Doll land

Wpisy

  • sobota, 11 lipca 2015
    • Wróg!

      Mam wroga. Walczymy z sobą od ponad miesiąca. Raz zwyciężam ja, raz on, ale jego zwycięstwa są większego kalibru. Ja mam dwie ręce, dwie nogi i parę oczu, on - tylko jedno ślepie i na tym jego cielesność się kończy. Poza tym jest czarny, brzydki, ciężki i złośliwy jak cholera. Poznaliśmy się dość dawno temu, ale ja, ten tego,  byłam w stosunku do niego nieśmiała i długo bałam się go dotknąć. W sumie nic to dziwnego, bom nigdy wcześniej nie korzystała z aparatu-lustrzanki.

       

      I have an enemy. We've been fighting against each other for the past month. I win once in a while, but this enemy of mine wins more often. I have two hands, two legs, and two eyes, while my opponent is one-eyed, just like a cyclops. To cap it all off, he's black, ugly, heavy and mean. Although we've met some time ago I've only recently started to get to know him. You see, I'm a meek one and he's quite a complicated being, so I was afraid to even touch him ....  grrr grrr .... to touch it, as I'm speaking of a reflex camera.

       

      Czarna bestyja nie jest moja. Została mi ona uprzejmie wypożyczona przez kolegę - pasjonata fotografii, który ma w domu lepsze sprzęciory i ulitował się nad moim jęczeniem. Bo widzicie, dobrzy ludzie, bolało mnie (o ja durnowata!), że brzydkie zdjęcia robię. A inni robią ładne, ostre i w ogóle takie, że chce się je oglądać. Zazdrość mnie, proszę Państwa, żarła. Niska i paskudna zazdrość. No więc Marek (niech jego imię będzie chwalone przez cherubów), zebrał się w sobie i rzekł: "Tu masz aparat, a tu instrukcję. Weź je ze sobą do domu i korzystaj. Jeno mi dupy nie truj prośbami o wytłumaczenie podstaw, bo do takich rzeczy nie mam cierpliwości."

       

      The black beast is not mine. It belongs to my good friend, who courteously decided to lend it to me so that I can learn how to use such a device. I think that he might have been bored with my whining, that each person that I know takes beautiful photos while those taken by me are awful, blurry and their quality is below any acceptable standards. So my beloved Mike said: "Aga, here you have the camera and the manual. Take them home and use them. And please, stop babbling about how hopeless you are at taking photos. Stop moaning and start learning!"

       

      Wzięłam, podziękowałam i poleciałam próbować, jak się toto użytkuje. I mówię Wam - najzupełniej okropnie! 

       

      I grabbed the camera and decided to try it right away. And guess what - the first photo session was a complete trainwreck!

       

      Jeśli człowiek przez 3/4 życia korzystał z prymitywnej cyfrówki (a ja mam w domu prościucha nad prościuchami), to przyzwyczaił się do tego, że aparat wszystko za niego zrobi, co oznacza tyle, że przy robieniu zdjęć można wcale nie myśleć - coś tam zawsze wyjdzie. Lepiej czy gorzej, ale wyjdzie. Z lustrzanką tak się nie da - tu potrzebne jest choć trochę zdrowego rozsądku i umiejętności. O ile najprostszą wiedzę można poznać z manualu, to już przełożenie jej na język zdjęcia wcale nie jest proste. Ile ja się najęczałam, zanim udało mi się zrobić pierwsze ostre zdjęcie! Nie żadne tam dobre, ale zwyczajnie ostre, na którym można rozpoznać fotografowany obiekt :)

       

      For most of my life, I've been using a simple digital camera, which significantly affected the way I thought of taking photos. I was not used to co-operating with the equipment. I treated it as something that would do all the work while I would not have to think at all, just to click the button. I didn't need to learn how to use it because all functions were intuitive. I didn't have to put any effort into my activity. I didn't have any stunning results either, but the lazy ones have to deal with that.

      Now that I have a new toy I've decided to change my approach to photographing. I won't become a famous artist, that's obvious, but I like to think that one day all my dolls will have decent sessions. As for now I'm really happy that I've mastered the art of taking (relatively) sharp pictures :) 

       

      01

      Oto ono! Pierwsze w miarę ostre zdjęcie! Puchnę z dumy. Zdjęcie takie ostre i Jack taki hoży! Tyle dobra w jednym :)

      That's the one! The "first sharp photo" that's making history! I was so proud to be the one who have produced it :)

       

       

      Po uwiecznieniu Jacka dla potomności wzięłam na tapetę innego modela, tym razem płci żeńskiej. O zgrozo, była to lalka z moldem Diva!

       

      After I immortalized Jack in the picture I've decided to try with something bigger. For example - with a Diva doll. Wait! What? A Diva doll!? 

       

      Tak ze dwa lata temu skomponowałam listę lalek, które w mojej opinii można zaliczyć do najbrzydszych wytworów Mattel. W pierwszej piątce uplasowały się w niej lalki z facemoldem Diva. Nawtykałam im wtedy, że wyglądają zupełnie jak modliszki, że wyraz pyszczków mają wredny i odpychający i w ogóle są paskudne. Taka byłam dla nich wredna!

       

      Two years ago I created the list of the ugliest dolls by Mattel. Dolls with Diva face mold were in my top 5. Back then I was convinced that each Diva looks exactly like a praying mantis, sporting an insincere smile and malicious eyes. My tongue was ready to criticize them anytime. 

       

      W oparciu o powyższe ciut dziwnie przyznać się, że mam u siebie jedną Divę. Tak, tak! Zajadły tępiciel tych lalek ugiął się i sprowadził sobie taką modliszkę (dobrowolnie!) do domu. Czyżby się nawrócił i zakochał w lalce, której szczerze wcześnie nie cierpiał? O co to, to nie! Nadal uważa, że to brzydactwo. Brzydactwo, paskudztwo, okropieństwo i marność nad marnościami. Ale z wyjątkowo ładną kolorystyką makijażu - błękit zmieszany z brązem :) Bardzo lubię takie połączenia, a moja Diva ma właśnie takie ślepia. Dlatego przymknęłam oczy na braki w jej urodzie i zadecydowałam, że chcę ją u siebie. Trochę się sobie samej dziwię, ale jak uczy historia, niejeden już poległ dla pięknych oczu, więc żaden ze mnie wyjątek.

       

      Considering the above it's hard to understand why I decided to invite Diva to my flock. Have I converted to Diva-ism? Absolutely not. I still find this doll repulsive. Except for her eyes. Just look at them. The brown irises submerged in blue eyeshadows - that's what conquered my heart. What a dreamy combination! History knows many kings and leaders who have fallen because of a pair of beautiful eyes, so I don't consider myself an exception :P 


       

      02

       

      02

       

      03

       

      Aparat chyba ją lubi :) Oczywiście nie widać tego jeszcze na moich zdjęciach, ale do licha, to musi się zmienić! Nie po to zmogłam pół manualu, żeby sobie odpuszczać. Poza tym, marzy mi się, że kiedyś będę robić dobre zdjęcia moim chłopakom. Na razie nieśmiało próbuję z nimi flirtować i bardzo zżymam się, że nie umiem ułowić ich urody, ale chcę wierzyć, że to tylko kwestia czasu. Bo strasznie, przestraszliwie chcę kiedyś robić mojemu chłopstwu piękne portrety! Takie, żeby oczy rwało i żeby ludzie pytali: A z jakiej firmy oni? I żeby chcieli mieć takich samych u siebie :)

       

      The camera lens really likes her. It actually likes her much more than me, but I need to admit that she's a good model. Maybe one day my eyes will open and I'll discover her charm, who knows?

      Currently, I'm in the middle of reading the manual and I'm trying my best to remember as many tips as possible. I hope that I'll be able to use them soon, because I dream of a set of decent portraits for all my male dolls. Please, wish me luck in pursuing this goal :)

       

      05

       

      06

       

      07

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (20) Pokaż komentarze do wpisu „Wróg!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2015 19:49
  • poniedziałek, 15 czerwca 2015
  • sobota, 16 maja 2015
    • Bo ładne były

      Lubię ładnych plastikowych chłopców. To zainteresowanie nie zmienia się już od dłuższego czasu i mam podejrzenie, że gdziekolwiek nie zawiedzie mnie przeznaczenie, to smak na chłopów zostanie ze mną na stałe.

       

      I love cute plastic boys. I’ve been in love with them for the last few years and it seems that I will continue to adore them as long as I live.

       

      A jednak dziwne wyroki losu sprawiają, że ostatnimi czasy znacząco zwiększyła się moja populacja lalek-dziewczyn. Ich liczba nie jest na tyle wysoka, aby zagrozić męskiej dominacji w stadzie, ale i niemała. W dodatku widać już bardzo wyraźną tendencję w doborze dziewuch, wśród których bardzo ale to bardzo brakuje lalek jasnowłosych oraz rudych, za to ciemnowłose i ciemnoskóre plenią się jak chwasty.

       

      And yet, a mysterious twist of fate caused that I recently bought a few she-dolls. To my surprise, the number of plastic girls is steadily rising on the shelves while the number of boys stays the same. What a scandal! It seems that I've developed a dangerous taste for fem-dolls. I don't recognize myself anymore! I hope that there is a cure for my illness, because it seems that I can't get enough of AA girl-dollies.

       

      Jak zwykle nie mam pojęcia skąd mi się wzięło umiłowanie do tego konkretnego typu lalek i nie próbuję zgłębić powodów. Lalkozbieractwo nauczyło mnie ważnej rzeczy – nigdy nie wiadomo, kiedy zbieraczowi się odmieni i zacznie kochać to, co jeszcze przed chwilą nienawidził. Tak więc przyjmuję swoje nagłe zainteresowanie ciemnoskórymi babami jako coś naturalnego i tyle. O!

       

      I don't have the foggiest idea why I've actually started to fancy AA dolls. Moreover, I don't even try to find it out. One thing collecting dolls has taught me – you can never be sure of your own tastes and preferences. They can change in a blink of an eye and you can't do much about that, so why worry? It's natural, I guess.

       

      Jako pierwsza zaprezentuje się Trichelle z serii S.I.S, lalka o twarzy, która od razu skojarzyła mi się z damskim chuliganem. Niby ubrana jest w ładną sukienusię i ma dość elegancką fryzurę, ale nikt mi nie wmówi że tak wygląda grzeczna dziewczynka. Szczerze mówiąc ja widziałabym ją raczej z wygoloną połową głowy i w ubraniach podkreślających jej zadziorny charakter, ale podoba mi się i w zachowawczej wersji. W końcu to Trichelle – czyli jedyna lalka z serii S.I.S. która do mnie przemawia. Cała reszta jest prześliczna i przeurocza i dlatego kompletnie mnie nie rusza.

       

      The first one to show her pretty face to the camera is Trichelle (Mattel, "So in Style"/"S.I.S" line). She might be pretending to be a polite and well-behaved girl, but take a look into her eyes and tell me what do you see inside them. I believe that there must be a naughty little pixie hiding behind her eyelids, or maybe Trichelle is somehow related to the Nordic god - Loki. Who knows it for sure?

      If I only could I would change her dress and hairstyle, but I know myself too well – I suck at restyling dolls. I will keep my hands off her. I don't want to destroy the way she looks.

       

      01

      02

      03

      04

       

      Wraz z Trichelle wprowadziła się do mnie Dynamitka – Reese, nieco łagodniejsza z wyglądu od czarnej siostry, ale nie pozbawiona kurwików w oczach i rzęsista. To jedyna urzęsiona lalka-dziewucha w moim stadzie i więcej takich pewnie nie będzie, ale na wszelki wypadek nie mówię „hop”, bo z lalkami jest jak z pierdolcem – nie wiadomo kiedy człowiek go dostanie.

       

      The second doll to move into my house was Reese (Integrity Toys, Dynamite Girls line). She's not as fierce as Trich, but I can't deny that there's an air of mischief about her too. Could that be that she's a prankster?

      Reese is the first and only doll with eyelashes in my fem-dolls harem. It seems that lashes are not my piece of cake. 

       

      Wygłosiwszy te cenną myśl przechodzę do prezentacji delikwentki. To nic, że zdjęcia marne i że lalka pokudłana! Nie mogąc zachwycić Was jakością fotek zaszaleję z ich ilością. A co sobie będę żałować! Aparat ścierpi wszystko :P

       

      Having written the above, I believe that it's the highest time I showed Reese to you. The photos are blurry and the doll's hair is tangled, but I don't care! Ha! I've never been a patient (or a talented) photographer after all.

       

      01

      01

      01

      01

       

      Tu pytanie: czy nie wydaje się Wam, że te dwie do siebie pasują? Niby każda pochodzi z innej firmy (w dodatku konkurencyjnej), różnią się artykulacją (Dynamitka ma ją świetną, Trichelka jak kij od miotły) i wzrostem, a jakoś tak podejrzanie dobrze wyglądają razem. Może to ich przeznaczenie, a może tylko wytwór mojego zboczonego umysłu – ale ta dwójka wydaje się idealnie do siebie pasować, tak więc uczynię z niej zakochaną parę i pozwolę stać obok siebie na lalkowej półce.

       

      During the photo shoot, I noticed a funny thing – these two get on like a house on fire. Maybe the fate is giving them a sign? Maybe they are destined to be together? My inner pervert tells me that they like each other a lot and that their affection is far from pure, sisterly love.  What do you think about that?


      couple

       

      A na koniec radosna (głównie dla mnie) wiadomość – w następnych wpisach pojawią się chłopcy, a konkretnie Larwa i jego ocielony (w końcu!) brat. I ubranka dla chłopów w rozmiarze 70 cm. Achhh, i od raz wiosna zrobiła się piękniejsza :)

       

      One more information – the next blog entry will (finally) be devoted to a boy-doll. The lucky one will be Larva, who finally has his younger brother – Mort - by his side (and a bunch of clothes he can put on his until now bare back). Prepare yourselves for tons of brotherly love and other (not a bit serious) stuff.


      01

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (24) Pokaż komentarze do wpisu „Bo ładne były”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 16 maja 2015 20:12
  • środa, 22 kwietnia 2015
    • L jak ...

      Jak to się człowiekowi czasami dziwnie w życiu plecie! Poluje sobie ktoś na wymarzoną lalkę Fashion Royalty, a tu znienacka w ręce wpada mu osiem innych lalek. W dodatku jedna w drugą szpetnych jak grzech śmiertelny i ubranych w kreacje jako żywo przypominające ścierki do podłogi.


      Life will never cease to amaze me! I was recently hunting for a lovely Fashion Royalty doll and out of the blue I bought eight completely different dolls. Each of them is as ugly as a foggy winter day, dressed in an outfit that reminds me of a floor rag, and I can’t say a single word of praise for any of them. I should throw them into the trash bin right away, but I can't. Because they're exceptional.


      Jeszcze nie bardzo wierzę, w to co tu zaraz napiszę i nie bardzo ufam swoim oczom, ale nie mogę zaprzeczyć, że widzę przed sobą stado absolutnie ohydnych, wielkogłowych i rzadkowłosych lalek, które pomimo swojej brzydoty wywołują na mojej gębie wielkiego i głupkowatego banana. Bo, proszę szanownych kolegów i koleżanek, lalki, których nazwy jeszcze Wam nie zdradziłam, to Lizy! Te same Lizy, które od lat utrzymują się w czołówce najbrzydszych polskich lalek wszechczasów.


      I still can’t believe my eyes and I ask myself if what I see before me is true, but all signs on the earth and sky tell me, that I've really bought a flock of Liza dolls. They have monstrous heads, thin hair, hideous makeups, the quality of their bodies is below any acceptable level and yet, every time I peek at them I smile like a lunatic. That’s because Liza dolls are rare, even super rare, and I only know a few collectors that own them.


      Ufff, cóż za emocje mną targają! – sztorm na morzu to przy nich uroczy pikuś. Moje podniecenie ma trzy wielkie powody, co ja mówię! -  trzy ogromne, monstrualne i spaśne jak ciężarna słonica powody, o których nie omieszkam napisać niżej. Znacie mnie dobrze i wiecie, że kiedy się z czegoś cieszę to pieję jak stara kura. No więc kukuryku:


      Oh, I feel that I need to pour my emotions out - it's been really a long time since I was so excited with a doll for the last time (Ok, ok, two weeks to be precise, but it still counts!). It doesn't matter that my Liza dolls are truly awful (let's be honest - they are crappy) because it's not the way they look that matters. They were the toys that I wanted to have as a child, but I've never had, so I guess that I'm compensating their lack somehow after I've grown up. Does that make any sense?


      Pierwsza przyczyna do świętowania jest taka, że lalki mają swoje oryginalne pudełka. Aby podkreślić doniosłość tej informacji, napiszę ją jeszcze raz i to jeszcze z podkreśleniem: lalki mają swoje oryginalne opakowania. Wiem, że to głupie i niegodne lalkowego zbieracza, ale aż gotuje się we mnie z radości, że nikt z „naszych” nie pokazał jeszcze zapudełkowanej Lizy. Jestem pierwsza! Hell yeah!

       

      My first reason to smile is that all my Lizas came in their original boxes. In order to stress the importance of this information I'll write it once again: they all have their boxes! I know that it's mean and childish to boast about it, but none of the fellow collectors have ever seen or written or taken pictures of a Liza's box. I might be the very first one. Hell yeah! 


      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

       

       

      Drugą przyczyną radosnego pierdolca jest to, że na pudełku widnieje nazwa i adres producenta, tak więc Liza nie jest już dla mnie bezdomnym klonikiem. Mogę w końcu przypisać jej konkretne pochodzenie! To równie wspaniałe uczucie jak odnalezienie odległego przodka z początku drzewa genealogicznego.


      The second reason to be happy is that I've finally learned the name and address of the manufacturer of these dolls. I believe that owing to the fact I might be able to reconstruct the history of Liza dolls somehow. Call me a dreamer but I really believe that one day I'll find out everything about them!


       

      00

       

       

      Trzeci powód jest taki, że wśród lalek, które do mnie trafiły, są dziewczęta o włosach we wszystkich dostępnych kolorach. Jest więc blondynka, szatynka, ruda i popielatowłosa. Nie wiedziałam wcześniej, że istniały Lizy o innym kolorze włosów niż lodowy blond. A teraz już wiem! Czuję się jak Kolumb, który przed chwilą odkrył Amerykę.

       

      The third reason of joy is that my Lizas represent different hair colours. A blonde one, a redhead, an auburn-haired one as well as a dark blonde and a brown haired one - I have them all! Untill this day, I was unaware of the fact that there was such a wide variety of hair colours among these dolls and I literally feel like Christopher Columbus who's just set his foot in America :D 


      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

      00

       

      To, że wszystkie te lalki są po prostu paskudne, zupełnie mnie nie rusza. Niech sobie takie będą! Co mi tam! I tak się nimi cieszę jak ostatni głupek. Bo ważne jest to, że mogłam własną ręką dotknąć lalkowej legendy.


      I know that they are ugly, but I simply don't care about it. Let them be the ugliest dolls in the world, and I would still love them. I've sold hundreds of beautiful dolls to other collectors, but Lizas I will keep. They are legendary, and I love myths, so our ways are unlikely to part  :)

       

      Link do oferty sprzedawcy: 

      olx.pl/oferta/barbie-lalki-nowe-CID88-ID9N7ST.html#1bd2c7b07e 


      00

      00

      00

      00

       

      00

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (39) Pokaż komentarze do wpisu „L jak ...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 22 kwietnia 2015 08:36
  • wtorek, 07 kwietnia 2015
    • Niebieska potwora

      Kiedy lalki Monster high pojawiły się na sklepowych półkach, przeżyłam uniesienie i zachwyt. Były inne niż Barbie, kolorowe, wesołe, miały wielkie łby i chudziutkie dupki, dawały się zginać wte i wewte. Stanowiły idealny materiał do zakochania się, pomimo, że wyroiły się w nieprzyzwoitych ilościach sugerujących szybki przesyt.

       

      When Monster high dolls made their first appearance in the shops, I instantly fall head over heals in love with them. They were so different from boring Barbie dolls. Big heads, combined with fragile, colourful bodies and make-ups, tiny hands with long claws, good moveability of the limbs – all of that was simply overwhelming. Something new and exciting has finally hit the market, and it didn't really matter that Monster high dolls soon started to grow in numbers, and you could find them everywhere. 

       

      Do tej pory nie przyznałam się nikomu do tego, że miałam u siebie Ghoulię Yelps z pierwszej serii. Nie wzięłam jej na żadne spotkanie i nie obfotografowałam, bo zrobiło to za mnie przynajmniej stu innych bloggerów. Właściwie to po wyjęciu z pudełka niewiele ją dotykałam - takie toto było chudziutkie i kruchutkie, że biorąc ją do ręki miałam wrażenie, że odgrywam scenę z filmu o King Kongu. Ona była piękną i filigranową heroiną, a ja, khem, khem, niezgrabnym, zwalistym i włochatym małpiszonem o wielkich łapach, które z łatwością mogły ją zgnieść.

       

      Until this day, I haven't confessed to anyone, that I bought Ghoulia Yelps from the first wave. I didn't take her with me to any dolly meeting, and I haven't taken any photographs of her, but I don't regret it. Many bloggers have focused their camera lenses on her, and I believe that she didn't another photo session by someone as unskillful as me. 

      Ghoulia used to be my little treasure. Literally! After I had removed her from her box I didn't touch her or play with her much, because I was afraid that I might damage her. She was so unbelievably fragile! Every time I carried her I had an impression that I'm in the middle of some film about King Kong. Ghoulia was just like the lovely and romantic heroine, which gets kidnapped by the monstrous gorilla, whose paws could easily crush her, while I was ... well, I was just like King - big, heavy and scary :P


      1

      Wypisz-wymaluj Stary Zgred. Tylko ten ostatni zęby ma ciut bielsze :P

      Totally looks like Stary Zgred. Well, maybe except for the fangs :P

       

      Strach przed zmacaniem stanowił skuteczną barierę przed pokochaniem Ghoulii na dłużej. Stała sobie zatem na półce, nietknięta niczym więcej prócz kurzu, a przez to odległa i wyidealizowana, jak Beatrycze Dantego. Niebieszczyła się na tle ściany dnie, tygodnie i miesiące, a mnie w tym czasie zmieniała się ulubiona gama kolorystyczna i stało się w końcu to, co najgorsze - stwierdziłam, że nic mi po niej i pozwoliłam Ghoulii zasiedlić Pudło Wiecznego Zapomnienia - czyli smutne lalkowe więzienie, gdzie lądują plastiki, których mamusia już nie kocha, ale szkoda jej jest zużyć je jako dawców organów. Taki lalkowy sierociniec, w czasach swojej młodości znany jako pudło po lampie.

       

      My fear of touching Ghoulia made me drift away from her. I left her on the shelf, alone She stood there, sad and alone, untouched and unwanted. Her only companion was the dust. After some time I couldn't stand the way she was glancing at me with her big, strange eyes, so I condemned her to the dolly prison – the box of unwanted dolls, who are destined to leave the house.    

       

      Błękitnowłosa nie mieszkała w nim długo. Trwał boom na Monsterki, dzieci kochały Ghoulię, więc bulimiczna laleczka stosunkowo sprawnie zmieniła właściciela, a ja odetchnęłam z ulgą. Bez Ghoulii było mi lepiej, tym bardziej, że tymczasem wprowadziła się do mnie Operetta. Kochałam ją za wysokie kości policzkowe, seksapil w spojrzeniu i bliznę na policzku. 

       

      The blue haired doll was lucky to leave it quite soon. To my relief, my niece decided to adopt her, and I was happy to let Ghoulia go. I didn't miss her because I already had a new Monster to admire, which was Operetta. I loved her for her sharp cheekbones, scars on her face and playfulness in her eyes.


      Jak długo wytrzymałam tym razem? Noooo, tak z miesiąc. Minęło całe trzydzieści dni zanim nie rzuciłam Operetty na stół i uzbrojona w zmywacz do paznokci nie usunęłam jej całkowicie makijażu, by z zapałem godnym Michała Anioła stworzyć ją na nowo. Pozwoliłam ponieść się szałowi repaintowania - byłam wtedy na etapie, kiedy jeszcze człowiek wierzy, że już za niewielką chwilkę, dosłownie za sekundę wyjdzie spod jego ręki arcydzieło, które wprawi świat w podziw i drżenie. Zrozumienie, że na takie cuda potrzeba znacznie więcej czasu przychodziło powoli, wraz ze wciąż zmieniającym się zestawem Monsterek. Była u mnie i Robecca Steam i Draculaura i żmijka składaczkowa i nawet jeden monsterkowy pan, który niestety wyszedł na tym najgorzej, bo się trochę nadłamał po upuszczeniu na podłogę.

       

      How long have I liked her? A month – more or less. After 30 days I had enough. I robbed her of her clothes and decided to remove her makeup completely. At that time, I was very enthusiastic about repainting dolls, and I decided that a big-headed one would be the best to experiment on. I repainted Operetta at least ten times. She suffered in silence, poor little girl. Finally, I was glad about the result of my work and let her stay that way. I had an impression that I gave her a completely different personality, and I was very proud of myself. Even though the result was not stunning, I knew that I was on the good way. I only needed more material for practising :) 

       

      Obecnie także rezyduje u mnie jedna chudokoścista potwora, Abbey Bominable. Cel pobytu - kuracja odmładzająca za pomocą kredek akwarelowych i suchych pasteli :)

      My current victim is an Abbey doll. I wondered if it was possible to soften her facial features with less fierce makeup, but it seems that this particular doll is too specific to be transformed into a sweet and delicate one (not to mention, that my repainting skills have not improved enough yet, so please, don't expect wonders).

       

      1

       

      Nie lubię Monsterek. Nie lubię sparklącej niczym bohaterowie "Zmierzchu" Abbey o gębie zaciętej niczym pysk buldoga, który broni ukradzionego z jatek gnata. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że to absolutnie najlepszy materiał dla ćwiczenia ręki przy przemalunku, jaki kiedykolwiek miałam. Te wielkie głowy są po prostu bardzo wygodne - łatwo je ułożyć w dłoni, dobrze przyjmują farby i lakier, są w miarę symetrycznie odlane. Nie mam wątpliwości, że będę je nadal męczyć pod pędzlem. Ja i one to idealne połączenie. Ja robię im krzywdę, a one to wszystko znoszą ze stoickim spokojem :)

       

      I'm not a big fan of Abbeys, as their faces remind me the muzzles of pet Boxers, especially when in profile. I'll even go further. I don't like Monster high dolls anymore. Having written that I need to admit that they make the best repainting material ever! That's why I plan to destroy some more of them. We're like a match made in heaven – I love to torment them, and they love to be tormented :P

       

      1,2

       

      2

      2  

      Dodatkowo Abbey jest przedmiotem eksperymentu. Otóż wrzuciłam ją na Allegro, żeby sprawdzić, czy ktoś się zainteresuje - i (łojejajeja), stal się cud, bo jakiś człowiek dobrego serca ją zalicytował. To bardzo miłe, tym bardziej, że jej dni u mnie były policzone. Nie podobała mi się przed repaintem, nie podoba po. Nie pasuje mi do innych lalek, które mam na półce. No i jest niebieska, a ten kolor lubię chyba tylko na Smerfetce ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Niebieska potwora”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 kwietnia 2015 22:16
  • niedziela, 15 lutego 2015
    • Jack - Jack

      01

      Fotografia ze strony: http://www.barbiecollector.com/shop/doll/captain-jack-sparrow-doll-t7654

       

      Pamiętam do dziś jak mocno piknęło mi z zachwytu serce, kiedy na stronie Mattela zobaczyłam lalkę oddającą postać Jacka Sparrowa. „Jack Sparrow?” – pomyślałam. „TEN Jack Sparrow? Jest strasznie brzydki, ale i tak muszę go mieć!”

      Rach, ciach! – i Jack zaraz był u mnie. (No, tak naprawdę to po dwóch tygodniach, ale czymże jest 14 dni w obliczu wieczności?)


      I can still remember how my heart ached when I saw a Jack Sparrow doll by Mattel for the first time. “Is that Jack Sparrow?” – I thought – “THAT FAMOUS Jack Sparrow? He’s rather ugly, but it doesn’t matter - there’s absolutely no way I’m not gonna have him!”

      Clack, clack, clack! - I knocked the heels of my silver shoes together three times and Jack arrived at my house soon after that (Argh, that's so untrue. I had to wait for 2 weeks but what’s 14 days in comparison with the whole eternity?)


      02

       

      Jack był najjaśniejszą gwiazdą mojego lalkozbioru. Do czasu kiedy nie dowiedziałam się o firmie Hot Toys oraz o tym, że ona także wydała na świat pięknego Jacka. Naturalną koleją rzeczy zaczęłam porównywać pirata, który u mnie mieszkał z tym, który zerkał na mnie z ekranu komputera, coraz to znajdując u swojego kolejne niedoskonałości. Mój Jack był co prawda fajny, ale ten od Hot toys był stokroć fajniejszy. Był taaaaaaaki śliczny i dopracowany i podobny do oryginału i miał całą kupę akcesoriów i bajerankie pudełko i oczy można mu było ustawiać w różnych pozycjach i był bardzo, ale to bardzo zginalny i jeszcze do kompletu pięknie wyglądał w obiektywie. Zupełnie zgłupiałam od nadmiaru emocji, związanych z jego odkryciem i po raz kolejny podjęłam szybką decyzję - pozbywam się tego pierwszego, żeby odłożyć trochę środków na tego drugiego.


      For some time Jack has been the brightest star among my dolls. That was until I learned about the company operating under the name of Hot Toys which also had a Jack Sparrow doll among their merchandise. Another Sparrow doll and a truly magnificent one! It was quite natural for me to start comparing those two against each other and weighting up their strong and weak points. My Jack was quite cool, no doubts about that, but the Jack by Hot Toys was one hundred times cooler. He was sooooooooooo cute and life-like and sophisticated and he had so many accessories with him and ... oh, he was simply perfect. My oh my! - I've almost lost my mind because of all his possibilities and I took another super quick decision: I don't want the Mattel's Jack anymore and he needs to go, so that I can save some money to buy the one by Hot Toys.

       

      Decyzja okazała się chybiona – zrozumiałam to w momencie gdy przestępowałam próg poczty by nadać matellowskiego Jacka do nowej właścicielki. Jeszcze nie wypuściłam go z rąk, a już za nim tęskniłam. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nowy Jack wymaże pamięć o tym starym.


      My decision was wrong - it dawned on me the moment I stepped into the local post office in order to ship out the Mattel's Jack to his new owner. I hadn't let him out of my hands yet but I already missed him dearly, and the only thing that I could hope for was that that the new pirate would erase the memories of the old one.


      03

       

      Nie wymazał. Zajął swoje miejsce w sercu, ale, jak się okazuje, ludzkie serce to pojemny worek, w którym można zmieścić afekt do nieskończonej liczby piratów (czyli dwójka jak najbardziej się załapywała!), ergo „stary” Jack MUSIAŁ wrócić, bo mi miłość do niego wcale nie wywietrzała.

       

      He wouldn’t. He took a piece of my heart instantly, but as it turned out, a man's heart is just like a bottomless pit - it easily makes room for as many pirates as it's needed. Ergo - the first Jack HAD to come back, because I still loved him and just one pirate was not enough for me to be happy.


      05

      Dlaczego mnie sprzedałaś? Czy nie byłem dla ciebie wystarczająco dobry? Czy źle wyglądałem w futrze?

      Why did you sell me? Wasn't I good enough for you? Did I look bad in furs?

       

      I tu zaczęły się schody. Matellowski Sparrow był jak najbardziej dostępny w sprzedaży, ale w cenach dwukrotnie przekraczających jego wartość wyjściową (wietrzę światowy spisek matellowskiego lobby). Pozostawało przyczaić się i czekać na okazję. Która nadeszła. Ale ją przespałam.


      That was the moment when complications started. The Mattel’s Jack Saprrow was still available on the market, but his prices were insanely high and I was out of money at that time (Isn’t it strange that we’re always out of money when we need them the most? It must be some kind of an international conspiracy, don’t you think?). I decided to be patient and wait with my eyes wide open for the opportunity to get him back. The opportunity came … unnoticed and I missed my chance.


      Ale, jak to przysłowie mówi, co ma wisieć nie utonie. Jack wypłynął po raz kolejny, a ja tym razem skutecznie zarzuciłam haczyk i wyłowiłam drania z odmętów internetowego sklepu, który chyba nie wiedział co sprzedaje, bo policzył sobie za Sparrowa jak za Fashionistkę. Zadziałałam bez zastanowienia i zgarnęłam mojego ulubieńca na powrót!


      But, as the old, wise saying goes: „Every Zgred must have her Jack”. One day the object of my desire appeared on the internet store for a decent price (which means that he was sold for less than an average Fashionistas Barbie, can you believe that?) and that time I was ready. Like a predator I struck and the pirate was mine again!


      Oczekując na przesyłkę żarłam z niecierpliwości pazury i drżałam ze strachu. Metafizycznego strachu, bowiem zawisła nade mną wizja bożej kary za bezmyślne wypuszczenie w świat ulubionego lalka. Pokrzywdziłam go przecież niesłusznie wydaleniem z domu. W głowie pojawiały mi się straszliwe wizje: Przyjdzie połamany na kawałki!, Będzie miał zeza! Albo jedno oko nadrukowane wyżej! Albo będzie capił jak mój pies, kiedy się wytarza w jakimś rozkładającym się truchle ... (albo nie tak znów twardych dowodach przemiany materii, do czego stara się przekonać pewna reklama).


      I was waiting for the arrival of my Jack in great anticipation, but also with a kind of methaphysical fear. I felt that I might undergo some kind of divine retribution or something like that for letting him go so easily. My imagination was killing me: "He might have been damaged during the journey!", "He might have a squint!" or "He might smell badly, just like my dog when it decides to put on her favourite Chanel No5 perfume" (which basically means rolling in some smelly, rather disgusting and often dead things)


      Jack okazał się idealny (oczywiście jak na standardy matellowskie) i tylko jego pudełko zostało srodze poturbowane przez magazynowe sztormy i burze. Co mi tam jednak pudełko! Kilka kawałków tektury, która i tak pójdzie do śmietnika. W końcu najbardziej powinno liczyć się wnętrze (czyli lalek!), prawda?


      Jack turned out to be perfect (of course we’re considering the Mattel’s standards here), though his box must have gone through some tough squalls or storms during the journey. Luckily I didn’t care for its condition. It landed into the dust bin right away, because it was the inside that counted (that was Jack, Jack, Jack!), and not the box. :)


      04

       

      Jack nie chował do mnie urazy. Po wyjściu z pudełka przeciągnął się słodko, powiódł wokół krytycznym okiem, pokiwał głową nad zmianami, które zaszły pod jego nieobecność w trakcie remontu, po czym wskoczył w wygodniejsze ciuchy i ruszył na obchód włości. No i napatoczył się na Jacka numer 2 …


      Jack didn’t blame me for my past sins and decisions. After I had released him from the box he yawned sweetly, took a look around in order to get accustomed with the changes in the hose (I finally managed to redecorate it, yay!), jumped into his favourite casual outfit and took a grand tour of the room. Too bad the first doll he met was Jack Sparrow No2 …

       

      05

      06

      Numer 2. Piękny. Wąsaty :)

      My beautiful No 2 :)

       

      Jack numer 1: „Zgred, powiedz mi kto to jest? Jest do mnie trochę podobny, choć zdecydowanie brzydszy… I ciuchy ma obciachowe. W takich rozdeptanych butach to mój pradziadek chadzał … To chyba przykre być takim niewzględnym łosiem. No ale to pirat. Swojaka poznam i z kilometra. Żal mi go trochę. Może trzeba mu podać pomocną rękę? Myślisz że powinienem go spytać?”


      Jack No 1: „Zgred, tell me who’s that guy? He looks a little bit like me but he’s so ugly … And the rags he’s sporting – they’re awful! My grand dad used to wear such horrible, shapeless boots … It must hurt to look like that. But ... he's a pirate, I'm sure about it, and I feel sorry for him. Maybe he needs a helping hand? Do you think that I should ask him about it?”


      Ja: „Jack, ile w tobie empatii! Jestem z ciebie dumna!”


      Me: „Jack, you’re such an empathetic sweetheart! I’m so proud of you!”


      Jack nr 1: „Hej, panie menelu! Jak mi pan buty wypastuje to dam panu zjeść trochę resztek po moim obiedzie!"


      Jack No1: „Hey, you bum! I'll let you eat the leftovers from my dinner if you polish my shoes!”

      

      Ja: "Jack, cofam wszystko, co o tobie powiedziałam!"


      Me: "Jack, I take back every word of praise I said about you!"


      Jack nr 1: "Akurat tyle mnie to obchodzi co zeszłoroczny śnieg! Się znalazła ostoja kultury i delikatności. A kto mnie zdradził i w niewolę sprzedał? Zdrajczyni!"


      Jack No1: "I don't care about it at all! Besides, who do you think you are? A model of human virtues maybe? You, the one who sold me into slavery? You traitor!"


      Ja: (opad szczęki)


      Me: (jaw dropping)

       

      A morał z tego wszystkiego jest taki, że przyjaciół się nie sprzedaje. Nigdy. I za żadną cenę.


      The moral of this story is that you don't sell your friends. Ever. You simply don't.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (34) Pokaż komentarze do wpisu „Jack - Jack”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 lutego 2015 19:36
  • poniedziałek, 02 lutego 2015
    • Trzy mało subtelne odcienie złości

      Mam w pracy pewien rytuał. Otóż około godziny 14:00 robię sobie dwudziestominutową przerwę, podczas której wciągam coś tam do przewodu pokarmowego i przy okazji serfuję po sieci, ze szczególnym uwzględnieniem blogów lalkowych. Choć apogeum blogowego pisarstwa kumuluje się w okolicy weekendu, to w tygodniu też można wyłowić kilka wpisów. Lubię te nietypowe, ze środka tygodnia. Byleby nie zawierały takiej treści jak dzisiejsza notka NightOwl - "Goodbye post", po przeczytaniu której mam ochotę ciepnąć kubkiem z herbatą w najbliższą ścianę, a potem schować się do kąta i pogniewać na cały świat, bo MÓJ człowiek z sieci, który prowadził internetowy dziennik, będący MOIM lalkowym azylem, właśnie zniknął z horyzontu.


      Ja wiem, że to, jak mocno przywiązujemy się do internetowych znajomych, jest mocno żałosne, ale nie zmienia to faktu, że ich nagłe rozpłynięcie się w niebycie powoduje łzy bezsilnej złości. Bo mieli być zawsze. Obok. A przynajmniej jak najdłużej. I nie mają prawa tak mi z życia uciekać. Nie, nie, nie! Nie zgadzam się na to! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie :(


      Jeszcze gorzej jest kiedy "katastrofa" zdaje się wisieć w powietrzu, tylko jeszcze nie miała okazji się ziścić. Tykająca bomba, znaczy. Znacie Medithanerę? Tego obrzydliwca, który co najmniej od pół roku (ale tak naprawdę od znacznie dłuższego czasu) katuje mnie lalkowym dziennikiem zapowiedzianej śmierci zapowiedzią czegoś paskudnego, co rozpoczyna się sprzedażą całej kolekcji, a skończy się nie wiadomo jak, ale przy swoim podejściu do życia podejrzewam wszystko co najgorsze. I czekam, aż to coś się wydarzy, mając nadzieję, że stanie się to za sto lat, kiedy mnie już tu nie będzie.


      Boję się zaglądać do miejsc, które przypominają mi wygasłe kratery, choć mam nadzieję, że kiedyś jeszcze popłynie z nich lawa. W nosie mam to, czy lalkowa czy nie. Bo tak się składa, że od dawna już lalki to tylko pretekst, żeby poznać stojącego za nimi człowieka. 


      Zdaję sobie sprawę, że to cholernie egoistyczne podejście, ale kiedy mam, do licha, tym ludziom powiedzieć, że ich nie chcę tracić z pola widzenia? Jak mi już umkną? No to mówię teraz. To i tak jest bez sensu, bo na nic nie wpływa, ale pozwala rozładować trochę frustracji. Chociaż właściwie lepiej byłoby teraz iść teraz na siłownię i stłuc na miazgę jakiś worek treningowy, wyobrażając sobie, że w środku tego worka siedzi delikwent lub delikwentka którym zachciało się ucieczki. 


      Nienawidzę tych wszystkich dziadów i babów, którzy najpierw mi w serce wrośli, a potem po angielsku sobie drapnęli w nieznajome rejony. Chcę ich z powrotem! Chcę "Oldschool Dolls"! I "Lalki barbie i lego"! I "Lalki Mattel oraz Disney"! No i żeby mi MOI ludzie na zawsze nie znikali, bo "na zawsze" to za długo i przez ten czas strasznie się można stęsknić :(


      A w ogóle to nie zwracajcie uwagi na tę notkę. Taki dzień okropny dziś, skumulowało mi się. 

       

      There is this ritual of mine – when at work I usually take a 20-minute break around 14:00 pm to have my lunch and additionally a peak at the new entries on the toy blogs that I follow. Although most of them are posted on weekends there are a few bloggers that share new stuff with their readers in the middle of the week. Such entries are usually twice as pleasant, because of their irregularity. They are like little surprises, that you love, except for those, that are entitled „Goodbye post” and are published by someone that you like (Night Owl). Once you get acquainted with their content you instantly feel like smashing your tea mug against the wall and then hiding in the darkest corner of the room to mourn, because YOUR man has just vanished and YOUR dolly harbor ceased to exist.

       

      I know, I know – it’s pathetic and childish to feel this way, but it doesn’t change the fact that it hurts a lot, cause we tend to think that people that we like are always supposed to be near us and they have no right to disappear. No! No! No! I didn’t give them my permission to vanish! As if they needed it. I told you it was pathetic.

       

      It’s even worse when there’s an air of an incoming tragedy around someone. You can feel it but you can’t describe it precisely. A bomb is ticking and the only thing that you can do is to wait for it to explode. Do you happen to know Medithanera, that horrible, horrible girl that’s been tormenting me for half a year with a forecast of something nasty, that will possibly begin with selling out her whole collection and god knows how it ends? I have a bad feeling about it and I don’t want to witness it, no matter what it is.

       

      I hate coming back to the dolly blogs that died just like extinct volcanos and there’s no chance for them to erupt again. I’ll be honest with you – I don’t actually care for dolls, it’s the people behind them that I miss and that’s why I pour my anger on you today. Sorry for that.

       

      I realise that I’m being super egoistic, but honestly – when shall I tell those lovable, vanishing morons that I do care for them and that I miss them? Once they’re gone? So I say it now, the only way I can, spiced up with wrath and a feeling of loss. It doesn’t make much sense because it changes nothing at all, but somehow it helps me to combat the inner frustration. Maybe it would have been better to go to the gym and let my fists taste some innocent  punchbag, imagining that those who dared to run away hide inside it.

       

      I hate all those lads and lassies who had grown into my heart and then flew the coop. I want them back! I want "Oldschool Dolls" and "Lalki barbie i lego" and "Lalki Mattel oraz Disney" to come back! And I can't stand to watch MY gang disappear bit by bit, cause there’s no way to fill in the empty space they are leaving behind :(

       

      By the way – don’t pay any attention to my grumbling. It’s been a long and hard day, that’s all. 

       

      https://www.google.pl/url?sa=i&rct=j&q=&esrc=s&source=images&cd=&cad=rja&uact=8&ved=0CAcQjRw&url=http%3A%2F%2Fwww.imagehost.ru%2Fshowphoto.php%2Fphoto%2F62916%2F&ei=v9_PVJLEGMn_UOD6geAL&bvm=bv.85076809,d.d24&psig=AFQjCNHzmb4TkNnKupV-m6bhzlhdGgrdIA&ust=1422995757571657

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (44) Pokaż komentarze do wpisu „Trzy mało subtelne odcienie złości”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 02 lutego 2015 21:35
  • poniedziałek, 05 stycznia 2015
    • Zmasowany atak ciemnej siły umysłowej

      Asha. Typ barbiowej twarzy, który ani mnie nie rozpłomienia, ani nie rozpala. A to niedobrze, bo mamy zimę i jakiś mały, ciepły ogieniek byłby jak znalazł. No nic to, jak się znam, to znajdę sobie jakieś inne źródło ciepła, a laleczki, o których będę dziś pisać, potraktuję z zimnym dystansem. Nie ma to jak bycie wrednym ownerem.


      The "Asha" face mold  is the kind of Barbie face that doesn't make me burn with desire or feel the heat, which is a pity, cause there's winter all around here and a source of warmth would be highly desirable. Unfortunately the dolls I'm gonna write about all share this particular face mold which makes me feel nothing more than cold indefference towards them. I'm a nasty owner, I know.


      01

      02

      03

       

      Tu krótki apel do was, drodzy czytacze. Nie łamcie rąk z tego powodu, że się z Ashami nie lubimy. Pozwólcie rozweselić się wiadomością, że od dobrego tygodnia nie jestem już ich właścicielką, a lalki występują na blogu gościnnie. Udało mi się wymienić je na dwóch lalkowych przystojniaków i wprost doczekać się nie mogę, kiedy śliczne (podobno) plastikowe dziewczyny, wyniosą się ode mnie z domu i ustąpią miejsca kolegom.


      Dear readers, please don't consider me a monster because of this confession. I have some good news for you. You see - I'm not the owner of these dolls anymore. They found a better place to live in, where they'll be loved and appreciated. Last week I exchanged them for two handsome doll-guys and I can't wait for the moment when the cute female trio will leave me and be replaced with the anticipated new boys.

       

      01

       

      Tymczasem jednak, dopóki jeszcze są ze mną, pokażę je światu. Niech się babiny nacieszą minutą sławy na blogu.


      In the meantime, however, I'll show them to the world. I believe that they deserve a minute of fame.

       

      Tu mogłoby paść pytanie: "Skoro ich nie lubisz, to po co je kupiłaś?" No więc, moi złoci, aż do dziś zielonego pojęcia nie miałam. Tak jakoś samo się zdarzyło. Ale, o cudzie, już wiem! Olśniło mnie! Otóż przybyły do mnie po to, bym mogła opowiedzieć Wam bardzo głupią bajkę, bo po cóż by innego?


      You could ask me the following question here: What did you buy them for if you don't even like them? I'll be onest with you. I don't have the slightest idea. It must have been an impulse purchase. But (tadaaaa!) I came up with a purpose for them! I will use them as the main characters of the little story that I want to tell you today.

       

      03

       

      Tu ostrzeżenie. Poniższa opowieść karmi moje zboczone fascynacje i w dodatku zawiera język daleki od literackiego. Zaklinam, niech nie czyta jej ten, kto nie lubi świntuszenia. A jak lubicie, to nie ma się czego bać. Proszę wsiadać, drzwi zamykać :)


      Before you start reading - please be warned that the story is full of my perverted thoughts and contains dirty language. If you can't accept it - please, cease further reading. If you're open to new experiences, don't hesitate and dive headfirst into the story. Here we go:

       

      02


      Dawno, dawno temu żył sobie w kraju za siedmioma górami i siedmioma lasami książę Parys. Leniuch to był i łajza straszna, ale dla biegu niniejszej historii nie ma to nic do rzeczy.

       

      Once upon a time, in a faraway land there lived a prince called Paris. He was a lazybones and a bum, but this has nothing to do with the course of this story.


      Pewnego dnia, wybrał się książę na przechadzkę po zielonych łąkach, na których pasły się cycaste, pełne mleka krowy (A mówiłam, że perwersja będzie? No to jest! Dla zoofilów. A teraz, drodzy zoofile, powtarzajcie za mną: krowie cycki, krowie cycki, krowie cycki! Czujecie jak myśli w głowie zaczynają kosmacieć? O to właśnie chodziło!).

      Chodził sobie Parys bezmyślnie, pomiędzy krowami i chodziłby tak do samego wieczora, gdyby z jasnego nieba, wprost na jego głowę, nie spadło w pewnym momencie złote jabłko.

       

      One fine day prince Paris went out for a walk. He wandered around in the fields where hundreds of cows were digesting the grass and producing milk in the large pendulous organs, located on their bellies, consisting of two or more mammary glands enclosed in a common envelope and each provided with a single nipple (in case you didn't notice - you've just read a desription of cows' udders. What a perversion! Ugh! But ... haven't I warned you?)

      The prince walked around for some time and he would have walked twice as long had it not been for a gold apple that miraculously fell from the sky and hit him on the head. 

       

      04

       

      "A co to za ch.joza pozłocista z nieba spadła! O mój boże, cóż to się dzieje!" zakrzyknął wielkim głosem książę, gdyż jabłko pizgło go w głowę nadzwyczaj mocno i boleśnie.

       

      "What kind of f...ckery is this! Oh my god, what's going on!" exclaimed Paris when the apple landed on his head with a loud "thud!"

       

      "Zamilknij śmiertelniku, gdyż doznałeś dotyku bogów!" - przemówił jakiś głos z tyłu i gdy książę obrócił się w kierunku, który jeszcze przed chwilą wyznaczały jego pośladki, niecodzienny ujrzał widok. Otóż stanęły przed nim trzy nieziemskie piękności.

       

      "Silence, mortal! You've just beein touched by the power of gods" - said someone from behind and when the prince turned around he saw three unearthly beauties.


      "No więc śmiertelniku ..." - zaczęła przemowę jedna ze ślicznotek, ale Parys, przebrzydły cham i prostak, przerwał jej w pół słowa:

       

      "So, we're here, because ... ..." - tried to continue the goddess but Paris, never gentelman to be, interrupted her rudely in mid-sentence. 

       

      "A wy łajdaczki jedne, na Olimpie chowane! Coście wy mi za cholerstwo na łeb zrzuciły! Zabić mnie chciałyście?! Mnie, księcia trojańskiego! A niedoczekanie wasze! Spadam stąd!" - i rzeczywiście, obrócił się na pięcie i spadł.


      "Shut up you wench! - exclaimed Paris "I know why you're here for. You wanted to kill me. Me, the prince of Troy! But know this - you won't catch me in a million years. I get out of here!" - and ideed he got out of there. 

       

      "Ale kto teraz rozsądzi która z nas jest najpiękniejsza?" - zmartwiła się Afrodyta

       

      "But who's gonna judge our beauty now?" - Aphrodite was truly concerned.


      "Ja tam nie wiem!" - odpowiedział z zamyśleniem Kuba Rozpruwacz, który niepostrzeżenie wychynął zza pobliskiego krzaka jagód i równie niepostrzeżenie za nim zniknął.


      "I wish I knew..." - answered with a meditative air Jack the Ripper, who appeared, unnoticed, behind the nearby blueberry bush and two heartbeats later dissapeared into thin air, as if he hadn't been there at all.


      "Dziewczęta, tu się dzieją dziwne rzeczy!", podsumowała sytuację Atena, zaś Hera wymruczała coś zupełnie nierozpoznawalnego, zajęta znikaniem wraz z Kubą.

       

      "Girls, strange things are happening here!" noticed Athena, and Hera mumbled something in an inarticulate manner as she was busy vanishing with Jack the Ripper.

       

      A morał z tej bajki taki, że jak się nie ma pomysłu na notkę, to się głupoty wypisuje :P


      The moral of this story is that you shouldn't try to create a blog entry if you don't have the slightest idea what you want to write about :P


      facepalm

       

       

      Proszę, nie zabijajcie mnie za bzdurność tego wpisu. Obiecuję, że Wam to wynagrodzę!

       

      Please, don't kill me for the stupidity of this blog note. I'll make it up to you, I promise!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (29) Pokaż komentarze do wpisu „Zmasowany atak ciemnej siły umysłowej”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 stycznia 2015 15:47
  • czwartek, 25 grudnia 2014
    • A niepodobny!

      Kiedy moi koledzy z pracy zobaczyli mojego najnowszego Taeyanga, to nie mogli się nadziwić, że podoba mi się tak brzydka lalka. Stwierdzili, że na moim miejscu woleliby jakąś śliczną księżniczkę w lśniącej sukni, by móc ją ustawić w roli pięknej ozdoby na półce. Upewnili się też, że Taeyang jest na pewno dla mnie, a nie dla jakiegoś dziecka, bo dziecko na sto procent przestraszyłoby się takiego prezentu. Nie zmieniło to faktu, że wszyscy chcieli go dokładnie obejrzeć i proponowali mi, żeby zostawić paskuda w biurze jako maskotkę. Miłe to było! :)


      When my fellow workers saw my newest Taeyang they were amazed to learn that I fancy such ugly dolls. They said, that if they were me, they would rather buy a pretty princess in a sparkling outfit and use her as a fancy home decoration. They made sure that the Taeyang will stay with me and will not be given to any child as a Christmas gift, because the doll is too scary for little kids. To my surprise they also suggested that I should leave Tae in the office as our mascot. It was really nice of them! :) 


       

      1

       

       

      Lalek jest odwzorowaniem przesłodkiego bohatera z filmu Burtona - Edwarda Nożycorękiego. Uwielbiam film i reżysera, zaś Edwarda uważam za jednego z najmilszych androidów, jaki kiedykolwiek pojawił się na ekranie kinowym. 


      The doll depictures Edward Scissorhands, the hero of Tim Burton's movie. I greatly adore the film, its director, and the main character, whom I find one of the sweetest androids that ever appeared on the silver screen.


       

      02

       

       

      Podobieństwo lalka do filmowej postaci nie jest porażające i ogonka nie urywa, ale w jego przypadku niespecjalnie mi to przeszkadza. Kiedy patrzę na jego rozczochraną łepetynę i zacięcia na bladych polikach to przed oczami staje mi ten właściwy Edward, grany przez Johnny'ego Deppa i gęba sama zaczyna mi się uśmiechać z rozczulenia, a musicie wiedzieć, że strasznie głupio to wygląda :P

       

      The similarity of this doll to the film character doesn't make me breath faster or my jaw drop to the floor, but in this case I don't mind it very much. Taeyang Edward is very likable and when I look at his tousled hair and little scars all over his face I can feel that he's indeed the reincarnation of the real Edward Scissorhands. I grin like a lunatic whenever I look at him and I'm glad that no one has seen me smiling lovingly at him, because I have a feeling that it looks extremely stupid.  :P


       

      04


       

      Nie da się ukryć, że jak na lalkę jest to dziwadełko, ale definitywnie z tych przytulaśnych i milusińskich dziwadełek. Nie wiem co moi koledzy zobaczyli w nim strasznego, bo, dalibóg, w Eddiem nie ma się czego bać. Przecież to nie Chucky.


      Eddie is undoubtedly a weird doll, but even as a weirdo he's quite lovable. I still don't know why my colleagues found him scary, because there's nothing in him to be afraid of. He's definitely not related to the infamous Chucky doll.


       

      03

       

       

      Jak wszystkie zabawki od Jun Planning Edward jest kruchy i podatny na urazy. Wystarczy mocniejsze szarpnięcie by wyłamać mu dłoń lub stopę albo spowodować uszkodzenie rąk i nóg. Dlatego obchodzę się z nim bardzo ostrożnie, żeby paskuda nie zepsuć, co jednak nie znaczy, że trzymam go za szybką i na wszelki wypadek nie dotykam. Jest zupełnie na odwrót - dotykam go chętnie i często i tylko staram się wystrzegać jakichś gwałtowniejszych ruchów, gdy trzymam go w ręku. 


      Like all dolls produced by Jun Planning Edward is very fragile and susceptible to damages. One strong tug is enough to split his hand or foot from his body or dislocate his arm. That's why I try to be gentle while playing with him.  I avoid sharp moves when I hold him and hopefuly I'll manage to keep him safe and sound as long as possible. 


       

      05


      Choć wiem, że wielu kolekcjonerów, którzy mają tę lalkę u siebie, całkowicie zmieniało jej wygląd, to myślę, że sama zostanę przy wizerunku, który zaproponował producent. Czasami, kiedy trafia do mnie jakaś lalka, to aż zacieram ręce z uciechy na myśl, że pozmieniam w niej wszystko co się da, bo w firmowych ciuchach, fryzurze i makijażu wygląda jak kupa nieszczęścia, ale jeśli chodzi o Edwarda, to jak brzydki by nie był i tak tego nie zauważam. Miłość jest ślepa. Powtarzałam to powiedzenie już z dziesięć razy, powtórzę i jedenasty ;)


      I know that many doll collectors, who own this particular TaeYang, decided to drastically change the way he looked, and the results were stunning, but I think that I will keep his original style. I often buy dolls that literally beg me for a restyle but Eddie is not one of them. He might be ugly, scary and unfashionable but I simply don't give a thing about it. Love is blind, as they say ;)

       

      05

       

      Edward: Przepraszam ... czy nie jesteś może moim tatusiem?

      Nożyczki: Kochanie, to ja, twoja dawno zagubiona ciocia Lusia!

       

      Edward: Can that be, that you're my ... papa?

      Scissors: Honey, I'm your long lost aunt Lucy!


      06

      07

       

      Gdybym jednak kiedykolwiek zmieniła zdanie, to z customizacją Edwarda nie powinno być najmniejszego problemu. Choć ubranko wydaje się być na nim zaszyte, to jest to zwykła podpucha. Wszystko można elegancko i bez problemów ściągnąć.  


      If I ever change my mind there should be no problems with restyling Edward, as each part of his outfit can be easily removed. When I took him out of the box I thought that the clothes have been sawn on him, but fortunately I was wrong.

       

       

      08

       

      A na koniec wpisu wrzucę jeszcze tonę świątecznych uścisków i ucałowań. Wesołych świąt, wariaty Wy moje lalkowe!


      At the end of the note I will let myself to send a thousand kisses and hugs to you all, my beloved doll maniacs. Merry Christmas to you all!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (23) Pokaż komentarze do wpisu „A niepodobny!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 grudnia 2014 23:41
  • sobota, 20 grudnia 2014
    • Klonowy detektyw - część 1

      Jak zawsze przed świętami Bożego Narodzenia w sklepach pojawia się cała masa lalek-kloników, które z utęsknieniem czekają na to, że ktoś je kupi jako prezent pod choinkę. Stoją sobie te biedaczyny smutne, na najniższych półkach i mało kto zwraca na nie uwagę, bo większość z nich to zabawki kiepskie jakościowo i tak brzydkie, że aż przykro patrzeć. Jako wielbiciel kloników nie mogłam sobie oczywiście odpuścić przyjemności sprawdzenia co zalega na sklepowych półkach w mieście, gdzie mieszkam. Wyniki "badania" zobaczycie poniżej :)


      Christmas is near and shopping malls and toy stores have already started to attack their customers with dolls, that usually do not attract anyone's attention. The shelves bend under the weight of hundreds of sad, ugly and cheap clones that dream of being bought and given to children. Some of them will be lucky to find their owners, some will not. Today, during shopping, I invited a few of such clones to my cart in order to take a closer peek at them. Let's see if any of them stands a chance of being bought. :) 


      1. Bida z nędzą. Zrobiona z cieniutkiego plastiku, zupełnie niezginalna, w brzydkiej sukience o dziwnych kolorach. Co do stanu fryzury, to przypuszczam, że dałabym radę policzyć jej włosy w ciągu jednego wieczoru. Uśmiecha się promiennie i ma na ustach szminkę w eleganckim kolorze, ale czy to wystarczy by kogoś skusić? Mnie na pewno nie! Widziałam już wiele bardzo podobnych lalek, sprzedawanych w sklepach "za złotówkę". Były równie paskudne co ona i kupowali je chyba tylko desperaci. Te laleczki są w środku puste jak wydmuszki, albo baloniki. Kupując je nabywa się powietrze zamknięte w brzydkim plastiku. Ja tam zdecydowanie wolę baloniki. 


      1. We will start with something truly horrible. The doll that you will see in a moment can be crowned as one of the ugliest clones ever produced. She is made of thin plastic, empty inside, unbendable and dressed in something that could easily be described as rags. She tries to cover all her flaws with a lovely smile, but is it really enough to tempt any customers? I strongly doubt it. I've seen many similar dolls sold by the shops that offer low quality goods "just for a penny", but as far as I remember they've never been very popular among children. I totally understand it - nobody wants to buy toys that look like very distant and very poor cousins of Barbie. 

       

      0

      1

      2


      2. Laleczka numer dwa to klonik z wyższej półki cenowej, wykonana znacznie staranniej niż poprzedniczka, ze zginalnymi nóżkami i mogąca podobać się dzieciom. Nosi kolorowe, wesołe ubranko i ma na twarzy miły, niewymuszony uśmiech. Sęk w tym, że producent "upiększył" jej buziak niespotykanej wielkości nosiskiem. Czyżby ta lalka byłą jakąś daleką krewną Cyrano de Bergerac?  Przy TAKIM nochalu mały zezik to nic nie znaczący szczegół :P

       

      2. The doll number 2 was a little bit more expensive and made of better materials. Her legs bend, her face is quite nice and I have to admit that I really like her sincere smile and colourful clothes. She would have been pretty if it hadn't been for her nose. It's big. Not monstrous, but big enough to remind me of Cyrano de Bergerac. Maybe this doll is some distant cousin of the chivalrous knight? 

       

      1 

      2

       

      3. Choć lalki Winx wyszły już chyba na dobre z mody, to w sklepach nietrudno znaleźć ich zastępczynie. Duża głowa osadzona na chudym ciałku wcale nie musi oznaczać lalek Monster High. Lubię to!

      Muszę przyznać, że byłam już o włos od kupienia tej laleczki, bo spodobały mi się jej przerysowane kształty, ale już przy kasie dokonałam bohaterskiej decyzji i wyjęłam ją z koszyka. A kilka godzin później, wieczorową porą, zmieniłam zdanie. Następnego dnia wróciłam do sklepu, wzięłam lalkę do ręki i ... stwierdziłam, że kompletnie mi się nie podoba :D

       

      3. Even though Winx dolls are not very popular nowadays it's easy to find their decent knock-offs in stores. It's nice to know that big heads combined with lean bodies do not have to mean Monster High dolls. I like it!

      I need to admit that I almost bought the doll No 3. Almost, because I made a heroic decision at the checkout. I took her out of my cart, told her "Good bye, sweet heart! We're not destined to be together!" and put her back on the shelf. Some hours later I was kicking myself mentally in the arse for not taking her home. On the next day I returned to the shop where I found her, took a look at her again and ... decided that yesterday's magic was gone. I was completely free from lust for her :)

       

      4

       

      4,1

      4,2

       

      Ciąg dalszy nastąpi (bo w sklepach było dużo więcej kloników) :)

      To be continued (because shops offer a lot more clones these days) :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (22) Pokaż komentarze do wpisu „Klonowy detektyw - część 1”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 20 grudnia 2014 16:42

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com