Doll land

Wpisy

  • niedziela, 12 sierpnia 2012
  • sobota, 11 sierpnia 2012
  • poniedziałek, 06 sierpnia 2012
    • Dawno, dawno temu

      Kiedy patrzę na zdjęcia, na których uwieczniono mnie jako małą dziewczynkę, to kiwam z niedowierzania głową. No bo czy możliwe jest, żeby dorosły, duży człowiek był kiedyś taki malutki i beztroski? Osóbka, patrząca z cielęcą ufnością w obiektyw, wydaje się nierzeczywista jak postać z bajki i już od dawna nie istnieje. Ludzie nauczyli ją trzeźwego myślenia i samodzielności w życiu, zapisali w głowie recepty na to jak się zachowywać, jak walczyć o swoje i doskonalić umiejętności. Dziś nie pamiętam co siedziało mi w łepetynie dawno temu, gdy byłam jeszcze niedorosłym szkrabem i nie umiem odtworzyć swoich myśli. Dorosły mózg przemielił dziecięce odczucia, przerobił je na pożywkę, na której wyrósł trzydziestokilkuletni staruch. Dobrze, że zostały mu choć zdjęcia. Gdyby nie one, to staruch za nic by nie uwierzył, że gdzieś i kiedyś, w innej przestrzeni i czasie jeszcze wcale go nie było.

       

      SZ_01

       

      Czasami zastanawiam się, czy rodzice, kupując nam zabawki, nie skazują nas, dziewcząt, na miłość do lalek. W końcu lale otaczają małe kobietki w zasadzie od początku życia. Dzisiejsze dzieci za kilkadziesiąt lat z łezką w oku wspominać będą Barbie-fashionistki, ja - gdzieś w kąciku wspomnień zachowałam obraz ulubionej lali - Malwiny. Jak na dzisiejsze standardy, to Malwinka nie była ładna - duża, nie bardzo ruchliwa, nie uwieczniona w żadnej telewizyjnej reklamie i w ogóle jakaś taka toporna. Ale za to jak dobrze ją było przytulać!


      SZ_02

       

      Malwinka tryumfalnie dzierżyła tytuł najukochańszej lalki do momentu, w którym w domu nie pojawiła się Lusia, a właściwie - Lusia i Kasia. Lusia w zasadzie była moja, a Kasia - rodziców. Lusia była śliczna, miała złote włoski, umiała "chodzić" a po naciśnięciu na brzuszek mówiła "mama". Kasia była czerwona, pomarszczona, łysa i nic mówić nie umiała. Na początku się jej bałam i szczerze nie znosiłam. Nie rozumiałam, po co nam w domu jakaś "Kasia". Przecież wystarczyłaby śliczna Lusia. Z Kasią nie dało się bawić.


      SZ_03

       

      A później, właściwie nie wiadomo kiedy, Kasia stała się ważna, a Lusia - poszła do kąta, do pudełka, skąd wyglądała bardzo rzadko, chyba tylko po to by wywołać uśmiech na twarzy "różowego kapturka". A kiedy i Kasia o niej zapomniała lala przeszła niepodzielnie w ręce ... babci.

       

      To zabawne, ale myślę, że babcia zazdrościła nam po cichu zabawek. Nie wiem czy w dzieciństwie jakieś miała. Nigdy jej o to nie spytałam. Teraz żałuję. W pamięci został mi jednak obraz babci, rozsadzającej nasze lale na wzorowo zaścielonym łóżku.

       

      Kiedyś łóżka słało się inaczej niż dziś - budowało się na nich równiutki kopiec z kołder, który przykrywało się jakimś pięknym pledem lub kocem, a na wierzchu - haftowaną serwetą. Na samej górze piętrzyły się ozdobne jaśki. Zasłanie takiego łóżka było sztuką, bo przecież kiedyś pościel napychano puchem, więc ułożenie wszystkiego bez jednej fałdki bądź "brzucha" do łatwych rzeczy nie należało. 


      Kiedy już kołdry i poduchy leżały "jak Pan Bóg przykazał" babcia rozmieszczała na górze pościelowego kopca lalki. Każda siedziała sobie miękko, jak królowa, omiatając wzrokiem pokój, jakby mówiła: - Patrz jak mi tu dobrze, jak wygodnie!


      Nie mam żadnego zdjęcia z pięknie zasłanym łóżkiem :( Ale nawet, gdybym je miała, to przypominałoby mi ono nie usadzone na łóżku lalki, tylko osobę, która je tam troskliwie układała.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Dawno, dawno temu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 sierpnia 2012 15:03

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com