Doll land

Wpisy

  • czwartek, 24 maja 2012
    • 5 tytułów

      Lalka to nośny motyw, stąd często pojawia się w utworach literackich i filmowych. Myślę, że większość z nas zna krwiożerczą laleczkę Chucky i lalkę, która stałą się przyczyną procesu sądowego w "Lalce" Prusa. Czy jednak zwracamy uwagę na motyw lalek w mniej popularnych książkach? Można to sprawdzić, próbując odgadnąć tytuły utworów, których fragmenty zamieszczam poniżej. Imiona bohaterów zostały skrócone do pierwszej litery, tak, aby zgadywać było trudniej. Wśród cytowanych autorów są zarówno sławy światowego formatu jak i pisarze z naszego podwórka.

      1.

      Pijacy śpiewali wciąż swoja piosenkę, a dziecko pod stołem śpiewało swoją. Nagle K. umilkła. Odwróciwszy się, spostrzegła tuż przy kuchennym stole lalkę, która małe T. porzuciły dla zabawy z kotkiem. Upuściła owiniętą w gałgany szabelkę, która połowicznie tylko mogla ja zadowolić, i wolno powiodła wzrokiem po izbie. T. szeptała coś do męża, licząc pieniądze. P. i Z. bawiły się kotkiem, podróżni jedli, pili lub śpiewali. Nikt na nią nie patrzył. Nie miała ani chwili do stracenia. Na czworakach wyczołgała się spod stołu i upewniwszy się raz jeszcze, że nikt na nią nie patrzy, szybko przysunęła się do lalki i schwyciła ja. Po chwili siedziała już nieruchomo na swoim miejscu, obrócona w ten sposób, by cień padał na lalkę, którą trzymała na reku. Szczęście bawienia się lalką było dla niej rzeczą tak rzadką, że odczuwała gwałtowną rozkosz. Sceny tej nie zauważył nikt z wyjątkiem podróżnego, który wolno spożywał swój skromny posiłek. Radość K. trwała już blisko kwadrans. Mimo zachowywanych ostrożności K. nie zauważyła jednak, że jedna noga lalki wystawała z cienia i była oświetlona jaskrawo przez ogień na kominku. Ta różowa, jasna, wyłaniająca się z cienia noga przyciągnęła spojrzenie A., która odezwała się do E.:

      - Siostrzyczko, popatrz!

      Obie dziewczynki ze zdumienia aż przerwały zabawę. K. ośmieliła się wziąć ich lalkę! E., nie wypuszczając z objęć kotka, podniosła się i podszedłszy do matki, zaczęła ją ciągnąć za spódnicę.

      - Dajże spokój! - powiedziała matka. - Czego chcesz?

      - Mamo - rzekło dziecko - spójrz no!

      I wskazała palcem K., która z lalką w ramionach była pogrążona w ekstazie posiadania, głucha i ślepa na wszystko, co się wokół niej działo. Twarz T. przybrała ów szczególny wyraz wściekłości, wybuchającej z okazji drobnych codziennych błahostek, który sprawia, ze kobiety tego typu nazwano „megiery". Tym razem urażona duma wzmagała jeszcze gniew. K. przekroczyła wszelkie granice. K. ważyła się dotknąć lalki „panienek".

      2.

      Z., widząc ze smutkiem chorobliwy stan swego przyjaciela, zaniechał drwiącego tonu i przyznał, że w rzeczach miłości upodobanie jest jedynym prawem.
      — Tylko dziwnym mi się wydaje — dodał — że ktokolwiek widział O., tak samo ją sądzi jak ja. Przepraszam cię, drogi N., wszyscy znajdują ją sztywną i jakby pozbawioną duszy. Ma kibić powabną, twarz nawet piękną, to prawda, ale cóż z tej piękności, kiedy jej nie ożywia spojrzenie. Czyż nie dostrzegasz, że w oczach jej nie ma iskry życia, że zdają się patrzeć nie widząc? Podobnie i ruchy jej dziwnie się wydają obrachowane; czyż nie można by myśleć, że są zależne od układu jakichś kółek, które się obracają stosownie do nakręcenia? Podobnie gra jej, śpiew nawet, ma w sobie tę osobliwszą dokładność, nieprzyjemną i bezduszną, jaka jest udziałem sztucznego tylko mechanizmu; toż samo da się powiedzieć o jej tańcu. Wierz mi, N., ta twoja O. zrobiła na nas wszystkich nieprzyjemne wrażenie i od pierwszego wejrzenia nie chcieliśmy mieć z nią nic wspólnego. Wydała nam się po prostu zręcznym podrobieniem istoty obdarzonej życiem; a co do mnie, jestem przekonany, że wcale nie jest tym, czym się być wydaje.
      N. nie poddał się przykremu uczuciu, które go przy tych słowach przyjaciela opanowało; cierpliwie wysłuchawszy uwag, odpowiedział wreszcie głosem silnego przekonania: — Nie dziwię się bynajmniej, że takie, a nie inne wywiera na was wrażenie O., boście ludzie prozaiczni i niedaleko widzący. Dusza jej nadobna rozkwita tylko dla umysłów wybranych. Toteż z całego tłumu mnie tylko jednemu rozbłysnął wzrok jej, w którym kryją się tajemnicze głębie. Mnie tylko jednemu znany jest cały urok uczucia, do jakiego zdolne jest jej serce. Wam może się nie podobać, że O. nie wdaje się w zdawkową paplaninę, jak to czynią inne powierzchowne umysły. O. mówi mało, nie przeczę, ale te nieliczne słowa, które wymawia, wypowiadają cały tajemniczy świat uniesień ducha, czarownych przeczuć i zespolenia wszystkich władz umysłu w miłości, która jak w zwierciadło w wieczność spogląda. Ale na cóż mówię to wszystko, dla tych rzeczy nie macie zrozumienia.

      3.

      Rano K. powiedziała do matki:
      – Chcę dziś urządzić piknik dla lalek. Mogłabym pożyczyć prześcieradło – stare, niepotrzebne – żeby zrobić z niego obrus?
      – Wątpię, bym miała coś takiego – odparła matka. Otworzyła szufladę w kuchni, w której przechowywała serwetki i obrusy, i zaczęła w niej grzebać. – Chwileczkę. To się nada?
      „To” było złożonym papierowym obrusem w kwiatki, pozostałym po pikniku, który zorganizowali kilka lat wcześniej.
      – Jest idealny – oznajmiła K.
      – Zdawało mi się, że nie bawisz się już lalkami – zauważyła pani Jones.
      – Bo się nie bawię – przyznała K. – To tylko mimikra.
      – No cóż, wróć tylko na lunch. I baw się dobrze. K. włożyła do pudełka lalki i plastikowe filiżanki dla lalek. Napełniła dzbanek wodą.
      Potem wyszła na zewnątrz. Ruszyła w stronę drogi, jakby wybierała się do sklepu. Nim jednak dotarła do supermarketu, przeszła przez płot na łąkę i dalej, wzdłuż starego podjazdu. Potem przeczołgała się pod żywopłotem. Musiała pokonać tę trasę dwa razy, żeby nie wylać wody z dzbanka.
      To była długa, okrężna droga, ale pod jej koniec K. miała pewność, że nikt jej nie śledził.
      Znalazła się tuż za zarośniętym kortem tenisowym. Przeszła przez niego na łąkę pełną długich rozkołysanych traw. Znalazła deski na skraju łąki. Okazały się zdumiewająco ciężkie, niemal zbyt ciężkie dla dziewczynki wytężającej wszystkie siły, zdołała jednak je podnieść. Nie miała wyboru. Odciągnęła deski na bok, jedną po drugiej, spocona i zasapana, i odsłoniła głęboką, okrągłą, wyłożoną cegłami dziurę w ziemi. Studnia pachniała wilgocią i mrokiem. Cegły były zielonkawe i oślizłe.
      K. wyjęła obrus i rozłożyła go starannie nad studnią. Na jej brzegach co kilkanaście centymetrów rozstawiła plastikowe filiżanki dla lalek. Każdą z nich obciążyła wodą z dzbanka.
      Obok filiżanek posadziła na trawie lalki, starając się, by wszystko przypominało lalczyne przyjęcie. Potem powtórzyła całą drogę pod żywopłotem, żółtym zakurzonym podjazdem, koło sklepów, z powrotem do domu.
      

      4

      - Popatrzcie chłopcy - zwrócił się do nas pan K. - A. nie jest żywym człowiekiem, tylko lalką. Byłem zawsze przeciwny wprowadzaniu lalek do mojej akademii. Ale teraz już nic nie poradzę. A. został w nocy podstępnie przemycony. Będę miał z nim mnóstwo kłopotów. Muszę go nauczyć czuć, myśleć i mówić. Spróbuję, może mi się uda. A1 weź sobie do pomocy dwóch A2 i A3 i zanieście A ostrożnie do szpitala chorych sprzętów. Lekcji żadnych dzisiaj nie będzie, gdyż jestem zajęty. Jeśli nie będzie deszczu, możecie pójść z M. do parku.

      5.

      Dzisiaj rano śpię sobie na wycieraczce od pióra i śni mi się, że scyzoryk tańczy polkę z gumą - myszką, a tu mnie ołówek w bok trąca.
      - Zobacz, P., co się w klasie dzieje!
      Wyglądam z piórnika - świat się do góry nogami przewraca! Na moim miejscu koło kałamarza siedzi nasza lalka P. Tylko jej tu brakowało! Rozparła się, nos zadarła do góry i siedzi.
      Więc ja do niej:
      - P., skądeś się tutaj wzięła?
      A ona się napuszyła, przymrużyła oczy (bo ona umie oczy zamykać i jest z tego bardzo dumna) i mówi:
      - Przyjechałam w teczce z książkami!
      Ta P. to pani wielka: siedzi w lalczynym pokoiku z piecem na zielonej kanapie (z pudełka od papierosów), rozpiera się i nosa do góry zadziera. Słuchają jej Murzynki, słuchają jej golaski, słucha jej misio - ani nie mruknie, a P. tylko się rozpiera na zielonej kanapie z pudełka od papierosów i wszystkim rozkazuje.
      - A po coś tu przyjechała?
      - Bo się dla mnie nowa suknia szyje.
      - A jakże, tere - fere - kuku! W klasie będą dla ciebie suknię szyli, tylko tego brakowało!
      - A właśnie że będą, zaraz zobaczysz! - wrzasnęła P.
      Ja patrzę, a tu T. wyjmuje z teczki to pudełko w kwiatki i całą furę gałganków...
      Ale co to za gałganki! Same jedwabne, czerwone i zielone, i niebieskie, w kwiatki, w kropeczki, w paseczki i w kratki...
      Myślę sobie: „Koniec świata. Jak ta P. dostanie taką piękną suknię, to nosa zadrze na sam czubek pieca! To nie mogłaby T. mnie takiego ubranka uszyć?... Te czerwone kwiatki akurat by do mojego nosa pasowały. A to wszystko dla tej napuszonej P.!”

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „5 tytułów”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 maja 2012 21:27

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com