Doll land

Wpisy

  • środa, 21 maja 2014
    • Kusy i jego sługi

      Dzisiejsze dzieciaki i nastolatki, wychowane na krwawych horrorach i brutalnych grach komputerowych, boją się chyba niewielu rzeczy. W końcu prawie wszystko widziały już na ekranie telewizora czy komputera. Ludzie z mojego pokolenia mają w tej dziedzinie skromniejsze doświadczenie - w czasach naszej młodości niegrzeczne dzieci straszono jeszcze diabłem i czarownicą, tudzież tym, że "przyjdzie czarny lud z długimi, ostrymi zębami i cię do worka zabierze". Rolę straszaka na niesfornych pełniła też przez jakiś czas czarna Wołga, ale że nie należy ona do zjawisk świata nadprzyrodzonego, dziś pominiemy ją milczeniem.


      Najobfitszym źródłem przerażających historii była w mojej rodzinie babcia, która znała całą masę ścinających krew w żyłach bajek i nie miała żadnych oporów, żeby je opowiadać swoim ukochanym wnuczkom. Największą furorę wśród tych bajań robiła zawsze (ale to zawsze!) historia niegrzecznego dziecka, które nie dość, że nie chciało słuchać swojej matki, to jeszcze zdarzało mu się podnosić na nią rękę, za co zostało ukarane po śmierci. Otóż w trzy dni po pochówku na grobie dziecka zaobserwowano ciekawy fenomen - z mogiły zaczęła wystawać mała rączka. Próby jej zasypania przez grabarzy nic nie dawały, nieletni nieboszczyk nie pozwalał się pogrzebać. Dopiero rada świątobliwego człowieka pozwoliła rozwiązać problem. Aby zmarłe dziecko zaznało spokoju, należało przez trzy dni biczować wystającą z grobu rączynę cierniową miotełką. Do krwi. Bić miał zaś nie byle kto, bo matka niebożęcia. Rozwiązanie rodem z horroru!*


      Na drugim miejscu plasowała się historia o diable. Który, jak utwierdzała babcia, czaił się zawsze w pobliżu stołu, przy którym rodzina zasiadała wspólnie do posiłku. Piekielny gość czatował na dzieci, które nie umiały odpowiednio się zachować - jeśli majtały pod stołem nogami, to wskakiwał im na stopy i bujał się na nich jak na najwspanialszej huśtawce, jeśli zrzucały z blatu sztućce, to polerował je swoim brudnym ogonem, a gdy, nie daj Boże zdarzyło się im rozbryzgać zupę lub rozsypać ziemniaczki, to wskakiwał na stół i oblizywał wszystko co wypadło z talerzy. Przy obiedzie zawsze z ciekawością rozglądaliśmy się wkoło w poszukiwaniu piekielnika, ale nigdy się przed nami nie odkrył, ani nie potwierdził swojej bytności. Może bał się zasiadającej przy stole babci?


      Na miejscu trzecim, ale wcale nie najmniej ważnym, lądowała historia o czarownicy spod łóżka. Wiedźma była zupełnie niegroźna w dzień, ale w nocy - ho! ho! - w nocy stawała się straszna. Po zapadnięciu zmroku Baba Jaga wypełzała z ukrycia i w napięciu czatowała, czy spod kołdry nie wysunie się przypadkiem dziecięca nóżka lub rączka. Jeśli się wysuwała, to czarownica miała prawo ją ukąsić lub pocałować. Oczywiście wszyscy panicznie baliśmy się tej bajkowej jędzy i jeśli ktokolwiek po przebudzeniu znalazł na swoim ciele jakaś rankę (najczęściej bywał to ślad od ukąszenia komara), to mówiło się, że we śnie został ucałowany przez Babę Jagę.


      Lęk przed Babą Jagą i diabłem już dawno wywietrzał mi z głowy, ale pewna melancholijna sympatia dla tych potwornych postaci pozostała. Pewnie dlatego, gdy nadarzyła się okazja, przygarnęłam do domu potworne trio (pieszczotliwie zwane „małym sabatem”), składające się z niewymownie czarującego dżentelmena w czerwonym płaszczu oraz dwóch olśniewających dam o nieco przydługich nosach.

       

      1

      2

      3

      4

       

      Zarówno „on” jak i „one” były kiedyś „zmechanizowane” – po naciśnięciu schowanego w rękawie guziczka, świeciły im się na czerwono oczy, z brzucha wydobywał się zgrzytliwy śmiech zaś tułów kołysał się spazmatycznie na boki. Te niewinne właściwości piekielnego towarzystwa napędziły mi kiedyś niezłego stracha. Otóż baterie, umieszczone wewnątrz zabawek, reagowały podczas burzy i pewnego razu zdarzyło się, że po uderzeniu pioruna diabelska trójca samoczynnie się uruchomiła, po czym po krótkim wybuchu szalonego śmiech rymnęła zespołowo na ziemię. Dla osoby, która boi się burzy i szczęka ze strachu zębami po każdym uderzeniu pioruna, takie dodatkowe atrakcje są ponad siły. Kusy i jego towarzyszki wystraszyli mnie tak bardzo, że wyskoczyłam po ciemku z łóżka i poleciałam wyjąc z przerażenia w poszukiwaniu pomocy do pokoju młodszej siostry**. Do dziś pamiętam jak mocno waliło mi wtedy serce.


      5

      6

      7

       

      Skok z półki na ziemię pozostawił na dwóch piekielnikach wyraźne ślady – diabeł ułamał sobie palec u lewej nogi, zaś większa czarownica straciła zdolność świecenia oczami i kiwania się na boki. Kilka dni później zepsuła się też jej młodsza siostra. Diabeł trzymał się stosunkowo długo, ale w końcu i on doznał trwałego uszczerbku (pewnie rozlała mu się w środku bateria). Dziś żadne z trojga nie ożywa już pod wpływem pioruna i siedzi grzecznie na półce, zbierając kurz.


      8

      Rawwwwwwwr, ależ jestem straszliwy! Prawdziwy książę ciemności!

       

      *Po latach okazało się, że historia opowiadana przez babcię miała swój literacki pierwowzór - w opowieściach braci Grimm, ale kiedy byłam mała, nie mogłam o tym wiedzieć.

      ** Zamiast działać po głupiemu i uciekać z łóżka trzeba było użyć sprawdzonego sposobu i postawić w oknie zapaloną gromnicę, która, jak twierdziła z całym przekonaniem babcia, chroni dom przed uderzeniem pioruna i równie skutecznie odstrasza siły nieczyste.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Kusy i jego sługi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 21 maja 2014 18:45

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com