Doll land

Wpisy

  • sobota, 29 września 2012
    • Trzykrotne przebicie

      Kiedy doszło do mnie, że lalki Barbie o typie twarzy "Superstar" to nie moja bajka, postanowiłam pozbyć się wszystkich z domu. Operacja udała się w stu procentach. Po opustoszeniu półek doszłam jednak do wniosku, że powinnam była zachować choćby jedną "superstarkę", która uosabiałaby w mojej gromadce ducha zabawek Mattel z lat osiemdziesiątych. Po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że żadna ze sprzedanych lalek nie spełniałaby tego zadania. Potrzebna mi była laleczka charakteryzująca się ponadprzeciętnym "przepychem" i jednocześnie wyraźnym kiczem. Byłam pewna, że nie chcę żadnej blondynki - w moich rankingach plastikowe dziewczęta o jasnych włosach zawsze przegrywały z szatynkami i rudasami.


      Przeszukiwanie zasobów internetu dało zadowalający efekt - w oko wpadła mi lalka z serii "Enchanted seasons" - Autumn Glory Barbie. Postanowiłam, że zostanie ona jedyną superstarką w mojej pseudo-kolekcji.

       

      Namierzywszy cel postanowiłam czym prędzej dokonać zakupu. Lalkę można było nabyć w kilku serwisach z zabawkami, na Allegro oraz w dość popularnym wśród lalkowiczów sklepie For less than ever. We wszystkich tych miejscach upatrzona Barbie była horrendalnie droga - ceny nie schodziły poniżej 160 zł. Po doliczeniu kosztów przesyłki zakup lalki zdawał się zamykać w kwocie 200 zł. Szukałam więc dalej. Dość oczywistym rozwiązaniem było przeszukanie zasobów eBaya, gdzie laleczka "sprzedawała się" za 15,00 USD ...


      Przeczytałam komentarze na temat sprzedającego - zdecydowana większość była pozytywna co pozwalało mieć nadzieję na jego uczciwość. Kliknęłam opcję "kup teraz", przelałam należność i po tygodniu lalka była u mnie. Wysokość wydanych środków (łącznie z przesyłką na terenie Unii Europejskiej) nie przekroczyła 80 zł.

       

      Lalka, którą kupiłam niczym nie różniła się od swoich droższych koleżanek - nigdy nie odczepiano jej od tekturki ani nie wyciągano z pudełka, które zachowało swe dziewicze zabezpieczenia (było porządnie zaklejone). Skąd więc wzięła się taka różnica cen zabawki oferowanej przez różnych sprzedawców? Czyżby moja Barbie była z jakiejś limitowanej, trudno dostępnej serii? Ależ skąd! Po prostu sprzedawcy, wiedząc, że klienci z Polski wolą kupować w rodzimych serwisach, windują koszty nietypowych produktów maksymalnie wysoko, każąc sobie słono płacić za coś, co gdzie indziej jest uważane za towar niewielkiej wartości, dostępny od ręki. Dlatego decydując się na zakup upatrzonej lalki warto przejrzeć kilka źródeł dostawy, by nie dać naciągnąć się sklepowi, który oferuje kilkukrotne przebicie.

       

      Kończąc swoje wywody zapraszam do obejrzenia zdjęć barbioszki :)

       

      01

      "Autumn Glory Barbie" czyli Baśka jesienna. Szczerze mówiąc nie planowałam zakupu lalki, która "wtopi się" w obecnie panującą porę roku. Jakoś tak samo wyszło :)

      02

      Miało być pysznie i bogato. No i jest! Ilość złotych i lśniących elementów pokrywających lalkę powoduje oczopląs. Takiego "błysku" nie miały chyba nawet lalki z serii My Scene :P

      03

      Lalka ma przy kapelutku PRAWDZIWE kurze piórko. Mam nadzieję, że przy szyciu jej stroju nie skrzywdzono żadnego ptaka.

      04

      Buziak lalki ujął mnie dwoma szczegółami - oczami w odcieniach brązu (niespecjalnie lubię błękitne ślepka u Barbioszek) i żółtym cieniem na powiekach. Sama bym takie chciała mieć, ale jak znam życie wyglądałabym po ich użyciu ohydnie :P

      05

      Kiedy byłam dzieciakiem marzyłam o tym, że kiedyś dostanę suknię z takiego lekkiego, mieniącego się materiału jaką ma Barbie. Jako stara baba wolę bardziej stonowane ubiory, ale gdzieś w głębi duszy nadal tkwi obraz mnie samej w pysznej kiecce, z toną biżuteryjnych błyskotek, biorącej udział w wielkim balu na królewskim dworze :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (19) Pokaż komentarze do wpisu „Trzykrotne przebicie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 29 września 2012 19:41
  • niedziela, 16 września 2012
    • Krwawe zapędy mściwego golibrody

      Sweeney Todd cast

      Zdjęcie pobrano z serwisu BBC news

       

      Zaczęło się od filmu, który niespecjalnie mi się podobał - "Sweeney Todd, demoniczny golibroda z Fleet Street". Do kina poszłam skuszona nazwiskiem reżysera (Tim Burton) i obsadą (Johnny Depp, Helena Bohnam-Carter, Alan Rickaman). Z seansu wychodziłam znudzona. Film rozczarował mnie pomimo pięknej oprawy wizualnej i dość sprawnie poprowadzonej fabuły, która, nawiasem mówiąc, bardzo różni się od prawdziwej historii mordercy znanego jako Sweeney Todd.

       


      O filmie byłabym szybko zapomniała, gdyby nie przypadkowy zakup w second handzie. Do sklepów z używaną odzieżą chodzę zasadniczo w dwóch celach: w poszukiwaniu lalek i płyt DVD. Te drugie, sprowadzane zza granicy, można kupić za bezcen (w granicach 3 zł za sztukę). Klienci ciucholandów zazwyczaj się nimi nie interesują, z powodu braku polskiego lektora i napisów. Dla mnie taki brak jest bardzo pożądany, bo lubię oglądać filmy w oryginale. W ten sposób można się nauczyć wielu nowych słów i osłuchać z ich brzmieniem.

       

       

      Kupiony w tanim Armanim film obejrzałam w domu z rodziną. Uznaliśmy wspólnie, że raczej do niego ponownie nie wrócimy, ale że fajnie byłoby mieć podobiznę głównego bohatera, granego przez Johnny'ego Deppa. O tym, że jest ona dostępna na rynku dobrze wiedziałam - od jakiegoś czasu namiętnie przeglądałam stronę słynnego producenta figurek, firmy "Hot Toys". Sweeney Todd "był na składzie". Cena, niestety, była dość słona. Od czego jednak są dodatkowe prace zlecone? Jak się chce zdobyć wymarzoną lalkę lub figurkę, to jest to silna motywacja do dodatkowego wysiłku, mierzonego w złotych polskich. No i stało się - Sweeney od jakiegoś czasu mieszka u mnie.

       

       

      Nadejście figurki było momentem bardzo radosnym, ale i kłopotliwym. Sweeney został przesłany do mojego biura, zapakowany w OGROMNE pudło, które jakoś trzeba było przetransportować do domu. Biorąc pod uwagę fakt, że do pracy samochodem jeżdżę bardzo rzadko, to dowiezienie upragnionej zabawki do własnego mieszkania, w godzinach szczytu, w zapchanym autobusie, było wyjątkowo niewygodne i nieprzyjemne.

       

       

      Za to powitanie nowego lokatora "w domowych pieleszach" odbyło się w tempie ekspresowym. Ciach! - otworzyło się pudełko, ciach! - na podłogę poleciały chroniące Sweeneya plastikowe okrywacze i mój wymarzony lalek (figurek?) był w końcu wolny! :)

       

       

      Chęć obejrzenia go z bliska była zbyt silna, by dokumentować poszczególne etapy wyjmowania z pudła, dlatego w dzisiejszej notce zaprezentuję zdjęcia, które zrobiłam "na szybko", dla zaspokojenia wewnętrznej potrzeby uwiecznienia demonicznego golibrody na fotografiach. Regularna recenzja figurki, w której postaram się zaprezentować wszystkie plusy i minusy produktu, pojawi się w kolejnym wpisie. Chwilowo nie umiem za bardzo skupić się na szczegółach i dodatkach do Sweeneya - chyba za bardzo cieszę się z niego samego :)

       

      01


      W tle Sweeneya - płyta DVD która popchnęła mnie do zakupu. Filmu już więcej nie obejrzę, ale chyba zostanie na półce ze względu na zaawansowane instynkty chomikowania.

       

      02

       

      03

       

      Nic na to nie poradzę, szaleję za tą twarzą. Johnny Depp w każdej wersji jest piękny. Także tej "demonicznej".

       

      04

       

      05

       

      "Ja jestem brzytwiarz, a to jest moja brzytwa!" - kojarzycie cytat? Na pewno kojarzycie :D

       

      06

       

      Szkoda, że współcześni panowie nie noszą na co dzień tak fajnych, klimatycznych ubrań i ... fryzur :)

       

      07


      Sweeney znalazł dość szybko kolegę, który zechciał wysłuchać jego opowieści o utraconej rodzinie. I jakoś tak wyszło, że panowie się zakumplowali. O ile znam swojego wewnętrznego zboczeńca, to w przyszłości będzie między nimi gorąco, o czym zawczasu przestrzegam :D

       

      Analizując swoją reakcję na przybycie Sweeneya muszę stwierdzić, że dość mocno zaraziłam się hot-toysowym wirusem. Planuję w przyszłości zdobyć jeszcze kilka figurek, które mnie uwiodły. Bardzo szybko się to nie stanie, bo najpierw trzeba złapać jakieś prace zlecone, żeby zarobić na kolejne wariactwa i szaleństwa, a ja jednak jestem leń :P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (15) Pokaż komentarze do wpisu „Krwawe zapędy mściwego golibrody”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 września 2012 14:56

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com