Doll land

Wpisy

  • niedziela, 15 lutego 2015
    • Jack - Jack

      01

      Fotografia ze strony: http://www.barbiecollector.com/shop/doll/captain-jack-sparrow-doll-t7654

       

      Pamiętam do dziś jak mocno piknęło mi z zachwytu serce, kiedy na stronie Mattela zobaczyłam lalkę oddającą postać Jacka Sparrowa. „Jack Sparrow?” – pomyślałam. „TEN Jack Sparrow? Jest strasznie brzydki, ale i tak muszę go mieć!”

      Rach, ciach! – i Jack zaraz był u mnie. (No, tak naprawdę to po dwóch tygodniach, ale czymże jest 14 dni w obliczu wieczności?)


      I can still remember how my heart ached when I saw a Jack Sparrow doll by Mattel for the first time. “Is that Jack Sparrow?” – I thought – “THAT FAMOUS Jack Sparrow? He’s rather ugly, but it doesn’t matter - there’s absolutely no way I’m not gonna have him!”

      Clack, clack, clack! - I knocked the heels of my silver shoes together three times and Jack arrived at my house soon after that (Argh, that's so untrue. I had to wait for 2 weeks but what’s 14 days in comparison with the whole eternity?)


      02

       

      Jack był najjaśniejszą gwiazdą mojego lalkozbioru. Do czasu kiedy nie dowiedziałam się o firmie Hot Toys oraz o tym, że ona także wydała na świat pięknego Jacka. Naturalną koleją rzeczy zaczęłam porównywać pirata, który u mnie mieszkał z tym, który zerkał na mnie z ekranu komputera, coraz to znajdując u swojego kolejne niedoskonałości. Mój Jack był co prawda fajny, ale ten od Hot toys był stokroć fajniejszy. Był taaaaaaaki śliczny i dopracowany i podobny do oryginału i miał całą kupę akcesoriów i bajerankie pudełko i oczy można mu było ustawiać w różnych pozycjach i był bardzo, ale to bardzo zginalny i jeszcze do kompletu pięknie wyglądał w obiektywie. Zupełnie zgłupiałam od nadmiaru emocji, związanych z jego odkryciem i po raz kolejny podjęłam szybką decyzję - pozbywam się tego pierwszego, żeby odłożyć trochę środków na tego drugiego.


      For some time Jack has been the brightest star among my dolls. That was until I learned about the company operating under the name of Hot Toys which also had a Jack Sparrow doll among their merchandise. Another Sparrow doll and a truly magnificent one! It was quite natural for me to start comparing those two against each other and weighting up their strong and weak points. My Jack was quite cool, no doubts about that, but the Jack by Hot Toys was one hundred times cooler. He was sooooooooooo cute and life-like and sophisticated and he had so many accessories with him and ... oh, he was simply perfect. My oh my! - I've almost lost my mind because of all his possibilities and I took another super quick decision: I don't want the Mattel's Jack anymore and he needs to go, so that I can save some money to buy the one by Hot Toys.

       

      Decyzja okazała się chybiona – zrozumiałam to w momencie gdy przestępowałam próg poczty by nadać matellowskiego Jacka do nowej właścicielki. Jeszcze nie wypuściłam go z rąk, a już za nim tęskniłam. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nowy Jack wymaże pamięć o tym starym.


      My decision was wrong - it dawned on me the moment I stepped into the local post office in order to ship out the Mattel's Jack to his new owner. I hadn't let him out of my hands yet but I already missed him dearly, and the only thing that I could hope for was that that the new pirate would erase the memories of the old one.


      03

       

      Nie wymazał. Zajął swoje miejsce w sercu, ale, jak się okazuje, ludzkie serce to pojemny worek, w którym można zmieścić afekt do nieskończonej liczby piratów (czyli dwójka jak najbardziej się załapywała!), ergo „stary” Jack MUSIAŁ wrócić, bo mi miłość do niego wcale nie wywietrzała.

       

      He wouldn’t. He took a piece of my heart instantly, but as it turned out, a man's heart is just like a bottomless pit - it easily makes room for as many pirates as it's needed. Ergo - the first Jack HAD to come back, because I still loved him and just one pirate was not enough for me to be happy.


      05

      Dlaczego mnie sprzedałaś? Czy nie byłem dla ciebie wystarczająco dobry? Czy źle wyglądałem w futrze?

      Why did you sell me? Wasn't I good enough for you? Did I look bad in furs?

       

      I tu zaczęły się schody. Matellowski Sparrow był jak najbardziej dostępny w sprzedaży, ale w cenach dwukrotnie przekraczających jego wartość wyjściową (wietrzę światowy spisek matellowskiego lobby). Pozostawało przyczaić się i czekać na okazję. Która nadeszła. Ale ją przespałam.


      That was the moment when complications started. The Mattel’s Jack Saprrow was still available on the market, but his prices were insanely high and I was out of money at that time (Isn’t it strange that we’re always out of money when we need them the most? It must be some kind of an international conspiracy, don’t you think?). I decided to be patient and wait with my eyes wide open for the opportunity to get him back. The opportunity came … unnoticed and I missed my chance.


      Ale, jak to przysłowie mówi, co ma wisieć nie utonie. Jack wypłynął po raz kolejny, a ja tym razem skutecznie zarzuciłam haczyk i wyłowiłam drania z odmętów internetowego sklepu, który chyba nie wiedział co sprzedaje, bo policzył sobie za Sparrowa jak za Fashionistkę. Zadziałałam bez zastanowienia i zgarnęłam mojego ulubieńca na powrót!


      But, as the old, wise saying goes: „Every Zgred must have her Jack”. One day the object of my desire appeared on the internet store for a decent price (which means that he was sold for less than an average Fashionistas Barbie, can you believe that?) and that time I was ready. Like a predator I struck and the pirate was mine again!


      Oczekując na przesyłkę żarłam z niecierpliwości pazury i drżałam ze strachu. Metafizycznego strachu, bowiem zawisła nade mną wizja bożej kary za bezmyślne wypuszczenie w świat ulubionego lalka. Pokrzywdziłam go przecież niesłusznie wydaleniem z domu. W głowie pojawiały mi się straszliwe wizje: Przyjdzie połamany na kawałki!, Będzie miał zeza! Albo jedno oko nadrukowane wyżej! Albo będzie capił jak mój pies, kiedy się wytarza w jakimś rozkładającym się truchle ... (albo nie tak znów twardych dowodach przemiany materii, do czego stara się przekonać pewna reklama).


      I was waiting for the arrival of my Jack in great anticipation, but also with a kind of methaphysical fear. I felt that I might undergo some kind of divine retribution or something like that for letting him go so easily. My imagination was killing me: "He might have been damaged during the journey!", "He might have a squint!" or "He might smell badly, just like my dog when it decides to put on her favourite Chanel No5 perfume" (which basically means rolling in some smelly, rather disgusting and often dead things)


      Jack okazał się idealny (oczywiście jak na standardy matellowskie) i tylko jego pudełko zostało srodze poturbowane przez magazynowe sztormy i burze. Co mi tam jednak pudełko! Kilka kawałków tektury, która i tak pójdzie do śmietnika. W końcu najbardziej powinno liczyć się wnętrze (czyli lalek!), prawda?


      Jack turned out to be perfect (of course we’re considering the Mattel’s standards here), though his box must have gone through some tough squalls or storms during the journey. Luckily I didn’t care for its condition. It landed into the dust bin right away, because it was the inside that counted (that was Jack, Jack, Jack!), and not the box. :)


      04

       

      Jack nie chował do mnie urazy. Po wyjściu z pudełka przeciągnął się słodko, powiódł wokół krytycznym okiem, pokiwał głową nad zmianami, które zaszły pod jego nieobecność w trakcie remontu, po czym wskoczył w wygodniejsze ciuchy i ruszył na obchód włości. No i napatoczył się na Jacka numer 2 …


      Jack didn’t blame me for my past sins and decisions. After I had released him from the box he yawned sweetly, took a look around in order to get accustomed with the changes in the hose (I finally managed to redecorate it, yay!), jumped into his favourite casual outfit and took a grand tour of the room. Too bad the first doll he met was Jack Sparrow No2 …

       

      05

      06

      Numer 2. Piękny. Wąsaty :)

      My beautiful No 2 :)

       

      Jack numer 1: „Zgred, powiedz mi kto to jest? Jest do mnie trochę podobny, choć zdecydowanie brzydszy… I ciuchy ma obciachowe. W takich rozdeptanych butach to mój pradziadek chadzał … To chyba przykre być takim niewzględnym łosiem. No ale to pirat. Swojaka poznam i z kilometra. Żal mi go trochę. Może trzeba mu podać pomocną rękę? Myślisz że powinienem go spytać?”


      Jack No 1: „Zgred, tell me who’s that guy? He looks a little bit like me but he’s so ugly … And the rags he’s sporting – they’re awful! My grand dad used to wear such horrible, shapeless boots … It must hurt to look like that. But ... he's a pirate, I'm sure about it, and I feel sorry for him. Maybe he needs a helping hand? Do you think that I should ask him about it?”


      Ja: „Jack, ile w tobie empatii! Jestem z ciebie dumna!”


      Me: „Jack, you’re such an empathetic sweetheart! I’m so proud of you!”


      Jack nr 1: „Hej, panie menelu! Jak mi pan buty wypastuje to dam panu zjeść trochę resztek po moim obiedzie!"


      Jack No1: „Hey, you bum! I'll let you eat the leftovers from my dinner if you polish my shoes!”

      

      Ja: "Jack, cofam wszystko, co o tobie powiedziałam!"


      Me: "Jack, I take back every word of praise I said about you!"


      Jack nr 1: "Akurat tyle mnie to obchodzi co zeszłoroczny śnieg! Się znalazła ostoja kultury i delikatności. A kto mnie zdradził i w niewolę sprzedał? Zdrajczyni!"


      Jack No1: "I don't care about it at all! Besides, who do you think you are? A model of human virtues maybe? You, the one who sold me into slavery? You traitor!"


      Ja: (opad szczęki)


      Me: (jaw dropping)

       

      A morał z tego wszystkiego jest taki, że przyjaciół się nie sprzedaje. Nigdy. I za żadną cenę.


      The moral of this story is that you don't sell your friends. Ever. You simply don't.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (34) Pokaż komentarze do wpisu „Jack - Jack”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 lutego 2015 19:36
  • poniedziałek, 02 lutego 2015
    • Trzy mało subtelne odcienie złości

      Mam w pracy pewien rytuał. Otóż około godziny 14:00 robię sobie dwudziestominutową przerwę, podczas której wciągam coś tam do przewodu pokarmowego i przy okazji serfuję po sieci, ze szczególnym uwzględnieniem blogów lalkowych. Choć apogeum blogowego pisarstwa kumuluje się w okolicy weekendu, to w tygodniu też można wyłowić kilka wpisów. Lubię te nietypowe, ze środka tygodnia. Byleby nie zawierały takiej treści jak dzisiejsza notka NightOwl - "Goodbye post", po przeczytaniu której mam ochotę ciepnąć kubkiem z herbatą w najbliższą ścianę, a potem schować się do kąta i pogniewać na cały świat, bo MÓJ człowiek z sieci, który prowadził internetowy dziennik, będący MOIM lalkowym azylem, właśnie zniknął z horyzontu.


      Ja wiem, że to, jak mocno przywiązujemy się do internetowych znajomych, jest mocno żałosne, ale nie zmienia to faktu, że ich nagłe rozpłynięcie się w niebycie powoduje łzy bezsilnej złości. Bo mieli być zawsze. Obok. A przynajmniej jak najdłużej. I nie mają prawa tak mi z życia uciekać. Nie, nie, nie! Nie zgadzam się na to! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie :(


      Jeszcze gorzej jest kiedy "katastrofa" zdaje się wisieć w powietrzu, tylko jeszcze nie miała okazji się ziścić. Tykająca bomba, znaczy. Znacie Medithanerę? Tego obrzydliwca, który co najmniej od pół roku (ale tak naprawdę od znacznie dłuższego czasu) katuje mnie lalkowym dziennikiem zapowiedzianej śmierci zapowiedzią czegoś paskudnego, co rozpoczyna się sprzedażą całej kolekcji, a skończy się nie wiadomo jak, ale przy swoim podejściu do życia podejrzewam wszystko co najgorsze. I czekam, aż to coś się wydarzy, mając nadzieję, że stanie się to za sto lat, kiedy mnie już tu nie będzie.


      Boję się zaglądać do miejsc, które przypominają mi wygasłe kratery, choć mam nadzieję, że kiedyś jeszcze popłynie z nich lawa. W nosie mam to, czy lalkowa czy nie. Bo tak się składa, że od dawna już lalki to tylko pretekst, żeby poznać stojącego za nimi człowieka. 


      Zdaję sobie sprawę, że to cholernie egoistyczne podejście, ale kiedy mam, do licha, tym ludziom powiedzieć, że ich nie chcę tracić z pola widzenia? Jak mi już umkną? No to mówię teraz. To i tak jest bez sensu, bo na nic nie wpływa, ale pozwala rozładować trochę frustracji. Chociaż właściwie lepiej byłoby teraz iść teraz na siłownię i stłuc na miazgę jakiś worek treningowy, wyobrażając sobie, że w środku tego worka siedzi delikwent lub delikwentka którym zachciało się ucieczki. 


      Nienawidzę tych wszystkich dziadów i babów, którzy najpierw mi w serce wrośli, a potem po angielsku sobie drapnęli w nieznajome rejony. Chcę ich z powrotem! Chcę "Oldschool Dolls"! I "Lalki barbie i lego"! I "Lalki Mattel oraz Disney"! No i żeby mi MOI ludzie na zawsze nie znikali, bo "na zawsze" to za długo i przez ten czas strasznie się można stęsknić :(


      A w ogóle to nie zwracajcie uwagi na tę notkę. Taki dzień okropny dziś, skumulowało mi się. 

       

      There is this ritual of mine – when at work I usually take a 20-minute break around 14:00 pm to have my lunch and additionally a peak at the new entries on the toy blogs that I follow. Although most of them are posted on weekends there are a few bloggers that share new stuff with their readers in the middle of the week. Such entries are usually twice as pleasant, because of their irregularity. They are like little surprises, that you love, except for those, that are entitled „Goodbye post” and are published by someone that you like (Night Owl). Once you get acquainted with their content you instantly feel like smashing your tea mug against the wall and then hiding in the darkest corner of the room to mourn, because YOUR man has just vanished and YOUR dolly harbor ceased to exist.

       

      I know, I know – it’s pathetic and childish to feel this way, but it doesn’t change the fact that it hurts a lot, cause we tend to think that people that we like are always supposed to be near us and they have no right to disappear. No! No! No! I didn’t give them my permission to vanish! As if they needed it. I told you it was pathetic.

       

      It’s even worse when there’s an air of an incoming tragedy around someone. You can feel it but you can’t describe it precisely. A bomb is ticking and the only thing that you can do is to wait for it to explode. Do you happen to know Medithanera, that horrible, horrible girl that’s been tormenting me for half a year with a forecast of something nasty, that will possibly begin with selling out her whole collection and god knows how it ends? I have a bad feeling about it and I don’t want to witness it, no matter what it is.

       

      I hate coming back to the dolly blogs that died just like extinct volcanos and there’s no chance for them to erupt again. I’ll be honest with you – I don’t actually care for dolls, it’s the people behind them that I miss and that’s why I pour my anger on you today. Sorry for that.

       

      I realise that I’m being super egoistic, but honestly – when shall I tell those lovable, vanishing morons that I do care for them and that I miss them? Once they’re gone? So I say it now, the only way I can, spiced up with wrath and a feeling of loss. It doesn’t make much sense because it changes nothing at all, but somehow it helps me to combat the inner frustration. Maybe it would have been better to go to the gym and let my fists taste some innocent  punchbag, imagining that those who dared to run away hide inside it.

       

      I hate all those lads and lassies who had grown into my heart and then flew the coop. I want them back! I want "Oldschool Dolls" and "Lalki barbie i lego" and "Lalki Mattel oraz Disney" to come back! And I can't stand to watch MY gang disappear bit by bit, cause there’s no way to fill in the empty space they are leaving behind :(

       

      By the way – don’t pay any attention to my grumbling. It’s been a long and hard day, that’s all. 

       

      https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0CAcQjRw&url=http%3A%2F%2Fwww.imagehost.ru%2Fshowphoto.php%2Fphoto%2F62916%2F&ei=v9_PVJLEGMn_UOD6geAL&bvm=bv.85076809,d.d24&psig=AFQjCNHzmb4TkNnKupV-m6bhzlhdGgrdIA&ust=1422995757571657

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Trzy mało subtelne odcienie złości”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 lutego 2015 21:35

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com