Doll land

Wpisy

  • piątek, 31 lipca 2015
    • Lubię brzydkie

      Zaczniemy od pytania.

      Która z zaprezentowanych niżej postaci podoba Wam się bardziej i chcielibyście ją mieć w formie lalkowej?


      Ok, we're gonna start with a question.

      Which of the persons/characters presented below you would like to have as a doll?


      1. Scarlett Johansson

      01

      2. Freddie Kruger

      2

       

      Poza niezaprzeczalną fotogenicznością tej dwójki nic nie łączy, bo w jednym filmie jeszcze nie udało im się spotkać. Scarlett jest słodka i śliczna, Freddie - powabny inaczej. I - bum, cyk, cyk, dziś będzie właśnie o tym.

      O ładności, a konkretniej o jej braku.


      They don't have much in common apart from being quite photogenic. Scarlett is a sex bomb while Freddie couldn't be further from being cute than he is now. So what's the point in comparing these two? Ha - but there is a reason, believe me! Today we're gonna talk about cuteness, or to be more precise - about its lack.

       

      Ile nie piałabym nad urodą Scarlett, to i tak, mając do wyboru lalkę wzorowaną na niej i na Freddiem, wybrałabym tę drugą, ponieważ poprzestawiało mi się ostatnimi czasy w łepetynce i zaczęłam grawitować ku szeroko rozumianemu brzydactwu. To chyba naturalny odruch, gdy na co dzień obcuje się z tym, co urodziwe. Ładna lalka tu, ładna lalka tam. Naturalnie kocham je bezgranicznie za śliczne pysiałki i całą resztę, ale tak na dobrą sprawę, to nawet kawałek kiełbasy może być piękny, przy odpowiednim oświetleniu. A fascynujący brzydal, niezależnie od tego jak bardzo wyeksploatowane jest to powiedzenie, to fascynujący brzydal. O!


      Scarlett is a beauty. No doubt about that. Strangely it doesn't affect me at all. If I was given her as a doll I would probably give it away or sell it. Had enough of pretty dolls, I guess. It's the ugly ones that attract me more and more these days (and the tendency is growing). I suspect that it's natural, maybe some strange way of collecting evolution. I mean - when you have so many cute dolls to look at, you start to appreciate different ones. Fascinating ugliness, no matter how shallow this sounds, seems to be more ... fascinating. Hehe, do you get the meaning?

       

      Od dawna tu mnie bolało. Że chciałabym większej różnorodności. Łaknęłam odmiany. Krwi, parujących flaków i krzywych pysków. No i stąd wziął się wyżej wymieniony Freddie :)


      It's been a while since I hungered for something more versatile (hehe, versatile sounds much better than weird). To be honest, I wanted something bloody, ugly and dirty. That's why I had to post Freddie's picture above.


      Z tegoż pożądania wykluł się też bohater dzisiejszego wpisu - łepetek brzydki, odpychający i w pewien sposób obleśny, dzięki któremu pobiłam swój własny rekord w kupowaniu na czas. Po raz pierwszy zobaczyliśmy się na eBayu i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja wiem, że to zabrzmi nieprawdopodobnie, ale on rzucał mi tak powłóczyste spojrzenia, że nie miałam siły się oprzeć. Było zupełnie jak w harlequinie, gdy on i ona widzą się po raz pierwszy. Jej pierś unosi się w szybkim oddechu, pocą jej się dłonie, miękną kolanka i bum! - jest trafiona-zatopiona. Potem, po serii głupich dialogów, a czasami nawet przygód, para schodzi się i zaczyna się część niecenzuralna książki, gdzie dominują westchnienia: Och! Ach! Szybciej! Mocniej! Głębiej! (tak szczerze mówiąc, to nie wiem, czy rzeczywiście jęczy się "głębiej", na ale niech sobie będzie).


      The hero of today's entry helped me satisfy my hunger for novelty. He's ugly and, as some say, off-putting, but as he was my love at first sight (it always is love at the first sight, which worries me a bit, cause how many times one can fall in love ...) and I will claim that he's breathtakingly beautiful until death makes us part. I know that what I write might sound ridiculous, but it was he, who tempted me into pushing the "buy now" button. His smoldering glance enthralled me and made me lose my head! I swear it's true. I didn't want to buy him, not in the slightest. It was all his fault!

       

      Ze mną i łepetkiem było prawie tak samo - gdy tylko do mnie dotarł dokonałam gwałtu na jego pudełku, by jak najszybciej dobrać się do wnętrza. A kiedy już wszystkie dzielące nas owijki, tekturki i taśmy zostały usunięte, mogłam oddać się kontemplacji jego pokrętnej doskonałości.


      I almost raped his box in order to get inside. Grrr, does box opening always have to be such frustrating? The poor owner must go through a lot of pain and plastic wraps to finally hold the object of desire in their hands!


      Ja wiem, że "ón" jest brzydki i na salony go z taką gębą nie puszczą, ale moja miłość jest ślepa, głucha, garbata i jeszcze chroma na jedną nóżkę.


      I know that he's ugly and there are not many people who would like to have him, but my love is blind, deaf, hump-backed and it also limps :P


      Moja rodzina jednogłośnie stwierdziła, że tym razem przesadziłam, bo takiego brzydactwa nikt jeszcze u mnie nie widział. Padło nawet pytanie czy mam zamiar jeszcze kiedyś coś takiego do domu ściągnąć. Gdy pytający otrzymali odpowiedź twierdzącą zareagowali na nią chwilą milczenia. To był chyba pogrzeb pogrzeb mojego dobrego smaku. :P


      My family decided that this time I've outdone myself. They asked me if I plan to buy any others of his kind. I confirmed. Their reaction was priceless - a minute's silence. They were weeping over my bad taste. :P

       

      Czy mieli rację? Być może. Lalkowe wariactwo jest nie do ogarnięcia dla osób, które nie są w nim zanurzone. Myślę jednak że bliscy szybko przejdą nad moim szaleństwem do porządku dziennego, a może nawet polubią "potwora". Oczywiście czeka mnie jeszcze sprowadzenie dla niego ciała, co trochę potrwa, ale jakaż to będzie radość, kiedy wszystkie części zbiorą się do kupki!


      Maybe they were right. I proudly announce that I've become a dolly weirdo and I like it. Nonetheless, I hope that they will take a liking to the pale "monster". They promised me to help collecting financial means for the body, and I guess that I should read their promise as: "Crazy or not, we will support you" :)


      00

      000

       

      Nie sądź lalka po pudełku. Pudełko ładne, a wkład ...


      Don't judge the doll by its box and cute logo :)


      01

      02

      03

      04

       

      Wraz z głową brzydala do domu wprowadziło się bliże niezidentyfikowane "coś", będące gratisem do właściwego zakupu. Nie wiem jakie jest jego faktyczne przeznaczenie. Przypuszczam, że "coś" należy traktować jako puste płótno dla własnych wyczynów malarskich :)


      Together with the doll I received an unindentified something. I'm not sure what that is. I suppose that I should treat it as black canvas for training painting skills.

       

      05

      06

       

      No co?! No co?! A kto mówił, że cosiek ma być ładny :P


      Hehe, nobody told that painting it would be easy :P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „Lubię brzydkie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 31 lipca 2015 16:07
  • poniedziałek, 20 lipca 2015
    • Larwa raz jeszcze

      O rety, o rety! Od czego tu zacząć? Chyba od tego, że bohatera dzisiejszego wpisu już znacie. Nie wiecie jednak, że pomiędzy pierwszym spotkaniem a dniem dzisiejszym zaszła w nim wielka zmiana. Tak konkretnie, to zdążyłam go zepsuć, zwątpić w to, że da się go uratować i cudem naprawić. A było to tak:

       

      My oh my, where should I start my story? Maybe the best way to do it will be to recall the summer of 2014 when I bought the hero of today's entry. You know him well and some of you have already touched him and played with him. What you don't know is that between the day of his arrival and today I managed to ruin his face and miraculously fix it.


      19829574756_788f15ca5d_z

       

      Kiedy Larwa pojawił się u mnie w domu, mój stan umysłu kazał mi go stale mieć przy sobie. Początkowa faza zachłyśnięcia się nowością, potrzeba macania, spoglądania w jego kierunku i te sprawy. No wiecie jak to jest :) To tyczyło się też wyjazdów na lalkowe spotkania. A że akurat zdarzyła się okazja wybrać na spotkanie w Poznaniu, więc spakowałam Larwę w torbę i hajda w świat! I tak zaczęła się tragedia.

       

      When Larva appeared in my life I was totally obsessed with him. He was my first BJD doll and I couldn't get enough of his presence. Back then I was taking him to every local doll meeting in order to share my pride and joy with fellow collectors. You know how incredible it feels to finally get something that you wanted to have, especially for a long time, and to share your excitement with your friends.

       

      As one of the meetings took part outside my city I packed Larva into a bag and decided to take a long journey to my friends, who lived in Poznan city. And that was the beginning of Larva's "tragedy".

       

       

      19855820595_c042b84a4c_z

       

       

      Lalek przyjechał na spotkanie cały i zdrowy, szczęśliwie przeżył wszystkie odbywające się podczas meetu ekscesy, po czym dał się grzecznie zapakować w torbę i ruszył z powrotem do domu. W formie niezabezpieczonej. Bo głupi właścieciel jakoś tak przez przypadek zapomniał, żeby go porządnie opatulić w miękkie owijki.

       

      We safely arrived at the meeting, had the time of our lives, and one day later, we headed back home. I packed Larva into the bag again, this time forgetting to secure his face. How could I have been so stupid and careless! I should have known that my negligence will have disastrous effects.

       

       

      19848331852_7afcbba75c_z

       

      W domu, po rozpakowaniu Larwulca z opakowania, prawie się rozpłakałam. Chłopakowi zrobiły się odpryski makijażu na brodzie i pod okiem. Głębokie. Ani tego zamaskować, ani zamalować. No po prostu tragedia. Pozostawało zdjąć cały makijaż i nałożyć go jeszcze raz na nowo. Ale do tego potrzeba było mistrza. Który, (dzięki niebiosom!) sam się napatoczył.

       

      At home, I almost had a heart attack. A part of Larva's make up has chipped off during the journey. I was devastated. The damage was too serious to be fixed by me. He also sported a few deep scratches on his face. I felt powerless and miserable. I've devastated my favourite doll! The only solution was to remove the damaged makeup and try to recreate it from scratch.  I knew that I wasn't able to do it and that there was only one person who could repair the doll for me. I doubted if that person would agree to help such a loser as myself, but you know what? I was wrong!  

       

       19667487580_e6cfeb7f72_z

       

      Mam wśród rosyjskich lalkowych znajomą, która w ichnim środowisku BJD ma opinię cudotwórcy. Znamy się z sieci, dzięki wieczornym pogaduchom i uczestnictwu w rosyjskim forum BJD. Masza to świetna babka, sęk w tym, że nie bierze zleceń na przemalowanie lalek. Sama zgłasza się z propozycją pomalowania, jeśli czyjaś lalka jej się podoba. A robi to rzadko. Bardzo rzadko.

       

      There's a lady, Masha, who lives in Russia and who's my Internet friend. She's an incredible artist, renown among the Russian doll collectors. The point is that she doesn't take commissions. She only repaints the dolls that she really likes and there's no sense in asking her to paint a toy that she doesn't fancy.  

       

      A jednak głupole mają szczęście! W zeszłym roku Masza była przelotem w Warszawie i zaproponowała spotkanie. Naturalnie polazłam, z nadzieją, że jeśli padnę przed nią na kolana i zacznę jęczeć, to może się zlituje. A tu niespodzianka - nie musiałam wcale wyć. Zgodziła się od razu, choć strasznie zrzędziła na to, że zrobiłam taką krzywdę takiemu sympatycznemu lalkowi!

       

      Fortune favours the brave. Last year Masha was visiting Poland for a few days and invited me for coffee. I decided to beg her for help in my misery, though I didn't believe that she'd agree. And (haha!) I was wrong again! I didn't have to plea at all, she said „yes!” right away, although I have to confess with shame, that she rebuked me quite harshly for my mindlessness. 

        


      19667680508_2699eb5915_z

       

      Masza zabrała Larwę ze sobą do Moskwy. Napracowałą się nad nim potężnie! Musiała usunąć zniszczone fragmenty makijażu i zastapić je nowymi. Jak to zrobiła, do dzisiaj nie wiem, choć w trakcie pracy przysyłała mi zdjęcia dokumentujące postępy. Po półtora miesiąca Larwa odzyskał utraconą urodę i ruszył przesyłką kurierską do Polski. Jak ja gryzłam palce ze strachu, żeby paczka nigdzie się nie zawieruszyła i żeby dotarła co rychlej.

       

       

      Masha took Larva with her to Moscow. She's been working on him for 6 weeks. She removed the damaged parts of his makeup and replaced them with „patches”. Although I followed the progression of her work via Internet I still claim, that what she'd done should be treated as a miracle. Thanks to her efforts my Larva managed to regain his cuteness. I couldn't wait for him to arrive back to me! Never before had I craved for the courier with such anticipation.

       

      19860549671_a919227cee_z

       

      Kiedy miałam ją już w rękach, tak mi ręce latały z emocji, że upuściłam ją na podłogę. I jeszcze raz stał się cud – zdążyłam ją złapać tuż przed stuknięciem w kuchenne płytki. Larwa po raz kolejny ocalił głowę, choć katastrofa była tuż tuż! Chyba się był chłopak w czepku urodził :)

       

       

      When Larva was at home I almost damaged him for the second time. I dropped the parcel, containing his head while unwrapping it. Fortunately, my hands were faster than my brain – I managed to catch it before it hit the hard kitchen tiles. Once again the disaster's been averted!

       

      19860709671_cc7a03c9c2_z

       

      Od tej pory chucham na Larwę i dmucham. Niby taki z niego twardy chłop, a delikatny jak jakaś panienka.

       

      Since that time, I've never let myself forget how fragile Larva is. He might seem to be a tough guy, but I know that's not true. He needs attention, just like a porcelain doll.

       

       

      W życiu Larwy zmieniło się także to, że nie jest już sam. W witrynie stoją obok niego koledzy. I nie lata już goło. Kochani Chińczycy uszyli mu ubrania. Chciałam to zrobić sama, ale odpuściałm sobie po drugiej próbie zaprzyjaźnienia się z maszyną. Szycie jest stanowczo nie dla mnie!

       

      I'm glad to let you know that Larva's life has changed for the better. First of all, he's no more alone. He's got four friends who share the shelf with him and ... some decent clothes (finally!). I didn't mind him being naked, but since he's anatomically correct it feels better to have him covered (especially when my family decides to pay me a visit). :P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (24) Pokaż komentarze do wpisu „Larwa raz jeszcze”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lipca 2015 16:01
  • sobota, 11 lipca 2015
    • Wróg!

      Mam wroga. Walczymy z sobą od ponad miesiąca. Raz zwyciężam ja, raz on, ale jego zwycięstwa są większego kalibru. Ja mam dwie ręce, dwie nogi i parę oczu, on - tylko jedno ślepie i na tym jego cielesność się kończy. Poza tym jest czarny, brzydki, ciężki i złośliwy jak cholera. Poznaliśmy się dość dawno temu, ale ja, ten tego,  byłam w stosunku do niego nieśmiała i długo bałam się go dotknąć. W sumie nic to dziwnego, bom nigdy wcześniej nie korzystała z aparatu-lustrzanki.

       

      I have an enemy. We've been fighting against each other for the past month. I win once in a while, but this enemy of mine wins more often. I have two hands, two legs, and two eyes, while my opponent is one-eyed, just like a cyclops. To cap it all off, he's black, ugly, heavy and mean. Although we've met some time ago I've only recently started to get to know him. You see, I'm a meek one and he's quite a complicated being, so I was afraid to even touch him ....  grrr grrr .... to touch it, as I'm speaking of a reflex camera.

       

      Czarna bestyja nie jest moja. Została mi ona uprzejmie wypożyczona przez kolegę - pasjonata fotografii, który ma w domu lepsze sprzęciory i ulitował się nad moim jęczeniem. Bo widzicie, dobrzy ludzie, bolało mnie (o ja durnowata!), że brzydkie zdjęcia robię. A inni robią ładne, ostre i w ogóle takie, że chce się je oglądać. Zazdrość mnie, proszę Państwa, żarła. Niska i paskudna zazdrość. No więc Marek (niech jego imię będzie chwalone przez cherubów), zebrał się w sobie i rzekł: "Tu masz aparat, a tu instrukcję. Weź je ze sobą do domu i korzystaj. Jeno mi dupy nie truj prośbami o wytłumaczenie podstaw, bo do takich rzeczy nie mam cierpliwości."

       

      The black beast is not mine. It belongs to my good friend, who courteously decided to lend it to me so that I can learn how to use such a device. I think that he might have been bored with my whining, that each person that I know takes beautiful photos while those taken by me are awful, blurry and their quality is below any acceptable standards. So my beloved Mike said: "Aga, here you have the camera and the manual. Take them home and use them. And please, stop babbling about how hopeless you are at taking photos. Stop moaning and start learning!"

       

      Wzięłam, podziękowałam i poleciałam próbować, jak się toto użytkuje. I mówię Wam - najzupełniej okropnie! 

       

      I grabbed the camera and decided to try it right away. And guess what - the first photo session was a complete trainwreck!

       

      Jeśli człowiek przez 3/4 życia korzystał z prymitywnej cyfrówki (a ja mam w domu prościucha nad prościuchami), to przyzwyczaił się do tego, że aparat wszystko za niego zrobi, co oznacza tyle, że przy robieniu zdjęć można wcale nie myśleć - coś tam zawsze wyjdzie. Lepiej czy gorzej, ale wyjdzie. Z lustrzanką tak się nie da - tu potrzebne jest choć trochę zdrowego rozsądku i umiejętności. O ile najprostszą wiedzę można poznać z manualu, to już przełożenie jej na język zdjęcia wcale nie jest proste. Ile ja się najęczałam, zanim udało mi się zrobić pierwsze ostre zdjęcie! Nie żadne tam dobre, ale zwyczajnie ostre, na którym można rozpoznać fotografowany obiekt :)

       

      For most of my life, I've been using a simple digital camera, which significantly affected the way I thought of taking photos. I was not used to co-operating with the equipment. I treated it as something that would do all the work while I would not have to think at all, just to click the button. I didn't need to learn how to use it because all functions were intuitive. I didn't have to put any effort into my activity. I didn't have any stunning results either, but the lazy ones have to deal with that.

      Now that I have a new toy I've decided to change my approach to photographing. I won't become a famous artist, that's obvious, but I like to think that one day all my dolls will have decent sessions. As for now I'm really happy that I've mastered the art of taking (relatively) sharp pictures :) 

       

      01

      Oto ono! Pierwsze w miarę ostre zdjęcie! Puchnę z dumy. Zdjęcie takie ostre i Jack taki hoży! Tyle dobra w jednym :)

      That's the one! The "first sharp photo" that's making history! I was so proud to be the one who have produced it :)

       

       

      Po uwiecznieniu Jacka dla potomności wzięłam na tapetę innego modela, tym razem płci żeńskiej. O zgrozo, była to lalka z moldem Diva!

       

      After I immortalized Jack in the picture I've decided to try with something bigger. For example - with a Diva doll. Wait! What? A Diva doll!? 

       

      Tak ze dwa lata temu skomponowałam listę lalek, które w mojej opinii można zaliczyć do najbrzydszych wytworów Mattel. W pierwszej piątce uplasowały się w niej lalki z facemoldem Diva. Nawtykałam im wtedy, że wyglądają zupełnie jak modliszki, że wyraz pyszczków mają wredny i odpychający i w ogóle są paskudne. Taka byłam dla nich wredna!

       

      Two years ago I created the list of the ugliest dolls by Mattel. Dolls with Diva face mold were in my top 5. Back then I was convinced that each Diva looks exactly like a praying mantis, sporting an insincere smile and malicious eyes. My tongue was ready to criticize them anytime. 

       

      W oparciu o powyższe ciut dziwnie przyznać się, że mam u siebie jedną Divę. Tak, tak! Zajadły tępiciel tych lalek ugiął się i sprowadził sobie taką modliszkę (dobrowolnie!) do domu. Czyżby się nawrócił i zakochał w lalce, której szczerze wcześnie nie cierpiał? O co to, to nie! Nadal uważa, że to brzydactwo. Brzydactwo, paskudztwo, okropieństwo i marność nad marnościami. Ale z wyjątkowo ładną kolorystyką makijażu - błękit zmieszany z brązem :) Bardzo lubię takie połączenia, a moja Diva ma właśnie takie ślepia. Dlatego przymknęłam oczy na braki w jej urodzie i zadecydowałam, że chcę ją u siebie. Trochę się sobie samej dziwię, ale jak uczy historia, niejeden już poległ dla pięknych oczu, więc żaden ze mnie wyjątek.

       

      Considering the above it's hard to understand why I decided to invite Diva to my flock. Have I converted to Diva-ism? Absolutely not. I still find this doll repulsive. Except for her eyes. Just look at them. The brown irises submerged in blue eyeshadows - that's what conquered my heart. What a dreamy combination! History knows many kings and leaders who have fallen because of a pair of beautiful eyes, so I don't consider myself an exception :P 


       

      02

       

      02

       

      03

       

      Aparat chyba ją lubi :) Oczywiście nie widać tego jeszcze na moich zdjęciach, ale do licha, to musi się zmienić! Nie po to zmogłam pół manualu, żeby sobie odpuszczać. Poza tym, marzy mi się, że kiedyś będę robić dobre zdjęcia moim chłopakom. Na razie nieśmiało próbuję z nimi flirtować i bardzo zżymam się, że nie umiem ułowić ich urody, ale chcę wierzyć, że to tylko kwestia czasu. Bo strasznie, przestraszliwie chcę kiedyś robić mojemu chłopstwu piękne portrety! Takie, żeby oczy rwało i żeby ludzie pytali: A z jakiej firmy oni? I żeby chcieli mieć takich samych u siebie :)

       

      The camera lens really likes her. It actually likes her much more than me, but I need to admit that she's a good model. Maybe one day my eyes will open and I'll discover her charm, who knows?

      Currently, I'm in the middle of reading the manual and I'm trying my best to remember as many tips as possible. I hope that I'll be able to use them soon, because I dream of a set of decent portraits for all my male dolls. Please, wish me luck in pursuing this goal :)

       

      05

       

      06

       

      07

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „Wróg!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2015 19:49

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com