Doll land

Wpisy

  • niedziela, 15 kwietnia 2012
    • Zimna ryba

      Skuszona pochlebnymi opiniami posiadaczy lalek Fashion Royalty postanowiłam, że gdy zdarzy się okazja zakupu, to z niej skorzystam. Dlatego przez pewien czas szczegółowo przyglądałam się ofertom na Allegro. Ofert były, a jakże, tyle że ja nie miałam wystarczających środków :)


      Braki pieniężne uczą cierpliwości i oszczędzania. Skoro nie da się kupić pożądanej lali od razu, to trzeba pogodzić się z koniecznością dłuższego na nią oczekiwania. To z kolei pozwala porządnie przemyśleć sprawę i niejednokrotnie - zrezygnować z zakupu. Bywa przecież, że piękna lalka, którą długo podziwialiśmy na zdjęciach kolegów, okazuje się przedmiotem krótkotrwałego i ulotnego pożądania. Z drugiej strony, niemożność uzyskania lalki od ręki, wzmaga "apetyt" na nią i radość po jej otrzymaniu.

       

      Muszę z przyjemnością stwierdzić, że doświadczyłam tego drugiego stanu. Pomimo, że od dnia, w którym trafiła do mnie pierwsza FR'ka minęły JUŻ dwie doby, to do dziś nie wierzę jeszcze, że faktycznie jest już moja. Musi minąć jeszcze trochę czasu nim poczuję się jak jej prawdziwa właścicielka. Prawdopodobnie muszę się trochę "oswoić" i przestać się bać, że przez niedelikatny dotyk mogłabym coś w niej zepsuć (mam cały czas bardzo silne wrażenie, że gdy tylko zacisnę ją w dłoni, to ją połamię!)

       

      Laleczka jest niezwykle chudziutka i wydaje się krucha. Wyjątkiem jest wielki, naprawdę wielki i zgodny ze szczegółami anatomicznymi żywych kobiet biust (o rety, ona ma sutki!). Ma ciekawą, zimną urodę, która przywodzi mi na myśl płatną zabójczynię. Chciałabym kiedyś sprawić jej jakiś miniaturowy pistolecik i kaburę, w której mogłaby go nosić. Jestem przekonana, że z takim rekwizytem byłoby jej do twarzy ;)

       

      1

       

      "Fabryczne" imię lalki brzmi "Natalia Fatale" i jak sądzę, dość dobrze oddaje jej zimny i wyniosły charakter. Popatrzcie proszę na twarz lalki - czy nie wyraża ona zniechęcenia i pogardy dla świata? 

       

      2

       

      Kiedyś myślałam, że lalki Jasona Wu są równego wzrostu z Barbie. A jednak "arystokratyczne" dziewczyny są trochę wyższe od laleczek Mattel'a i nie nadają się za dobrze na partnerki dla keników. Odstają od nich starannością wykonania i "wiotkością", co widać na poniższej fotografii.

       

      3

       

      Dzięki licznym punktom zgięcia, laleczka ma możliwość naturalnego pozowania. Ja na razie nie umiem jeszcze w pełni wykorzystywać jej giętkości, lecz mam nadzieję, że z czasem nauczę się ustawiać ją do zdjęć. Zamierzam dużo ćwiczyć ;)

       

      4

       

      Jedynym słabym punktem, którego się dopatrzyłam u lalki, są klejone rzęsy. Gdyby były wszywane, to prawdopodobnie byłyby nie do ruszenia. Rzęsy klejone mają tendencję do wypadania, czego już zdążyłam doświadczyć. Na szczęście odrobina kleju i pinceta pozwoliły zapobiec katastrofie. Muszę jednak przyznać, że podczas "operacji" trochę trzęsły mi się ze zdenerwowania ręce. Wolę nie myśleć co by się stało, gdyby klej zaplamił oko.

       

      5

       

      "Traumatyczna" przygoda z odpadająca rzęsą spowodowała, że jeszcze bardziej cenię Natalię. Łatwo ją zniszczyć, więc będę starała się przechowywać ją w jak najlepszych warunkach, wykluczających kolejne katastrofy. W przyszłości będę próbowała zmodyfikować delikatnie jej fryzurę, ale mam nadzieję, że moje zabiegi fryzjerskie nie zrobią jej krzywdy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Zimna ryba”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 kwietnia 2012 20:13
  • sobota, 07 kwietnia 2012
    • Prawo dżungli

      Święta Wielkanocne, a także poprzedzający je okres przedświąteczny, wiążą się z ogólnospołeczną psychozą, zwaną "SZAŁ ZAKUPOWY". Świecka tradycja, sięgająca korzeniami Polski szlacheckiej, każe okres wielkich uroczystości przeżywać jak najpełniej i ... najbogaciej. Przysłowie "zastaw się a postaw się" jest w narodzie ciągle żywe. Hojnie nakryty stół wielkanocny, uginający się pod samodzielnie przygotowanymi smakowitościami, to najbardziej i najdłużej oblegane w Niedzielę Zmartwychwstania miejsce. Trudno się dziwić, wszak po długim okresie Wielkiego Postu zgłodniałe i wyjałowione żołądki domagają się treściwych i fantazyjnie podanych potraw. Zanim jednak bigosy, gołąbki, sałatki warzywne i serniki wyjadą triumfalnie na śnieżnobiałe obrusy, by dać się schrupać armii żarłoków, trzeba udać się, po potrzebne do ich sporządzenie ingrediencje do hipermarketu, na targowisko, lub w inne miejsce, obfitujące w potrzebne składniki. I tu zaczyna się kłopot, ponieważ w okresie przedświątecznym sklepy i bazarki oblegane są przez hordy Hunów, to jest dzikich i wściekłych klientów. Uzbrojeni w ciężkie, sklepowe wózki, twarde łokcie i z widmem krwawego obłędu w oczach cisną się ludzie tam, gdzie najsmaczniej i najtaniej. Nierzadko dążą do upatrzonego celu "po trupach". Aby zdobyć ostatnią puszkę brzoskwiń w syropie, która jakimś cudem uchowała się na sklepowej półce, łagodne i uprzejme na co dzień staruszki zmieniają się w rozjuszone lwice, gotowe ukatrupić laską każdego, kto stanie im na drodze do zdobyczy. Sympatyczni gentlemani, z galanterią przepuszczający niewiasty w drzwiach, zdenerwowani długimi kolejkami starają wpychać się na początek "ogonków", czym doprowadzają do histerii stateczne matki z dziećmi w wózkach, które wznosząc oczy ku górze, jakby wzywając Boga na świadka swojej krzywdy, wykrzykują w świętym oburzeniu magiczną frazę "Pan tu nie stał!". W sklepowym mikrokosmosie rządzi jednak prawo dżungli - do najlepszych produktów dorwie się ten, kto ma najszybsze nogi, najtwardsze łokcie i nie ogląda się na "konkurencję". Zgroza to straszliwa, ale cóż zrobić, przedświąteczny szał rządzi się swoimi prawami.



      Święta, mające wyzwalać w ludziach ciepło serc, radość i miłość bliźniego, w przepełnionych hipermarketach przyjmują jakieś monstrualne i groteskowe formy. Na szczęście szaleństwo kończy się w momencie, gdy objuczeni wszelkimi (potrzebnymi i niepotrzebnymi) dobrami, śpieszymy triumfalnie do domów. Myślę, że po zakończeniu zakupów ogarniają nas uczucia podobne do tych, które żywili prehistoryczni myśliwi, gdy wracali z udanego polowania. Mając w domu wszystkie (czy aby na pewno?) potrzebne składniki, możemy w końcu, w spokoju ducha, poświęcić się przygotowaniu wielkiego obżarstwa, wspominanego jeszcze wiele dni po jego zakończeniu (ach, te mamine gołąbki!).


       

      A gdy święta się kończą, można z łezką w oku powspominać wspaniałości wielkanocnego stołu, zapomnieć o stresie, związanym z ich przygotowaniem i zacząć myśleć o skutecznym odchudzaniu po wielkanocnym obżarstwie :) 


      - - -


      Żeby oderwać Was od okołoświątecznych klimatów, zapraszam do tyciej, tyciutkiej, barbioszkowej galerii, w której pozwalam sobie przedstawić sympatyczną, plażową P.J. Niech ta opalona, lalkowa dzieweczka, skieruje Wasze myśli ku lecie, wieczorom spędzonym nad morzem lub jeziorem i leniwemu odpoczynkowi w promieniach słońca. Wszak lato - już niedługo :)

       


      Obiecuję, że po Wielkiej Nocy uzupełnię fotosesję P.J. większą ilością fotografii o lepszej jakości. Słowo harcerza!*


       

      1

       

      2

       

      A na koniec jeszcze - życzenia. Niech Wam, mili blogopisacze i blogoczytacze, święta przyniosą wiele radości, spokoju, uśmiechu i miłości w rodzinnej atmosferze. Wesołego Alleluja!


       

      * - nigdy nie byłam w harcerstwie ;P 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Prawo dżungli”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 07 kwietnia 2012 18:56

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com