Doll land

Wpisy

  • sobota, 05 listopada 2011
    • Małe, rude, wredne

      Niedawny wypad do "Taniego Armaniego" w celu nabycia  niedrogich książek zakończył się wyniesieniem z tego przybytku barbiowego trupka. Co prawda jakiś czas temu przyrzekałam sobie, że z nieboszczkami koniec, ale, jak sądzę - przyrzeczenie to wielkiej mocy nie miało. W rezultacie mój portfel zmniejszył swoją zawartość o 2 złote, zaś lalkowy świat Zgreda wzbogacił się o kolejną laleczkę. Jak zaraz zobaczycie na zdjęciu nowo przybyła to nie Barbara, choć z całą pewnością należy do wielkiej rodziny lalek Mattel.

       

      1

       

      Skipper starszego typu, którą udało mi się wypatrzeć w koszu z zabawkami, początkowo miała tam zostać. Niespecjalnie lubię lalki-dzieci więc i ta pannica nie wzbudziła we mnie jakiejś szczególnej chęci posiadania. Z drugiej strony - jej zabójczo niska cena zachęcała do zakupu no i stało się - zabrałam ją do siebie. Do domu niosłam ją z pewnym obrzydzeniem, szczelnie zawiniętą w plastikową torebkę - bo zabawka aż lepiła się z brudu.  Gdybym nie zabrała ze sobą do ciuchaka pary plastikowych rękawiczek, to prawdopodobnie nigdy bym tak upapranej lali nie wzięła do ręki.

       

      2

       

      Buzia lalki nie grzeszy nadzwyczajną urodą, ale ma w sobie pewien optymistyczny rys, który przydaje jej sympatycznego wyrazu. Cieszy mnie to, że makijaż zachował się w dobrej kondycji - brak odprysków farby, zadrapań, plam od długopisu. Włosy także dotrwały do naszych czasów w porządnym stanie - nikt ich nie skracał ani nie wyrywał.

       

      3

       

      Nie jestem przekonana, czy strój lalki jest oryginalny, ponieważ nie został opatrzony metką z logo "Barbie". Z drugiej strony - jest dopasowany do rozmiarów Skipper, więc jest szansa, że należał do niej od nowości.

       

      4

       

      Po dokładnemu przyjrzeniu się kolorytowi ciała można zauważyć, że głowa jest co najmniej o  jeden ton ciemniejsza od korpusu. Myślę, że plastik łebka wszedł w jakąś reakcję chemiczną ze składnikami powietrza i to go przyciemniło. Prawdopodobnie nie da się tego procesu cofnąć. Wygląda na to, że czas nałożył na zabawkę swoją pieczęć :)

       

      5

       

      Po dokładnym obejrzeniu zabawki stwierdzam, że najbardziej podobają mi się w niej włosy  - bo są rude i z grzywką. Fryzura lali kojarzy mi się z dzieciństwem. Na starych zdjęciach mam bardzo podobne uczesanie.

       

      6

       

      Skipper należała prawdopodobnie do serii plażowej na co wskazuje kształt stóp o płaskim podbiciu. Lala na pewno więc nie chadzała w pantofelkach na wysokim obcasie.

      Nogi rudaski nie zginają się w kolanach i są wykonane z twardego plastiku, w pasie - brak wcięcia pozwalającego obracać się Skipce na boki. Możliwości artykulacyjne są minimalne, ale za to główka osadzona jest na wygodnym bolcu, który pozwala bez problemu "zdekapitować" lalkę. Szkoda, że dzisiejsze barbioszki wyposażone są w mniej poręczne mocowania głowy.

       

      7

       

      Skipper nie ma żadnych oznaczeń wewnątrz główki. Jedyna podpowiedź do jakiej serii nalezy to znak firmowy Mattel odciśnięty na prawym pośladku.

       

      8

       

      Po obejrzeniu szczegółów anatomicznych zabrałam lalkę na krótką sesję zdjęciową do ogródka. Nie siedziałyśmy tam długo, ze względu na zimny wiatr, ale mimo  niesprzyjających warunków pogodowych udało się "ustrzelić" kilka fotografii.

       

      9

       

      10

       

      11

       

      12

       

      Po powrocie do domu trochę się zastanawiałam gdzie ustawić lalkę. Ponieważ Skipper jest niepełnoletnia i wymaga opieki osoby dorosłej dostała się pod kuratelę srogiego wojskowego - czyli oficera Nikołaja. Mała pasuje do niego pod względem koloru ubranka :)

      Ufam, że pod jego czujnym okiem rudaska będzie czuła się bezpieczna.

       

      13

      EDIT: Prezentowana lalka odnalazła swoją tożsamość - 1963 Barbie Skipper Titian Red Swimsuit. Dzięki zdjęciom w sieci widać, że strój kąpielowy lalki jest oryginalny. To miła niespodzianka :) Lalę można łatwo kupić na eBayu

      http://www.ebay.com/itm/Vintage-1963-Barbie-Skipper-Titian-Red-Swimsuit-w-Box-/130564517471

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Małe, rude, wredne”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 05 listopada 2011 17:41
  • poniedziałek, 24 października 2011
    • Cztedziestosześcioletnia pucka

      Laleczka o której chcę napisać to kobieta "z przeszłością". Za cztery lata stuknie jej pięćdziesiątka, co na lalkę "plejlajnową" jest całkiem niezłym wynikiem. W ciągu swojego życia musiała co najmniej raz wpaść w ręce małoletniego właściciela, który ograbił ją z oryginalnego ubioru, ale pomimo tej tragedii przetrwała do naszych czasów w dobrym stanie. Messieurs, Mesdames, poznajcie proszę Tressy.


      1

       

      Moja laleczka należy do popularnej i niedrogiej serii "Bellita" z 1965 roku, przeznaczonej do sprzedaży w "marketach". W przeciwieństwie do swoich kosztowniejszych koleżanek, którym "rosły włosy" i które zginały nóżki Bellitka jest dość słabo wyposażona w "bajery". Fryzura lalki jest prościutka i nawiązuje chyba kształtem do ułożenia włosów Barbie-bubblecut, a nóżki są sztywne jak patyki (ale za to bardzo zgrabne i ładnie "wyrzeźbione").

       

      2

       

      Podbicie pięty, znacznie bardziej wygięte w łuk niż u Barbie, pozwala lali na noszenie  wysokich szpilek.

       

      3

       

      Bardzo zaciekawił mnie sposób osadzenia główki na korpusie. Otóż łepetyna i szyja stanowią jedność, zakotwiczoną w tułowiu. Nie mam pojęcia jak można zrerootować tak skonstruowaną lalę ani jak zdejmuje się łepek. Choć bardzo mnie korci aby zbadać sposób jego osadzenia, to nie zdecyduję się na razie na "zdekapitowanie" Tressy - za bardzo się boję że mogłabym coś w lalce uszkodzić.

       

      4

       

      Spojrzenie z oddali na rozebraną Tressy pozwala stwierdzić, że lala reprezentuje styl "anorektyczny" - jest chudziuteńka w biodrach i obdarzona znacznie mniejszym biustem niż Barbie. Przez to plastikowa panienka robi wrażenie delikatnej i kruchej dziewczynki.

       

      5

       

      Co ciekawe - ramiona Tressy ma rozrośnięte niczym NRD-owska pływaczka, a dłonie - jak łopaty kreta. Dizajn pozostawia trochę do życzenia.

       

      5,5

       

      5,75

       

      Tułów lali nie należy do tych skrętnych, łapki ruszają się wyłącznie w przód i w tył, możliwości ruchowe nóżek też są ograniczone. Wniosek z tego taki, że lala nigdy nie pozna  w pełni subtelności doznań opisanych w Kamasutrze ;D

       

      6

       

      Trochę mi szkoda, że Tressy to takie drewienko. Jej buziak jest stworzony do całowania. Producent nadał lalce tak zmysłowy i delikatny kształt ust chyba po to, żeby ją przeprosić za sztywność nóg i brak "rosnących" włosów.

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Oto i cała Tressy. Sympatyczny klonik lalki Barbie sprzed kilkudziesięciu lat.

       

      8

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Cztedziestosześcioletnia pucka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 24 października 2011 20:59
  • wtorek, 18 października 2011
    • Za mundurem panny sznurem

      Lalka, która dziś do mnie przybyła, utwierdziła mnie w przekonaniu, że seria "Silkstone" to fajna sprawa. Nie dość, że lale w niej prezentowane wykonane są starannie i z dobrych jakościowo materiałów, to dodatkowo przybywają do właścicieli opakowane w estetyczne pudełka, z których aż żal je wyjmować.

       

      Mając na uwadze powyższe postanowiłam, że nowy mieszkaniec mojej lepianki chwilowo pozostanie w oryginalnym opakowaniu. Nie wiem na ile starczy mi cierpliwości, by go stamtąd nie wyswobodzić, ale na razie jestem twarda. Zresztą muszę przyznać, że lalce jest w pudełku wyjątkowo "do twarzy" i choć kusi mnie, by wystawić ją na stojak, to powtarzam sobie, że na to jeszcze przyjdzie czas.

       

      Lalka, czy właściwie "lalek" ma na imię Nicolai (w oryginale - Николай) i na pewno nie raz już go widzieliście. Jak można przeczytać w serwisie "Barbie collector" kenik jest częścią "rosyjskiej" serii z 2011 roku (choć bogiem a prawdą "rosyjska" to ona jest tylko z nazwy). W skład teamu wchodzą oprócz niego trzy urocze dziewuszki, które wszelako nie trafiły pod strzechę mojego domu. Ufam, że pomimo braku swoich rodaczek Nikołka się u mnie zaaklimatyzuje.

       

      Nick1

       

      Zapudlony Mik stoi prosto, jakby kij połknął. Producent poskąpił mu przestrzeni życiowej i zamknął w dość wąskim opakowaniu a w dodatku - przytwierdził go tasiemkami do denka, żeby się plastikowa chłopina nie potłukła w czasie transportu Oficer armii carskiej jest jednak przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć po cichu sarka pod nosem, bo ma bardzo wyraźne skojarzenia z "bondagem").

       

       

      W pudle wcale nie jest źle,  wręcz przeciwnie, całkiem, całkiem przyjemnie. Przede wszystkim - ciepło. Nie dość że grube, tekturowe ścianki chronią od wiatru (skąd u mnie w domu wiatr?), to i łepetynę, dodatkowo, opatula porządna, futrzana czapa. Sufit co prawda zawieszony jest ciut nisko, ale ... oficer armii carskiej jest przyzwyczajony do takich niewygód i niewiele sobie z nich robi (choć wolałby być przewożony w wygodnym wagonie sypialnym kolei transsyberyjskiej, w towarzystwie własnej służby, pojony szampanem i karmiony ostrygami).

       

       

       

       

      Wszystkie ograniczenia można znieść, kiedy jest się ubranym w gustowny, czerwony, dobrze skrojony szynel. Jak wiadomo - aby się podobać kobietom należy się  ze smakiem odziewać. Dobrze dobrany strój i fryzura to połowa sukcesu. Druga połowa to mityczne "TO COŚ", które trzeba mieć aby wzbudzać zachwyt niewiast. W przypadku Nikołaja "TO COŚ" okazuje się  być wyjątkowo miłymi oczętami i ciut kartofelkowatym, ale sympatycznym nosem.

       

      6

       

      Oczy wyraźnie spoglądają na prawo. Czyżby z tej strony nadchodziło jakieś zagrożenie (na przykład - rewolucja październikowa, Lenin, armia czerwona?) albo ładna lalka odmiennej płci?

       

      6

       

      Mikołaj przygotowany jest na każdą ewentualność, choć oczywiście znacznie bardziej wolałby hożą dziewoję.

       

      Jak na grzecznego kawalera przystało Mik nadzwyczaj spokojnie stał przed obiektywem, dzięki czemu cyknęłam mu kilka dodatkowych, niezwykle statycznych fotek (ale za to w tonacji czarno białej z odcieniem czerwieni w tle).

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      7

       

      Po zrobieniu fotek popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy a kenio westchnął (pewnie oszołomiła go moja nadzwyczajna uroda :P) i ziewnął, czym dał mi znać, że jest trochę zmęczony wydarzeniami dnia. Nie chcąc narażać go na utratę  wszystkich sił pogłaskałam go na dobranoc po łebku, cmoknęłam w czółko i odstawiłam na półkę, gdzie nowy "men" spędzi noc.

      A ponieważ i dla ludzi pora zaczyna się robić śpiąca, pozwalam sobie powiedzieć Wam "Dobranoc!" i iść w ślady plastikowego gościa, to jest: władować się w ciepłe puchy, coś sobie przez godzinkę poczytać i w końcu smacznie zachrapać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Za mundurem panny sznurem”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 18 października 2011 23:00
  • piątek, 23 września 2011
    • Sprawa dla Sherlocka Holmesa

      Był rok 1984 lub 85. A może nawet 86. Nie jest to pewne, bo jedyny świadek wydarzeń ma zaawansowaną sklerozę. Wiadomo tylko tyle, że była mroźna zima, a w kioskach ruchu pojawiły się znienacka dziwne, malutkie laleczki wielkości palca wskazującego o ciężkich główkach i drobnych, rachitycznych ciałkach. Kosztowały niedużo, bo materiały z których je wykonano nie należały do najdroższych. Nie miały wykwintnych opakowań, pożałowano dla nich nawet kawałeczka folii. Laleczki kisiły się po sto, dwieście, a może i więcej sztuk w koszach, kartonowych pudłach bądź innych opakowaniach. Nie były trwałe ani specjalnie urodziwe. Ale pewnemu dzieciakowi, który urodził się w 79 roku zapadły w pamięć. Tenże dzieciak, będący dziś starą, brzydką i niespecjalnie lotną umysłowo babą szuka wśród starych zabawek swojego wspomnienia z dzieciństwa. Sęk w tym, że laleczek, za którymi wypatruje oczy, nikt chyba już nie pamięta ani też nie posiada w zbiorach. A może jednak? Portret pamięciowy poszukiwanych wygląda – o tak:

      poszukiwany - poszukiwana

      Ktokolwiek widział? Ktokolwiek wie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Sprawa dla Sherlocka Holmesa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 23 września 2011 12:49
  • środa, 21 września 2011
    • Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)

      Nie są znane kolekcjonerom z Europy, choć w Stanach i Japonii sprzedają się podobno wspaniale.

       

      Większe od popularnych "Fashion dolls" (od 40 do 60 cm wzrostu) i niezwykle delikatne, bo wykonane z porcelany. Z daleka wyglądają jak prawdziwe damy i gentlemani. Ilość sztuk w pojedynczych seriach waha się od 3 do (góra!) 35 lalek. Panie i Panowie - przed wami lalki rosyjskiej pracowni artystycznej "Aleksandra"

       

      1

       

      Lalka w stroju ślubnym z guberni Archangielskiej (koniec XVIII - początek XIX wieku)

       

      2

       

      Dama biorąca udział w zabawie maskaradowej (początek XIX wieku)

       

      3

       

      Caryca Katarzyna II. Na sukni naszyty herb Rosji - dwugłowy orzeł.

       

      4

       

      5a

       

      5b

       

      Dama w kostiumie karnawałowym "motyl". Styl - art deco.

       

      6

       

       

      6a

       

      Elegancki kawaler z początku XX wieku. (tak właśnie mógłby wyglądać Dorian Gray!)

       

      7

       

      Lalka - nocny motyl. Styl - art deco.

       

      8

       

      8a

       

      Dama w stroju wizytowym (początek XX wieku)

       

      8

       

      8

       

      Piękna Szantal

       

      9

       

       

      9a

       

       

      9b

       

      Bywalczyni kawiarni. Styl - art deco.

       

       

      10

       

      10a

       

      Filuterna Sonia

       

      - - -

       

      Wszystkie zdjęcia pobrano z galerii "Aleksandra" dostępnej pod adresem:

      http://alexandra.ru/pages/home.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Lalki zza wschodniej granicy (i wcale nie klony!)”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 21 września 2011 19:19
  • niedziela, 11 września 2011
    • Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.

      Dizajnerzy firmy Mattel nie zawsze wykonują swoją pracę równie dobrze, o czym świadczą ogromne ilości laleczek-potworków zalegających sklepowe półki. Dzisiejszy wpis dedykuję właśnie im - najbrzydszym, wręcz odpychającym Baśkom, które fizjonomią przypominają raczej Quasimodo a nie młode i śliczne dziewczęta.

       

      Kolejność lalek na liście - przypadkowa. Żadnej z nich nie chciałabym mieć w swojej kolekcji, a jeśli jakaś mi się przez przypadek trafi, to zostanie w domu wyłącznie w charakterze dawczyni organów do przeszczepu.

       

      1. Stawkę otwiera plażowy "Steven" - chłopina wyglądający, jakby się właśnie urwał z mega-gejowskiej imprezy. Nie mam nic przeciwko homoseksualistom, wręcz przeciwnie (o czym można się przekonać czytając wpisy w moim drugim blogu "Bajki starego Zgreda"), ale ten lalek jest dla mnie po prostu obrzydliwy. Szczególnie denerwujący wydaje mi się jego nieszczery, przyklejony do twarzy uśmiech. Wydaje się, że Steven myśli: Jestem tak boski, że nie jesteście godni by mi wylizać podeszwy. Fuj.

      Steven

       

      2. Niby ładna, ale ma w sobie coś odpychającego. Może to  wredny wyraz malutkich, knujących oczu, a może czoło, wielkie jak boisko do tenisa. Bobas u boku  lalki wygląda na dość przerażonego. Pewnie myśli, że mamusia  pożre go przy pierwszej nadarzającej się okazji.

       

      paskudna diva

      fuj

       

      3. Żywe wcielenie bezmyślności i nijakości. I w dodatku ubrane w pastelowe, słitaśne kolorki. Aż się nóż w kieszeni otwiera. Gdzie się podziali porządni, plastikowi faceci?

       

      cutie? oh, really?

       

      4. Blondwłose coś, kompletnie bez wyrazu. Przyozdobione okropną fryzurą  skrojoną "pod garnek". Pierwsze skojarzenie na widok tego potworka biegnie w kierunku bladego w kolorycie tasiemca nieuzbrojonego bądź jakiegoś innego paskudztwa, zasiedlającego ludzki organizm. Po raz kolejny: fuj!

      blada sucz

       

      5. Na twarzy - tona "makijażu", co doskonale predysponuje ją do szczytnego tytułu "tapeciary" i "królowej wiejskiej remizy". Ta laleczka jest jak "Doda" świata zabawek ,łącząca w sobie tandetę i kompletny brak gustu. Mówiąc krótko - potworek.

      tapeciara

       

      6. Przerost formy nad treścią. I ryjek jak u głodnej modliszki. Zimna, nieprzystępna lalka. Takie panie omijam z daleka.

       

      brrr, zimno

       

      7. Nawet ozdobiony wypracowaną fryzurą i pięknym ubiorem headmold Mackie nie będzie niczym więcej niż nudnym i napuszonym headmoldem Mackie. Nie zachwyci, bo nijakość zazwyczaj nie zachwyca.

       

      Mackie

       

      Wszystkie zdjęcia zostały podwędzone z zasobów sieci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (37) Pokaż komentarze do wpisu „Panny brzydalińskie. Panowie paskudowscy.”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 września 2011 15:19
  • wtorek, 06 września 2011
    • Lalki? Figurki?

      Zaczęło się, bez wątpienia, od dość prostych figurek. Figurek, które w krótkim czasie zyskały takie cechy jak doskonała artykulacja, porażające wprost podobieństwo do "żywych" oryginałów i status zabawek kultowych. Takich, za które bez mrugnięcia okiem płaci się bardzo wysoką cenę.

       

      Miłośnikom figurek firmy "Hot toys" przedstawiać nie trzeba - bo to gigant na rynku  artykułów dla kolekcjonerów, wydający co chwila kolejne, luksusowe i bardzo, ale to bardzo limitowane serie (średnio po 500 sztuk). 

       

      W zasadzie figurki tej firmy wydają się ciekawsze od lalek -  są bardziej realistyczne, ubrane w lepszej jakości ciuchy i z pewnością znacznie lepiej pozują (przynajmniej te najdroższe), bo obdarzone są większą ilością punktów zgięcia ciała, niż znane mi lalki (32 punkty zgjęcia to nie w kij dmuchał!)

       

      W dodatku, są nadzwyczaj urodziwe, o czym, mam nadzieję, przekonacie się, oglądając zamieszczone niżej zdjęcia.

       

      Dastan

      Dastan

       

      Przystojniak Dastan z filmu "Prince of Persia" mógłby uwodzić Barbietki reprezentujące krainy dalekiego wschodu

       

      Hellboy

       Hellboy

       

      Uroczy Hellboy przydałby się różowym lachonkom w charakterze ochroniarza a kotu - jako niestrudzony głaskacz grzbietu i czochracz okolic zausznych.

       

      Wolverine

      Wolverine

      Wolverine

       

      Wolverine pilnowałby kwiatów na oknie. Swoim spojrzeniem wystraszyłby z nich wszystkie mszyce. A po skończonej pracy mógłby wyskakiwać z Kenem-Harleyowcem na piwo ;)

       

      Batman 

      Batman

       

      Batman nauczyłby moje plastikowe piękności sztuk walki.

       

      pani - brunetka

      pani-brunetka

      pani-blondynka

      pani-blondynka

       

      Żebyście nie myśleli, że tylko na "męskie" lalki  zwracam uwagę, wklejam fotki dwóch uroczych dam.

       

      Jeśli będę miała kiedyś kilka zbędnych groszy, dajmy na to - jakieś drobne osiem tysięcy złotych, to na pewno sobie którąś z tych figurek kupię ;)

       

      Wszystkie zamieszczone w notce zdjęcia pobrałam z Internetu, ze wskazaniem na Flickr.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Lalki? Figurki?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 września 2011 22:27
  • czwartek, 01 września 2011
    • Parada klonów

      Gdy w 1964 roku firma Mattel wykupiła prawa autorskie do lalki Bild Lilly i rozpoczęła produkcję Barbie, na rynkach zabawkarskich od jakiegoś czasu  krążyły już  całkiem udane kopie Lilly. Było to możliwe dlatego, że autorka Bild Lilly sprzedała formę odlewniczą lalczynej główki i ciała nie tylko Mattellowi. Tak więc w latach 60-tych, jeszcze przed pojawieniem  się Barbie, na rynku można było kupić laleczki  bardzo do niej podobne, od kilku równocześnie działających, niezależnych producentów.

       

      Największą popularność wśród kupujących zdobyły początkowo lalki firmy brytyjsko-chińskiej firmy Dura-Fam Ltd., znakowane "Hong-Kong", nie różniące się w praktyce niczym (oprócz labelki producenta) od oryginału (Lilly).

      1

       

      Sporym wzięciem mogły pochwalić się także lalki "Babs" od firmy FAB-LU, przypominające jednocześnie Bild Lilly i Barbie.

       

      2

      3

       

      Firma FAB-LU nie zakończyła działalności na produkcji lalek "Babs", wypuszczając na rynek dość wierne kopie pierwszych Kenów. Plastikowi chłopcy o wdzięcznym imieniu Bill nosili ubiory identyczne z ciuchami, w które odziewała swoje twory firma Mattel. Jak widać pojęcie "prawa autorskie do wizerunku" miało w latach 60-tych dość szeroki wydźwięk.

       

      4

      5

       

      Na Billu historia kloników się nie kończy. Nie sposób nie wspomnieć tu lalki "Suzette", produkowanej przez firmę "Uneeda Doll Company" z Nowego Jorku. Z nazwą producenta wiąże się dość ciekawa historia. Otóż firma legitymowała się na rynku dwiema nazwami. Oprócz "Uneeda Doll Company" można było spotkać się z nazwą "Tony Toy Company of Hong Kong", co na pewno sprawia do dziś kolekcjonerom sporo kłopotu przy rozpoznaniu lalek.

       

      6

       

      Laleczka Suzette, debiutująca w 1960 roku jako klon Lilly, była początkowo sprzedawana w dwupaku - razem ze swoją siostrą bliźniaczką - Wendy.

       

      6

       

      W 1962 roku Zuźka wzbogaciła się o chłopaka, Boba, oraz koleżankę, Miss Suzette, Wendy Ward (laleczka z zamykanymi oczami).

       

      7

       

      Za cenione klony lalki Lilly (oraz wczesnych Barbie) uważane są również:

       

      - Polly - wypuszczona przez firmę Valentine:

       

      8

      9

       

      - Mitzi - produkt firmy Ideal Toys:

       

      10

       

      - Miss teenage girl produkcji firmy Shillman:

       

      11

       

      - Debbie (producent nieznany). Co ciekawe - laleczka nie ma nóżek!

       

      12

       

      - Hello Dolly od Nasco & Allied & A.E:

       

      13

      14

       

      - Genevieve firmy Cragstan (zwróccie uwage na pudełko - czyż to nie czysta kopia mattelowskich opakowań?)

       

      15

       

      Z dość oczywistych względów, spośród zaprezentowanych tu kloników, najbardziej chciałabym nabyć Debbie.

       

      UWAGA: żadne z zamieszczonych w niniejszej notce zdjęć nie jest mojego autorstwa. Pochodzenie: Internet.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Parada klonów”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 września 2011 13:40
  • wtorek, 30 sierpnia 2011
    • Top ten mattelowskich kenioszków

      Kenioszki bywają różne - pręgowane i podłużne,

      Każdy Kenio - miły, gładki,

      Każdy nosi modne gatki,

      Oraz jest przedmiotem chcicy niejednej starej pannicy.

       

      Kończąc już wstęp ten nudnawy,

      Wnet przechodzę do rozprawy,

      O kenioszkach które Zgreda,

      Kręcą jak ruska torpeda.

       

      Oto top ten panów ślicznych,

      Zgrabnych oraz romantycznych,

      Jeden od drugiego lepszy.

       

      Niech już Zgred przestanie pieprzyć!

      Niech nos wytrze, niechaj chrząknie i w tworzenie listy wsiąknie,

      Gdyż wierszyki przygłupawe,

      Tylko przeciągają sprawę.

       

      No więc, w końcu, zaczynamy,

      I do "top ten" zapraszamy!

       

      10. Nietypowy Kenik, odwzorowujący legendarnego herosa Hollywood. James Dean nawet dziś budzi w kobietach szybsze bicie serca. I nic w tym dziwnego. W pamięci kinomaniaków pozostał wiecznie młodym buntownikiem, którego każdy chciałby mieć za przyjaciela.

      James

       

      9. Zac Posen. Lalka ekskluzywna i droga. Sprzedawana wyłącznie w zestawie upominkowym. Oznaczona złotą labelką. Bardzo, baaaaaardzo przeze mnie pożądana (a za taką kieckę, jaką ma na sobie barbietka, to chyba mogłabym morderstwo popełnić)

      Zac Posen

       

      Zac Posen

      8. Agent 007. Ubrany w nienaganny smoking, mega - męski i seksowny. I tylko ta panienka u jego boku jakaś taka niewyraźna, jakby przybyła z innej bajki. No cóż, nawet tacy twardziele jak James Bond tracą czasami głowy dla zupełnie przeciętnych z urody Basiek.

      007

      007

      7. W tangu prężąc się jak kot, swą partnerkę chwyta w lot, po czym wijąc się jak wąż, szepcze jej do ucha wciąż: "Gdybyś była choć ciut ładniejsza i wyjęła z ust tę idiotyczną różę, to zajęlibyśmy wyższe miejsce w rankingu!"

      Tango

      Tango

      6. Ken Harley Davidson z 2009 roku. Fajna z niego cizia, w dodatku odziana w skórzane gaciorki (mam tylko nadzieję, że mu się zgrabny zadek latem od nich nie odparza!). Facet w moim typie - gładki na gębie, długowłosy i chudy. Gdybym była Baśką, to zakochałabym się w nim na amen ;)

      harley davidson - II

      5. "Get your motor running, running on the highway", chciałoby się zaśpiewać, bo oto przed nami kolejny przystojniak odgniatający swoje cojones na twardym siodełku Harleya. Wiatr świszcze mu we włosach (także tych na klacie), a on jedzie przed siebie w kierunku zachodzącego słońca i rwie baby po drodze.

      Harley ken

      Harley ken

      4. Jude Deveraux "The Raider". Ten Ken to pan, który w realnym świecie budziłby wśród swoich miłośniczek mokre i niegrzeczne sny. Napakowany jak kulturysta, długowłosy, ubrany w rozhłestaną, ukazującą męskie wdzięki koszulę i do tego jeszcze romantyk. Ufff, aż za dużo tych cech pozytywnych.

      Raider

      Raider

      3. Za mundurem - panny sznurem. Szczególnie jeśli mundur jest czerwoniutki jak jesienne jabłuszko. A jeśli do tego chłopię, które go nosi ma niebieskie ślepia i buźkę aniołka, to można zakochać się na zabój.

      Nikolai

      2. Jack Sparrow. Ken do złudzenia przypominający oryginał - zawadiackiego, skorego do bitki i butelki pirata, będącego jedną z najsympatyczniejszych postaci z filmów Disneya. Duże osiągnięcie Mattel'a (choć posiadające kilka niedociągnięć produkcyjnych).

       Jack

       Jack

      1. Ken - Aragorn. Rycerz w lśniącej zbroi, budzący romantyczne skojarzenia u takich starych prukw, jak ja. Zasłużone pierwsze miejsce :)

      Aragorn

      Aragorn

      Aragorn

       A na koniec stwierdzam: wszystkie chłopaki są fajne, nie tylko te plastikowe :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Top ten mattelowskich kenioszków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 sierpnia 2011 22:10
  • niedziela, 28 sierpnia 2011
    • Baba Jaga rosyjskiej firmy "Gwiazda"

      Myślę, że tej lalki możecie nie znać. Nic w tym dziwnego, bo to ślicznotka zza wschodniej granicy, a konkretnie - z Rosji, nie sprzedawana nigdy w Polsce.  Jej pierwowzorem jest wredna i złośliwa postać z bajki - Baba-Jaga, znana wszystkim dzieciakom, które oglądały filmowe produkcje ZSRR, czyli Rosjanom, Czechom, Słowakom, Ukraińcom i Białorusinom. W Polsce filmowa Babusia-Jagusia nie przybrała chyba nigdy statusu postaci kultowej, gdy tymczasem, w wymienionych krajach, cieszyła się ogromną sławą. Każde dziecko chciało mieć w swojej kolekcji Jagę, choć po trochu się jej przecież bało ;)

       

      1

       

      Jako mały szkrab byłam dumną posiadaczką Jagusi, która przeżyła ze mną wiele przygód przyjemnych i zgoła niemiłych. Lalka doznała topienia w wiadrze mleka, została użyta w charakterze spadochroniarza skaczącego z dziesiątego piętra na trawnik pod blokiem, jeździła jako dżokejka na kocie (przywiązana do kota sznurkiem, co miało dość nieprzyjemne konsekwencje, bo kicia zaplątała się podczas ucieczki na drzewo o gałązki i tpotrzebowała pomocy przy zejściu. Kocillę ściągał z wysokości mój ojciec, który przeżył przy tym spory wstyd, bo zwierzak darł się jak opętany i sąsiedzi przyszli popatrzeć sobie na to, co właściwie tata robi biednemu kociakowi, że on tak przeraźliwie miauczy).

       

      Jagusia była ukochaną zabawką do chwili, gdy w moim życiu nie pojawiła się pierwsza Barbie, przez co przemiła staruszka trafiła do pudła z zapomnianymi zabawkami i została po pewnym czasie, wraz z nimi, przekazana jakiemuś innemu dziecku. W ten sposób utraciłam najlepszą przyjaciółkę z dzieciństwa i zrozumiałam, ze jak się kogoś kocha, to nie odstawia się go na boczny tor. To chyba pierwsza ważna lekcja wyniesiona z dzieciństwa.

       

      Dziś żałuję, że Jagi nie ma już ze mną i próbuję upolować taką lalkę na moim ulubionym  serwisie aukcyjnym. Trzymajcie za mnie mocno kciuki, bo bardzo chcę Jagusię odzyskać!

       

      Ponieważ nie dysponuję żadnymi fotografiami Babusi, pozwoliłam sobie użyć zdjęć użytkowniczki forum Dollplanet.ru o wdzięcznym nicku Goldilocks. Oto one - przedstawiające w całej okazałości i krasie Babusię-Jagusię:

       

      2

       

      Kto ma taki śliczny, haczykowaty nosek? Tylko Jagusia!

       

      3

       

      Na plecach - obowiązkowy garb.

       

      4

       

      Brak właściwej higieny jamy ustnej spowodował, ze babusia zachowała tylko jeden ząbek. Na szczęście do zjedzenia Jasia i Małgosi ten jeden wystarczy ;)

       

      Zakryjcie oczy - za chwilę na ekranie pojawi się golizna!

       

      5

       

      Niech się wstydzi ten kto widzi!

       

      6

      7

       

      Gdyby babcia w młodości nosiła "pajączka", to pewnie teraz nie miałaby garba ...

       

      8

       

      Chciałabym zwrócić uwagę na artykulacje rąk i nóg - Jagusia ma znacznie lepsze możliwości pozowania niż niejedna Barbie. W zasadzie to można powiedzieć, że mamy przed sobą Jagusię-Fashionistas.

       

      Na koniec obiecuję, że jeśli uda mi się wygrać aukcję na molotok.ru, to obowiązkowo wrócę na bloga z jeszcze jednym wpisem poświęconym Babusi! Tak mi dopomóż Swarożyc ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Baba Jaga rosyjskiej firmy "Gwiazda"”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 sierpnia 2011 22:09

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com