Doll land

Wpisy

  • niedziela, 04 grudnia 2011
    • Babciu, a dlaczego masz taką wielką głowę?

      Pytanie w tytule to trawestacja słynnej frazy z bajki "Czerwony Kapturek", mająca wskazywać "wielkogłową" bohaterkę dzisiejszego wpisu - laleczkę Sindy. Sindy jest drugą, obok Fleur, lalą w mojej kolekcji, która obdarzona została tak rzucającą się w oczy łepetyną. Z powodu tej  anatomicznej "deformacji" jest i pozostanie dla mnie zabawką wyjątkową.

       

      Tuż po wniesieniu Sindy do domu "cyknęłam" jej na szybko fotkę porównawczą z Barbie.

      00

       

      Być może to, co napiszę za chwilę jest dość wredne, ale im bardziej wpatruję się w powyższe zdjęcie, tym bardziej nabieram wrażenia, że Basia-brunetka wydaje się w porównaniu z Sindy dość "bezmyślna". Jej spojrzenie przypomina wyuczony grymas pewnej swej urody modelki, gdy tymczasem Sindy prezentuje wejrzenie typu "Marceli Szpak dziwi się światu", sugerujące, że w plastikowej łepetynie zachodzą jakieś procesy myślowe :)

       

      Sindy przyjechała do mnie z Allegro, wraz z grupą innych, ciekawych i mniej ciekawych laleczek. Pomimo wielu różnic w wyglądzie twarzy i budowie ciał łączyła je jedna, wspólna cecha - wszystkie były brudne! Bardzo mnie to zdziwiło, bo sprzedawca, od którego kupiłam grupkę zadał sobie wiele trudu, by lale dobrze zapakować i zabezpieczyć, natomiast ich umycie już mu do głowy nie przyszło. W rezultacie w eleganckiej paczuszce przybyły same brudasy, które bardzo potrzebowały wody i mydła.

       

      01


      Po zmyciu warstwy lepkiego brudu Sindy pokazała światu swe "jaśniejące czystością lica", które choć pućkowate i dziecięce, wydały mi się niezwykle pociągające.

       

      Kąpiel obnażyła pewne niedostatki w urodzie lali - drobne nakłucia na stopach, przebarwienia na ciele (mam nadzieję, że krem przeciw pryszczom sobie z nimi poradzi) i ubytki w owłosieniu (będzie chyba konieczny częściowy reroot?). Najpoważniejszą operacją będzie prawdopodobnie przeszczepienie rzęs, bo poprzedni właściciel lalki dokonał pewnych "skrótów" (widocznych na zdjęciu) i rzęsy, w oryginale przypominające czarne kurtyny, zostały zredukowane do jakichś mizernych ogryzków.

       

      02

       

      Defekty w urodzie Sindy stają się nieco mniej widocznie, gdy na laleczkę zerka się z pewnej perspektywy, po wcześniejszym przyodzianiu jej w ubranka "zastępcze" (oryginalnych wdzianek brak).


      Jak pewnie zauważyliście strój nie jest kompletny - bo wśród kupki bucików zbieranych przeze mnie "na czarną godzinę" nie ma ani jednej pary, która pasowałaby na  nogi lali. Stopy Sindy, w porównaniu z nóżkami barbiowatych kuzynek są naprawdę spore i aby je obuć potrzebne są buciszcza-kajaki (a takich na składzie chwilowo nie posiadam).

       

      Nieświadoma "słoniowatości" nóg Sindy próbowałam założyć jej barbiowe pantofelki. Próba skończyła się jak w bajce o Kopciuszku - buciki za nic nie chciały dać się wcisnąć na nogę lali. W jednej z wersji bajki złe siostry obcinały sobie fragmenty stóp, by zmieścić się w trzewiczek, ale nie wychodziło im to na dobre. Ja także szybko wyrzuciłam z głowy paskudną myśl o tym, by trochę zmniejszyć lalce powierzchnię stóp.

       

      03

       

      Dalsza inspekcja lalki wykazała, że Sindy nie tylko stopy ma  słusznych rozmiarów. Po zdjęciu główki z korpusu ukazała się ogromna kulka-zaczep. Widać, że jak ktoś ma tak dużą głowę to i mocowanie musi być niepośledniej wielkości. Na zdjęciu poniżej - porównanie "kulek" Sindy i Betty Teen:


      04

       

      Z tyłu głowy, w odmęcie blond włosów znalazłam dziwną wypustkę. Nie wiem do czego mogłaby służyć i w związku z tym kieruję w Waszą stronę pytające spojrzenie. Jeśli ktoś  mnie oświeci w kwestii tego dziwnego "cosia" na głowie Sindy, to będę mu bardzo wdzięczna. Chwilowo przyjmuje hipotezę, ze niezidentyfikowany "koreczek" służy po to, aby lalce nie wyciekł z głowy olej (wszak wiadomo, że sprytne i zaradne osobniki mają "olej w głowie").

       

      05

       

      Kończąc dzisiejszy wpis pozwolę sobie przedstawić jeszcze dwa zdjęcia zdobycznej Sindy w towarzystwie koleżanki - klonika. Klonik jest z całą pewnością kopią Sindy (i to całkiem udaną, choć jak przypuszczam - taniutką), za to wyposażoną w ciekawy gadżet - plastikowy, szczelnie zakrywający ciało biusthalter :)

       

      06

       

      07

       

      Lalki wyglądają prawie jak bliźniaczki. Mam nadzieję, że klonik po zdobyciu jakiejś stosownej odzieży zmieni się w szykowną i intrygującą plastikową dziewczynę.

       

      Dziękuję, że wpadliście przeczytać mój wpis! Za pośrednictwem Sindy macham wam łapką na pożegnanie. Do następnego razu! :)

       

      08

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Babciu, a dlaczego masz taką wielką głowę?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2011 16:31
  • sobota, 19 listopada 2011
    • Cyganeczka

      Gdy zobaczycie o jakiej lalce traktuje dzisiejszy wpis część z was wzruszy pewnie ramionami. Zabawki firmy "Simba" nie należą do kolekcjonerskich skarbów, wszędzie ich (podobno) pełno i przede wszystkim - uważane są za twory o niskiej jakości i estetyce wykonania. Nie zmienia to faktu, że od jakiegoś czasu "chorowałam" na laleczkę Steffi. Myślę, że moja "chcica" wynikła stąd, że w dzieciństwie nie miałam ani jednej takiej "brzydulki" i odkryłam Stefki dopiero w dorosłym życiu.

       

      0

       

      Lalki od Simby widziałam już na kilku Waszych blogach i muszę przyznać, że podobał mi się każdy z oglądanych egzemplarzy, niezależnie od tego, czy należał do nowszej czy też starszej generacji. Stefki to bardzo "ciepłe", pozbawione wyniosłości lalki. Nie są przeznaczone do tego, by stawiać je w witrynkach i podziwiać zza szybki, a do zabawy i częstego używania. Każda z nich kojarzy mi się z przysłowiową "dziewczyną z sąsiedztwa", w obecności której  czujemy się dobrze i swobodnie.

       

      Stefki oglądane u Was były w większości blondynkami. Choć bardzo lubię ten kolor włosów, to marzyło mi się zdobycie lalki - brunetki. Trochę w tym przekory, bo chciałam aby moja Stefania odróżniała się na tle jasnowłosych koleżanek. "Tę jedyną" udało mi się namierzyć na Allegro i choć jej cena przekraczała kwotę przeznaczoną na zakup, zdecydowałam się "zaszaleć" i uszczuplić zasoby portfela by móc cieszyć się posiadaniem miłej, śniadej laleczki.

       

      1

       

      Oprócz koloru włosów i ciemnej karnacji laleczka niczym nie różni się od innych Stefek swojego czasu. Jej twarz widzieliśmy wszyscy w niezliczonych odsłonach. Zabawna, trochę nadąsana i pozbawiona uśmiechu mordka, bardzo wysokie (zbyt wysokie?) czoło, małe, charakterystycznie umalowane oczy, prościutkie graficznie brewki w kształcie łuku. Minimalizm w czystej postaci :)

       

      2

       

      2.1

       

      Dużą ozdobą lalki jest jej strój. Mnie przypomina on bardzo wdzianko Cyganki Esmeraldy, którą znamy z powieści Wiktora Hugo i z disneyowskiego filmu animowanego. Połączenie kolorów nie jest może szczególnie wykwintne, ale ładnie podkreśla ciemny kolor "skóry" lalki.

       

      3

       

      4

       

      Simba nie pożałowała laleczce biżuterii - oprócz korali Stefcia dostała jeszcze ciekawe, bo składające się z dwóch oddzielnych elementów kolczyki Dość interesującą sprawą jest ich rozmieszczenie - wygląda na to, że  większa kulka została wbita do środka ucha lali, podczas gdy mniejsza - w małżowinę. Mam nadzieję, że producent nie chciał celowo "ogłuszyć" Steffi, barbarzyńsko przebijając jej bębenki.

       

      5

       

      Gdy zastanawiałam się, na której z półek umieścić Stefcię po zakończeniu króciutkiej fotosesji, zauważyłam, że do nowo przybyłej ktoś się przyplątał. Z początku trudno mi było rozeznać kto to, bo nie dojrzałam twarzy ...

       

      6

       

      ... ale po chwili stało się jasne, że to nałogowy podrywacz i bad-boy - Blaine. 

       

      Muszę przyznać, że chłopak zna się na rzeczy i wykazał  sporą dozę romantyzmu (a nie wygląda na takiego!) - bo rozpoczął znajomość z "Cyganeczką" od delikatnego trzymania za łapkę i głębokiego spoglądania w oczy. Myślę, że spodobała mu się lalka tak niepodobna do standardowych barbioszek, a i Steffi robiła wrażenie zafascynowanej przystojnym kenem z dziwną i raczej niemodną fryzurą (wpatrywała się w Blaine'a  jak w obraz). A podobno produkty firm Mattel i Simba się nie lubią ...

       

      7

       

      8

       

      W ten sposób problem ze znalezieniem miejsca dla Stefci sam się rozwiązał - lala zasiadła na półce, gdzie do tej pory rezydował samotnie Blaine. Mam nadzieję, że  znajomość tych dwojga nie zaowocuje pojawieniem się gromadki ciemno- lub jasnowłosych maluchów ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Cyganeczka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 19 listopada 2011 19:18
  • piątek, 11 listopada 2011
    • O kloniku bajka niedługa

      Dawno, dawno temu, w głębinie zimnego morza Bałtyckiego żyła różowa syrenka o wdzięcznym imieniu Nekrofilcia. Choć z wyglądu wydawała się miłą i bezbronną istotką, to jej serce  było czarne jak złoża węgla na Śląsku.

       

      Nekrofilcia obdarzona była pięknym głosem, którym mamiła młodych żeglarzy, rybaków i surferów. Mężczyźni, oczarowani syrenim śpiewem, rzucali się do morza, gdzie Nekrofilcia wciągała ich na głębinę i pozbawiała życia.


      1

       

      Mniej atrakcyjni żeglarze lądowali w garnkach, gdzie w towarzystwie cebulki, papryki i marchewki zamieniali się w smakowite leczo, a ci bardziej hoży byli wykorzystywani do lubieżnych praktyk, o których dużo nie napiszę, bo nekrofilia (szczególnie w podwodnym, syrenim wydaniu) jest „be”.

       

      2

       

      Pewnego dnia w pobliżu podmorskiego domku syrenki przepływał w łódce młodziutki, nadzwyczaj urodziwy rybak. Nieświadomy obecności groźnej Nekrofilci zarzucił w morze sieć i czekał aż napłyną w nią ryby. Tymczasem spod wody obserwowała go para czujnych, złych oczu.

       

      3

       

      - „Oho! Ależ mi się trafił smakowity kąsek!” – pomyślała sobie różowa syrenka – „Chłopak jest urodziwy i jędrny, więc w sam raz nada  się do nekro-figli, a kiedy już mi się znudzi, to ugotuję na tym koguciku wspaniały, chudziutki rosołek!”

       

      4


      Pogrążona w słodkich marzeniach Nekrofilcia już, już miała zaatakować młodzieńca, gdy nagle z przestworzy spadło jak błyskawica uskrzydlone jajko czarnej kury ubrane w podkoszulek z podobizną Zbigniewa Ziobry i spodnie od dresu marki "adidos". Jajko przeraźliwie zaskrzeczało po czym porwało młodego rybaka za łeb i poniosło go w kierunku pobliskiej wysepki.

       

      5

      rysunek pobrany z serwisu Deviantart


      - „Ty w żółtko hędożona pokrako! Zostaw natychmiast mój obiad!” – wrzasnęła z wściekłością Nekrofilcia i rzuciła się za mutantem w pogoń. I byłaby, może, dopadła jajko, gdyby kurzy pomiot nie schronił się ze swoją zdobyczą na jednej z dzikich plaż (na której zbierałaś bursztyny), gdzie z przyjemnością zaczął wysysać nieszczęsnej ofierze flaczki (przez pępek).

       

      6

       

      Gdyby Nakrofilcia miała nóżki, to z pewnością raz-dwa podbiegłaby  po piasku do jajo-stwora i wydarła mu młodego rybaka, ale niestety – jej korpus kończył się rybim ogonem, tak więc z biegania i z pysznego rosołku wyszły nici. Biedna Nekrofilcia wróciła do domu smutna i głodna. Na pociechę zostały jej tylko nici z których  wydziergała sobie ciepłe nauszniki na zimę.

       

      7

       

      W roli żarłocznej syrenki wystąpił beznogi klonik niewiadomego pochodzenia (brak jakichkolwiek sygnatur). Trochę mi go żal, więc postanowiłam, że dostanie główną rolę w tej ciut przygłupiej bajeczce. Klonik nie oponował  ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „O kloniku bajka niedługa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 11 listopada 2011 13:38
  • niedziela, 06 listopada 2011
    • Męska cześć serii "My generation

      1999 rok odznaczył się w historii firmy Mattel ciekawą serią nastoletnich lalek, "My generation", którą wzbogacono o całkiem nowego przedstawiciela męskiego świata Barbie - Blaine'a. W założeniu Blaine miał stać się konkurentem Kena, ale króla trudno było wysadzić z siodła i Blaine, chcąc-nie chcąc, musiał zadowolić się miejscem drugim (jak kiedyś Steven). Trochę szkoda, bo nowy chłopak w porównaniu z dostępnymi na rynku Kenami prezentował się  znacznie ciekawiej, zwłaszcza ze względu na bardziej "dorosły", męski, pozbawiony maślanego uśmiechu headmold.

       

      W dzisiejszej notce chciałabym przedstawić jedynego Blaine'a, którego posiadam w "kolekcji" (to za duże słowo na moją zbieraninę). Chłopina produkowany był w serii "Generation Girl Dance Party Blaine" i w oryginalnym pudełku wyglądał bardzo "wypaśnie":

       

      1

      Fotografia podkradziona z serwisu "Keeping Ken"

       

      Lalka, która dotarła do mnie jest od dawna  rozpudełkowana i pozbawiona części "hip-hopowych" akcesoriów, tak więc nie ma szans na to, by wykonywać pracę DJ'a. Nie zachował się ani srebrny płaszcz ani  dyskotekowa konsola. O słuchawkach i pudełku na płyty mogę sobie pomarzyć. Na szczęście męskie lalki od Mattel'a maja u mnie taryfę ulgowa, więc cieszę się i z "nieboszczyka".

       

      2

       

      Chłopina nie wygląda na miłego gościa. Ślipia patrzą jakoś tak nieprzyjemnie, gęba skrzywiona a pod oczami widać wory! Mam wrażenie, że Blaine nie należy do osobników, którzy grzecznie przesypiają nocki i pakują się do łóżka po wieczorynce. Dodatkowo cała twarz tchnie czymś w rodzaju znudzenia czy zblazowania. O nie -  Blaine'a stanowczo nie da się nazwać sympatycznym.

       

      3


      Blaine nie należy także do delikatnych elegancików - tyle w nim uroku co w ruskim czołgu. Po rozebraniu delikwenta do rosołu spod ubrania ukazują się bary gladiatora, potężne bicepsy i umięśnione łydki. Chłopak pakuje pewnie w wolnych chwilach na siłowni. Do Pudziana trochę jeszcze brakuje, ale znowóż nie tak dużo.

       

      5

       

      5a

       

      Pewną formą złagodzenia srogiego wizerunku miała być pewnie "modna" fryzura (pasemka we włosach, cięcie jak pod garnek i baczki!). Dziś takie uczesanie traci już ostro myszą, ale w czasach, gdy Blaine był na fali  pewnie ją akceptowano.


      5


      6

       

      Pomimo, ze Blaine nie należy do typowych przystojniaków znajduję w jego twarzy coś przyciągającego. Może chodzi o niebieskie ślipia? - nie mam pojęcia.

       

      7

       

      Przyglądając się ubraniu lalka stwierdzam z całą pewnością, że strój  Blaine'a nie został zaprojektowany przez  Tommy'ego Hilfigera.

       

      8

       

      Buty pewnie przydadzą się gdy spadnie śnieg ...

       

      9

       

       

      Mimo tego, że Blaine'owi brak delikatności i robi dość toporne wrażenie to lalek mi się podoba. Taki "prawdziwy chłop" z niego ;)

       

      11

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Męska cześć serii "My generation”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 listopada 2011 15:27
  • sobota, 05 listopada 2011
    • Małe, rude, wredne

      Niedawny wypad do "Taniego Armaniego" w celu nabycia  niedrogich książek zakończył się wyniesieniem z tego przybytku barbiowego trupka. Co prawda jakiś czas temu przyrzekałam sobie, że z nieboszczkami koniec, ale, jak sądzę - przyrzeczenie to wielkiej mocy nie miało. W rezultacie mój portfel zmniejszył swoją zawartość o 2 złote, zaś lalkowy świat Zgreda wzbogacił się o kolejną laleczkę. Jak zaraz zobaczycie na zdjęciu nowo przybyła to nie Barbara, choć z całą pewnością należy do wielkiej rodziny lalek Mattel.

       

      1

       

      Skipper starszego typu, którą udało mi się wypatrzeć w koszu z zabawkami, początkowo miała tam zostać. Niespecjalnie lubię lalki-dzieci więc i ta pannica nie wzbudziła we mnie jakiejś szczególnej chęci posiadania. Z drugiej strony - jej zabójczo niska cena zachęcała do zakupu no i stało się - zabrałam ją do siebie. Do domu niosłam ją z pewnym obrzydzeniem, szczelnie zawiniętą w plastikową torebkę - bo zabawka aż lepiła się z brudu.  Gdybym nie zabrała ze sobą do ciuchaka pary plastikowych rękawiczek, to prawdopodobnie nigdy bym tak upapranej lali nie wzięła do ręki.

       

      2

       

      Buzia lalki nie grzeszy nadzwyczajną urodą, ale ma w sobie pewien optymistyczny rys, który przydaje jej sympatycznego wyrazu. Cieszy mnie to, że makijaż zachował się w dobrej kondycji - brak odprysków farby, zadrapań, plam od długopisu. Włosy także dotrwały do naszych czasów w porządnym stanie - nikt ich nie skracał ani nie wyrywał.

       

      3

       

      Nie jestem przekonana, czy strój lalki jest oryginalny, ponieważ nie został opatrzony metką z logo "Barbie". Z drugiej strony - jest dopasowany do rozmiarów Skipper, więc jest szansa, że należał do niej od nowości.

       

      4

       

      Po dokładnemu przyjrzeniu się kolorytowi ciała można zauważyć, że głowa jest co najmniej o  jeden ton ciemniejsza od korpusu. Myślę, że plastik łebka wszedł w jakąś reakcję chemiczną ze składnikami powietrza i to go przyciemniło. Prawdopodobnie nie da się tego procesu cofnąć. Wygląda na to, że czas nałożył na zabawkę swoją pieczęć :)

       

      5

       

      Po dokładnym obejrzeniu zabawki stwierdzam, że najbardziej podobają mi się w niej włosy  - bo są rude i z grzywką. Fryzura lali kojarzy mi się z dzieciństwem. Na starych zdjęciach mam bardzo podobne uczesanie.

       

      6

       

      Skipper należała prawdopodobnie do serii plażowej na co wskazuje kształt stóp o płaskim podbiciu. Lala na pewno więc nie chadzała w pantofelkach na wysokim obcasie.

      Nogi rudaski nie zginają się w kolanach i są wykonane z twardego plastiku, w pasie - brak wcięcia pozwalającego obracać się Skipce na boki. Możliwości artykulacyjne są minimalne, ale za to główka osadzona jest na wygodnym bolcu, który pozwala bez problemu "zdekapitować" lalkę. Szkoda, że dzisiejsze barbioszki wyposażone są w mniej poręczne mocowania głowy.

       

      7

       

      Skipper nie ma żadnych oznaczeń wewnątrz główki. Jedyna podpowiedź do jakiej serii nalezy to znak firmowy Mattel odciśnięty na prawym pośladku.

       

      8

       

      Po obejrzeniu szczegółów anatomicznych zabrałam lalkę na krótką sesję zdjęciową do ogródka. Nie siedziałyśmy tam długo, ze względu na zimny wiatr, ale mimo  niesprzyjających warunków pogodowych udało się "ustrzelić" kilka fotografii.

       

      9

       

      10

       

      11

       

      12

       

      Po powrocie do domu trochę się zastanawiałam gdzie ustawić lalkę. Ponieważ Skipper jest niepełnoletnia i wymaga opieki osoby dorosłej dostała się pod kuratelę srogiego wojskowego - czyli oficera Nikołaja. Mała pasuje do niego pod względem koloru ubranka :)

      Ufam, że pod jego czujnym okiem rudaska będzie czuła się bezpieczna.

       

      13

      EDIT: Prezentowana lalka odnalazła swoją tożsamość - 1963 Barbie Skipper Titian Red Swimsuit. Dzięki zdjęciom w sieci widać, że strój kąpielowy lalki jest oryginalny. To miła niespodzianka :) Lalę można łatwo kupić na eBayu

      http://www.ebay.com/itm/Vintage-1963-Barbie-Skipper-Titian-Red-Swimsuit-w-Box-/130564517471

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Małe, rude, wredne”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 05 listopada 2011 17:41
  • poniedziałek, 24 października 2011
    • Cztedziestosześcioletnia pucka

      Laleczka o której chcę napisać to kobieta "z przeszłością". Za cztery lata stuknie jej pięćdziesiątka, co na lalkę "plejlajnową" jest całkiem niezłym wynikiem. W ciągu swojego życia musiała co najmniej raz wpaść w ręce małoletniego właściciela, który ograbił ją z oryginalnego ubioru, ale pomimo tej tragedii przetrwała do naszych czasów w dobrym stanie. Messieurs, Mesdames, poznajcie proszę Tressy.


      1

       

      Moja laleczka należy do popularnej i niedrogiej serii "Bellita" z 1965 roku, przeznaczonej do sprzedaży w "marketach". W przeciwieństwie do swoich kosztowniejszych koleżanek, którym "rosły włosy" i które zginały nóżki Bellitka jest dość słabo wyposażona w "bajery". Fryzura lalki jest prościutka i nawiązuje chyba kształtem do ułożenia włosów Barbie-bubblecut, a nóżki są sztywne jak patyki (ale za to bardzo zgrabne i ładnie "wyrzeźbione").

       

      2

       

      Podbicie pięty, znacznie bardziej wygięte w łuk niż u Barbie, pozwala lali na noszenie  wysokich szpilek.

       

      3

       

      Bardzo zaciekawił mnie sposób osadzenia główki na korpusie. Otóż łepetyna i szyja stanowią jedność, zakotwiczoną w tułowiu. Nie mam pojęcia jak można zrerootować tak skonstruowaną lalę ani jak zdejmuje się łepek. Choć bardzo mnie korci aby zbadać sposób jego osadzenia, to nie zdecyduję się na razie na "zdekapitowanie" Tressy - za bardzo się boję że mogłabym coś w lalce uszkodzić.

       

      4

       

      Spojrzenie z oddali na rozebraną Tressy pozwala stwierdzić, że lala reprezentuje styl "anorektyczny" - jest chudziuteńka w biodrach i obdarzona znacznie mniejszym biustem niż Barbie. Przez to plastikowa panienka robi wrażenie delikatnej i kruchej dziewczynki.

       

      5

       

      Co ciekawe - ramiona Tressy ma rozrośnięte niczym NRD-owska pływaczka, a dłonie - jak łopaty kreta. Dizajn pozostawia trochę do życzenia.

       

      5,5

       

      5,75

       

      Tułów lali nie należy do tych skrętnych, łapki ruszają się wyłącznie w przód i w tył, możliwości ruchowe nóżek też są ograniczone. Wniosek z tego taki, że lala nigdy nie pozna  w pełni subtelności doznań opisanych w Kamasutrze ;D

       

      6

       

      Trochę mi szkoda, że Tressy to takie drewienko. Jej buziak jest stworzony do całowania. Producent nadał lalce tak zmysłowy i delikatny kształt ust chyba po to, żeby ją przeprosić za sztywność nóg i brak "rosnących" włosów.

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Oto i cała Tressy. Sympatyczny klonik lalki Barbie sprzed kilkudziesięciu lat.

       

      8

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cztedziestosześcioletnia pucka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 października 2011 20:59
  • wtorek, 18 października 2011
    • Za mundurem panny sznurem

      Lalka, która dziś do mnie przybyła, utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria "Silkstone" to fajna sprawa. Nie dość, że lale w niej prezentowane wykonane są starannie i z dobrych jakościowo materiałów, to dodatkowo przybywają do właścicieli opakowane w estetyczne pudełka, z których aż żal je wyjmować.

       

      Mając na uwadze powyższe postanowiłam, że nowy mieszkaniec mojej lepianki chwilowo pozostanie w oryginalnym opakowaniu. Nie wiem na ile starczy mi cierpliwości, by go stamtąd nie wyswobodzić, ale na razie jestem twarda. Zresztą muszę przyznać, że lalce jest w pudełku wyjątkowo "do twarzy" i choć kusi mnie, by wystawić ją na stojak, to powtarzam sobie, że na to jeszcze przyjdzie czas.

       

      Lalka, czy właściwie "lalek" ma na imię Nicolai (w oryginale - Николай) i na pewno nie raz już go widzieliście. Jak można przeczytać w serwisie "Barbie collector" kenik jest częścią "rosyjskiej" serii z 2011 roku (choć bogiem a prawdą "rosyjska" to ona jest tylko z nazwy). W skład teamu wchodzą oprócz niego trzy urocze dziewuszki, które wszelako nie trafiły pod strzechę mojego domu. Ufam, że pomimo braku swoich rodaczek Nikołka się u mnie zaaklimatyzuje.

       

      Nick1

       

      Zapudlony Mik stoi prosto, jakby kij połknął. Producent poskąpił mu przestrzeni życiowej i zamknął w dość wąskim opakowaniu a w dodatku - przytwierdził go tasiemkami do denka, żeby się plastikowa chłopina nie potłukła w czasie transportu Oficer armii carskiej jest jednak przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć po cichu sarka pod nosem, bo ma bardzo wyraźne skojarzenia z "bondagem").

       

       

      W pudle wcale nie jest źle,  wręcz przeciwnie, całkiem, całkiem przyjemnie. Przede wszystkim - ciepło. Nie dość że grube, tekturowe ścianki chronią od wiatru (skąd u mnie w domu wiatr?), to i łepetynę, dodatkowo, opatula porządna, futrzana czapa. Sufit co prawda zawieszony jest ciut nisko, ale ... oficer armii carskiej jest przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć wolałby być przewożony w wygodnym wagonie sypialnym kolei transsyberyjskiej, w towarzystwie własnej służby, pojony szampanem i karmiony ostrygami).

       

       

       

       

      Wszystkie ograniczenia można znieść, kiedy jest się ubranym w gustowny, czerwony, dobrze skrojony szynel. Jak wiadomo - aby się podobać kobietom należy się  ze smakiem odziewać. Dobrze dobrany strój i fryzura to połowa sukcesu. Druga połowa to mityczne "TO COŚ", które trzeba mieć aby wzbudzać zachwyt niewiast. W przypadku Nikołaja "TO COŚ" okazuje się  być wyjątkowo miłymi oczętami i ciut kartofelkowatym, ale sympatycznym nosem.

       

      6

       

      Oczy wyraźnie spoglądają na prawo. Czyżby z tej strony nadchodziło jakieś zagrożenie (na przykład - rewolucja październikowa, Lenin, armia czerwona?) albo ładna lalka odmiennej płci?

       

      6

       

      Mikołaj przygotowany jest na każdą ewentualność, choć oczywiście znacznie bardziej wolałby hożą dziewoję.

       

      Jak na grzecznego kawalera przystało Mik nadzwyczaj spokojnie stał przed obiektywem, dzięki czemu cyknęłam mu kilka dodatkowych, niezwykle statycznych fotek (ale za to w tonacji czarno białej z odcieniem czerwieni w tle).

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Po zrobieniu fotek popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy a kenio westchnął (pewnie oszołomiła go moja nadzwyczajna uroda :P) i ziewnął, czym dał mi znać, że jest trochę zmęczony wydarzeniami dnia. Nie chcąc narażać go na utratę  wszystkich sił pogłaskałam go na dobranoc po łebku, cmoknęłam w czółko i odstawiłam na półkę, gdzie nowy "men" spędzi noc.

      A ponieważ i dla ludzi pora zaczyna się robić śpiąca, pozwalam sobie powiedzieć Wam "Dobranoc!" i iść w ślady plastikowego gościa, to jest: władować się w ciepłe puchy, coś sobie przez godzinkę poczytać i w końcu smacznie zachrapać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Za mundurem panny sznurem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 października 2011 23:00
  • piątek, 23 września 2011
    • Sprawa dla Sherlocka Holmesa

      Był rok 1984 lub 85. A może nawet 86. Nie jest to pewne, bo jedyny świadek wydarzeń ma zaawansowaną sklerozę. Wiadomo tylko tyle, że była mroźna zima, a w kioskach ruchu pojawiły się znienacka dziwne, malutkie laleczki wielkości palca wskazującego o ciężkich główkach i drobnych, rachitycznych ciałkach. Kosztowały niedużo, bo materiały z których je wykonano nie należały do najdroższych. Nie miały wykwintnych opakowań, pożałowano dla nich nawet kawałeczka folii. Laleczki kisiły się po sto, dwieście, a może i więcej sztuk w koszach, kartonowych pudłach bądź innych opakowaniach. Nie były trwałe ani specjalnie urodziwe. Ale pewnemu dzieciakowi, który urodził się w 79 roku zapadły w pamięć. Tenże dzieciak, będący dziś starą, brzydką i niespecjalnie lotną umysłowo babą szuka wśród starych zabawek swojego wspomnienia z dzieciństwa. Sęk w tym, że laleczek, za którymi wypatruje oczy, nikt chyba już nie pamięta ani też nie posiada w zbiorach. A może jednak? Portret pamięciowy poszukiwanych wygląda – o tak:

      poszukiwany - poszukiwana

      Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Sprawa dla Sherlocka Holmesa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 23 września 2011 12:49
  • środa, 21 września 2011
    • Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)

      Nie są znane kolekcjonerom z Europy, choć w Stanach i Japonii sprzedają się podobno wspaniale.

       

      Większe od popularnych "Fashion dolls" (od 40 do 60 cm wzrostu) i niezwykle delikatne, bo wykonane z porcelany. Z daleka wyglądają jak prawdziwe damy i gentlemani. Ilość sztuk w pojedynczych seriach waha się od 3 do (góra!) 35 lalek. Panie i Panowie - przed wami lalki rosyjskiej pracowni artystycznej "Aleksandra"

       

      1

       

      Lalka w stroju ślubnym z guberni Archangielskiej (koniec XVIII - początek XIX wieku)

       

      2

       

      Dama biorąca udział w zabawie maskaradowej (początek XIX wieku)

       

      3

       

      Caryca Katarzyna II. Na sukni naszyty herb Rosji - dwugłowy orzeł.

       

      4

       

      5a

       

      5b

       

      Dama w kostiumie karnawałowym "motyl". Styl - art deco.

       

      6

       

       

      6a

       

      Elegancki kawaler z początku XX wieku. (tak właśnie mógłby wyglądać Dorian Gray!)

       

      7

       

      Lalka - nocny motyl. Styl - art deco.

       

      8

       

      8a

       

      Dama w stroju wizytowym (początek XX wieku)

       

      8

       

      8

       

      Piękna Szantal

       

      9

       

       

      9a

       

       

      9b

       

      Bywalczyni kawiarni. Styl - art deco.

       

       

      10

       

      10a

       

      Filuterna Sonia

       

      - - -

       

      Wszystkie zdjęcia pobrano z galerii "Aleksandra" dostępnej pod adresem:

      http://alexandra.ru/pages/home.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 21 września 2011 19:19
  • niedziela, 11 września 2011
    • Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.

      Dizajnerzy firmy Mattel nie zawsze wykonują swoją pracę równie dobrze, o czym świadczą ogromne ilości laleczek-potworków zalegających sklepowe półki. Dzisiejszy wpis dedykuję właśnie im - najbrzydszym, wręcz odpychającym Baśkom, które fizjonomią przypominają raczej Quasimodo a nie młode i śliczne dziewczęta.

       

      Kolejność lalek na liście - przypadkowa. Żadnej z nich nie chciałabym mieć w swojej kolekcji, a jeśli jakaś mi się przez przypadek trafi, to zostanie w domu wyłącznie w charakterze dawczyni organów do przeszczepu.

       

      1. Stawkę otwiera plażowy "Steven" - chłopina wyglądający, jakby się właśnie urwał z mega-gejowskiej imprezy. Nie mam nic przeciwko homoseksualistom, wręcz przeciwnie (o czym można się przekonać czytając wpisy w moim drugim blogu "Bajki starego Zgreda"), ale ten lalek jest dla mnie po prostu obrzydliwy. Szczególnie denerwujący wydaje mi się jego nieszczery, przyklejony do twarzy uśmiech. Wydaje się, że Steven myśli: Jestem tak boski, że nie jesteście godni by mi wylizać podeszwy. Fuj.

      Steven

       

      2. Niby ładna, ale ma w sobie coś odpychającego. Może to  wredny wyraz malutkich, knujących oczu, a może czoło, wielkie jak boisko do tenisa. Bobas u boku  lalki wygląda na dość przerażonego. Pewnie myśli, że mamusia  pożre go przy pierwszej nadarzającej się okazji.

       

      paskudna diva

      fuj

       

      3. Żywe wcielenie bezmyślności i nijakości. I w dodatku ubrane w pastelowe, słitaśne kolorki. Aż się nóż w kieszeni otwiera. Gdzie się podziali porządni, plastikowi faceci?

       

      cutie? oh, really?

       

      4. Blondwłose coś, kompletnie bez wyrazu. Przyozdobione okropną fryzurą  skrojoną "pod garnek". Pierwsze skojarzenie na widok tego potworka biegnie w kierunku bladego w kolorycie tasiemca nieuzbrojonego bądź jakiegoś innego paskudztwa, zasiedlającego ludzki organizm. Po raz kolejny: fuj!

      blada sucz

       

      5. Na twarzy - tona "makijażu", co doskonale predysponuje ją do szczytnego tytułu "tapeciary" i "królowej wiejskiej remizy". Ta laleczka jest jak "Doda" świata zabawek ,łącząca w sobie tandetę i kompletny brak gustu. Mówiąc krótko - potworek.

      tapeciara

       

      6. Przerost formy nad treścią. I ryjek jak u głodnej modliszki. Zimna, nieprzystępna lalka. Takie panie omijam z daleka.

       

      brrr, zimno

       

      7. Nawet ozdobiony wypracowaną fryzurą i pięknym ubiorem headmold Mackie nie będzie niczym więcej niż nudnym i napuszonym headmoldem Mackie. Nie zachwyci, bo nijakość zazwyczaj nie zachwyca.

       

      Mackie

       

      Wszystkie zdjęcia zostały podwędzone z zasobów sieci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (37) Pokaż komentarze do wpisu „Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 września 2011 15:19

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com