Doll land

Wpisy

  • sobota, 16 listopada 2013
    • Z mieszanymi uczuciami

      To, że kocham "męskie" plastiki wiadomo nie od dziś. Szczególnym uczuciem pałam do wytworów jednej takiej podrzędnej firmy, której nazwy nie chcę tu wymieniać, bo mam wrażenie, iż robię to zbyt często, zbyt chętnie i zbyt namolnie. Rzeczona firma specjalizuje się w zabawkowych facetach, ale czasem, od wielkiego dzwonu wypuszcza też na rynek "damskie" plastiki. W większości - bardzo atrakcyjne wizualnie.

       


      Rok temu straszliwie sparło mnie, aby dołączyć do swojej małej, figurkowej gromadki jeszcze jednego członka, tym razem z damskiej obsady. Wybierałam, przebierałam i jakoś nie mogłam się zdecydować. Akurat w tym czasie "firma której nazwy nie śmiem po raz kolejny wymówić" wydała bohaterkę "Batmana" - Selinę Kyle, więc w ostatecznym rozrachunku wybrałam właśnie ją. Selina miała bardzo ważną cechę, która dystansowała ją od innych rywalek - była tańsza!



      Na odbiór figurki czekałam baaaardzo długo, właściwie tak długo, że zapomniałam o zamówieniu. A tu - kilka dni temu na maila przychodzi przypominajka od dystrybutora: "Chciałaś kobito lalkę, to potwierdź finalnie kupno (znaczy - wyskakuj z kasy), a my ci ją nadamy pocztą". Co było robić? - jeśli się powiedziało "A" to trzeba było wydukać i "B".


       

      No więc Selina jest już u mnie. Wyjęłam ją z pudła, obejrzałam od góry do dołu, pobawiłam się w pozowanie i zaczęłam zastanawiać - cieszę się, czy nie cieszę z jej obecności? Po raz pierwszy mam problem z oceną własnych uczuć w stosunku do wyczekiwanej figurki. Jeśli chodzi o chłopaków to takich wątpliwości nie miałam - radował mnie i zachwycał z miejsca każdy nowo przybyły. Zakochiwałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Z Seliną będzie trudniej i trochę na przełaj. Raz - bo to baba, dwa, bo mam w stosunku do niej kilka zastrzeżeń. Zasugerowałam się bardzo silnie fotografiami promocyjnymi i wyobrażałam ją sobie trochę inaczej. Moje oczekiwania się nie sprawdziły. Składa się na to wiele czynników. Większość z nich to drobnostki, ale jak wiadomo, nawet nieistotne szczegóły są w stanie skutecznie ostudzić zapał i zgasić zachwyt.


       

      Dziś jednak nie zamierzam rozwodzić się nad tym, co mi się w Selinie nie podoba. Pozwolę sobie zepchnąć negatywne odczucia na bok i spróbować cieszyć się, że dziewczyna w końcu zawitała do mnie. Choć strzała Amora nie uderzyła mnie w serce zaraz po wyjęciu kobiety - kot z pudełka, to i tak daję jej szansę. Najgłębsze zakochania zawsze przeżywałam powoli, bez fajerwerków na wstępie, więc może początkowy brak szalonego bicia serca to dobry znak?


       

      Bardzo przyjemnie jest po raz pierwszy dotknąć dziewczyny, wyprodukowanej przez moją ulubioną zabawkową firmę, postawić ją obok chłopaków i obserwować ich reakcje. Bo w plastikowe chłopstwo jakby piorun strzelił - każdy poczuł w sobie Don Juana i próbuje zwrócić uwagę atrakcyjnej koteczki. Czy warto zaprzątać nią sobie głowę? - tę ocenę pozostawiam Wam. Być może poniższe zdjęcia pomogą odpowiedzieć na to pytanie.


       

      01

      Dopiero wyszła z pudełka, a już rozrabia! Odłóż tę pukawkę dziewczyno, jeszcze kogoś postrzelisz!


       

      02

      Moje sugestie nie na wiele się zdały. Nie pozwoliła sobie wydrzeć "gnata" z dłoni. Podobno bez broni czuje się nieswojo.


       

      3

      Anne Hathaway? Hmmm, nie jestem pewna. Bo trochę podobna i do Liv Tyler ...


      4

      Jej włosy są bardzo niesforne. Beż żelu się nie obędzie!


      05

      Zgred? Chcesz mi nałożyć żel na włosy? Chyba żartujesz! Czy ja wyglądam jak Barbie?!


      06

      No dobrze, zgodzę się na ten żel, jeśli umieścisz mnie na półce obok NIEGO. (Tajemniczy on stoi poza kadrem. Całą reszta chłopaków zgrzyta zębami z zazdrości)

       

       

      W kolejnej notce, już tradycyjnie, nieco bardziej szczegółowy opis pudła, akcesoriów i samej kocilli, to jest Seliny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „Z mieszanymi uczuciami”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 16 listopada 2013 15:27
  • wtorek, 12 listopada 2013
    • Rumpelstiltskin

      Tytuł jest dla zmyły, bo dzisiaj będzie o lalce przechodzonej oraz problemach czytelniczych. Ale najpierw o problemach.


       

      Sprawa ma się tak: w sieci co i rusz pojawia się jakiś nowy lalkowy blog. Od ilości ciekawych miejsc może pomieszać się w głowie. Praktycznie co dzień publikowane są w nich godne przeczytania wpisy. I jeśli ktoś chce śledzić i komentować wszystko na bieżąco, to dostaje kociokwiku. Po prostu za dużo jest wszystkiego do ogarnięcia! Czytanie kolejnych notek zajmuje sporo czasu i po takim maratonie można zapomnieć co kto napisał. A kiedy dochodzi do komentowania to - o rety! - czasami robi się boleśnie. Bo wiadomo, że gdy się czyjś blog lubi, to chciałoby się napisać coś przyjemnego, niebanalnego, z jajem i na temat. Ale kiedy jednego dnia przychodzi zamieścić dwadzieścia komentarzy u różnych osób, to mózg odmawia współpracy. I wtedy albo się u ludzi na blogach zaczyna wypisywać straszliwe bzdury (oczywiście pod przykrywką niezmiernie mądrych słów), albo nie komentuje się wcale.


       

      Najgorzej jest w weekendy albo dłuższe przerwy świąteczne - bo wiadomo że w wolne dni nasza działalność zdjęciowo-pisarska sięga apogeum. Kilka swobodnych godzin aż prosi się o to, by wykorzystać je dla rozwoju ukochanego hobby lub podzielenia się z całym światem nowinami, co też się u nas dzieje. Ufff, ależ się wtedy trzeba nagimnastykować, żeby choć okiem rzucić na wszystkie ciekawostki, które się u blogowiczów pojawiają! Zajęcie, które w założeniu ma cieszyć, staje się dodatkową PRACĄ. Czasami nużącą. Normalnie nienormalne!


       

      Zaczynam w końcu rozumieć osoby, które wolą nie zostawić komentarza niż korzystać z uniwersalnego lecz nudnego tekstu: "Ależ śliczną lalkę kupiłaś/kupiłeś". Bo ileż można klepać to samo? I czy takie komentarze w ogóle jeszcze kogoś cieszą?


       

      No, może trochę przesadzam. Przyjemnie jest wiedzieć, że znajomym podobają się nowe nabytki, co widać po entuzjastycznych opiniach pod notkami. A kiedy ktoś da się skusić na kupno takiego samego egzemplarza, bo zakochał się w tym z naszej notki, to można dumnie wypiąć pierś do przodu, zadrzeć nos do góry i udawać wielkiego, światowego trendsettera.


       

      trendsetter

      Według wujka Gugla światowy trendsetter wygląda jak ten nieco zarośnięty na licu pan, schowany za ciemnymi szkłami.


       

      Reasumując - jeśli będziecie mieli ochotę zostawić komentarz pod dzisiejszą notką, to będzie mi miło. Hehehe! - no i wyszło szydło z worka - ten wstęp był tylko po to, by nabić sobie komcie

      gdak gdak

       

       

      A teraz do boju - znaczy - do Lalki Przechodzonej!


       

      Lalka przechodzona rozpoczęła swój żywot jako zwykła Monsterzyca, czyli patykowate, wielkogłowe i zginaczkowate stworzenie, znane szerszym masom jako Ghoulia. Los przeznaczył jej życie pełne traumatycznych przeżyć i bolesnych upadków - Ghoulia straciła w strasznym wypadku twarz, odzienie i pudełko. Niewiele osób podniosłoby się po takiej tragedii - ale nie ona! Obdarzona wyjątkowym hartem ducha monsterzyca wskoczyła w kopertę i ruszyła w Polskę po prośbie. U tego wyprosiła nową fryzurę, u tamtego - elegancką kieckę. No czegóż to ona nie otrzymała! Rozum nie ogarnia! Ale najbardziej, tak naprawdę najbardziej to zależało dziewczynie na nowej twarzy. I wiecie co - trafiła w końcu do znanej w lalkowym świecie pani chirurg - Mobe, która podarowała jej nowe liczko:


       

      01

      Mam twarz! O Boże! Nareszcie!


      2

      Maluśki, zgrabny noseczek, zielone ślepiszcza i całuśne usta! Ha! Piękna jestem! Proszę chwalić i podziwiać!


      3

       

       

      No a na koniec smutna informacja - teraz za przeróbki biorę się ja. Nawet już zaczęłam działalność. Od pozbawienia biedaczki dłoni. Co będzie dalej, pokażą najbliższe dni. Na Waszym miejscu byłabym pełna obaw.


       

      A na koniec notki zrobię to, na co zawsze miałam ochotę, ale jakoś się nie decydowałam, bo podobny patent widziałam u Was i myślałam sobie - eeeee, nie będę kopiować. Ale jednak będę i zakończę wpis piosenką! Nie byle jaką, bo smutną i dołującą. Żeby wprowadzić czytaczy w smętny, listopadowy nastrój. Jak depresja, to depresja pełną gębą!

       

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „Rumpelstiltskin”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 listopada 2013 20:38

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com