Doll land

Wpisy

  • piątek, 21 marca 2014
    • Znikam, odchodzę, zamykam!

      Kiedy obserwuję bardzo popularną ostatnio wśród znajomych tendencję do zamykania blogów, to myślę sobie - ja też bym tak chciała! Żeby poczuć jak to jest, kiedy ogłasza się światu swoje zniknięcie, macha do wszystkich białą chusteczką na pożegnanie, a zewsząd dochodzą słodkie dla uszu pochlipywania i posmarkiwania wzruszonych tą tragedią ludzi.

       

       0

      Klamka na drzwiach zapadła. I przerdzewiała.

       

      Dlatego obwieszczam, wszem i wobec, wijąc się w bólu pożegnania, że odchodzę (na pół godziny). Nie płaczcie za mną i nie załamujcie rąk! Ta trudna decyzja, nad którą długo myślałam, musiała zostać w końcu podjęta. Zmusiło mnie do niej okrutne życie, które stojąc nade mną w postaci koleżanki z biura, spytało: "Aga, idziesz na obiad do barku?" Chciałam się postawić, chciałam walczyć, więc spytałam z drżeniem w głosie: "A co dzisiaj dają?" Odpowiedź zniszczyła mnie moralnie i psychicznie oraz spowodowała, że nic już nigdy nie będzie takie samo. W powietrzu zabrzmiał diabelski chichot, zapachniało siarką i głos, idący chyba z samego dna piekła, obwieścił: "Makaron ze szpinakiem!"

       

      Postawiona w beznadziejnej sytuacji i zmiażdżona jej powagą, zdecydowałam: Idę! Nie będę oglądać się za siebie, nie będę rozpamiętywać przeszłości. Żadna z lalek na świecie nie przekona mnie, by nie iść dziś na kluchy. Kluchy, których jeszcze dwadzieścia lat temu, gdy byłam słodkim i miłym dziecięciem, nawet kijem bym nie tknęła, wykręcając się od zaprawionych czosnkiem śmierdziuchów jak diabeł przed święconą wodą. Dziś wiem, że los nielitościwie zadrwił sobie ze mnie, bo lecę do tych mącznych, niezdrowych i tuczących zadek świństw jak ćma do ognia ...

       

      Zatem odchodzę ... Na wielkie żarcie ... Nie wiem kiedy się zobaczymy. Może za chwilę. Może nigdy. Tę tajemnicę rozwiąże czas. Albo Sherlock Holmes. Albo Herkules Poirot. Albo Adrian Monk (oł jes, aj czuz him kaz aj lajk him).

       

      Nie płaczcie za mną. Nie warto. Tylu jest ciekawszych, piękniejszych i mądrzejszych kolekcjonerów lalek. Oni Was utulą i ukochają. Otworzą przed Wami podwoje swoich blogów. A ja - cóż. Niewiele Wam mogę dać, niewiele dać mogę Wam (pam, pam, więc nie dam).

       

      Boże, co za pustka, co za gorycz?! (tfu, tak to jest jak się żarło ser z pieprzem i zębów nie umyło).

       

      I jeszcze, na ostatek, w finalnym porywie duszy, aby nie zostawiać Was w smutku, zapytam. Gdybyście mieli możliwość wyboru jednego z prezentowanych niżej łbów, to który byście przygarnęli?:

       

       01

       Tak, ten pan to Tom H. który w mojej głowie nadal funkcjonuje jako Loki (om nom nom nom)

       

      2

      Cosmo od Dollzone

      3

       

      Leslie od Dollzone

       

      W zasadzie to wszyscy trzej zaprezentowani wyżej panowie są brzydcy, smutni i do kosmitów podobni. I po co mi którykolwiek? Sama nie wiem. Właśnie dlatego chcę każdego z nich ;P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „Znikam, odchodzę, zamykam!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 21 marca 2014 12:28
  • piątek, 14 marca 2014
    • Klasyka klasyki

      Są takie lalki, które każdy zna i rozpoznaje, bo wyprodukowano je w tak dużej ilości egzemplarzy, że praktycznie wszyscy mieli kiedyś z nimi styczność lub były na tyle uniwersalne z wyglądu, że zachwycały dzieci z różnych krajów i środowisk. Dla ludzi z mojej epoki są to Barbie superstar, dla osób młodszych wiekiem - chudziutkie laleczki Monster High, stanowiące charakterystyczny, zabawkowy symbol ich dzieciństwa. W świecie lalek BJD miano lalki klasycznej, dzierży od wielu lat i chyba zawsze już będzie dzierżył Saint od firmy Dollshe craft.

       

      Zanim poważyłam się napisać ostatni człon poprzedniego zdania, z uwagą przejrzałam wpisy na trzech niezależnych forach poświęconych BJD, żeby upewnić się, że faktycznie mogę wysnuć taki wniosek. Analiza okazała się trafna - użytkownicy portali niejednokrotnie wskazywali na tę właśnie lalkę, jako na zabawkę, od której zaczęła się ich przygoda z "żywicami". Co ciekawe, takie właśnie zdanie wyraziła nasza blogowa koleżanka - Luci Fair pod moim zdjeciem na Flickr! Pozwolę je sobie tutaj zacytować i myślę, że Luci się nie obrazi, bo przekazała w tej króciutkiej wypowiedzi opinię wielu osób: "Saint był tą lalką, która obudziła we mnie zainteresowanie bjd".

       

      01

      Powyżej - wzorcowe, promocyjne zdjęcie Sainta pobrane ze strony firmy Dollshe craft: http://dollshecraft.com/shop/step1.php?number=688

       

      Biorąc powyższe pod uwagę, mogę chyba śmiało nazwać Sainta "klasyką klasyki" :) "Klasyką", która bardzo, ale to bardzo podobała mi się w każdej odsłonie, w której spotykałam ją na zdjęciach w sieci. Ta fascynacja nie przekładała się na chęć kupna, bo Saint nie pasował za bardzo do kierunku, w których mam zamiar podążać (czyli  do tworzenia dream-teamu składającego się z lalek przedstawiających dorosłych mężczyzn), ale życie (jak to ono potrafi) podsunęło mi okazję nie do pogardzenia. Otóż producent lalki, firma Dollshe craft, zorganizowała w grudniu 2013 r. konkurs na recenzję jej produktu, w którym zwycięzca mógł wygrać dowolną lalkę z jej oferty, a osoby, które zajęłyby drugie miejsce (były przewidziane dwa drugie miejsca) - bardzo dużą, bo aż 50% zniżkę na zakupy. Nie zastanawiałam się ani chwili - moja recenzja powędrowała do firmy Dollshe już trzeciego dnia po ogłoszeniu konkursu :)

       

      Nie jestem nadmiernym optymistą, ale wierzę w swoje szczęście i w swoja pisaninę. I takie podejście chyba się opłaca, bo moja recenzja zajęła jedno z drugich miejsc. Tym samym powędrował do mnie 50% kupon zniżkowy, a co było dalej nie trudno się domyślić. Splot okoliczności spowodował, że się złamałam i postanowiłam zamówić lalkę, choć muszę przyznać, że nielicho wahałam się przed podjęciem decyzji. Po co mi lalek-niedorostek, pytałam sama siebie i właściwie nie znajdowałam na to pytanie odpowiedzi. Saint był za "młody", za wysoki (70 cm wzrostu, wyższy od Larwy, który czuje się z tego powodu ciut niepewnie) i naprawdę odstawał od moich wyobrażeń o przyszłych mieszkańcach lalkowych półek. Co nie zmieniało faktu, że możliwość jego zdobycia bardzo rozgrzewała mi serce. W końcu machnęłam ręką, przeżegnałam się i zrobiłam nurka na głęboką wodę, czyli podjęłam jedyną słuszna decyzję, to jest - zamówiłam gałgana!

       

      Dziś Saint jest już u mnie i czuję się z tego powodu świetnie, ba, nawet wspaniale i aż nadziwić się nie mogę, że nie umiałam zdecydować się "na tak". Wiem, że bez makijażu, oczu, ubrań i peruki nie widać jeszcze w pełni jego potencjału, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś nie będę mogła doczekać się na weekend, by dorwać się do kredek akwarelowych i maszyny do szycia, ale ludzie się zmieniają - obecnie perspektywa zajęcia się taką dłubaniną powoduje u mnie podniesienie się ilości endorfin we krwi :)

       

      Zdjęć "świeżynka" prawie wcale nie mam, bo co jedno, to wychodziło gorsze, a więc na razie nie zasypię Was "spamem", ale na pewno zrobię to, gdy tylko pojawi się taka możliwość. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Niepomierna chęć pokazywania całemu światu lalek, w których się kocham jest silniejsza ode mnie :P

       

      01

      02

      03

       

      Zastanawiam się jakie oblicze mu nadać. Boję się wpadnięcia w schemat. A schemat "charakterologiczny" dla lalki BJD płci męskiej wygląda zazwyczaj tak:


      - indywidualista,


      - antyspołecznik,

       

      - złośliwiec,


      - romantyk,


      - osobnik sensualny,


      - wiecznie sfochany,


      - wewnątrz wrażliwy i czuły, na zewnątrz - zimny głaz,


      - a jeśli już kocha, to jest to "miłość-nienawiść", straszliwie skomplikowana i poplątana jak gumka od majtek,


      - koniecznie z nutką tajemnicy, mroku i Bóg wie czego jeszcze (ale koniecznie w ciemnej tonacji, bo pastelowe kolory są "passe").


      Aż chciałoby się rzec - bohater byroniczny!

       

      Ciekawe, czy uda mi się wyrwać z objęć tej lalkowej tradycji? Nie wróżę sobie wielkich sukcesów, ale przyznaję, że fajnie byłoby wykreować z Sainta wesołego luzaka w hawajskiej koszuli (ach, podle kłamię, bo akurat taka wizja w głowie mi nie postała, ale już punk byłby fajny :)

      --------------------------------------------

      Edit z ostatniej chwili (to jest z 16.03.2014 r. godz. 18:33) - Nie mogłam się powstrzymać i naniosłam mu trochę koloru na twarz a także uszyłam naprędce perukę. No i z marzeń o lalce-punku nici - Saintowi bliżej do britpopowego muzyka. Ale to w sumie dobrze - do dziś lubię Blur :)

       

      new look

      Zdjęcie nader kiepskie, ale bądźmy szczerzy - kiedy ja dobrze robiłam zdjęcia? (nigdy!)

      - - - -

      Edit z kolejnej "ostatniej chwili" (to się nigdy nie skończy!):

      04

      05

      A może byś już tak przestała się nade mną znęcać?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Klasyka klasyki”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 14 marca 2014 19:48

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com