Doll land

Wpisy

  • piątek, 15 lutego 2013
    • Post-walentynkowa bajka z trupkiem w tle

      Uwaga - będzie Harlequin! Czytać na własną odpowiedzialność! Zdjęć lalkowych - cała jedna sztuka, w dodatku, stara i już znana. Dlatego do czytania zachęcam wyłącznie wytrwałych, niezrażających się knotami w pensjonarskim stylu!

       

      Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyli sobie król i królowa. Mieli wielki, bogaty pałac, wokół którego rozpościerał się wspaniały ogród. W skarbcu kryły się ogromne bogactwa, złoto, srebro i szlachetne kamienie. Mimo to król i królowa nie byli szczęśliwi. Choć stanowili zgodną i kochającą się parę do szczęścia brakowało im dziecka. Lata mijały, lecz Pan Bóg nie błogosławił. Małżonkowie utracili nadzieję na potomka. Zamartwiali się więc, że odejdą z tego świata nie zaznawszy radości rodzicielstwa.

       

      Pewnego dnia król wyjechał z drużyną z zamku na objazd włości. Na jego spotkanie wychodzili mieszkańcy mijanych wsi, by podzielić się swoimi problemami, poprosić o pomoc, podziękować za łaski. Było ich wielu, a każdy niósł z sobą swoje małe sprawy. Król starał się każdego wysłuchać, wesprzeć pieniądzem lub dobrym słowem. Ludzie tłoczyli się wokół niego, napierali, wrzeszczeli. Od ich krzyków władcę szybko rozbolała głowa. Mimo to, słuchał swoich poddanych cierpliwie i zapisywał w pamięci ich potrzeby i bolączki.

       

      Pod koniec dnia, gdy zapadł zmierzch, a on był już bardzo zmęczony, powiedział: „Wystarczy! Nie mam już sił! Na dziś już dość!” - i skierował konia ku zamkowi. Rycerze i słudzy z radością pośpieszyli za nim. Wszyscy byli bardzo zdrożeni i marzyli już tylko o spoczynku.

       

      Tuż przed zamkiem poczet natknął się na obszarpaną kobietę. Baba była brudna, śmierdząca, ohydna. Zataczała się. Była pijana, a przez to zuchwała. Gdy król przejeżdżał obok niej zaskrzeczała: - „Wasza wysokość, weź mnie ze sobą do zamku. Będę ci wiernie służyć. Ulituj się nad biedną kobietą, która nie ma się gdzie podziać! Twoja królowa nie chce dać ci dziecka, a ja jestem jeszcze młoda, mogę rodzić! Weź mnie ze sobą, a będę twoja!”

       

      Król tylko wzruszył ramionami i pojechał dalej. Ktoś z jego świty rzucił babie złe słowo. Pijaczka popatrzyła z nienawiścią na oddalających się jeźdźców i krzyknęła za nimi: - „Skoro nie miałeś dla mnie litości, królu, to i ja nie będę jej mieć dla ciebie! Za rok urodzi ci się córka. Będzie ona piękna jak kwiat, ale jej serce będzie martwe jak kamień! Nie zaznasz od niej żadnej pociechy!”. Skoro te złowieszcze słowa przebrzmiały, żebraczka zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

       

      - „Wiedźma!”, wyszeptali zmrożeni strachem rycerze, „Wiedźma!” – powtórzyli słudzy, a za nimi król. Wszystkich ogarnęło przeczucie zbliżającego się nieszczęścia. Gdy jednak wjechali w cień zamkowej bramy, a w ich nozdrza uderzył zapach smakowitej kolacji, ludzie zapomnieli o zdarzeniu na drodze.

      - - -

      Przepowiednia tajemniczej żebraczki spełniła się. W dziewięć miesięcy później królowa urodziła córkę. Dziecko rosło, nabierało sił, zakwitało niezwyczajną krasą. Z każdym rokiem uroda dziewczynki stawała się coraz bardziej widoczna. Gdy królewna skończyła siedemnaście lat w żadnym królestwie nie było dziewczęcia, które  dorównywało by jej delikatnością rysów czy przymiotami ciała. Wielu młodych ludzi kochało się w niej do szaleństwa, ona jednak pozostawała zimna i nieczuła na ich afekty. Urodziła się bowiem bez serca. Nie rozumiała kierowanych ku sobie gorących spojrzeń, obojętne jej były miłosne westchnienia. Nie znała litości, żalu, łez, nie umiała się uśmiechać. Wiedziała, że czegoś jej w życiu brakuje, ale nie rozumiała istoty tego braku.

       

      Król i królowa gorzko płakali nad kalectwem swojego dziecka. Kochali królewnę, lecz nie umieli przekazać jej swoich uczuć. Młoda kobieta była względem nich całkowicie obojętna. Pomimo to nieustannie zalewali ją swoją miłością, wierząc, że ich oddanie przyniesie jej ozdrowienie, obudzi do życia, wygna z duszy chłód i martwicę. Pomocy szukali także w świecie.

       

      W całej krainie ogłoszono, że ten, kto obudzi serce królewny, otrzyma pół królestwa. Na dwór ściągali wróżbici, uczeni, magowie. Próbowali leczyć dziewczynę tajemniczymi wywarami, zaklęciami, odprawiali nad nią dziwne obrzędy, lecz nic nie pomagało. Królewna obojętnie poddawała się kolejnym próbom uzdrowienia.

       

      Wśród przybyłych do zamku znalazł się także młody rycerz. Zjawił się w siedzibie króla bez żadnego planu, nie znał bowiem sposobu na uzdrowienia królewny. Do zamku zawiodło go żarliwe uczucie. Młody człowiek zakochał się w królewskiej córce od pierwszego wejrzenia, gdy zobaczył ją na uroczystym nabożeństwie, w intencji zdrowia królowej. Uroda dziewczyny poraziła go tak głęboko, że gotów był oddać dla niej życie, byleby tylko uczynić ją szczęśliwą. Rycerz wiedział, że królewna nie może odpowiedzieć na jego uczucie, lecz wcale go to nie zrażało. Jego serce było tak wielkie, że kochało za obydwoje.

       

      Pewnego wieczoru, gdy błądził w rozmarzeniu po rozległym ogrodzie, otaczającym zamek, w jednej z alejek natknął się na ukochaną, spacerującą w otoczeniu dworek. Ogarnięty nagłym szczęściem uklęknął przed nią, jak przed bóstwem, oniemiały od nagłego wzruszenia. Jego usta milczały, lecz oczy wyrażały najgłębszą miłość i radość, której nie są w stanie oddać żadne słowa. Królewna przez moment zapatrzyła się w jego twarz. Jej wzrok splótł się z jego wzrokiem. Martwe, nie wyrażające żadnych uczuć oczy wpiły się w jasne, rozkochane źrenice. I nagle - stał się cud. Pod wpływem wzroku rycerza królewna zaczęła drżeć na całym ciele, na jej policzki wypełzły rumieńce, oczy wezbrały łzami. W tym samym czasie z twarzy młodzieńca odpłynęła cała krew, a on sam zachwiał się i padł bezwładnie na ziemię. Gdy królewska córka nachyliła się ku niemu już nie oddychał. Serce rycerza oddało jej całą swą miłość i siły życiowe, po czym przestało bić.

      - - -

      Młodego człowieka pochowano z wielkimi honorami. A królewna zaniemogła. Nie umiała opanować zalewających ją po śmierci rycerza emocji. Czuła coś, czego nie doświadczyła przez całe dotychczasowe życie – miłość i pożądanie, ból, rozpacz, brak nadziei. Nie umiejąc radzić sobie z odczuciami własnej duszy zapadła na zdrowiu. Jej stan stale się pogarszał. Wróciła obojętność ku światu, tym straszniejsza, że żywiona nigdy nie umierającą tęsknotą. Na jej chorobę nie było lekarstwa, bo nie żył już człowiek, który pokazał jej, czym jest miłość i jednocześnie skazał tę miłość na wieczne niespełnienie. Rodzice królewny płakali nad córką jeszcze więcej niż w czasach, gdy nie wiedziała ona czym jest żywe, kochające, ludzkie serce. Tak właśnie spełniła się klątwa wiedźmy.

       

      01


      A mówiłam, że będzie Harlequin, mówiłam? Sprawcą i winowajcą niniejszego knota jest widoczne powyżej zdjęcie. Jakoś tak mi się na jego podstawie głupiutka bajeczka w łepetynie urodziła. A że lubię melodramy, pozwoliłam sobie przelać ją do blogowego wpisu. W dodatku wczoraj były walentynki, więc uznałam, że notka pozostaje "w temacie". Wszystkim osobom, które dobrnęły do końca i nie porzygały się od natężenia głupot w centymetrze kwadratowym tekstu, bardzo dziękuję. Całej reszcie - takoż  :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Post-walentynkowa bajka z trupkiem w tle”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2013 21:04
  • niedziela, 03 lutego 2013
    • Bo chłopa mi było trzeba!

      Lalki-dziewczyny są wspaniałe, urocze i kochane, ale kiedy robi się ich za dużo, to automatycznie włącza mi się myślenie o plastikowych samcach. Bez nich mój lalkowy świat zastyga w bezruchu i wyzbywa się sensu. Bez chłopów "Dolland" nie istnieje. Więc dziś - będzie chłop! Z babą u boku.


       

      W świecie Mattel często jest tak, że sympatyczni panowie są do kupienia wyłącznie w zestawach z towarzyszkami. Dla mnie te zestawy są średnio atrakcyjne, bo w większości przypadków Barbie z giftsetów nie są mi do niczego potrzebne. Są trudne do sprzedania, zajmują miejsce w pudełkach i w ogóle nie wiadomo po co istnieją. W dodatku podbijają cenę zestawów do góry, co powoduje u mnie płacz i zgrzytanie zębów, bo to takie niechciane "gratisy", za które trzeba zapłacić swoją krwawicą.

       

       

      Jak widać żywot zbieracza Kenów jest ciężki, niewdzięczny i męczący jak droga pod górę w klapkach kąpielowych. Promienny uśmiech zakwita na stroskanych licach kolekcjonera nadzwyczaj rzadko, ale kiedy już się pojawia, to oślepia swoją mocą.

       

      kuń

       

      Dzieje się to, gdy do rąk spragnionej "kenizmu" osoby wpada jakiś atrakcyjny, plastikowy młodzieniec, którego bez żadnych konsekwencji można rozebrać, wymacać, obfotografować i obwąchać, co, nawiasem mówiąc, właśnie czynię, bo dotarł do mnie dość długo wyczekiwany zestaw "Barbie tango". Wyprodukowano go jako "eks-klusiw" (w tłumaczeniu: ex-klusek) dla popularnego sklepu zabawkarskiego "FAO Schwarz".

       

       

      Taneczna tematyka zestawu jest mi kompletnie obojętna, stroje obydwu lalek zbywam wzruszeniem ramion. Jedynym elementem, dla którego zdecydowałam się na kupno pudła z zawartością jest buziak Kena. Swojego czasu, w rankingu najprzystojniejszych lalkowych mężczyzn od Mattel, uplasowałam go na siódmym miejscu. Teraz, po obejrzeniu lalusia z bliska, stwierdzam, że mogłabym dać mu wyższą notę, bo udał mi się chłopak nad podziw.

       

      Chciałabym to samo napisać o towarzyszce pana ładnego, ale jakoś nie mogę, bo to nie moja bajka. Zresztą, zaraz zobaczycie, co i jak, bo sparło mnie na dłuższy opis zestawu (Hahahahaha - tu włącza się złowieszczy śmiech - będziecie cierpieć męki, podczas jego czytania):

       

      Pudełko - typowe, duże, z szybką. Na tylnej ściance widnieje fotografia obydwu lalek, nieco przekłamująca rzeczywistość, bo prezentująca prototypy oraz kilka bełkotliwych zdań o genezie tańca "tango". Jak dla mnie, to Mattel mógłby sobie odpuścić te pseudonaukowe notki na pudłach. Osoba dorosła niewiele się z nich dowie, a dziecko - no cóż - dzieciom raczej nie daje się takich lalek do zabawy, bo "zaraz zepsują". 

       


      7371 

      7345

      Bla, bla, bla, bla, bla ....

       

      Lalki w środku pudła - przyspawane, jak to u Mattel bywa. Okropna okropność. Ponieważ nie cierpię "uwięzionych" lalek, to czym prędzej uwolniłam je z pudła i objawiła mi się (czego się spodziewałam), pierwszorzędna fuszerka. Łocz dis:

       

      7414

       

      Na zdjęciu widać druciki, które utrzymywały lalki w opakowaniu. Ich fragmenty są pokryte czerwoną farbą. To miejsca styku z garderobą lalek. A teraz - pytanie za sto punktów: skoro ubranka pofarbowały druciki, to czy pofarbowały też ciało Barbie i jej towarzysza? Z przykrością stwierdzam, że tak. Niech to gęś kopnie!  W końcu doszły do mnie wymarzone lale, a jeszcze przed otwarciem pudła były felerne!

       

      7325

       

      Jęków i stęków ciąg dalszy: boli mnie róża, wetknięta na siłę w usta Barbie i dziurawiąca jej twarz. Lubię piercing, ale to przecież piercing nie jest. Wrrrr, osobie, która wymyśliła patent z kwiatem w ustach z chęcią wetknęłabym tę różyczkę w zadek

      Kwiat daje się usunąć z buziaka, ale dziurki jednak zostają! Szkoda mi lalki. Rozumiem, że w zamyśle twórców jej wizerunek tworzy spójną całość, ale na ich miejscu wymyśliłabym jakiś mniej inwazyjny sposób dołączania  akcesoriów.

       

      7452

      Dziura, dziura, dziura!

       

      Barbie została w mojej opinii potraktowana strasznie po macoszemu - ubrano ją w okropną kieckę i rajstopy - antygwałty, które tak mają się do zwiększenia seksapilu lalki jak Jarosław Kaczyński do atrakcyjności Brada Pitta.

       

      7445

      Rajstopy miały w zamyśle twórców udawać kabaretki. Niestety wyglądają jak pozszywane na kształt rajstop sieci rybackie. Zero subtelności.

       

      7406

       

      A tutaj mamy dół kiecki. Kompletny chaos. Frędzle, pióra i bóg wie co jeszcze. Można byłoby to nazwać artystycznym nieładem lub klęską urodzaju, ale, szczerze mówiąc, wolę określenie SNAFU. Situation normal, all fucked up

       

      W tej kupie nieszczęścia jest jednak mały promyczek - wszystkich tych piórkofrędzli można się bezboleśnie pozbyć, bo są elementami schowanej pod suknią halki. Uffff!

      7503 

      W ostatecznym rozrachunku nie jest tragicznie, ale przyznacie, że mogło by być lepiej. Na plus zaliczam fakt, że Barbie jest całkowicie zginalna, ma miłą, choć nie olśniewającą urodą twarz i ciekawą fryzurę a'la "kopiec kreta".


      7441

       

      7440

       

      7443

       

      "Średniość" zestawu ratuje uroda Kena. Gdyby nie ona, to po wyjęciu lalek z pudła, chyba kompletnie bym się załamała i wytoczyła Mattelowi proces.


      No ale! Ale on JEST ŁADNIUTKI i ze względu na przyjemność, czerpaną z gapienia się na jego buziaka, litościwie wybaczam. Mattelu, znaj Zgreda!

       

      ouuouououuo

      A ti ti ti, cukiereczku słodziutki, choć tu, to cię ciocia poczochra.

       

      Kenik bardzo kojarzy mi się z bohaterem cyklu "detektywistycznego" Borisa Akunina - Erastem Pietrowiczem Fandorinem, który nie dość, że był bardzo przystojny i rwał niewieście serca jak zawodowy żigolak, ale i porażał elegancją. W lalku jest coś z wyrafinowanego dandysa, co pozwala mi mieć nadzieję na to, że po zmianie ubranek Ken zmieni się w super eleganckiego gentlemana w stylu angielskim.

       

      7482

       

      7420

      7422

       

      Możliwości ruchowe obu lalek oceniam na poziomie popularnych Fashionistek, choć brakuje mi brdzo zginalnych nadgarstków. Mimo to parę można ustawiać w dość frywolne pozy, przypominające nieco układy taneczne.

       

      7466

       

      W przyszłości planuję rozdzielić tancerzy i połączyć ich w pary z innymi lalkami. Chwilowo pozostają jeszcze razem, w tym samym pudle, ciesząc się ostatnimi chwilami wspólnego życia, ale to nie potrwa już długo. Cóż, mam w sobie psuja, który cieszy się, gdy może wprowadzać zmiany w oryginalne stylizacje. Choć w przypadku lalkowych kolekcjonerów nie jest to pożądana cecha, to za bardzo ją cenię, by się jej pozbyć. Dlatego w przyszłości postaram się wam jeszcze pokazać parę "Tango" w nieco innym wcieleniu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Bo chłopa mi było trzeba!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lutego 2013 14:26

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com