Doll land

Wpisy

  • piątek, 23 września 2011
    • Sprawa dla Sherlocka Holmesa

      Był rok 1984 lub 85. A może nawet 86. Nie jest to pewne, bo jedyny świadek wydarzeń ma zaawansowaną sklerozę. Wiadomo tylko tyle, że była mroźna zima, a w kioskach ruchu pojawiły się znienacka dziwne, malutkie laleczki wielkości palca wskazującego o ciężkich główkach i drobnych, rachitycznych ciałkach. Kosztowały niedużo, bo materiały z których je wykonano nie należały do najdroższych. Nie miały wykwintnych opakowań, pożałowano dla nich nawet kawałeczka folii. Laleczki kisiły się po sto, dwieście, a może i więcej sztuk w koszach, kartonowych pudłach bądź innych opakowaniach. Nie były trwałe ani specjalnie urodziwe. Ale pewnemu dzieciakowi, który urodził się w 79 roku zapadły w pamięć. Tenże dzieciak, będący dziś starą, brzydką i niespecjalnie lotną umysłowo babą szuka wśród starych zabawek swojego wspomnienia z dzieciństwa. Sęk w tym, że laleczek, za którymi wypatruje oczy, nikt chyba już nie pamięta ani też nie posiada w zbiorach. A może jednak? Portret pamięciowy poszukiwanych wygląda – o tak:

      poszukiwany - poszukiwana

      Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Sprawa dla Sherlocka Holmesa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 23 września 2011 12:49
  • środa, 21 września 2011
    • Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)

      Nie są znane kolekcjonerom z Europy, choć w Stanach i Japonii sprzedają się podobno wspaniale.

       

      Większe od popularnych "Fashion dolls" (od 40 do 60 cm wzrostu) i niezwykle delikatne, bo wykonane z porcelany. Z daleka wyglądają jak prawdziwe damy i gentlemani. Ilość sztuk w pojedynczych seriach waha się od 3 do (góra!) 35 lalek. Panie i Panowie - przed wami lalki rosyjskiej pracowni artystycznej "Aleksandra"

       

      1

       

      Lalka w stroju ślubnym z guberni Archangielskiej (koniec XVIII - początek XIX wieku)

       

      2

       

      Dama biorąca udział w zabawie maskaradowej (początek XIX wieku)

       

      3

       

      Caryca Katarzyna II. Na sukni naszyty herb Rosji - dwugłowy orzeł.

       

      4

       

      5a

       

      5b

       

      Dama w kostiumie karnawałowym "motyl". Styl - art deco.

       

      6

       

       

      6a

       

      Elegancki kawaler z początku XX wieku. (tak właśnie mógłby wyglądać Dorian Gray!)

       

      7

       

      Lalka - nocny motyl. Styl - art deco.

       

      8

       

      8a

       

      Dama w stroju wizytowym (początek XX wieku)

       

      8

       

      8

       

      Piękna Szantal

       

      9

       

       

      9a

       

       

      9b

       

      Bywalczyni kawiarni. Styl - art deco.

       

       

      10

       

      10a

       

      Filuterna Sonia

       

      - - -

       

      Wszystkie zdjęcia pobrano z galerii "Aleksandra" dostępnej pod adresem:

      http://alexandra.ru/pages/home.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 21 września 2011 19:19
  • niedziela, 11 września 2011
    • Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.

      Dizajnerzy firmy Mattel nie zawsze wykonują swoją pracę równie dobrze, o czym świadczą ogromne ilości laleczek-potworków zalegających sklepowe półki. Dzisiejszy wpis dedykuję właśnie im - najbrzydszym, wręcz odpychającym Baśkom, które fizjonomią przypominają raczej Quasimodo a nie młode i śliczne dziewczęta.

       

      Kolejność lalek na liście - przypadkowa. Żadnej z nich nie chciałabym mieć w swojej kolekcji, a jeśli jakaś mi się przez przypadek trafi, to zostanie w domu wyłącznie w charakterze dawczyni organów do przeszczepu.

       

      1. Stawkę otwiera plażowy "Steven" - chłopina wyglądający, jakby się właśnie urwał z mega-gejowskiej imprezy. Nie mam nic przeciwko homoseksualistom, wręcz przeciwnie (o czym można się przekonać czytając wpisy w moim drugim blogu "Bajki starego Zgreda"), ale ten lalek jest dla mnie po prostu obrzydliwy. Szczególnie denerwujący wydaje mi się jego nieszczery, przyklejony do twarzy uśmiech. Wydaje się, że Steven myśli: Jestem tak boski, że nie jesteście godni by mi wylizać podeszwy. Fuj.

      Steven

       

      2. Niby ładna, ale ma w sobie coś odpychającego. Może to  wredny wyraz malutkich, knujących oczu, a może czoło, wielkie jak boisko do tenisa. Bobas u boku  lalki wygląda na dość przerażonego. Pewnie myśli, że mamusia  pożre go przy pierwszej nadarzającej się okazji.

       

      paskudna diva

      fuj

       

      3. Żywe wcielenie bezmyślności i nijakości. I w dodatku ubrane w pastelowe, słitaśne kolorki. Aż się nóż w kieszeni otwiera. Gdzie się podziali porządni, plastikowi faceci?

       

      cutie? oh, really?

       

      4. Blondwłose coś, kompletnie bez wyrazu. Przyozdobione okropną fryzurą  skrojoną "pod garnek". Pierwsze skojarzenie na widok tego potworka biegnie w kierunku bladego w kolorycie tasiemca nieuzbrojonego bądź jakiegoś innego paskudztwa, zasiedlającego ludzki organizm. Po raz kolejny: fuj!

      blada sucz

       

      5. Na twarzy - tona "makijażu", co doskonale predysponuje ją do szczytnego tytułu "tapeciary" i "królowej wiejskiej remizy". Ta laleczka jest jak "Doda" świata zabawek ,łącząca w sobie tandetę i kompletny brak gustu. Mówiąc krótko - potworek.

      tapeciara

       

      6. Przerost formy nad treścią. I ryjek jak u głodnej modliszki. Zimna, nieprzystępna lalka. Takie panie omijam z daleka.

       

      brrr, zimno

       

      7. Nawet ozdobiony wypracowaną fryzurą i pięknym ubiorem headmold Mackie nie będzie niczym więcej niż nudnym i napuszonym headmoldem Mackie. Nie zachwyci, bo nijakość zazwyczaj nie zachwyca.

       

      Mackie

       

      Wszystkie zdjęcia zostały podwędzone z zasobów sieci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (37) Pokaż komentarze do wpisu „Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 września 2011 15:19
  • wtorek, 06 września 2011
    • Lalki? Figurki?

      Zaczęło się, bez wątpienia, od dość prostych figurek. Figurek, które w krótkim czasie zyskały takie cechy jak doskonała artykulacja, porażające wprost podobieństwo do "żywych" oryginałów i status zabawek kultowych. Takich, za które bez mrugnięcia okiem płaci się bardzo wysoką cenę.

       

      Miłośnikom figurek firmy "Hot toys" przedstawiać nie trzeba - bo to gigant na rynku  artykułów dla kolekcjonerów, wydający co chwila kolejne, luksusowe i bardzo, ale to bardzo limitowane serie (średnio po 500 sztuk). 

       

      W zasadzie figurki tej firmy wydają się ciekawsze od lalek -  są bardziej realistyczne, ubrane w lepszej jakości ciuchy i z pewnością znacznie lepiej pozują (przynajmniej te najdroższe), bo obdarzone są większą ilością punktów zgięcia ciała, niż znane mi lalki (32 punkty zgjęcia to nie w kij dmuchał!)

       

      W dodatku, są nadzwyczaj urodziwe, o czym, mam nadzieję, przekonacie się, oglądając zamieszczone niżej zdjęcia.

       

      Dastan

      Dastan

       

      Przystojniak Dastan z filmu "Prince of Persia" mógłby uwodzić Barbietki reprezentujące krainy dalekiego wschodu

       

      Hellboy

       Hellboy

       

      Uroczy Hellboy przydałby się różowym lachonkom w charakterze ochroniarza a kotu - jako niestrudzony głaskacz grzbietu i czochracz okolic zausznych.

       

      Wolverine

      Wolverine

      Wolverine

       

      Wolverine pilnowałby kwiatów na oknie. Swoim spojrzeniem wystraszyłby z nich wszystkie mszyce. A po skończonej pracy mógłby wyskakiwać z Kenem-Harleyowcem na piwo ;)

       

      Batman 

      Batman

       

      Batman nauczyłby moje plastikowe piękności sztuk walki.

       

      pani - brunetka

      pani-brunetka

      pani-blondynka

      pani-blondynka

       

      Żebyście nie myśleli, że tylko na "męskie" lalki  zwracam uwagę, wklejam fotki dwóch uroczych dam.

       

      Jeśli będę miała kiedyś kilka zbędnych groszy, dajmy na to - jakieś drobne osiem tysięcy złotych, to na pewno sobie którąś z tych figurek kupię ;)

       

      Wszystkie zamieszczone w notce zdjęcia pobrałam z Internetu, ze wskazaniem na Flickr.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Lalki? Figurki?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 września 2011 22:27
  • czwartek, 01 września 2011
    • Parada klonów

      Gdy w 1964 roku firma Mattel wykupiła prawa autorskie do lalki Bild Lilly i rozpoczęła produkcję Barbie, na rynkach zabawkarskich od jakiegoś czasu  krążyły już  całkiem udane kopie Lilly. Było to możliwe dlatego, że autorka Bild Lilly sprzedała formę odlewniczą lalczynej główki i ciała nie tylko Mattellowi. Tak więc w latach 60-tych, jeszcze przed pojawieniem  się Barbie, na rynku można było kupić laleczki  bardzo do niej podobne, od kilku równocześnie działających, niezależnych producentów.

       

      Największą popularność wśród kupujących zdobyły początkowo lalki firmy brytyjsko-chińskiej firmy Dura-Fam Ltd., znakowane "Hong-Kong", nie różniące się w praktyce niczym (oprócz labelki producenta) od oryginału (Lilly).

      1

       

      Sporym wzięciem mogły pochwalić się także lalki "Babs" od firmy FAB-LU, przypominające jednocześnie Bild Lilly i Barbie.

       

      2

      3

       

      Firma FAB-LU nie zakończyła działalności na produkcji lalek "Babs", wypuszczając na rynek dość wierne kopie pierwszych Kenów. Plastikowi chłopcy o wdzięcznym imieniu Bill nosili ubiory identyczne z ciuchami, w które odziewała swoje twory firma Mattel. Jak widać pojęcie "prawa autorskie do wizerunku" miało w latach 60-tych dość szeroki wydźwięk.

       

      4

      5

       

      Na Billu historia kloników się nie kończy. Nie sposób nie wspomnieć tu lalki "Suzette", produkowanej przez firmę "Uneeda Doll Company" z Nowego Jorku. Z nazwą producenta wiąże się dość ciekawa historia. Otóż firma legitymowała się na rynku dwiema nazwami. Oprócz "Uneeda Doll Company" można było spotkać się z nazwą "Tony Toy Company of Hong Kong", co na pewno sprawia do dziś kolekcjonerom sporo kłopotu przy rozpoznaniu lalek.

       

      6

       

      Laleczka Suzette, debiutująca w 1960 roku jako klon Lilly, była początkowo sprzedawana w dwupaku - razem ze swoją siostrą bliźniaczką - Wendy.

       

      6

       

      W 1962 roku Zuźka wzbogaciła się o chłopaka, Boba, oraz koleżankę, Miss Suzette, Wendy Ward (laleczka z zamykanymi oczami).

       

      7

       

      Za cenione klony lalki Lilly (oraz wczesnych Barbie) uważane są również:

       

      - Polly - wypuszczona przez firmę Valentine:

       

      8

      9

       

      - Mitzi - produkt firmy Ideal Toys:

       

      10

       

      - Miss teenage girl produkcji firmy Shillman:

       

      11

       

      - Debbie (producent nieznany). Co ciekawe - laleczka nie ma nóżek!

       

      12

       

      - Hello Dolly od Nasco & Allied & A.E:

       

      13

      14

       

      - Genevieve firmy Cragstan (zwróccie uwage na pudełko - czyż to nie czysta kopia mattelowskich opakowań?)

       

      15

       

      Z dość oczywistych względów, spośród zaprezentowanych tu kloników, najbardziej chciałabym nabyć Debbie.

       

      UWAGA: żadne z zamieszczonych w niniejszej notce zdjęć nie jest mojego autorstwa. Pochodzenie: Internet.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Parada klonów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 września 2011 13:40

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com