Doll land

Wpisy

  • niedziela, 14 stycznia 2018
    • Baza kloników

      W zeszłym roku bardzo głęboko zakiełkował we mnie pomysł na stworzenie galerii kloników. Ile razy nie przeszukiwałabym sieci, to takiego miejsca, gdzie można byłoby rozpoznać laleczki „no name”, dostępne w naszej strefie klimatycznej w latach 70-tych i 80-tych, nie było. Mam w domu kilka książek o lalkach, ale książki mają tę wadę, że ich przeszukiwanie jest czasochłonne, no i zawarte w nich wiadomości się nie aktualizują. Zatem zapadła decyzja – spróbuję stworzyć takie miejsce sama.


       

      Oczywiście łatwo jest rzucić hasło: „Zrobię to!”, a jak przyjdzie co do czego, to robi się pod górkę. Zanim jeszcze porządnie zastanowiłam się nad planem działania, narodziła się we mnie gromada pytań, na które nie umiem sobie sama odpowiedzieć, bo co i rusz przychodzi do głowy inne rozwiązanie. Dlatego, idąc na łatwiznę, podzielę się tymi pytaniami z Wami, licząc na odzew i podpowiedzi:



      1. W jakiej formie opracować taką bazę? W formie autonomicznej strony internetowej czy też poprzez dołączenie się do jakiejś bazy już istniejącej? To drugie oznacza dostosowanie się do reguł tej istniejącej już strony, ale jestem w stanie się na to zgodzić. Jednak swoja własna strona mocno kusi – tu mogę poszaleć z układem i wszystko samodzielnie zaprojektować. Jak myślicie – które rozwiązanie lepsze? Które będzie bardziej przystępne dla potencjalnego użytkownika?



      2. W jakiej formie podawać wiadomości na takiej stronie? Encyklopedycznie, czyli poprzez komasowanie wszystkiego co wiem i uda się wyszperać w sieci? A może ograniczyć się do podstawowych informacji i linkować odpowiednie strony www (które mają tendencję do znikania, co może wpływać na utrupienie części informacji)?



      3. Zdjęcia. Wiadomo, że pomimo sporej liczby kloników w domu nie dysponuję wszystkimi, które chciałabym opisać. Dlatego ściągając zdjęcia (np. z eBaya) pytam właścicieli o możliwość ich użycia. Do tej pory nikt mi nie odmówił. Czy mogłabym także udać się "po prośbie" do Was?


       

      4. Jak opisywać i katalogować laleczki, o których zupełnie nic nie wiadomo (nie jest znana ich nazwa, nie zachowało się opakowanie, nikt ich nie kojarzy). Oczywiście przewiduję dział N/N (no name), ale w związku z tym, że może się on rozrosnąć, fajnie byłoby dzielić kloniki pod względem jakichś cech. Tylko jakich? Kształt głowy? Typ ust (otwarte/zamknięte), typ ciała? Jak myślicie?



      5. W jakim języku prowadzić taką bazę. Ja skłaniam się ku językowi angielskiemu, ale może rozsądniej będzie robić to w dwóch językach: i po angielsku i po polsku? Nie chciałabym stworzyć bariery dla potencjalnych użytkowników bazy, ale z drugiej strony – język angielski jest dziś powszechnie w użyciu. Uchhh, potrzebne mi podpowiedzi!


       

      6. Współpracownicy. Jestem świadoma, że sama takiego projektu nie uciągnę w pojedynkę. Dlatego chciałabym spytać, czy ktoś z Was nie chciałby się do niego dołączyć? Wielu z nas ma gotowy materiał – na przykład w formie notek i zdjęć na blogu, które wystarczy tylko przetłumaczyć. Tu mam trochę wątpliwości, bo zdaje sobie sprawę, że pytam o owoce Waszej pracy, ale może jednak kogoś by to zainteresowało?

       

       

      Takie to właśnie problemy objawiły mi się w nowym roku. Będę bardzo wdzięczna za wszelką pomoc i podpowiedzi w temacie. Mam nadzieję, że za bardzo Was nie zanudziłam tym bezfotkowym wpisem :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Baza kloników”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 14 stycznia 2018 12:12
  • czwartek, 11 stycznia 2018
    • Impostor

      Wiadoma to rzecz, że najlepszą bazą rozpoznawczą mattelowskich lalek jest serwis https://vk.com/albums-29352952. Lalki są w nim podzielone ze względu na typ (mold) twarzyczki, a w obrębie poszczególnych typów posegregowane w oparciu o ilość dolnych rzęs. Jeśli nie jestem w stanie samodzielnie dojść, co za Barbie do mnie trafiła, bez wahania kieruję się ku zasobom tej przebogatej wyszukiwarki.


       

      Właśnie tak zrobiłabym, gdybym nie była pewna, że poniższa laleczka, wyglądem sugerująca bliskie pokrewieństwo z mattelowskimi tworami spod znaku Kayla/Lea, jest klonikiem. Pewność tę mam dlatego, że sama ją kupiłam w popularnym sklepie wielobranżowym "Kaufland". Lalka zapakowana była w pudełko oznaczone nazwą "Balowa księżniczka" i kosztowała 29,99 zł. Opis na opakowaniu jasno wskazywał producenta z Chin.


       

      1

       * * *

       

      1

       

      Kauflandowa seria "Balowa księżniczka" miała dwa typy lalek do zaoferowania - były to laleczki o ciemnej i jasnej karnacji. Zdecydowanie bardziej spodobały mi się te pierwsze. Blondynki  kopiowały mold, który najpełniej przejawił się u lalek "Sporty" z najwcześniejszych serii Fashionistas. Choć nie były brzydkie i dałoby się wybrać wśród nich interesujący egzemplarz, to moja niska wydolność finansowa pozwoliła mi zapakować do koszyka wyłącznie brunetkę.


      Choć nie zrobiłam w sklepie zdjęcia blondynki, mogę pokazać Wam, jak mniej - więcej ona wyglądała, posługując się fotografią z sieci, przedstawiającą laleczkę z serii "Kaibibi". Nie mam żadnych wątpliwości, że lalki dostępne w Kauflandzie były z nią bardzo blisko spokrewnione i różniły się wyłącznie nazwą importera oraz opakowaniem, które dopracowano tak, by odpowiadało potrzebom polskiego konsumenta.


       

      1

       

      Moja wybranka, którą zabrałam do domu, wygląda natomiast tak:

       

       

      1

       

       

      Twarzyczka przenosi wszystkie charakterystyczne cechy oryginalnej Barbie (Kayli/Lei). Myślę, że mogła nawet wyjść z matellowskiej matrycy. Ciało lalki to standardowe "belly button", choć, oczywiście, brakuje na nim logo "Mattel", no i jest całkowicie niezginalne - ręce, nogi i korpus wykonano z twardego plastiku. Mimo to, po przebraniu w dobre jakościowo ciuszki, żółtooki klonik bez problemu wtopiłby się w gromadę "Barbiów".


      Szczegółem, który najszybciej zdradza tajemnicę pochodzenia lalki "z nieprawego łoża", są nietypowe elementy makijażu, czyli "włochate" brwi i "kocie" oczy z intensywnie żółtą tęczówką, zerkające na lewo, obwiedzione bardzo wyraźną, czarną kreską. Można by rzec, że lalka dostała oczy w konwencji wieczorowej. Oryginalne, mattelowskie Kayle/Lee rzadko są tak drapieżnie umalowane - nawet jeśli do wnętrza ich oka zostaje wprowadzony czarny kontur, to jest on znacznie subtelniejszy. Widocznie przedsiębiorczy Chińczyk nie bawił się w delikatności i dość mocno dociskał pędzel. Summa summarum wcale mu to źle nie wyszło :)


       

      1


      Oryginalną sukienka balowej księżniczki zdjęłam właściwie od razu. O ile dość dobrze wyglądała zza szybki pudełka, to po wyjęciu lalki z tekturki bezwstydnie ujawniła brak fasonu i tendencję do workowatości. Jeśli pracował nad nią jakiś designer - to jego wkład skończył się na etapie projektowania stroju, bo krawcowe, które go szyły, nie wykazały się nadmierną starannością. Moja lalka na pewno nie będzie chodzić w tej łososiowej bezie, która nieziemsko ją pogrubia i podkreśla nieistniejące mankamenty figury. Na moich zdjęciach lalka prezentuje się już przebrana w strój od My Scene. Nie jest to jej docelowe ubranko, ale chwilowo nie udało mi się dobrać nic innego.

       

       

      1


      Wraz z sukienką do wora z nieużywanymi akcesoriami powędrowały także kolczyki. Dzięki koleżance z forum (Reiha), wiem, że są to kolczyki wzorowane na ozdobach, które nosiła w uszach Operetta, ta w sukience w pajęczyny.


      Z oryginalnych przydasiów zostawiłam na lalce tylko buciki. Są zgrabnie odlane i dobrze wyglądają na nóżce. Cała reszta oryginalnego stroju czeka na lepsze czasy :)

       

      Z ciekawostek - w pudełku lalki znajduje się stojak. Także sklonowany - źródłem inspiracji, tak jak w przypadku kolczyków, były dodatki do lalek Monster High. Tym samym lalka i podstawka mają się do siebie jak słoniowa noga do trzewika - jedno w drugie się nie zmieści, nawet gdybyśmy bardzo tego chcieli.


       

      1

       

      Kończąc wpis pozostawię Was ze zdjęciami pudełka. Jeden z napisów na jego boczkach dziwnie przypomina słynną frazę z bardzo nadużywanej piosenki Maryli Rodowicz. To taki malutki, polski akcent na produkcie, który został powołany do życia w Chinach.  Drobna rzecz, a cieszy, prawda? :)


       

      1

       

      * * *

       1

       

      * * *

       

      1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Impostor”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 stycznia 2018 08:51

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com