Doll land

Wpisy

  • wtorek, 24 października 2017
    • Get your motor runnin’, head out on the highway

      W poszukiwaniu świeżych, lalkowych okazów, zabrnęłam w okolice, gdzie wieczorami latarnie świecą tylko połową żarówki, a w ciemnych zaułkach kręcą się długowłose indywidua, które marzą, by poczuć między swymi niespokojnymi udami dziką bestię. Na imię im - harleyowcy!


      Zgodnie z definicją Nonsensopedii archetypiczny rajder mieści w sobie następujący zestaw cech:

      - Harleyowiec musi być umięśniony, a szczególną wagę przywiązuje do mięśnia piwnego,

      - Harleyowiec musi nosić na głowie chustkę, która, jak uważa, z powodzeniem może zastępować kask podczas jazdy.

      - Harleyowiec musi posiadać dużą brodę lub ewentualnie mniejszą brodę, ale duże wąsy,

      - Harleyowiec musi zakładać skórzaną kamizelkę lub częściowo rozpiętą kurtkę, koniecznie na gołe ciało, tak aby było widać włosy na klacie,

      - Harleyowiec musi podziurawić swoje dżinsy, najlepiej, żeby było w nich więcej dziur niż spodni, wyjątkiem są spodnie skórzane,

      - Harleyowiec musi mieć buty przypominające damskie kozaki, lecz gęsto nabijane ćwiekami,

      - Harleyowiec musi mieć wytatuowane ramiona i obowiązkowo przynajmniej jeden tatuaż z flagą USA,

      - Harleyowiec musi używać okularów przeciwsłonecznych przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, nawet w nocy.

       

      Od siebie dodałabym jeszcze:

       

      - Harleyowcy poruszają się w stadach, w których wyróżnić można samca-przewodnika, tzw. „głowę stada”, samców towarzyszących, tzw. „trzon stada” oraz samce pozostające w ogonie stada, zwane pieszczotliwie „dupką”,

      - Przejazd harleyowca rozpoznać można po charakterystycznym dźwięku „pyr, pyr, pyr”, który rozlega się z przodu i z tyłu harleyowca.

       

      I patrzcie no! Jakimś niespotykaniem zrządzeniem losu pod mój dach zabrnęło dwóch takich rodzynków, którzy lubo rozdzielnie nie spełniają wymienionych wyżej warunków, lecz gdy połączyć ich w parę, to (prawie) dają radę.


      Pierwszy z nich jest lalkiem, na którego swego czasu zagięłam parol, bo widział mi się jako bardzo przystojny i godny uwiedzenia. Miałam szczęście i drążący mi dziurę w sercu harleyowiec dostał mi się w stanie NRFB. Smutno napomykać, że mimo tego nie ustrzegł się przed stratami odzieżowymi. Skóropodobny materiał, z którego Mattel wykonał kilka elementów jego stroju, samoczynnie złuszczył się i popękał. Znam ja ten typ tworzywa jak zły szeląg – bo miałam z czegoś podobnego płaszcz. Przechodziłam w nim jeden sezon, schowałam do szafy, a kiedy wyjęłam go po roku, mając nadzieję, że znów będę zadawać w nim szyku, płaszcz objawił mi zupełnie nową postać. W trakcie kilkumiesięcznego urlopu w szafie ciuch nabrał cech węża i postanowił zrzucić wylinkę. W tym czasie zlazły z niego spore połacie ceratopodobnej substancji, odkrywając nieestetyczne, gołe placki.


      Płaszcz poszedł do śmieci, ale z ubrankami Kena nie mogę zrobić tego samego, bo nie mam dla nich porządnego zamiennika. Wielki smutek wbił szpony w moje serce i nielitościwie rwie je na strzępy, bo proces niszczenia sztucznej skórki nadal postępuje. Jak tak dalej pójdzie to Kenio zacznie łyskać golizną. Porażka na całej linii.



      1

       

      * * *

       

       1

       

      * * *

       

      1

       

      * * *

       

      1

       

      * * *

       

       1

       

       

      Nieco inaczej sprawa ma się z odzieniem drugiego bohatera dzisiejszej blognotki, który trafił do mnie jako „trupek”, ale w świetnym stanie. Oprócz braku jednego buta nic mu nie dolega. Ciało ma sprawne, włosy – nieprzerzedzone, a do tego ogromną chęć by pokazać się przed aparatem i choć raz zabłysnąć w blasku flesza. Nie ma ku temu wystarczającej urody (tak po prawdzie, który simbowy chłopak ma?), więc jego szczera chęć musi zastąpić brakujące przymioty ciała.


       

      1

       

      * * *

       

      1

       

      * * *


      1

       

      * * *


      1

       

      Z dwójki harleyowców zdecydowanie wolę bruneta. Natura nie poskąpiła mu ani urody ani figury. Simbowy gentleman gaśnie u jego boku i, przykro powiedzieć, wygląda jak znacznie uboższy, a przy tym starszy krewny. Nie dla niego ochy i achy damskiej społeczności. Nawet Steffi Love, która z racji swojego pochodzenia powinna robić do niego maślane oczy, bez skrępowania ogląda się za przystojniejszym okazem.


      Zrównuje ich tylko jeden fakt – żaden nie ma swojego motoru, więc chcą czy nie chcą – wszędzie muszą chodzić pieszo, co gwarantuje iż w najbliższym czasie nie nabiorą rubensowskich kształtów :)


      1 


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „Get your motor runnin’, head out on the highway”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 października 2017 10:58
  • sobota, 07 października 2017
    • Po łebkach

      Zimno! Podczas porannych dojazdów do pracy okrutnie marznie mi nos. Chciałabym, żeby choć na chwilę wróciło lato. Tymczasem, w chłodnej, jesiennej atmosferze, przerywanej co jakiś czas posikiwaniem z chmurek, cieszę się towarzystwem rudowłosej „słonecznej” panienki, czyli Solariane.


       

      1


       * * *


      1

       

      * * *

       

      1


      Lalki Solariane, pieczętujące się stempelkiem „Camay” to nic innego jak taniutkie klony lalek Tammy, bardzo popularne w latach 70 i 80-tych na terenie zachodniej Europy. Od oryginałów różnią się przede wszystkim prostotą wykonania – ich ubożuchne, odlane z pustego plastiku ciała, są lekkie i podatne na uszkodzenia. Za to łepetyny to już inna bajka i to akurat z tych bajek, które czyta się z przyjemnością. Główki są odlane z gumy i bogato rootowane. Czupryny są miękkie i miłe w dotyku - aż chce się je trochę poczochrać ;)


      Wiedziona skruchą, iż większość moich notek o lalkach jest uboga w fakty historyczne i pisana „po łebkach”, zadecydowałam, że tym razem włożę w swoją blogową paplaninę trochę więcej pracy i spróbuję odgrzebać jakieś ciekawe, a ogólnie nieznane fakty o Solariankach. Doszukałam się mizernej garsteczki, bo choć lalki te są znane i wzbudzają u zbieraczy ciepłe uczucia, to jednak nikt nie próbował ich dotąd skatalogować.  Stąd fakty o nich, nie zawarte w pierwszych akapitach mojej notki, przedstawiają się następująco:


      Opakowanie. W zależności od kraju sprzedaży Solariane były dostępne w opakowaniu lub bez. Zresztą „opakowanie” to chyba za dużo powiedziane, bo chodzi o przezroczystą saszetkę bez żadnych oznaczeń. Wersje saszetkowe były rozprzestrzenione głównie we Francji. W Niemczech Solariane sprzedawano bez opakowania, w sklepach „dzianinowych”, handlujących akcesoriami do robótek ręcznych. Kiedy gospodyni domowa szła do takiego sklepu zaopatrzyć się we włóczkę (bo na przykład chciała zrobić ukochanemu wnuczkowi sweterek na drutach), to przy okazji mogła dokupić też lalkę. Jak podają źródła internetowe Solarianki dołączano także jako „gratisy” do zestawów, zawierających wzory robótek na drutach i szydełku, czyli były to typowe lalki „do obdziergania”.

       

      Proponowane wzory ubranek mogły wyglądać tak, jak na zdjęciach użytkownika Flickr o pseudonimie Freddycat1:

       

      1

       

      * * *

       

      1

       

      * * *


      1

      Link do konta Freddycat1, skąd pobrałam zdjęcia: https://www.flickr.com/photos/15157516@N02/


      Nazwa. We Francji na lalkę mówiono – Solariane, w Wielkiej Brytanii – Camay, w Niemczech – Pagine. Nazwa Pagine wzięła się od marki włóczki, do której dołączano lalkę w gratisie.


      Dystrybutor. Firma Prisunic,  zarządzającą dość popularną (szczególnie we Francji) siecią sklepów, w których sprzedawano niedrogie towary codziennego użytku: ubrania, utensylia kuchenne, AGD z niższej półki itp.


      Wygląd lalek charakteryzował się dużą powtarzalnością – oczy były niezmiennie szare, z identyczną liczbą rzęs na górnej powiece (trzy rzęski). Włosy – krótkie, zebrane w zgrabną kopkę, która nie bardzo dawała się ułożyć w inny kształt, z powodu krótkości kosmyków. Kolory włosów - od blondu po kruczą czerń. Dziś najtrudniej jest upolować blondynkę. Główki wykonywano z gumy, ciało – z twardego plastiku, pustego w środku. Makijaż nanoszono natryskowo, za pomocą aerografu, za wyjątkiem rzęs i brwi, które malowano ręcznie.


      Ubranka. Niektóre z lalek były wyposażone w materiałowe ubranka. Najpopularniejszym i bardzo często przewijającym się na fotografiach w sieci strojem było niebieskie body z białą oblamówką. Ubranka haniebnie farbowały, o czym przekonałam się dość boleśnie, piorąc trykoty swojej lalki. Farby, których użyto do nadania koloru szmatkom, nie wytrzymują kontaktu z wodą i puszczają sok, który natychmiastowo wżera się we wszystkie białe elementy. Co gorsza, jeśli ubranko długo pozostawało na lalce, to na bank będzie ona upstrzona ciemnymi plamami.  


      Oznaczenia. Na główce brak klejma, natomiast na plecach umieszczono logo firmy „Camay” oraz informacje o miejscu produkcji – „Hong Kong”


      Ze smutkiem stwierdzam, że nie wygrzebałam już więcej informacji z sieci ani z literatury. Kloniki to wciąż czarna dziura na lalkowej mapie wszechświata. Być może udałoby mi się znaleźć trochę wiadomości o nich w jakiejś lalkowej encyklopedii, ale do tej pory żadna  nie powstała. Jedynymi pozycjami, poświęconymi klonom są bardzo trudno dostępne książki, autorstwa lalkowego pasjonata z Flickr, które w ekspresowym tempie zniknęły z serwisu Amazone i teraz trudno je dostać:


       

      1

       

      * * *


      1

      

      Na koniec pozwolę sobie podać kilka linków do stron bogatych w zdjęcia tych laleczek. Są to głównie blogi francuskojęzycznych pasjonatów lalek, którzy mają godne zazdrości kolekcje:

       

      http://nadette62.skyrock.com/3260736878-poupee-Camay-Hong-Kong.html

      http://catinette57.skyrock.com/tags/eYuGbwW93FF-Camay.html

      http://lescathydisa.skyrock.com/tags/fHaIxR9Ju4Q-solariane.html

      http://poupeemod-elle.skyrock.com/tags/jIQEIm4IaPc-Solariane.html

       

      1

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Po łebkach”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 07 października 2017 15:39

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com