Doll land

Wpisy

  • piątek, 29 sierpnia 2014
    • Wenus aka Afrodyta

      Mówię o sobie "miłośnik lalek", ale gdyby przyjrzeć się uważniej, to wyłazi ze mnie obrzydliwy hejter. 3 lata w tym biznesie zrobiły ze mnie babę, która na wszystko strasznie kręci nosem. To mi się nie podoba, tamto jest niegodne uwagi - dziwnym trafem łatwiej mi teraz przez usta przechodzi złośliwa krytyka niż szczere pochwały. Być może za dużo lalek poznałam organoleptycznie, żeby zachwycać się każdą jedną. 

       

      I call myself a doll lover but to be honest I’m more of a doll hater. 3 years of doll collecting made me a really mean person. It’s not that I don’t fancy dolls anymore (cause I do), but it’s easier for me to criticize them then to praise them. Maybe it has something to do with too many toys that I’ve seen, touched, smelled or even licked in order to learn more about them.

       

      Gdyby mnie ktoś zapytał jakiej lalki na pewno nie chcę nigdy u siebie zobaczyć, to bez wahania odpowiedziałabym - "pullipowatej". Wielkogłowe są nie dla mnie nie do przyjęcia. Nic mi się w nich nie podoba, od twarzy począwszy, na ubraniach skończywszy. No brzydkie są jak smarkający, totalnie zagilany bachor sąsiadki. Blah.

      Aha, czy ja wspomniałam, że właśnie takie paskudztwo sobie kupiłam?

       

      If someone asked me: "What kind of doll you would never ever buy in your life?" I would answear without any hesitation "I shall never be the owner of a big head – i.e. – a doll that belongs to the Pullip family" Big heads are no go for me. I hate absolutely everything about them. They put me off. They scare me.  They can be described with one word: "Blah". Pullip - blah, Dal - double blah, Byul - blah again, Taeyang - blah, blah, blah.

      Oh, did I mention that I've just bought one of those "blah" things?

       

      Czasami się człeku coś na mózg rzuci. Można na to powiedzieć ładnie - totalne zaćmienie, można i brzydko - że się pierdolca dostało. Jak zwał, tak zwał, mnie też ta przypadłość dopadła.


      Sometimes we all go batshit crazy - and there's nothing to be ashamed of. What would our life be without a spark of unpredictability, right?

       

      No więc mam nowego lalka, który wygląda zupełnie jak baba, choć podobno jest facetem. Akurat! To nie jest żaden facet, tylko gender! Ohydny do granic możliwości - ta wielka makówka, ten beznamiętny wyraz twarzy, którego mogłoby na dobrą sprawę nie być, ta ogólna nijakość! Ale zakochałam się w nim jak głupia od siódmego spojrzenia (napisałabym, że od pierwszego, ale to przecież łeż okrutna).


      So there he is – the doll that I've never meant to have, but I have him anyway. He combines all the features that I abhor in dolls – the big head, feminine features and the neutral face expression. What a waste of plastic! What a boring character. And yet I’ve fallen for him from the seventh sight (I'd love to write that I did it from the first sight, but that would be so untrue!).


      1


      Po rozbebeszeniu paczki pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było pozbawienie biedaka firmowej odzieży i wbicie go w za małe szmatki, podkreślające chudość ciała i ogólną lichowatość wyglądu. I wtedy doszło do mnie, że od dawna mam na niego pomysł, bowiem lalek wygląda jak nieco pokraczna i uwspółcześniona wersja Wenus z obrazu Boticellego, tyle, że w wersji chłopskiej. To przesądziło sprawę - lalek od dziś nazywa się Wenus, w skrócie - pan W.


      After opening the box I immediatelly deprived the doll of its original clothes and wig. You see - I had a vision of it at the back of my mind, or, to be more precise, I had a bunch of Ken clothes waiting to be used. I wanted the doll to look like a modern, male version of the redhead Venus from the painting by Sandro Boticelli. Venus in black, to be precise. You won't be surprised to learn that I named him Venus as well. Venus, or Mr.V in short.

       

      2

       

      To dziwne, rude coś, co Pan W. nosi na głowie to peruka własnego wyrobu. Ironią losu jest to, że chronicznie nie cierpię rudych lalek, a peruk w tym kolorze naprodukowałam pięć. Ot kolejna tajemnica wszechświata!


      The orange something that sits on Mr.T's head is a handmade wig. The proud artist who saw it is me. I hate readhead dolls and yet I produced 5 such wigs. I must be going nuts! I don't understand what I'm doing anymore.

       

      3

      4

      Im bardziej mu się przyglądam, tym brzydszy się robi. I bliższy sercu (Ooooooch!).

      The more I look at him the uglier he becomes. And more lovable (sigh).

       

      Ale żeby nie było, że taka ze mnie jęczydupa, której nic się nie podoba, to teraz opiszę tę cechę Wenus, która od razu mnie zawojowała. Otóż Pan W. przepięknie skrzypi, kiedy mu się zgina ręce i nogi. Robi to z taką maestrią, że aż mam ochotę napisać jakąś sonatę. Sonatę na dwa fortepiany i skrzypiące kolano :P


      You might have the impression that I don't like most of his features, as I can't stop criticizing him, but there is one thing that I absolutely adore about him. You see - his joints squeak while someone bends them. I totally love that sound! It's so appealing that one day I might write a sonata for two pianos and a squaking knee :P

       

      4

       

      5

      Ciao bella bambina! I'm winking to you!

       

      Pojęcia nie mam jak mogło mi się spodobać takie coś. Niezbadane są wyroki losu! Ale obiecuję uroczyście, że nigdy nie sprowadzę do domu żadnego Pullipa. Tak mi dopomóż Bóg! A jeśli jednak złamię obietnicę, to wiedzcie, że ześwirowałam już do końca i odwieźli mnie w kaftanie bezpieczeństwa do wariatkowa.


      I still don't know why I love him so much. That might remain a mystery until the end of my days. But given this possibility I promise you, here and now, that I shall never ever buy a Pullip doll. If I shall break this vow you might consider me certifiably nuts and ready to be taken to the mental hospital.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (33) Pokaż komentarze do wpisu „Wenus aka Afrodyta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 29 sierpnia 2014 23:13
  • sobota, 23 sierpnia 2014
    • Bo się przeleżała

      Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja chciałam, naprawdę chciałam zaprezentować ją wcześniej, tylko że, jak to się mawia na biblijną nutę: "duch wprawdzie ochoczy ale ciało mdłe". No ale cóż to jest półtora roku opóźnienia - wszak lalki się nie starzeją, jeść nie wołają i w ogóle charakteryzują się nieprzeciętną cierpliwością, a niektóre, dodatkowo, nadzwyczajną urodą. Ta, o której piszę, może się nią poszczycić. Ba, ona ma ją nawet udokumentowaną na piśmie:


      The road to hell is paved with good intentions. I swear that I wanted, really, really wanted to show her to you earlier, but, as the holy book says: „The spirit is willing, but the flesh is weak”. Well oh well, I'm only 18 months late with this blog entry, and I hope that you'll forgive me. The doll we're talking about doesn't mind the delay at all – she's a girl who never gets angry, who's extremely patient and, additionally, she can be proud of her incredible beauty. You wouldn't believe, but she actually has it properly documented in writing:

       


      01

       

      A nie mówiłam?

      Told ya!


      

      A więc ona. Kłamliwa podszywaczka. Z wyglądu zupełnie podobna do Barbie, ale to przecież klon, o czym świadczy i opakowanie i jakość wykonania i ubranko bez firmowej metki i brak jakichkolwiek oznaczeń na ciele. Że już nie wspomnę o nietypowej gamie kolorystycznej makijażu (zauważcie, że właśnie wspominam).


      There she is – the deceitful little thing. Judging by appearances she is a Barbie doll, but don't let her pull your leg, in reality she's a clone. All the gathered proofs testify against her – her own quality, the way her box looks like, the clothes she's wearing and the lack of any markings on her body. Not to mention the unusual make up (please notice, that I have just mentioned it – I'm such a mischievious person ehehehehe :P)


      

      2

      Z przodu - Barbie ...

      En face portrait suggests that she is a typical superstar Barbie ...


      2

      Od tyłu - jedna z wielu nierozpoznawalnych, lalkowych blondynek.

      … while the photograph taken from the back reveals the truth – she's one of those many unrecognizable, blond dolls that there are so many around. Unknown identity. She could be a killer in disguise ...


      

      Lubię zieleń. Głównie roślinną, ale w innych odmianach też mi pasuje. Na przykład w tęczówce oka. A już w połączeniu z fioletem to już zupełnie czad (piszę tak, bo reklama jest dźwignią handlu i kiedy ja ją pochwalę, to i Wy będziecie chwalić, a poza tym, to biedula nie ma za dużo cech, które by ją czyniły wyjątkową, więc uczepiłam się tej zieleni jak rzep psiego ogona).


      I like green colour. Psychologists say that it's the colour of balance and harmony, and that's so damn true. Everyone who appreciates communing with nature will confirm that.

      The colour green can be tempting too. For example when it happens to be the colour of a human (or a doll's) iris. Green eyes are sexy, but believe me, they are even cooler when green is combined with deep purple (OK, we will stop here for a a word of explanation – I really need to stress the fact that this doll has unusual eyes, because it's her only distinctive feature. There are no other assets that make her special, so, in order to make her more attractive to you and to myself I will stick to the opinion that green and purple eyes are exceptional and uber cool! Howgh!)



      3

       

       

      Nie wyróżnia jej najzupełniej pospolity kolor włosów, ani fryzura, ani rysunek oka, ani odcień karnacji, a już najmniej nieskomplikowany i zbyt skąpy na tę porę roku strój pływacki. Ona biedna butów nawet nie ma i nie wygląda, żeby się ich kiedyś dorobiła, bo niby skąd? U mnie po pudełkach walają się same chłopskie człapaki, a jeśli się nawet i trafi jakiś damski pantofelek, to nie od pary. No i jak tu żyć, panie premierze, biednej lalce, jak tu żyć?


      In fact, she's really a miserable doll. She has no decent clothes, her hair colour is not original, her haircut is outdated. Nothing special, nothing at all! She doesn't even have shoes – would you believe it?! Poor, poor thing! I'm afraid (knowing my own mean character) that she will remain barefooted until the rest of her life. I don't collect female dolls anymore, so, as a result, I don't have any female shoes that would be appriopriate for her. And I don't plan buying any either. Sorry sweetheart! Your owner is a horrible person, and you'll have to deal with it somehow!


      

      4

       

       

      Największy ambaras mam z jej włosami, bo nie trzymają się głowy nazbyt mocno, a wręcz przejawiają umiłowanie do dalekich wędrówek, z których większość kończy się podróżą do śmietnika na szufelce. Z tego powodu czesanie zupełnie nie wchodzi w grę. Nie żebym za tym szalała. Jeśli chodzi o sprawy związane z odrestaurowywaniem fryzur, to najprzyjemniejszą i dającą mi największą satysfakcję czynnością jest wyskubywanie włosów z lalkowych głów, po uprzednim opitoleniu tychże na jeżyka. Żeby nie wyjść na bezmyślnego niszczyciela napomknę, że w większości przypadków ogołacanie lalek z owłosienia ma na celu przygotowanie ich do rerootu, tyle że zazwyczaj kończy się na dobrych chęciach. Skubanie kłaków jest fajne i uspokajające, a ich wszywanie już nie, no więc koncentracja i zapał wystarczają mi tylko na czynności wstępne. 


      My biggest concern is her hair, because the way it's rooted cries out for vengance. In short - her hair has a tendency to pop out and travel (sometimes it goes with the wind, at other time I help it to dive straight into the trash bin). Because of that troublesome „travelling” tendency I don't dare to brush her at all. I don't mind that too much – you see, I don't really fancy brushing dolls. Combing out the tangles always makes me feel like a cattle boiling with anger. The only thing that I actually like about dolls' hair, is that you can cut it short and pluck it out with tweezers, which is soooooooo relaxing. And I assure you that it has nothing to do with the unnecessary cruelty, because, in most cases, it's just a prelude to rerooting. Let's not mention the fact that I usually don't finish what I've started.



      5

      Siekiera jak siekiera. Stara, nieostra i skorodowana. Ale wyjątkowo przydatna - teraz dziesiątki osób będą zachodzić w głowę o co chodzi na powyższym zdjęciu.

      And now let me introduce you to the hatchet. It might be old, blunt and coroded but it adds so much depth to the picture above. (Yeah, I'm just kidding :P)


      

      W zielonościach jej zdecydowanie najlepiej, więc w poszukiwaniu najlepszych ujęć właziłyśmy kolejno: w maliny, w gęstwę tuj, w kępę bukszpanu i w skupisko języków teściowej.


      I've noticed that this doll really looks good against the green background, so in order to make her happy we dived into a raspberry shrub, a ring of thuja trees, a clump of yucca and a cluster of buxus.



      6

      7

      8

      9


       

      Kiedy ona i ja pławiłyśmy się w ogródkowych zielonościach, pozostawione same sobie lalczyne pudełko lało rzęsiste łzy, że nikt się nim nie interesuje. A warto, bo to dziwadełko. Podróbkowo wielkie się kłania, ale z przymrużeniem oka, bo jakość opakowania i jego podobieństwo do oryginalnych pudełek barbiowych to jedna wielka ściema.


      While both of us were fighting our way through the garden jungle, the doll box, left all alone, took a couple of selfies, using my mobile phone (that's why the photographs are so blurry).

      I need to confess that I like this box more than a doll it contains, and I swear I'm not kidding. I tell you guys, this box is trully a piece of art (wink).


      

      9

       

       

      Z przodu to jeszcze luzik. Ale jakie fajne jest z tyłu - łojezusicku! Z tyłu są opisy! I zdjęcia dostępnych w sprzedaży strojów! Miód na moje serce!


      The front is not so bad. The real adventure starts when you take a peak at the back! Please, prepare yourself mentally to see something breathtaking, abominable and terryfying at the same time. Ladies and gentlemen – let this box entertain you!



      10

      Fashionistki by się obśmiały. Taka zginalność to jest nic!

      I know a couple of dolls with better bendability, but let's all remember that my dolls comes from ancient times the eighties, so let's turn a blind eye to it.



      10

      10

      Moda trochę niedzisiejsza, ale nie jest źle. Źle będzie za chwilę:

      Clothes. Hmmm, the best description of the clothes presented above would be „old fashioned”. Please note that „old fashioned” doesn't mean „tragic”. But trust me, „tragic” will happen in a moment.


      

      10

      10

      10

      Wypisz-wymaluj ubranka na czajnik! Kto na taką zgrabną lalkę takie tułuby nakłada?

      Told ya! What do you see when you look at 3 dresses presented above? Tragedy!


       

      10

      "She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)" - tia .... Dziękuję Bogu, że "not included". Paskudztwo, okropieństwo.

      "She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)" – oh really? No clothes included? That's actually good! I really appreciate the fact that the producer didn't add any of those „beautiful clothes” to the box. They're appaling.



      Pudełko nie ujawnia zbyt wiele, jeśli chodzi o tożsamość producenta lalki, ale podaje choć nazwę dystrybutora, który sprowadził to cudo na polski rynek:

      The box doesn't reveal any information about the producer of the doll, but at least it gives us the name of the company that imported the toy to Poland:


      

      10

       

       

      Firma API zapisała się w Internecie niechlubnymi zgłoskami. Oto chwytające za serce wyznanie matki, która miała z nią do czynienia: "Kupiłam dzisiaj mojej córce gumowego kotka-piszczka. Umyłam go, polałam wrzącą wodą i dałam jej do zabawy. Wzięła go do buzi i za chwile zauważyłam, że ją trochę otrzepało. Zabrałam jej tego kotka i polizałam, okazało się, że guma jest gorzka!!! Strasznie się zdenerwowałam i kotek wylądował w koszu na śmieci. Nie chodzi mi o pieniądze lecz o to dlaczego sprzedają coś takiego dla dzieci? Zabawka made in china sprowadzana przez polską firme API. Zastanawiam się czy ktoś robi jakiś atest sprowadzanym zabawkom? Czy firmy patrzą tylko na zarobek? A co ze zdrowiem naszych polskich dzieci? Czy są jeszcze jakieś polskie zabawki?" 


       

      The company, operating under the name of API, seems to be one of those business enterprises that leave a bitter taste in the mouths of their clients. Literally. Below you'll find a traumatic confession of a mother, who bought a toy imported by API:

      Today I bought a rubber squeaking cat for my daugter. I washed it, poured boiling water over it and gave it to the child. She put it into her mouth and in a moment I noticed that she winced. I took the cat from her hands and licked it – the rubber was bitter.(...)”


      

      źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

      source: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

       

       

      Śmichy śmichami, ale gdybym była na miejscu tej kobiety, to przedstawicielowi importera nogi bym z ... powyrywała.


      We might laugh at that, but if I were were this woman I would probably tear those bastards to shreds.


      Na wszelki wypadek nie próbowałam lizać swojej lalki. A nuż okazałaby się gorzka?


      I didn't even try to lick my doll. I don't like bitter taste at all.

      

       10

      Jakaż znów gorzka? Toż słodka jest!

      Oh, come on! She's not bitter! She's pure sweetness :)

      

       

      Dzisiejszemu wpisowi matkuje Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ - bo popełniła wpis o Barbiach, który mnie obudził) i ojcuje Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/ - bo od niego ją mam). Senk ju gajs!

      A teraz: Nara czytające tę notkę człowieki! Do nastepnego razu!


      We're heading towards the end of this entry, so, I believe, I should deliver a short speach, as I want to say "thank you" to two people who inspired me to to write it. These folks are: Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ and Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/

      And now, the speech:

      (The beginning of the speech) Thank you guys! (The end of the speech)

       

      See you all next time

      -------------------------------------------------------------------------------------------------------

      Ah, one more thing! I've decided to translate my blog into English and I'm currently searching for a Beta reader who could help me to get rid of my mistakes. Anybody out there? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „Bo się przeleżała”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 23 sierpnia 2014 19:29
  • sobota, 16 sierpnia 2014
    • Piękno, rzecz względna

      Piękno to rzecz względna. Jednemu podoba się matka, drugiemu córka, a trzeciemu, jak uczą seriale z Ameryki Południowej, teść z teściową. Mnie natomiast nie podoba się barbiowy mold GG. Czuję się z tym ciut wrednie, bo obiektywnie patrząc mold ten jest:


      a) ładny na sposób "klasyczny"


      b) bardziej uniwersalny niż jakikolwiek inny typ twarzy, obmyślony przez Mattel


      Ja nawet wiem skąd mi się to bierze - kilka lat temu, nie wiedząc jeszcze, że wkręcę się w nałogowe zbieranie plastiku, chciałam odkupić, powodowana sentymentem, lalkę z dzieciństwa. Byłam święcie przekonana, że nie będzie z tym problemu, nie mając pojęcia, że facemold Superstar odszedł sobie po ciuchu do lamusa i zastąpiło go coś kompletnie innego.


      Otwieranie paczki z Allegro skończyło się smutkiem i bólem, (acz bez łkania i rzucania się na podłogę) bo lalka, która do mnie dotarła była co prawda uśmiechniętą blondynką w różowej kiecce, ale na tym podobieństwa do oryginału się kończyły. Na początku wydawało mi się, że wyobraźnia płata mi figla i że moja pamięć przekoloryzowała wspomnienia, ale później poszłam po rozum do głowy, zajrzałam do internetu (traf chciał, że prosto na blog Mieszka) i lampka w końcu się zapaliła. Wyszły z tego równania na miarę dokonań Einsteina. Brzmiały one tak:


      Barbie z moldem Superstar nie równa się Barbie z moldem GG. Mold GG równa się rozczarowanie.


      I jeszcze imperatyw kategoryczny: Doucz się, w oparciu o dane z sieci, kto jest kim w świecie Barbie, a za odkupowanie swojej lalki z dzieciństwa weź się, kiedy już będziesz coś wiedzieć!


      Rad mądrego człowieka warto słuchać, a że uważam się za szczura, który pozjadał wszelkie rozumy, więc rezultat był oczywisty - poszłam za własnym światłym napomnieniem. Nie uchroniło mnie to wszakże przed otoczeniem się całą kupą lalek z twarzami GG, bo jakimś cudem takie primadonny znajdowały się w każdej paczce z trupkami, która do mnie trafiała. One po prostu prowadziły zorganizowany desant na mój dom - jeśli pozbyłam się jednej, zaraz zastępowała ją druga, trzecia, czwarta ... Okropieństwo!


      W końcu, przytłoczona ilością napływających agresorów, postanowiłam wejść na ścieżkę wojenną. Na pomoc przyszły narzędzia tortur - zmywacz do paznokci, farby akrylowe i lakier Mr Super Clear, którego magicznym sposobem zawsze było za mało i zawsze był za drogi.


      Ile lalek GG zniszczyłam swoją inwencją twórczą - nie wiem. Sądząc po ilości ciał w typie belly button, które szwendają mi się po pudle z plastikowymi pierdołkami, było ich nie mniej niż 10, ale nie więcej niż 30. Nie wiem czy to dużo, co gorsza, nie mam żadnych wyrzutów sumienia w związku z celowym i zaplanowanym lalkobójstwem. Od małego miałam w sobie duszę niszczyciela.


      Po tym krótkim wstępie przejdę w końcu do tego, co chciałam zrobić od razu, ale doszłam do wniosku, że bez rzucenia na żer czytających odrobiny tekstu nie bardzo mi wypada, bo któż wali od razu po oczach fotkami, kiedy można sobie w międzyczasie postękać na różne tematy.


      Jeśli ktoś był już na moim koncie Flickr to wie, że znowu puszę się kolejnym przemalunkiem, którym zaraz uczęstuję i Was. Biedni moi - teraz będziecie mieli zgryz jaki komentarz napisać pod tą notką, bo w przypadkach czyjejś twórczości przyjęło się chwalić i wysławiać (to jak mówienie o zmarłym - można tylko dobrze, bo w innym przypadku ludzie posądzą o zawiść, chamstwo i Bóg wie co jeszcze).


      01

       

      To jest właśnie to lico, nad którym spędziłam w twórczym szale wczorajsze popołudnie, przygryzając przy pracy koniuszek języka i posmarkując z rozczulenia, że zaprezentuję Wam efekt końcowy i nazbieram komciów a komciów. Całe wory komciów zaczynających się od słów: "Ależ śliczności!" :D


      2

       

      Jakie ja przeżyłam w trakcie malowania chwile grozy, to aż strach opowiadać. Uchylę jednak rąbka tajemnicy - ofiarą czarnej farby akrylowej padł biały obrus. Nie wiem czy się dopierze. Z drżeniem łydek czekam wieczora, kiedy wyjmę go z miski z odplamiaczem i wrzucę do pralki. Moczył się całą noc, więc jakaś tam szansa na cudowne ocalenie istnieje. Moje obawy wzbudza jedynie fakt, ze farba, która go splamiła, jest podobno dobrej jakości. Zobaczymy co okaże się silniejsze - odplamiacz czy środek malarski.


      3

       

      Oprócz obrusa ucierpiała i sama lalka, ale to oczywiście było wliczone w ryzyko. Co ciekawe, jeszcze wczoraj wieczorem wydawała mi się ona szczytem piękności (w ciemności wszystkie kobiety i lalki są najpiękniejsze), a dzisiaj już mi entuzjazm trochę opadł, ale nadal utrzymuję, że wspięłam się na szczyty własnych umiejętności. Co prawda nie wytłumaczę Wam co robią te białe mazy na brwiach, ale zaręczam, że stał za tym jakiś głębszy zamysł artystyczny. Brak połysku na części ssąco-całującej jest zamierzony. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że przy nakładaniu glossu (bardzo lubię to słowo, choć niepolskie) zawsze spieprzę sprawę, więc tym razem sobie odpuściłam. Co prawda widać inne niedoróby (bardzo liczę na to, że mi je wypunktujecie, bo zależy mi na tym, żeby z czasem się ich pozbyć!), no ale i sam Rembrandt też czasami odstawiał chały (to moje przypuszczenie, żadnej chały "made by Rembrandt" nie widziałam).


      Aby zaś skończyć wpis mocnym punktem dziabnę jeszcze jedną fotografię łołołaka (jakby wszystkie nie były takie same :P). No ale tu tło jest inne - zielono rustykalne (bo z tyłu widać kawałek drewnianego płotu, który sama malowałam na brązowo - ma się to zamiłowanie do farb i pędzla!)


      4

       

      Na koniec apel: Nie bójcie się wytykać błędów! Jeśli chcecie napisać coś miłego - go for it!, jeśli skrytykować - go for it too! Słowa krytyki mają wielką moc - pomagają zmazywać niedociągnięcia i dążyć do lepszych rezultatów (no, może za wyjątkiem sytuacji, kiedy krytyka ma ciężar cegły, którą bije się kogoś po głowie)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (30) Pokaż komentarze do wpisu „Piękno, rzecz względna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 16 sierpnia 2014 14:06

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com