Doll land

Wpisy

  • niedziela, 30 kwietnia 2017
    • Serce to samotny myśliwy

      Jeśli wybierać się na bazar lub pchli targ, to egoistycznie i w pojedynkę, ewentualnie z członkiem rodziny, wtajemniczonym w hobby. Z koleżanką lub kolegą ze środowiska - kategorycznie "NIE", bo wspólne zakupy z innym lalkomaniakiem są jak wyścig o nagrody - każdy chce jak najszybciej dopaść wszystkie ciekawe lalki, a czując na karku oddech "rywala", który kroczy między stoiskami tuż przy naszym boku, zamiast cieszyć się z zakupów, człowiek leci jak petarda przed siebie, wiercąc dookoła głową i złoszcząc się, gdy to kolega znajdzie coś ciekawego.



      Zakupy "solo" dają szersze pole do manewru. Nie śpiesząc się ("bo mnie przyjaciel wyprzedzi") można więcej dojrzeć i dokładniej zmacać, po czym podjąć na spokojnie decyzję o zakupie lub odłożeniu towaru z powrotem na stoisko sprzedawcy.

       


      W myśl powyższych zasad wybrałam się dziś na jedno z popularnych, warszawskich targowisk. Wstałam rano (bo kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje) i zerkając lękliwie na niebo, które straszyło deszczowymi chmurami, pomknęłam w kierunku pchlego targu. Ludzi na bazarze było mnóstwo - zarówno sprzedawców jak i kupujących. Lalek też całkiem sporo, z tym że większość natrętnie współczesnych lub przynależących do niezbyt lubianej przeze mnie serii "Equestria girls". Wśród rozłożonych na kocykach rupieci można było także wypatrzeć całkiem dużo Steffi love starszego typu (pekińczyk) i lalek-szmacianek. U jednego sprzedawcy mignął mi także PRL-owski murzynek, którego jednak nie zdecydowałam się zabrać ze sobą ze względu na horrendalnie wysoką cenę.

       


      Przyznaję z ukontentowaniem, że (za pominięciem murzynka) zakupy całkiem się udały - upolowałam pięć lalek za łączną kwotę 11 złotych. Wszystkie dzisiejsze zdobycze to barbiowate. Cztery z nich nie mają jeszcze dość śmiałości, by się tu zaprezentować, przechodzą bowiem kurację kremem Benzacne (do ich rekonwalescencji na bank przyczynili się nieletni makijażyści, hołdujący prastarym tradycjom upiększania zabawek przy pomocy długopisu), więc pokażę Wam laleczkę numer 5, jedyną niezniszczoną członkinię upolowanej dziś gromadki.


       

       1

       


      Blondyna, która próbuje czarować niebieskimi oczami z powyższego zdjęcia, to klon Barbie z lat 80 - znany szerzej pod nazwą SANDY. To bardzo charakterystyczna osobistość, pieczętująca się ekscentrycznym, wieczorowym makijażem (zabójcze cienie do powiek + szminka czerwona jak maki na Monte Cassino) i oddana strojom oraz fryzurom z epoki wczesnej Majki Jeżowskiej. Mówiąc krótko - gwiazda wielkiego formatu! Nawet kształt jej brwi krzyczy o tym, że to niezwykłe zjawisko na lalkowym nieboskłonie :P

       


       

      5

       


      Nie wiem jaki splot okoliczności sprawił, że tak wielka dama znalazła się na kocyku sprzedającego "mydło i powidło" dziadka, ale dobrze się stało, bo trafiła stamtąd do mojej przepastnej torby, a później pod prysznic, na kaloryfer i przed obiektyw aparatu.


       

      6

       


      Serce mi łka i kwiczy z żalu, że przed rozpoczęciem foto-sesji musiałam drastycznie skrócić jej włosy, ale stopień pokudłania był tak wysoki, że w grę wchodziły już tylko dobrze naostrzone nożyczki. Sandy mają okropnej jakości włosy, porównywalne z czuprynami Betty teen. Ich kudełki można tylko podziwiać, bo czesane - niemiłosiernie się puszą i zbijają w kołtuny, na które nie pomaga ani porządna odżywka do włosów, ani olejek arganowy, ani nawet modlitwa do Aleksandra Macedońskiego, słynnego pogromcy węzła gordyjskiego. Moja Sandy nie miała wyboru - musiała pożegnać się z plątaniną na głowie na rzecz bardziej nowoczesnej i znacznie krótszej fryzury.


       

      4

       


      Sukienkę i buty zostawiłam jej za to oryginalne, bo i jedne i drugie były w świetnym stanie. Nie wiem, czy jest to strój firmowy Sandy, ale mam podejrzenia, że mogłam trafić full-set. Pamięć podpowiada mi, że w młodości widziałam lalki w podobnych wdziankach. Stuprocentowej pewności, rzecz jasna, mieć nie mogę, ale i tak zawierzę instynktowi, który każe wierzyć, że moja Sandy właśnie tak wyglądała po zejściu z taśmy produkcyjnej.

       

       

      3

       


      Za tydzień jadę na kolejny bazar, szukać lalkowego szczęścia. Z góry przepraszam, że nikogo z sobą nie zabiorę, ale tak to już jest, że niedobrze czuję się podczas polowania z nagonką. Serce to samotny myśliwy, a Stary Zgred to samotny łowca okazji :)


       

      2

       

      7

       

       

      I jeszcze drobny dopisek z ostatniej chwili (18.05.2017, godzina 20:36). Właśnie znalazłam zdjęcie bliźniaczej siostry mojej Sandy w sieci. W dodatku fabrycznie doczepionej do ojczystej tekturki! Co pozwala mi stwierdzić, że moja laleczka ma swój oryginalne strój. Yeeeeeeah!

       

      Sandy z sieci

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Serce to samotny myśliwy”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 kwietnia 2017 19:17
  • poniedziałek, 17 kwietnia 2017
    • Zwyklaski

      Coraz częściej łapię się na myśli o tym, że gdy tylko wypatrzę w sklepie z zabawkami jakąś ciekawą lalkę płci brzydkiej, to powinnam ją jak najszybciej kupić, bo za rok nigdzie już nie będzie po niej śladu, a nowości, które zajmą jej miejsce, będą miały siłę rażenia niedosolonej wody po ziemniakach.



      Z każdą wizytą w pobliskich sklepach z zabawkami widzę coraz mniej atrakcyjnych dla siebie opcji. To, co zalega na półkach, to jakaś straszna bida z nędzą. Nie ma na czym zawiesić oka. Tęsknię za czasami, kiedy słowo lalka, oznaczało zabawkę bez wmoldowanych części garderoby i posiadającą w pudełku co najmniej jeden dodatek (choćby miał to być i symboliczny grzebyk).



      Podczas ostatnich zakupów aż do przesytu napatrzyłam się na nowych Kenów-Fashionistów i powiem Wam, nie jest dobrze! Nie tak dawno temu chłopcy z tej serii zginali jeszcze ręce i nogi, a na głowach mieli „prawdziwe” włosy, ale ktoś „z góry” postanowił, że to zbyteczny luksus i zmienił ich w smętnych nieruchawców o plastikowych koafiurach. Nie przypuszczam, aby matellowscy panowie, nie będący lalkami kolekcjonerskimi, mieli w najbliższym czasie odzyskać mobilność. Przepowiadam im przyszłość równie świetlaną, co kołkom w płocie. Ładnym kołkom, bo buziaki mają przez cały czas ujmujące, ale bądźmy szczerzy – gładkie liczko to bardzo mało, jeśli nie idą za nim inne przymioty.



      Jako zbieracz zafiksowany na lalkach płci brzydkiej zawczasu zadbałam, żeby wzbogacić swój „męski harem” wczesnymi wypustami Fashionistów. Uzbierałam zaledwie cztery lalki, bo nie zależało mi aby zastawić półki wszystkimi dostępnymi typami, a jedynie o to, by móc za kilka lat popatrzeć na zachomikowanych Kenów i za ich sprawą przypomnieć sobie, co było kiedyś na topie. Dlatego w witrynie znalazło się miejsce dla małej garstki nowożytnych młodzieńców. Czterech, to, jak na moje warunki, i tak całkiem sporo. Dla kontrastu napomknę, że Kenów z lat 80-tych w ogóle nie mam, bo szkoda mi zagracać mieszkanie lalkami, które kompletnie mi się nie podobają (w moim odczuciu doskonała większość "starych" Kenów idealnie oddaje prymitywną krzepę głupawych wiejskich parobków i nie zmieni tego fakt, że Mattel często ubierał ich, z uporem godnym lepszej sprawy, w stroje wieczorowe, które pasowały im jak krowie cylinder).

       



      Wiele osób sarka na to, że nowożytni Kenowie przypominają wymoczkowatych, boysbandowych lalusiów, ale ja się z tą opinią nie zgadzam. Ich twarze bez wątpienia nie są twarzami nastolatków, a młodych i atrakcyjnych mężczyzn. Także ciała noszą znamiona „dorosłości”. Szczeniacki sznyt bierze się z pastelowych ciuchów i fryzur, mających nawiązywać stylem do nowoczesnych uczesań (nawiasem mówiąc, w bardzo nieudany sposób). Item - wystarczy zabrać Kenikom gimnazjalne szmatki i nieco przygładzić gniazda na ich głowach, a w mig robią się z nich eleganccy dżentelmeni.

       

       

      Życzyłabym sobie, aby tak miłych dla oka młodzieńców było więcej i w świecie realnym, tak aby każde wyjście na ulicę powodowało zawrót głowy i zafiksowanie oczu na jakiejś świeżej, atrakcyjnej mordce i figurze. I jeszcze, żeby za takim wyglądam szły odpowiednie cechy charakteru: życzliwość dla ludzi i zwierząt, uprzejmość w codziennych kontaktach, bezkonfliktowość, znajomość podstaw grzecznego zachowania. Ufff, ale się rozmarzyłam! No ale mamy wiosnę. Ta pora roku wywołuje kocenie się myśli w głowie, a że kocenie jest przyjemne, więc zamierzam folgować wyobraźni i wymyślać ile wlezie.  
      

       

      1

       

      * * *


      2

       

      * * *

       

      3

       

      * * *


      4

       

      * * *

       

      6

       

      * * *


      7 

       

      * * *

       

      5

       

      * * *

       8


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Zwyklaski”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 kwietnia 2017 17:19

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com