Doll land

Wpisy

  • poniedziałek, 24 października 2011
    • Cztedziestosześcioletnia pucka

      Laleczka o której chcę napisać to kobieta "z przeszłością". Za cztery lata stuknie jej pięćdziesiątka, co na lalkę "plejlajnową" jest całkiem niezłym wynikiem. W ciągu swojego życia musiała co najmniej raz wpaść w ręce małoletniego właściciela, który ograbił ją z oryginalnego ubioru, ale pomimo tej tragedii przetrwała do naszych czasów w dobrym stanie. Messieurs, Mesdames, poznajcie proszę Tressy.


      1

       

      Moja laleczka należy do popularnej i niedrogiej serii "Bellita" z 1965 roku, przeznaczonej do sprzedaży w "marketach". W przeciwieństwie do swoich kosztowniejszych koleżanek, którym "rosły włosy" i które zginały nóżki Bellitka jest dość słabo wyposażona w "bajery". Fryzura lalki jest prościutka i nawiązuje chyba kształtem do ułożenia włosów Barbie-bubblecut, a nóżki są sztywne jak patyki (ale za to bardzo zgrabne i ładnie "wyrzeźbione").

       

      2

       

      Podbicie pięty, znacznie bardziej wygięte w łuk niż u Barbie, pozwala lali na noszenie  wysokich szpilek.

       

      3

       

      Bardzo zaciekawił mnie sposób osadzenia główki na korpusie. Otóż łepetyna i szyja stanowią jedność, zakotwiczoną w tułowiu. Nie mam pojęcia jak można zrerootować tak skonstruowaną lalę ani jak zdejmuje się łepek. Choć bardzo mnie korci aby zbadać sposób jego osadzenia, to nie zdecyduję się na razie na "zdekapitowanie" Tressy - za bardzo się boję że mogłabym coś w lalce uszkodzić.

       

      4

       

      Spojrzenie z oddali na rozebraną Tressy pozwala stwierdzić, że lala reprezentuje styl "anorektyczny" - jest chudziuteńka w biodrach i obdarzona znacznie mniejszym biustem niż Barbie. Przez to plastikowa panienka robi wrażenie delikatnej i kruchej dziewczynki.

       

      5

       

      Co ciekawe - ramiona Tressy ma rozrośnięte niczym NRD-owska pływaczka, a dłonie - jak łopaty kreta. Dizajn pozostawia trochę do życzenia.

       

      5,5

       

      5,75

       

      Tułów lali nie należy do tych skrętnych, łapki ruszają się wyłącznie w przód i w tył, możliwości ruchowe nóżek też są ograniczone. Wniosek z tego taki, że lala nigdy nie pozna  w pełni subtelności doznań opisanych w Kamasutrze ;D

       

      6

       

      Trochę mi szkoda, że Tressy to takie drewienko. Jej buziak jest stworzony do całowania. Producent nadał lalce tak zmysłowy i delikatny kształt ust chyba po to, żeby ją przeprosić za sztywność nóg i brak "rosnących" włosów.

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Oto i cała Tressy. Sympatyczny klonik lalki Barbie sprzed kilkudziesięciu lat.

       

      8

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cztedziestosześcioletnia pucka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 października 2011 20:59
  • wtorek, 18 października 2011
    • Za mundurem panny sznurem

      Lalka, która dziś do mnie przybyła, utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria "Silkstone" to fajna sprawa. Nie dość, że lale w niej prezentowane wykonane są starannie i z dobrych jakościowo materiałów, to dodatkowo przybywają do właścicieli opakowane w estetyczne pudełka, z których aż żal je wyjmować.

       

      Mając na uwadze powyższe postanowiłam, że nowy mieszkaniec mojej lepianki chwilowo pozostanie w oryginalnym opakowaniu. Nie wiem na ile starczy mi cierpliwości, by go stamtąd nie wyswobodzić, ale na razie jestem twarda. Zresztą muszę przyznać, że lalce jest w pudełku wyjątkowo "do twarzy" i choć kusi mnie, by wystawić ją na stojak, to powtarzam sobie, że na to jeszcze przyjdzie czas.

       

      Lalka, czy właściwie "lalek" ma na imię Nicolai (w oryginale - Николай) i na pewno nie raz już go widzieliście. Jak można przeczytać w serwisie "Barbie collector" kenik jest częścią "rosyjskiej" serii z 2011 roku (choć bogiem a prawdą "rosyjska" to ona jest tylko z nazwy). W skład teamu wchodzą oprócz niego trzy urocze dziewuszki, które wszelako nie trafiły pod strzechę mojego domu. Ufam, że pomimo braku swoich rodaczek Nikołka się u mnie zaaklimatyzuje.

       

      Nick1

       

      Zapudlony Mik stoi prosto, jakby kij połknął. Producent poskąpił mu przestrzeni życiowej i zamknął w dość wąskim opakowaniu a w dodatku - przytwierdził go tasiemkami do denka, żeby się plastikowa chłopina nie potłukła w czasie transportu Oficer armii carskiej jest jednak przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć po cichu sarka pod nosem, bo ma bardzo wyraźne skojarzenia z "bondagem").

       

       

      W pudle wcale nie jest źle,  wręcz przeciwnie, całkiem, całkiem przyjemnie. Przede wszystkim - ciepło. Nie dość że grube, tekturowe ścianki chronią od wiatru (skąd u mnie w domu wiatr?), to i łepetynę, dodatkowo, opatula porządna, futrzana czapa. Sufit co prawda zawieszony jest ciut nisko, ale ... oficer armii carskiej jest przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć wolałby być przewożony w wygodnym wagonie sypialnym kolei transsyberyjskiej, w towarzystwie własnej służby, pojony szampanem i karmiony ostrygami).

       

       

       

       

      Wszystkie ograniczenia można znieść, kiedy jest się ubranym w gustowny, czerwony, dobrze skrojony szynel. Jak wiadomo - aby się podobać kobietom należy się  ze smakiem odziewać. Dobrze dobrany strój i fryzura to połowa sukcesu. Druga połowa to mityczne "TO COŚ", które trzeba mieć aby wzbudzać zachwyt niewiast. W przypadku Nikołaja "TO COŚ" okazuje się  być wyjątkowo miłymi oczętami i ciut kartofelkowatym, ale sympatycznym nosem.

       

      6

       

      Oczy wyraźnie spoglądają na prawo. Czyżby z tej strony nadchodziło jakieś zagrożenie (na przykład - rewolucja październikowa, Lenin, armia czerwona?) albo ładna lalka odmiennej płci?

       

      6

       

      Mikołaj przygotowany jest na każdą ewentualność, choć oczywiście znacznie bardziej wolałby hożą dziewoję.

       

      Jak na grzecznego kawalera przystało Mik nadzwyczaj spokojnie stał przed obiektywem, dzięki czemu cyknęłam mu kilka dodatkowych, niezwykle statycznych fotek (ale za to w tonacji czarno białej z odcieniem czerwieni w tle).

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Po zrobieniu fotek popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy a kenio westchnął (pewnie oszołomiła go moja nadzwyczajna uroda :P) i ziewnął, czym dał mi znać, że jest trochę zmęczony wydarzeniami dnia. Nie chcąc narażać go na utratę  wszystkich sił pogłaskałam go na dobranoc po łebku, cmoknęłam w czółko i odstawiłam na półkę, gdzie nowy "men" spędzi noc.

      A ponieważ i dla ludzi pora zaczyna się robić śpiąca, pozwalam sobie powiedzieć Wam "Dobranoc!" i iść w ślady plastikowego gościa, to jest: władować się w ciepłe puchy, coś sobie przez godzinkę poczytać i w końcu smacznie zachrapać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Za mundurem panny sznurem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 października 2011 23:00

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com