Doll land

Wpisy

  • środa, 26 grudnia 2018
    • Małe, chude i stosunkowo tanie gówienka z Kauflanda

      Ale mnie wczoraj łeb bolał! Ból krążył w okolicach skroni i tuż za oczami. Dopóki nie łyknęłam stosownej pigułki i nie pacnęłam sobie na czółko mokrego okładu, to miałam wrażenie, że moja głowa rozdyma się do rozmiaru piłki plażowej, w której gra murzyńska orkiestra, złożona na przemian z tam-tamów i wuwuzeli. No wielki był mój łeb niczym u jakiejś dorodnej Shibajuku!

       

      O czytelnicy umiłowani! Ból – bólem, ale jakże ja się cieszę, że ominął mnie szał na te lalki! Oglądałam je w sklepach, oglądałam na Waszych blogach i ani mi serce nie drgnęło, ani portfel nie zaswędział. Na swojego własnego wielkogłowca skusiłam się niedawno i tylko dlatego, że sklep Kaufland miał promocję na modele mini (25 złotków/sztuka, a ja lubię „dużo, tłusto i po taniości”).

       

      Mini Shibajuku karmi moją nieuleczalną słabość do małych laleczek. Sympatia do tego co nieduże wykluła się w czasach, gdy na rynku pojawiły się drobiny LPS Blythe i obejmuje prawie wszystkie drobne gówienka, których wzrost nie przekracza 15 centymetrów (prawie wszystkie, bo takich enchantimalsów zupełnie nie).   

       

      Ze sklepu wróciłam z zielonooką Koe i białowłosą Miki. Miki przeznaczona jest na wieczne trwanie w pudle, Koe - do zabawy. Wyjęłam ją z opakowania, upozowałam, nastawiłam ostrość w aparacie, a ona – ryms na nos! Oj nie trzyma się na nogach ten mój nowy nabytek, nie trzyma (a w pudełku ni ma stojaka, co podsumuję hashtagami #smuteczek, #foch, #pradziadekprzysaniach). Brak stosownej podpórki bardzo utrudniał mi współpracę z modelką. W zasadzie to przez cały czas siedziała na swojej chudej dupce. Zakładam, że mniejszym odbiorcom tej zabawki niełatwo jest bawić się lalką, która non stop się wywraca.

       

      01

       

      03

       

      04

       

      Za to siedzieć Shibajuku umie z gracją, w czym pomagają jej zginalne kolanka. Życzyłabym sobie, by taką samą ruchomością dysponowała w łokciach, bo jakoś tak głupio mieć fajne nogi i kompletnie nieprzydatne ręce (prawie jak u tyranozaura - wyposażonego w potężne nożyska i mini łapki z przodu korpusu, które nie miały chyba żadnego praktycznego zastosowania).

       

      W związku z tym, że makijaż Shibajuczki podobał mi się połowicznie, przysmaczyłam go po swojemu, malując po wierzchu kredkami akwarelowymi. Nie jestem pewna, czy zrobiło się dużo lepiej, ale bez wątpienia zmniejszyła się "goła" powierzchnia twarzy, którą można było liczyć w tłustych centymetrach kwadratowych.

       

      02

       

      Z rzeczy pozytywnych – małe Shibajuku są dużo ładniejsze od tych wielgaśnych. Miniaturyzacja zdecydowanie im posłużyła – małym uchodzi to, co mierzi mnie w wielkoludach: bezmyślny wyraz gęby, kołkowate ręce i nogi, ogólne niedopracowanie i ociężałość postaci. Ale i w przypadku minisów nie jest tak różowo, jakby się chciało – kurdupelki mają wlutowane na stałe buciki, no i straszą ohydnie uszytymi ubrankami. Właśnie dlatego zakryłam u swojej paskudy niechlujny, shibajukowy uszytek kiecką od Monster High. Nie dość, że nieźle leży, to i nie nie tłamsi mojego poczucia estetyki nieobrębionymi brzegami.

       

      05

       

      Muszę jeszcze wymyślić jakiś patent na włosy malucha - w ich oryginalnym, czyli nieogarniętym stanie, prezentują się nie najciekawiej. Spleść warkocza się z nich nie da, bo są ciut za grube i zdecydowanie za krótkie, ale może pozwolą zawinąć się na papiloty albo poddadzą innym magicznym obrzędom, które je zbiorą do kupy, uładzą i upiększą. Ale do tego czasu, jak zabiorę się za roboty fryzjerskie, stanowczo muszę przetrawić efekty świątecznego przeżarcia, przez które zamiast obskakiwać w twórczym szale swoje lalki - leniuchuję brzuchem do góry :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Małe, chude i stosunkowo tanie gówienka z Kauflanda”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 26 grudnia 2018 20:14
  • wtorek, 04 grudnia 2018
    • Piękna lalka, brzydka tradycja

      Bardzo lubię matellowską serię „Dolls of the world” (w skrócie - DOTW). Wchodzące w jej skład lalki są świetnymi ambasadorkami swoich krajów. Ich stroje, wzorowane na regionalnych ubiorach z różnych stron świata, robią wrażenie ilością detali oraz starannością wykonania, zaś same lalki bardzo wyraźnie odznaczają się na tle swoich playlinowych koleżanek, przede wszystkim niestandardowymi makijażami i kunsztownymi fryzurami. DOTeWuczki (mój neologizm obejmujący Barbie z serii DOTW) wyróżniają się w kolekcjach nawet wtedy, gdy obok nich stoją lalki z droższych i bardziej ekskluzywnych serii. Dlatego trochę mi przykro, że DOTeWuczka, o której będę dziś pisać, promuje wyjątkowo okrutną tradycję.

       

      41812211834_c59aa3d682_z

       

      W swoim długim życiu Barbie wykonywała wiele zawodów – była modelką, tańczyła w balecie, ubiegała się o fotel prezydenta, leciała w kosmos, a w 1999 roku zdecydowała się na dość ryzykowny krok i została matadorem, czyli zabójcą byków z areny.

       

      Corrida, która w uproszczonej formie znana była już w czasach starożytnych, jest widowiskiem żerującym na najniższych ludzkich instynktach. Chodzi w niej o to, by pod aplauz publiczności umęczyć i zabić zwierzę, uznawane za symbol siły i odwagi. Walka na arenie jest nierówna, bo na jednego byka przypada kilku uzbrojonych i dobrze zorganizowanych przeciwników, którzy biją się na śmierć, bez prawa łaski dla przegranego. Zasady starcia są uświęcone tradycją – byka kolejno drażni się i rani czułe miejsca na jego ciele, aby na koniec przedstawienia ogłupiałe z bólu i szoku zwierzę mogło zostać powalone eleganckim pchnięciem szpady matadora. Chwała tym z matadorów, którzy kończą starcie szybko, uśmiercając byka poprzez przerwanie jego rdzenia kręgowego, lecz w tym niewdzięcznym zawodzie pracują przecież i tacy, którzy morderczy kunszt opanowali  znacznie gorzej i śmierć z ich ręki rozciąga się na długi, bolesne minuty.

       

      Corrida jest dla mnie spektaklem ze wszech miar obrzydliwym, stąd ciężko mi polubić lalkę, w tak dosłowny sposób uosabiającą ducha tego widowiska.  Widzę w niej wcielenie agresji, krwiożerczości i bezmyślnego niszczycielstwa. Można by rzec, że to lalka – rzeźnik. Chyba dlatego nie jestem w stanie znieść jej obecności na półce, choć jest obdarzona urodziwym obliczem i ciekawym strojem.

       

      31176435767_83293e05db_z

       

      Zastanawiam się, co pchnęło mnie do jej zakupu i sądzę, że otumaniła mnie "promocyjna" cena. Rozterki, związane z zapleczem kulturowym lalki pojawiły się dopiero gdy już miałam ją w ręku. Wierzyłam, że dam radę je przełamać, ale niektóre skojarzenia są zbyt silne, by zbyć je wzruszeniem ramion. Podejrzewam, że nie pomoże nawet zmiana stroju na bardziej „cywilny”. DOTeWuczka za bardzo obrosła dla mnie negatywnymi skojarzeniami, żebym dała radę się z nią zaprzyjaźnić. Jej dni są policzone. Ufam, że Allegro przyjmie ją z otwartymi ramionami, bo ja nie dam rady jej ukochać. A kysz mi z chaty, krwiożercza Barbaro!

       

       46127689142_99cbe329bf_z

       

      * * *

       

      32306710888_0f433d75d0_z

       

      * * *

       

      46178588411_68d3408aa2_z

       

      * * *

       

      45454510674_d88034a083_z

       

      * * *

       

      46178637331_0f7bfc7a9a_z

       

      Smutno się zrobiło, prawda? No to włączmy przerywnik muzyczny w temacie hiszpańskim, żeby nie było, że te Hiszpany to tylko corrida, krew i galaretka z małych, słodkich kiciusiów.

       

       

      Ale, ale! Ten wpis wcale się jeszcze nie skończył! Bo widzicie, chciałabym jeszcze wrócić do konkursu na limeryki, który rozpoczął się w lipcu po czym trwał, trwał, trwał, aż wszyscy, łącznie ze mną o nim zapomnieli, ale do czasu, bo oto poniżej ujawniają się przysłane na konkurs wierszyki:

       

      Żył Pan Ekscentryk w centrum Galaktyki
      Który zabawkom robił różne triki
      Jedną zabawkę pięknie umalował
      Drugą zabawkę na części ćwiartował
      Bo w centrum Galaktyki żyją takie ekscentryki

      (Autorka - Iga Elsaid)

       

      "Limeryk z eufemizmem"

      Raz snobki na konwencie w stolicy
      Wiodły spór o wyższości żywicy
      Rzekła Barbie wkurzona
      Jak potrafi to ona
      Macie rozum w tylnej części spódnicy.
      (Autorka – Szara Sowa)

       

      "Smutny limeryk"
      Raz mała psuja spod Mławy
      Tylko dla czystej wprawy
      Urwała lalce rączki
      Potem poszła na pączki
      I to był koniec zabawy
      (Autorka – Szara Sowa)
       
      I w związku z powyższym chciałabym ogłosić, że konkurs wygrywa Szara Sowa i to do niej pojedzie Lottie, zaś Iga zajmuje miejsce na srebrnym podium i do niej też ktoś pojedzie :) Baby, podajta mi emailem adresy wysyłkowe!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Piękna lalka, brzydka tradycja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 04 grudnia 2018 19:16

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com