Doll land

Wpisy

  • niedziela, 25 listopada 2012
    • To se ne vrati?

      Dzięki snajperskiemu oku kolegi udało mi się namierzyć na eBayu Barbie, która wydawała mi się idealną kopią mojej pierwszej lalki od Mattel z dzieciństwa (swoją drogą, pierwszej i jedynej, którą miałam jako dzieciak, a w dodatku jako współwłaściciel, bo połowa rzeczonej lalki należała do młodszej siostry :P).


      Decyzja była szybka - kupuję! Chcę poczuć jeszcze raz zachwyt, który towarzyszył mi przy odpakowywaniu tego lalkowego cudu z pudła!


       

      Lalka dotarła szybko. Wpatrywałam się w nią jak w tęczę i już, już miałam wyciągnąć ją z trumienki ... - gdy nagle w sercu zrobiło się zimno. Dlaczego na sukni lalki nie ma naszytego centralnie brylancika? Dlaczego z tyłu tekturki, do której przymocowana jest Barbie nie widać charakterystycznego, podobnego do różowego parasola, stojaka? Nie ma! Kupiłam nie tę lalkę, o którą mi chodziło! O rety ...

       

      Z rozgoryczenia nie wyciągnęłam nawet lalki z pudła. Bidula pozostała NRFB. Choć jest ona na pewno "Super style" Barbie z 1988 roku, to niestety nie jest identyczna z moim wspomnieniem sprzed lat. I dlatego - szukam dalej, a duszę mam zwichniętą i zalaną czernią.

       

      Śliczna skądinąd Basia siedzi nadal w swoim pudle, nierozpakowana i czeka na lepsze czasy. Ja zaś głowię się nad nierozwiązywalnym pytaniem: puścić ją dalej w świat, czy zostawić? Bo może już więcej nie trafi mi się okazja zdobycia takiej lalki? Ale znowóż w głowie zaczyna dźwięczeć dzwonek alarmu, który krwawymi zgłoskami krzyczy: TE RÓŻNICE SĄ NIE  DO PRZYJĘCIA! Drobne różnice, ale jednak - znaczące. Rzutujące na odbiór lalki. Wywołujące mętlik w głowie. Bo Baśka w zasadzie jest ta sama, ALE ...

       

      A Wy co byście poradzili?

       

      01

       

      02


      No i co ja mam z tobą zrobić, paskudo?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „To se ne vrati?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 listopada 2012 19:49
  • sobota, 17 listopada 2012
    • Barbie czy nie Barbie?

      Gdyby spytać przeciętnego rodzica, jak nazywa się producent Barbie, odpowiedź brzmiałaby: Mattel. To samo pytanie, zadane zadeklarowanemu miłośnikowi lalek, wyzwoliłoby dłuższy potok wymowy, bo oprócz Mattel na pewno zostałyby wymienione firmy takie jak CIPSA (Meksyk), Aurimat (Meksyk), Basa (Peru), Leo Toys (Indie), Estrela (Brazylia), Richwell (Filipiny), Rotoplast (Wenezuela) i Congost (Hiszpania). Bo tak się składa, że Mattel, będący firmą-matką lalki Barbie, kilkukrotnie udzielał legalnej koncesji na produkcję legendarnej, plastikowej damy innym wytwórcom zabawek. Stąd lalki, pochodzące z tych firm, należy uznać za pełnoprawne wytwory rynku zabawkarskiego, które w żadnym wypadku nie mogą być uważane za klony.

       

      Wśród międzynarodowych kolekcjonerów największą popularnością cieszą się Barbie wyprodukowane przez meksykańską firmę CIPSA. Na eBayu można oglądać zapudełkowane okazy, których cena zapiera dech w piersiach i powoduje, że od razu nabiera się ochoty, by sprzedać część swego mienia i wzbogacić kolekcję o śliczny, meksykański, lalkowy rodzyneczek.

       

      01

      Zdjęcie pobrałam z aukcji eBay, z adresu: http://home.comcast.net/~romancingthedoll/bmagicog.jpg

      02

      Zdjęcie pobrałam z aukcji eBay, z adresu: http://home.comcast.net/~romancingthedoll/bmagico.jpg

      03

      Zdjęcie pobrałam z aukcji eBay, z adresu: http://home.comcast.net/~romancingthedoll/bmagicob.jpg

      04

      Zdjęcie pobrałam z aukcji eBay, z adresu: http://home.comcast.net/~romancingthedoll/bmagicoc.jpg

       

      Lalki z CIPSy początkowo korzystały z typu twarzy Steffie. Po pewnym czasie firma zdecydowała się dodać jeszcze jeden facemold i opracowała postać przyjaciółki Barbie o imieniu Valerie, korzystającej z buziaka "Stacey". Piękną wersję Valerci można obejrzeć w galerii użytkownika serwisu Flicr - Nicolenicole, pod adresem:

      http://www.flickr.com/photos/14049636@N00/with/3181699457/#photo_3181699457


      Facemold "Superstar" zawędrował do CIPSy stosunkowo późno i był mniej popularny od moldu "Steffie". Widocznie meksykańskie dzieciaki wiązały ze Steffie swoje najwcześniejsze wspomnienia i dlatego Superstarom nie udało się odbić pierwszego miejsca w ich sercach. W naszym kraju było, zdaje się, odwrotnie, ale to całkowicie zrozumiałe - przecież dovierały do nas głównie uśmiechnięte blondynki.

       

      Świetnie byłoby mieć w zbiorach lalkę Barbie, która została wydana poza firmą-matką. Byłaby ona białym krukiem i fajnym przykładem na to, że Barbie nie zawsze musi pochodzić od Mattel, a mimo to w pełni należy się jej firmowe miano.

       

      A na koniec notki nakabluję - Baśkę od CIPSy ma w swoich zbiorach Jewel Snake: http://playscaledolls.blogspot.com/ Szukajcie na jej blogu fotek, a znajdziecie tę perełkę - "Cipsia" ukryła się na tle "Stefiów" od Mattel.

      -----------------------------------------------------------------------------

      Dzięki Valhalli biorę udział w zabawia blogowej "Liebster blog" :) Dzięki paskudo za miłe wyróżnienie.

      liebster

      Zasady uczestnictwa:

      "Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

       

      Valhalla zadała mi następujące pytania:

       

      1.      Gdybyś miała żyć w dowolnie wybranej epoce, jaka by to była?
      W epoce romantyzmu, ale wyłącznie pod warunkiem, że urodziłabym się w rodzinie szlacheckiej lub jakiejś zamożnej rodzinie mieszczańskiej. We wcześniejszych stuleciach ludzie nie mieli w domach pryszniców i ubikacji z bieżącą wodą. Naukowcy udowodnili, że nasi przodkowie dość rzadko się myli i w rezultacie - nie najlepiej pachnieli. Dodatkowym czynnikiem kuszącym byłaby możliwość spotkania na żywo Adama Mickiewicza, którego próbowałabym uwieść (Ach panie Adamie! Pan jest boski!)
       
      2.      Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?
      Noc pod namiotem w Bieszczadach na wycieczce z rodzicami. Miałam strasznego boja, bo tata wmówił mi, że przyjdzie do nas niedźwiedź, a kiedy rano okazało się, że żaden niedźwiedź nas nie nawiedził, to przez chwilę byłam najszczęśliwszym dzieciakiem na ziemi.
       
      3.      Gdybyś resztę życia miała spędzić w jednym miejscu na Ziemi, to co to by było za miejsce?
       
      Ciepłe łóżko. O tak!
       
      4.      Czy wierzysz w życie pozagrobowe?
      Rozum podpowiada, że czegoś takiego nie ma, ale nadzieja każe wierzyć, że po śmierci istnieje "tamten świat". Wychowanie w wierzącej rodzinie też robi swoje.
       
      5.      Na wymarzone śniadanie zjadłabym…
      Jakiś leciutki tort czekoladowy (nom, nom, nom, nom).
       
      6.      Jaki jest Twój ulubiony strój?
      Zdecydowanie - pidżama.
       
      7.      Jaki byłby scenariusz Twojej wymarzonej randki?
      Jakby to ująć - ja i odmłodzony o 20 lat Johnny Depp w jakimś odosobnionym miejscu, gdzie można byłoby go niecnie wykorzystać (Ach jaka szkoda, że nigdy się nie zdarzy, chlip).
       
      8.      Czy boisz się dentysty?
      Boję się i drżę na samą myśl. Oj, już mi słabo, po udzieleniu odpowiedzi na to pytanie.
       
      9.      Jesteś rannym ptaszkiem czy sową?
      Z wyglądu to bardziej przypominam sowę - duże uszy, duże ślepia i upierzenie w ciemnej tonacji.
       
      10.  Ulubiony drink?
      Plebejski - piwo. Na drinkach ni hu-hu się nie znam.
       

      11.  Jakiego utworu muzycznego mogłabyś słuchać na okrągło przez co najmniej tydzień?

      Obawiam się, że nie istnieje. Tydzień to za długo na jeden utwór. Mogłaby być ewentualnie płyta długogrająca, dajmy na to - Tool'a.

       

      Swoje pytania do kolejnej osoby muszę przemyśleć, tak więc pojawią się dopiero za jakiś czas.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Barbie czy nie Barbie?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 17 listopada 2012 22:47
  • wtorek, 06 listopada 2012
    • Ivanhoe

      Jedyną książką Waltera Scotta, którą obecnie mam w domu, jest "Ivanhoe". Jak na osobę, która połyka powieści historyczne w ilościach hurtowych, to niewiele, bo Scott spłodził przecież ogromną ilość dzieł poświęconych rycerskim dziejom Szkocji. Sęk w tym, że twórczość klasyka nieszczególnie mnie porywa. O ile przed naszym Mickiewiczem gotowa jestem paść plackiem i bić mu pokłony (jestem głęboko przekonana, że był geniuszem, jego utwory czytam z wypiekami na gębie i drżeniem w sercu i generalnie mam daleko posunięte fiksum dyrdum na jego punkcie), to szkocki pisarz mnie "nie rusza".

       

      01

      Nasz wieszcz wyglądał w młodości jak przyćpany muzyk zespołu rockowego, który wszystko ma w nosie i pewnie dlatego kobity tak za nim szalały. Wedle przekazów historycznych, pan Adam korzystał ze sławy ile wlezie i zaliczał fanki na pęczki. W szkołach wszelako nie uczą dzieci, że straszny był z niego jebaka i świntuch, bo to podkopało by świetlany pomnik, który zbudowali mu potomni.

       

      "Ivanhoe" lubię chyba z jednego powodu - i to najmniej istotnego, czyli wątku romansowego. Dla niewtajemniczonych - krótkie wyjaśnienie ze spoilerem. Kto spoilerów nie lubi - niech  notki absolutnie dalej nie czyta, bo zepsuje sobie apetyt na przeczytanie książki i, co gorsza, na obejrzenie nędznych filmideł, które nakręcono na jej podstawie.

       

      02

      Wyjątkowo okropna ekranizacja powieści. Jedynym jasnym punktem jest to, że gra w niej Sam Neill, który niestety pod koniec umiera (ojej, zaspoilerowałam). Ale można sobie na niego trochę popatrzeć jak lata w zbroi i z NAGIM mieczem. Innych, godnych zapamiętania widoków golizny, ku mojemu ubolewaniu, nie ma :(

       

      Otóż na świecie żyje sobie cnotliwy i honorowy rycerz, rzeczony Ivanhoe, który z jakiegoś niewiadomego powodu jest szczególnie pożądany przez kobiety (pewnie jest oszałamiająco przystojny, męski i ma wielką, twardą i wiecznie wzniesioną ku niebu lancę). Los pcha w jego objęcia dwie atrakcyjne damy: narzeczoną - Rowenę (piękna, miła, przepełniona uczuciami patriotycznymi arystokratka) i Rebekę (córka żydowskiego kupca, kobitka wielkiej urody i sporej dzielności). Obie panie chciałyby przygarnąć rycerza do swego łona, przy czym Rebeka zdaje sobie świetnie sprawę z tego, że różnice, nazwijmy to - kulturowe, nie pozwolą jej urzeczywistnić marzenia, więc wzdycha sobie do chrześcijańskiego ciacha po cichu.


      W adoracji Ajwenhoła Rebece przeszkadza nieco porwanie przez napalonego na jej niewieście wdzięki rycerza zakonnego, który stawia kobicie ultimatum: Albo będziesz moja, albo stanie się coś strasznego! (nogi ci zaśmiardną, porazi cię wieczne zatwardzenie  albo kot narobi ci do łóżka itp. itd.).

       

      Ivanhoe rusza na pomoc uwięzionej (patataj, patataj, patataj, ihaaaaa!), odbija Rebekę i ... potulnie wraca do narzeczonej. Uratowana ślicznotka płacze w rękaw i romanca się kończy. Zresztą inaczej nie może być, bo chrześcijański rycerz nie hajtnie się raczej z Żydówką, ani ona z nim, a bez ślubu raczej się nie połączą, choć oboje zapewne mają ochotę i myślą intensywnie o liczbie 69.

       

      Aha! - w tle opowieści szwenda się Robin Hood, Ryszard Lwie Serce, cała kupa nienasyconych seksualnie Templariuszy, jak również błazen, chłopstwo i szlachta w ilościach niepoliczalnych.

       

      A teraz "clue" tego całego wpisu, żeby nie było zupełnie od czapy. Gdyby bohaterki powieści były lalkami, to w mojej inscenizacji, wyglądałyby następująco:

       

      Rowena

      Blondyniasta Rowena (w tej roli plażowa P.J.)


      Rowena 2

      Mówię wam, średniowieczne damy na bank chodziły w bikini ;)


      Rebeka

      Czarrrrrrrnowłosa Rebeka (w postać Izraelitki wcieliła się Barbie-Hawajka)


      Rebeka 2

      Niebrzydka jest skubana :P


      panie razem

      Brygada "RR" - Rowena i Rebeka

      Ja się w zasadzie nie dziwię, czemu Ivanhoe miał rozterki sercowe. Obie dziewuchy były przyjemne dla oka i miały fajne nogi :P

       

       

      Aha, ten wpis to właściwie jest pożegnanie z P.J., która na dniach pojedzie do nowej właścicielki. Zachciało mi się uwiecznić ją na zdjęciach (ku pamięci), a że w porównaniu z ciemnowłosa koleżanką tchnie słodyczą i miękkością charakteru, więc idealnie nadała się do roli Roweny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Ivanhoe”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 listopada 2012 20:44

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com