadom nie odczepiłam na razie od macierzystej tekturki. Muszę przyznać, że całkiem ładnie na niej wygląda, pomijając skołtunione od nowości włosy, cisnące się we wszystkie możliwe zakamarki pudełka.

       

      W związku z tym, że całkowicie ominął mnie hype na Scenki, dopiero dziś odkrywam, że były to całkiem przyjemne, choć oczywiście kontrowersyjne lalki. Ich przesadzone makijaże i kuse, fikuśne stroje nie raz wywołały internetowe debaty. Nie znam innych lalek, które w czasie, gdy interesowałam się już zabawkami "na poważnie", siały równe Scenkom zgorszenie. Kontrowersyjność bezspornie przyczyniła się do ich ogromnego sukcesu, zakończonego bolesnym upadkiem i dyskontynuacją linii.

       

      Dziś, kiedy wspomnienie ich świetności nieśmiało wystawia głowę z lamusa, na wielkogłowe panienki patrzy się znacznie czulej, a nawet z nutą melancholii. Jakież one miały fantazyjne stroje! Koronki, lateks, kolorowe tasiemki, jeans - wszystkie te materiały były kombinowane w setki odważnych kreacji, do których wzdycha dziś niejeden kolekcjoner, nawet jeśli nie należał do miłośników Scenek.

       

      Obdarte ze swoich fantastycznych strojów Scenki nie robią tak potężnego wrażenia jak wersje pudełkowe. Ich ciała widzieliśmy już wiele razy, bo przecież to standardowe, matellowskie kadłubki, na których rezydowały liczne jak szarańcza Barbiowate z innych playlinowych serii.  Scenkowe dziewczęta odróżniały się na ich tle tylko "rozdętymi" główkami o nierealistycznych rysach twarzy i właściwie to tyle, jeśli chodzi o ich "innowacyjność".

       

      Scenkowi panowie (scenarzyści?) mieli więcej szczęścia u projektantów, bo ich wielkie łepetyny nasadzono na odpowiednie rozmiarem ciała, które w dodatku całkiem nieźle się zginały. Nie dziwota, że mieli rwanie u koleżanek - któraż dziewoja nie byłaby oczarowana młodzieńczą twarzą, fryzurą w typie "dziś czesał mnie kot" i silnymi, męskimi ramionami, które bez problemu mogą otoczyć jej kibić?

       

       

      1

       

      Scenkowie mieli jeszcze jedno przezacne zastosowanie - otóż w sam raz nadawali się na partnerów dla wielkogłowych lalek z przeszłości - Fleur i Sindy bardzo wdzięcznie wyglądają w ich objęciach i wcale nie razi, że takie oblubienice są kilka razy starsze od młodzieńczych Don Juanów.

       

      Sindy i Fleur u mnie brak, więc chcąc uchronić jedynego męskiego przedstawiciela scenkowego gatunku od starokawalerstwa ... przylutowałam go drucikami go do tekturki, na której przebywa jego dwugłowa połówka, narzucona przez Mattel. Nie uwolniłam jej z oków opakowania, bo mam wrażenie, że nie dam rady znaleźć jej lepszego tła niż złota ściana, na której ją umocowano.

       

      Żartowałam ;) Żadna lalka nie uchowała mi się w pudełku dłużej niż pół dnia. Scenki uwolniłam prawie zaraz po odebraniu paczki z przesyłką od listonosza :)

       

       

      1

       

       

      1


       1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      1

       

       

      1

       

      Błogosławiony między niewiastami :) Bidul jest zmuszony, by chodzić na podwójne randki z dwoma różnymi wcieleniami tej samej dziewczyny. Doprawdy nie wiem jak sobie z tym radzi psychicznie.

       

      * Wszystkie zdjęcia nietypowych Scenek znalazłam i pobrałam z najbardziej chyba znanego scenkowego bloga w Internecie, czyli http://wyscene.blog.cz/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (22) Pokaż komentarze do wpisu „Dwugłowy potwór, co ma w karku otwór”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 06 stycznia 2017 14:32

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com