Doll land

Wpisy

  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Klony, klony, klony

      Przeglądając lalkowe zbiory zauważyłam, że po zakamarkach szuflad i gablotek chowa mi się sporo bezimiennych laleczek, które prawdziwą Barbie widziały tylko na obrazku. Ponieważ nie mam serca wyrzucić ich na śmietnik, a nie ma komu ich oddać, postanowiłam poświęcić tym niebożętom oddzielny wpis, aby poczuły, że choć wykonano je z gorszej jakości materiałów i żadna fabryka się do nich nie przyzna, to i tak sympatyczne z nich lale.

       

      Na pierwszy ogień pójdzie "najbiedniejsza" ze wszystkich kloników - "Pocahontas".

       

      01

       

      Imię laleczki na pewno was nie zdziwi - jej ciemna karnacja, czarne włosy, a także pseudo indiańskie ciuszki przywodzą na myśl słynną dziewczynę.

       

      02


      Choć Pocahontas należy do popularnych "biedo-lalek", charakteryzujących się tym, że ich ciało w środku wypełnia powietrze, przez co nie mogą zginać ani nóg, ani rąk (a jak już siądą, to straszliwie się rozkraczają), to na szczęście nie poskąpiono jej odrobiny urody. Buziak Pocahontas, wyraźnie wzorowany na starszych Steffi, został dodatkowo pomalowany w "barwy wojenne" :-)

       

      Pamiętam, że w dzieciństwie, miałam laleczki podobne do Pocahontas - puste w środku i bardzo tandetne. Nie mam pojęcia co się dziś z nimi dzieje. Może zdarzył się cud i przeżyły gdzieś na strychu?

       

      03

       

      04

       

      Wraz z Pocahontas trafiło do mnie niezidentyfikowane po dziś dzień maleństwo. Sądząc po kolorze okrywającej je narzutki, jest to dziewczynka.


      01

       

      Laleczkę wykonano dość niefrasobliwie - jak widać na poniższym obrazku, "dziecko" można posadzić, ale już rączek zgiąć się mu nie da - są zlane z korpusem na głucho. Ciekawe rozwiązanie, choć mało praktyczne.


      02

       

      Kruszynka jest sporo mniejsza niż standardowe "Evi" czy "Shelly" i z powodzeniem może grać ich młodsze rodzeństwo.

       

      03

       

      Pokrzywdzone przez los maleństwo znalazło troskliwą opiekunkę w postaci bardziej zginalnej lali, aspirującej do miana klonikowej "Marylin Monroe". Właściwie lalka do pięknej aktorki wcale nie jest podobna, ale jej platynowe włosy i uśmiech dziewczyny z sąsiedztwa przydają jej sporo delikatności i uroku. Dodatkowym atutem są zgrabne, opalone nogi.

       

      01

       

      Pomimo, że blondyneczka grzeszy wszystkimi wadami, typowymi dla klonów (okropnej jakości włosy, wyjątkowo prosty, makijaż, mała ruchliwość członków ciała, co nie ułatwia pozowania) bardzo ją polubiłam. Mimo licznych słabych stron lala jest szalenie sympatyczna i ma wesołe, trochę filuterne i jednocześnie trochę nieśmiałe spojrzenie.

       

      02

       

      03

       

      A na koniec - laleczki, które stały kiedyś (być może) w pobliżu lalek My Scene. Niedorzecznością byłoby zaprzeczać, że ich firmy-matki nie korzystały z wzorów opracowanych przez Mattel - podobieństwa widać na pierwszy rzut oka.

       

      01

       

      Obie panienki z pewnością wyszły z podobnych form, ale co ciekawe, wcale nie są do siebie podobne! Różni je praktycznie wszystko - kształt ust, oczu, sposób rozrysowania tęczówek, kolorystyka ciała i owłosienia. Niby są takie same, a zupełnie odmienne!

       

      00

       

      000

       

      Z nich dwóch nieco bardziej podoba mi się szatynka, która przypomina mi trochę disneyowską Jasminę. W odróżnieniu od bajkowej księżniczki nosi na twarzy koszmarny, brokatowy makijaż, który bardzo szpeci jej niebrzydkie, migdałowe oczęta.

       

      02

       

      Bez tej paskudnej, przeźroczysto-brokatowej ciapy na powiekach lalka mogłaby być całkiem ładna. Nie wiem po co producent upiększał zabawkę w tak wątpliwy sposób, bo większego sensu takie zdobienie nie ma. "Brokatowy" makijaż wygląda wręcz jak  malunek jakiegoś ślepego artysty, który ma problemy z trafieniem pędzlem w sztalugi. Dobrze, że reszta ciała lali nie została wymalowana w podobny sposób, bo wtedy to byłby już prawdziwy dramat.

       

      Blondynka z całą pewnością prezentuje tryumf sztuki "podkradania pomysłów". Jej twarzyczka wydaje się żywcem przeniesiona od jakiejś Majscenki.


      01

       

      02

       

      Makijaż niby ciekawy, ale zdecydowanie mniej dopracowany niż u lalek od Mattel (kolorystyka krzyczy o pomstę do nieba). W dodatku ciało, w które wyposażono klonika, przypomina twory od firmy Simba. Całość nie prezentuje się najlepiej.


      - - -

      Pomimo wielu wad i niedoskonałości urody kloniki nie są takie złe, za jakie się je uważa. Zdarzają się wśród nich egzemplarze o wyjątkowej urodzie, a nawet znacznie ładniejsze niż firmowe zabawki. Wielkim atutem takich laleczek jest cena - za stosunkowo niewysokie pieniądze można kupić namiastkę znacznie droższej lalki. Zresztą, pamiętam z dzieciństwa, że kochałam swoje kloniki równie mocno co ich firmowe koleżanki i nie robiłam między lalkami żadnej różnicy.


      Moje panienki, by pokazać że całkiem fajne z nich dziewczęta postanowiły na koniec zabłysnąć i odtańczyć ognistego kankana ...

       

      01

       

      ... po którym padły na ziemie, bo się bidulom nogi porozjeżdżały :-D

       

      02

       

      THE END!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Klony, klony, klony”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 13:27
  • niedziela, 12 lutego 2012
    • Zbiór zamknięty

      W życiu każdego człowieka nadchodzi kiedyś moment, w którym mówi sobie: "DOŚĆ! Starczy mi już tego wszystkiego! Koniec! Nie chce mi się już ciągnąć tego dłużej." U jednych oznaki zniechęcenia pojawiają się po wielu latach, u innych - dużo, dużo szybciej. Bardzo chciałabym móc powiedzieć, że należę do pierwszej kategorii. Niestety, życie weryfikuje zainteresowania i fascynacje, także te kolekcjonerskie.


      Po wielu miesiącach brzemiennych w przemyślenia postanowiłam zakończyć kolekcjonowanie. Decyzja ta zrodziła się świadomie i jest nieodwołalna. Tylko stanowcze postępowanie pozwoli mi przestać bezrozumnie trwonić środki finansowe i pustoszyć domowy budżet, który można spożytkować na rzeczy przydatne dla całej familii (a nie tylko dla mnie). I choć serce ściska gorycz, ból i smutek, muszę w końcu to napisać:

       

      Od dziś, solennie przyrzekam, nie zbierać więcej lalek marki "SIMBA"!

       

      Nie będę kupować Steffi, gdyby nawet ich cena była śmiesznie niska lub trafiały mi się okazy niezwykłej wprost urody i rzadkości. Nie pozwolę sobie zbłądzić na manowce i dać się wciągnąć w szał zakupoholizmu. O nie! - nigdy więcej! ... tylko ten jeden, jedyny, ostatni raz. No bo przecież to była okazja ...


      Ciemnowłosa okazja chodziła za mną kilka tygodni, pchając mi się przed oczy za każdym razem, kiedy wchodziłam na serwis Allegro. To, że wpadła mi w oko to jeszcze nic! Ona po prostu wdzięczyła się do mnie z ekranu, robiła rozkoszne minki, puszczała filuternie oczko - działała jak prawdziwy diabeł-kusiciel, pragnący sprowadzić cnotliwą duszyczkę na złą drogę. Broniłam się dzielnie, odwracając wzrok od tego zbereżeństwa i modląc do świętego Mamona o hart ducha by zwalczyć pokusę. A jednak nie okazałam się dość silna! Tak mi teraz wstyd. Na pocieszenie został mi tylko nowy nabytek, który, za każdym razem gdy nań spojrzę, przypomina mi o kolejnym upadku. O zgrozo! czy to uzależnienie się kiedyś skończy?

      - - -

      Zostawiając za sobą te żałośliwe jęki i stęki zapraszam do obejrzenia zdjęć kuśliwego stworzenia, przez które złamałam swoje postanowienie zamknięcia kolekcji Steffi. To brązowowłose dziewczę o pomarańczowych ustach, widoczne w otoczeniu sióstr (czarnowłosej i jasnowłosej) nie dało minąć się obojętnie. No cóż, silna wola - sobie, a lalkoholizm - sobie :)

       

      00

       

      01

       

      02

       

      03

       

      04

       

      05

       

      06

       

      Jeśli do kolekcji trafi mi się jeszcze rudzielec, to naprawdę (naprawdę!, naprawdę!) zakończę zbieranie Steffi!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Zbiór zamknięty”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 lutego 2012 13:11
  • niedziela, 05 lutego 2012
    • Ślady yeti - ciąg dalszy

      http://dolland.blox.pl/2012/01/Slady-Yeti.html

       

      Spokojna noc, spędzona w cieple i pod czuwającym okiem rosyjskiego Kena, przyniosła nieznajomej laleczce wyzdrowienie. Gdy pierwsze promienie słońca liznęły jej twarz, ślicznotka otworzyła przytomnie oczy, spojrzała uważnie w twarz swojemu wybawcy, po czym uchyliła różane usteczka, z których w ciszę pokoju popłynął męski, przepity i chropowaty głos:


      -„Hej, stary, nie masz pod ręką czegoś z procentami do łyknięcia? Od wczoraj nie miałem niczego w ustach i chętnie bym sobie jakiejś porządnej mokrości na rozruch wlał w gardło. Bo wiesz, na trzeźwo to ja jestem do niczego …”

       

      01

       

      - „Co co co co ccco się dzieje? Dlaczego tak dziwnie mówisz?” – zdziwił się Nikołaj – „Ty się chyba strasznie przeziębiłaś, bo głos ci się zmienił…”


      -„Oj tam, oj tam, żadne przeziębienie. To mój zwykły głos jest. A w ogóle to ja jestem „on” a nie „ona”. Heniuś mam na imię. Dawaj łapę na przywitanie bladasie!”

       

      02


      Niki podał laleczce dłoń, ale zrobił to z tak zdziwioną miną, że tajemniczy Heniuś poczuł potrzebę złożenia wyjaśnień.

       

      03

       

      - „No nie patrz na mnie tak podejrzliwie. Ja na serio facet jestem. Przez los pokrzywdzony! Przez ojczystą fabrykę Mattela!” – tu dziwna lalka chlipnęła sobie żałośliwie nosem – „Podczas procesu produkcji w maszynerii coś się schrzaniło i do ciała Lei, które przed sobą widzisz, wtłoczono dwie osobowości, kobiecą i męską. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że ja jestem tą męską. Tłamsimy się z Leą obok siebie w jednym ciele i bardzo nam tu niewygodnie. Nie dość, że muszę pomieszkiwać kątem u obcej baby, to jeszcze mam na klacie cycki! Człowieku, który facet chciałby mieć cycki? I wyglądać jak kobita. Ja na pewno nie!”

       

      04

       

      - „O rety!” – wydusił z siebie Nik, bo go trochę zatkało i poczuł się w towarzystwie Heniusia dość niepewnie. Ten zaś, niezrażony reakcją Kena, ciągnął dalej:


      -„Jakiś czas temu dowiedziałem się, że tu, w pobliżu mieszka pirat. Jack Sparrow go zwą. To podobno niegłupi  osobnik jest i nieźle zna się na magii. Wśród lalek chodzą słuchy, że się z Fleur chajtnął. Czaisz chłopie? Z Fleurką-ludojadką! No i ja do niego po pomoc przyjechałem, bo to naprawdę jakiś wyjątkowy Ken musi być. Byłbym wcześniej, tyle że trochę się zgubiłem po drodze. A ty mnie znalazłeś, jakby to powiedzieć, w „damskim” wydaniu. Ot i cała tajemnica.”


      -„O rety!” – po raz drugi zdziwił się Kenik , bo nie odzyskał jeszcze do końca rezonu.

       

      -„Słuchaj przystojniaku” – zagaił na nowo Heniuś –"Widzę, że nowo zdobyta wiedza trochę cię przytłacza. Proponuję krótki spacer po okolicy. Ja rozruszam nogi, a ty się trochę uspokoisz. Słyszałem, że macie tu sympatyczne tereny spacerowe."

       

      -"Mamy." - wyjąkał Nik i ciągle nie mogąc ochłonąć z wrażenia poprowadził gościa  na obchód pokoju, zaś później w pobliże okna, skąd rozciągał się widok na rezydencję Zgreda. Tam usadził niezwykłą lalkę na parapecie, przycupnął w jej pobliżu i czekał na dalszy ciąg dziwnej historii.

       

      05

       

      Heniuś nie dał mu długo czekać.

      - "Na czym to ja skończyłem? Aaaaa, na piracie. Otóż muszę się z nim spotkać, żeby mnie odczarował. Podobno wie, jak to zrobić. A tak przy okazji - nie zaprowadziłbyś mnie do tego Sparrowa? Widziałem, jak patrzyłeś na mnie maślanym wzrokiem, kiedy się budziłem. Nietrudno się domyślić, że Lea wpadła  ci w oko, ale dopóki dzielę z nią to samo ciało, to nie waż się myśleć o niczym sprośnym. Ja porządny facet jestem i przed ślubem na żadne figo-fago się nie zgadzam. Po ślubie to co innego. Niebrzydki jesteś, więc ostatecznie mógłbym się na odrobinę perwersji zgodzić. Ale, sam rozumiesz, wolałbym najpierw spróbować innych rozwiązań. To jak będzie? Pomożesz mi dotrzeć do Sparrowa? Jeśli wszystko się uda, to ja będę wolny a Lea – twoja!”

       

      06

       

      - „Zgadzam się!” – ochoczo zakrzyknął Niki – „Nie jestem co prawda pewien, czy Lea (ach, cóż to za słodkie imię – „Lea”!) będzie mną w ogóle zainteresowana, ale muszę spróbować jej pomóc!”

       

      - „No to fajno!” – ucieszył się Heniuś i zaproponował – „Nie czekajmy  zatem dłużej! Ruszajmy w drogę! Aha, jeszcze jedno – przed podróżą  chętnie bym sobie strzemiennego łyknął. Bądź tak dobry, przynieś jakieś procenty. Muszę się wzmocnić przed wędrówką.”

       

      - „Niech będzie.” – odrzekł Nikołaj – „Mam tu trochę deserowego wina , odłożonego na wszelki wypadek. Skoczę po nie, a ty przygotuj się do drogi".


      - "Się wie królu złoty." - ślicznie uśmiechnął się Heniuś i wdzięcznie pomachał Nikowi łapką - "Mykaj po winko a ja tu grzecznie poczekam".


      Gdy Niki zniknął w drugim pokoju śliczną twarzyczkę Lei przeciął złośliwy grymas. Heniuś, który owładnął ciałem nieszczęsnej barbioszki, rozmyślał o tym, w jaki sposób, podczas ceremonii "rozdzielenia", prowadzonej przez Sparrowa, przeskoczyć wprost w rosyjskiego kena. Blade ciało silkstona bardzo mu się spodobało i postanowił je zagarnąć. Z urodą Nikiego miałby spore szanse uzbierać sobie cały harem zakochanych lalek i żyć wśród nich jak król. 

       

      07

      Ciąg dalszy historii (prawdopodobnie) nastąpi (kiedyś tam)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady yeti - ciąg dalszy ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 lutego 2012 12:58

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com