Doll land

Wpisy

  • czwartek, 11 września 2014
    • Chłop jak dąb. Baba jak chłop. Baba jak dąb.

      Tralalalala, jak mi dobrze, jak radośnie, bo zgłupiałam już do szczętu. Ta notka to dowód mojego totalnego upadku i przejścia na ciemną stronę mocy. Bo, ponieważ, gdyż. Lalkę kupiłam. Babę znaczy! BA-BĘ! Tfu!


      Trololololo, I'm so happy, cause today I've lost my mind completely. I've crossed the line. This blog entrance is the proof of my downfall. Because I've bought a doll. A fem-doll. A female. FE-MA-LE! Blarghhhhhh!


       

      Cała odpowiedzialność za mój bezbożny czyn spada na Eibhlin, anioła, który dał mi cynk, że lalka się sprzedaje. Kobieto, niech Ci niebo w dzieciach wynagrodzi! Niech Tobie i Twoim bliskim zawsze słońce świeci, nawet w nocy pod kołdrą, boś wielką mi radość uczyniła. Kocham Cię, wielbię i na śmierć zacałuję, jeśli kiedyś spotkam (dżołk taki, nie bój żaby!)


      The person who is to be blamed for my sin is Eibhlin, the angel who contacted me with the seller of this doll. Girl, be blessed for your help. Let the sun always shine on you and your family, even at night. I love you, I adore you, I want to kiss you sensless the day I finally meet you (just kidding).


       

      01

       

       

      Chciałam no i mam! Ona jest śliczna, jedyna w swoim rodzaju, z twarzy zupełnie podobna do zawziętego faceta i dlatego tak mi się podoba. Od dawna marzyła mi się jakaś bojowa baba, będąca kompletnym zaprzeczeniem filigranowej i urodziwej Barbie. Lalka, której oczy mówią: Nie zadzieraj ze mną, bo zasadzę ci kopa w ogonek!


      Oh, how much I wanted to have her! To me she's perfect and exceptional and cute, even though her face reminds me of a badass guy. That's exactly the reason why I'm totally in love with her. I've always wanted to find a doll that would be suitable for a warrior, whose eyes have the ability to seduce and threaten at the same time.


       

      02

       

       

      O delikatność nie można jej posądzać. Już na pierwszy rzut oka widać, że to nie salonowa dama, a baba stworzona do bitki. Taki cycaty czołg "w spódnicy". W pewnych miejscach jest jej trochę za dużo (biust, biodra), w innych - zdecydowanie za mało (włosy na głowie). No i w spódnicach i sukienkach to ona wygląda wyjątkowo pokracznie. Jest zbyt krępa. Nie ma w sobie nic a nic z modelki. Gdy paraduje w portkach, z gnatem w ręku, to jest idealnie, ale jeśli wcisnąć ją w coś eleganckiego, to robi się groteskowo i nienaturalnie. Nie da się ukryć, że nie została stworzona dla wytwornych toalet. Nie da się też na nią za bardzo patrzeć, gdy jest naga, bo ma brzydkie ciało. Niewymiarowe, przerysowane, seksapilu w nim tyle, co kot napłakał. Mimo to, nie zamierzam go wymieniać, bo zgina się jak marzenie.


      She's definitely not a fragile woman. It's obvious that she was not made to play the role of a gentle lady but to wreak havoc wherever she goes. She's like a tankgirl, but a little bit heavier and ... bustier :P Her body is a great asset and a disadvantage at the same time. It bends with ease but it's rather ugly. She really doesn't look good without clothes, because she's too stocky. She looks fine while wearing casual clothes, consisting of military pants and sweatshirts, but when she puts on an elegant evening gown she becomes grotesque. I'm afraid that pretty dresses are not her cup of tea. Nonetheless I don't plan to get rid of her body or exchange it for a more feminine one. I like her the way she is.


       

      03

       

       

      Nie mogę się na nią napatrzeć. Fascynuje mnie jej twarz - widzę w niej i starego Indianina i koński pysk i śliczną buźkę Natalie Portman i głowę jastrzębia na dodatek. Przy tym wszystkim odbieram ją jako niezwykle pociągającą, prawie idealną. Mam tylko nadzieję, że się nie zakocham :) (za późno, już się zabujałam)


      I'm mezmerized and fascinated by her face. It combines the features of an old Indian warrior, a horse's head, and cute Natalie Portman's face. The worst thing is that I find it incredibly attractive and irresistible. I sincerely hope that I won't fall in love with her :) (grrr, that's not fair, I've already fallen)



      05

      05

       

      Nawet nie wiecie jak dziwnie się czuję ze świadomością, że spodobała mi się lalka-dziewczyna. No ale i tak z tym nic nie zrobię - pomimo tego, że zbieram chłopaków ona jest mi niezbędna do szczęścia. Takie buty!


      You don't even know how strange I feel now, having bought a fem-doll. Even though I'm totally in love with male-dolls I would never, ever sell her away. She took my heart like a hurricane!

       

      06

      07

      08

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (32) Pokaż komentarze do wpisu „Chłop jak dąb. Baba jak chłop. Baba jak dąb.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 września 2014 20:00
  • piątek, 29 sierpnia 2014
    • Wenus aka Afrodyta

      Mówię o sobie "miłośnik lalek", ale gdyby przyjrzeć się uważniej, to wyłazi ze mnie obrzydliwy hejter. 3 lata w tym biznesie zrobiły ze mnie babę, która na wszystko strasznie kręci nosem. To mi się nie podoba, tamto jest niegodne uwagi - dziwnym trafem łatwiej mi teraz przez usta przechodzi złośliwa krytyka niż szczere pochwały. Być może za dużo lalek poznałam organoleptycznie, żeby zachwycać się każdą jedną. 

       

      I call myself a doll lover but to be honest I’m more of a doll hater. 3 years of doll collecting made me a really mean person. It’s not that I don’t fancy dolls anymore (cause I do), but it’s easier for me to criticize them then to praise them. Maybe it has something to do with too many toys that I’ve seen, touched, smelled or even licked in order to learn more about them.

       

      Gdyby mnie ktoś zapytał jakiej lalki na pewno nie chcę nigdy u siebie zobaczyć, to bez wahania odpowiedziałabym - "pullipowatej". Wielkogłowe są nie dla mnie nie do przyjęcia. Nic mi się w nich nie podoba, od twarzy począwszy, na ubraniach skończywszy. No brzydkie są jak smarkający, totalnie zagilany bachor sąsiadki. Blah.

      Aha, czy ja wspomniałam, że właśnie takie paskudztwo sobie kupiłam?

       

      If someone asked me: "What kind of doll you would never ever buy in your life?" I would answear without any hesitation "I shall never be the owner of a big head – i.e. – a doll that belongs to the Pullip family" Big heads are no go for me. I hate absolutely everything about them. They put me off. They scare me.  They can be described with one word: "Blah". Pullip - blah, Dal - double blah, Byul - blah again, Taeyang - blah, blah, blah.

      Oh, did I mention that I've just bought one of those "blah" things?

       

      Czasami się człeku coś na mózg rzuci. Można na to powiedzieć ładnie - totalne zaćmienie, można i brzydko - że się pierdolca dostało. Jak zwał, tak zwał, mnie też ta przypadłość dopadła.


      Sometimes we all go batshit crazy - and there's nothing to be ashamed of. What would our life be without a spark of unpredictability, right?

       

      No więc mam nowego lalka, który wygląda zupełnie jak baba, choć podobno jest facetem. Akurat! To nie jest żaden facet, tylko gender! Ohydny do granic możliwości - ta wielka makówka, ten beznamiętny wyraz twarzy, którego mogłoby na dobrą sprawę nie być, ta ogólna nijakość! Ale zakochałam się w nim jak głupia od siódmego spojrzenia (napisałabym, że od pierwszego, ale to przecież łeż okrutna).


      So there he is – the doll that I've never meant to have, but I have him anyway. He combines all the features that I abhor in dolls – the big head, feminine features and the neutral face expression. What a waste of plastic! What a boring character. And yet I’ve fallen for him from the seventh sight (I'd love to write that I did it from the first sight, but that would be so untrue!).


      1


      Po rozbebeszeniu paczki pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było pozbawienie biedaka firmowej odzieży i wbicie go w za małe szmatki, podkreślające chudość ciała i ogólną lichowatość wyglądu. I wtedy doszło do mnie, że od dawna mam na niego pomysł, bowiem lalek wygląda jak nieco pokraczna i uwspółcześniona wersja Wenus z obrazu Boticellego, tyle, że w wersji chłopskiej. To przesądziło sprawę - lalek od dziś nazywa się Wenus, w skrócie - pan W.


      After opening the box I immediatelly deprived the doll of its original clothes and wig. You see - I had a vision of it at the back of my mind, or, to be more precise, I had a bunch of Ken clothes waiting to be used. I wanted the doll to look like a modern, male version of the redhead Venus from the painting by Sandro Boticelli. Venus in black, to be precise. You won't be surprised to learn that I named him Venus as well. Venus, or Mr.V in short.

       

      2

       

      To dziwne, rude coś, co Pan W. nosi na głowie to peruka własnego wyrobu. Ironią losu jest to, że chronicznie nie cierpię rudych lalek, a peruk w tym kolorze naprodukowałam pięć. Ot kolejna tajemnica wszechświata!


      The orange something that sits on Mr.T's head is a handmade wig. The proud artist who saw it is me. I hate readhead dolls and yet I produced 5 such wigs. I must be going nuts! I don't understand what I'm doing anymore.

       

      3

      4

      Im bardziej mu się przyglądam, tym brzydszy się robi. I bliższy sercu (Ooooooch!).

      The more I look at him the uglier he becomes. And more lovable (sigh).

       

      Ale żeby nie było, że taka ze mnie jęczydupa, której nic się nie podoba, to teraz opiszę tę cechę Wenus, która od razu mnie zawojowała. Otóż Pan W. przepięknie skrzypi, kiedy mu się zgina ręce i nogi. Robi to z taką maestrią, że aż mam ochotę napisać jakąś sonatę. Sonatę na dwa fortepiany i skrzypiące kolano :P


      You might have the impression that I don't like most of his features, as I can't stop criticizing him, but there is one thing that I absolutely adore about him. You see - his joints squeak while someone bends them. I totally love that sound! It's so appealing that one day I might write a sonata for two pianos and a squaking knee :P

       

      4

       

      5

      Ciao bella bambina! I'm winking to you!

       

      Pojęcia nie mam jak mogło mi się spodobać takie coś. Niezbadane są wyroki losu! Ale obiecuję uroczyście, że nigdy nie sprowadzę do domu żadnego Pullipa. Tak mi dopomóż Bóg! A jeśli jednak złamię obietnicę, to wiedzcie, że ześwirowałam już do końca i odwieźli mnie w kaftanie bezpieczeństwa do wariatkowa.


      I still don't know why I love him so much. That might remain a mystery until the end of my days. But given this possibility I promise you, here and now, that I shall never ever buy a Pullip doll. If I shall break this vow you might consider me certifiably nuts and ready to be taken to the mental hospital.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (33) Pokaż komentarze do wpisu „Wenus aka Afrodyta”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 29 sierpnia 2014 23:13
  • sobota, 23 sierpnia 2014
    • Bo się przeleżała

      Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja chciałam, naprawdę chciałam zaprezentować ją wcześniej, tylko że, jak to się mawia na biblijną nutę: "duch wprawdzie ochoczy ale ciało mdłe". No ale cóż to jest półtora roku opóźnienia - wszak lalki się nie starzeją, jeść nie wołają i w ogóle charakteryzują się nieprzeciętną cierpliwością, a niektóre, dodatkowo, nadzwyczajną urodą. Ta, o której piszę, może się nią poszczycić. Ba, ona ma ją nawet udokumentowaną na piśmie:


      The road to hell is paved with good intentions. I swear that I wanted, really, really wanted to show her to you earlier, but, as the holy book says: „The spirit is willing, but the flesh is weak”. Well oh well, I'm only 18 months late with this blog entry, and I hope that you'll forgive me. The doll we're talking about doesn't mind the delay at all – she's a girl who never gets angry, who's extremely patient and, additionally, she can be proud of her incredible beauty. You wouldn't believe, but she actually has it properly documented in writing:

       


      01

       

      A nie mówiłam?

      Told ya!


      

      A więc ona. Kłamliwa podszywaczka. Z wyglądu zupełnie podobna do Barbie, ale to przecież klon, o czym świadczy i opakowanie i jakość wykonania i ubranko bez firmowej metki i brak jakichkolwiek oznaczeń na ciele. Że już nie wspomnę o nietypowej gamie kolorystycznej makijażu (zauważcie, że właśnie wspominam).


      There she is – the deceitful little thing. Judging by appearances she is a Barbie doll, but don't let her pull your leg, in reality she's a clone. All the gathered proofs testify against her – her own quality, the way her box looks like, the clothes she's wearing and the lack of any markings on her body. Not to mention the unusual make up (please notice, that I have just mentioned it – I'm such a mischievious person ehehehehe :P)


      

      2

      Z przodu - Barbie ...

      En face portrait suggests that she is a typical superstar Barbie ...


      2

      Od tyłu - jedna z wielu nierozpoznawalnych, lalkowych blondynek.

      … while the photograph taken from the back reveals the truth – she's one of those many unrecognizable, blond dolls that there are so many around. Unknown identity. She could be a killer in disguise ...


      

      Lubię zieleń. Głównie roślinną, ale w innych odmianach też mi pasuje. Na przykład w tęczówce oka. A już w połączeniu z fioletem to już zupełnie czad (piszę tak, bo reklama jest dźwignią handlu i kiedy ja ją pochwalę, to i Wy będziecie chwalić, a poza tym, to biedula nie ma za dużo cech, które by ją czyniły wyjątkową, więc uczepiłam się tej zieleni jak rzep psiego ogona).


      I like green colour. Psychologists say that it's the colour of balance and harmony, and that's so damn true. Everyone who appreciates communing with nature will confirm that.

      The colour green can be tempting too. For example when it happens to be the colour of a human (or a doll's) iris. Green eyes are sexy, but believe me, they are even cooler when green is combined with deep purple (OK, we will stop here for a a word of explanation – I really need to stress the fact that this doll has unusual eyes, because it's her only distinctive feature. There are no other assets that make her special, so, in order to make her more attractive to you and to myself I will stick to the opinion that green and purple eyes are exceptional and uber cool! Howgh!)



      3

       

       

      Nie wyróżnia jej najzupełniej pospolity kolor włosów, ani fryzura, ani rysunek oka, ani odcień karnacji, a już najmniej nieskomplikowany i zbyt skąpy na tę porę roku strój pływacki. Ona biedna butów nawet nie ma i nie wygląda, żeby się ich kiedyś dorobiła, bo niby skąd? U mnie po pudełkach walają się same chłopskie człapaki, a jeśli się nawet i trafi jakiś damski pantofelek, to nie od pary. No i jak tu żyć, panie premierze, biednej lalce, jak tu żyć?


      In fact, she's really a miserable doll. She has no decent clothes, her hair colour is not original, her haircut is outdated. Nothing special, nothing at all! She doesn't even have shoes – would you believe it?! Poor, poor thing! I'm afraid (knowing my own mean character) that she will remain barefooted until the rest of her life. I don't collect female dolls anymore, so, as a result, I don't have any female shoes that would be appriopriate for her. And I don't plan buying any either. Sorry sweetheart! Your owner is a horrible person, and you'll have to deal with it somehow!


      

      4

       

       

      Największy ambaras mam z jej włosami, bo nie trzymają się głowy nazbyt mocno, a wręcz przejawiają umiłowanie do dalekich wędrówek, z których większość kończy się podróżą do śmietnika na szufelce. Z tego powodu czesanie zupełnie nie wchodzi w grę. Nie żebym za tym szalała. Jeśli chodzi o sprawy związane z odrestaurowywaniem fryzur, to najprzyjemniejszą i dającą mi największą satysfakcję czynnością jest wyskubywanie włosów z lalkowych głów, po uprzednim opitoleniu tychże na jeżyka. Żeby nie wyjść na bezmyślnego niszczyciela napomknę, że w większości przypadków ogołacanie lalek z owłosienia ma na celu przygotowanie ich do rerootu, tyle że zazwyczaj kończy się na dobrych chęciach. Skubanie kłaków jest fajne i uspokajające, a ich wszywanie już nie, no więc koncentracja i zapał wystarczają mi tylko na czynności wstępne. 


      My biggest concern is her hair, because the way it's rooted cries out for vengance. In short - her hair has a tendency to pop out and travel (sometimes it goes with the wind, at other time I help it to dive straight into the trash bin). Because of that troublesome „travelling” tendency I don't dare to brush her at all. I don't mind that too much – you see, I don't really fancy brushing dolls. Combing out the tangles always makes me feel like a cattle boiling with anger. The only thing that I actually like about dolls' hair, is that you can cut it short and pluck it out with tweezers, which is soooooooo relaxing. And I assure you that it has nothing to do with the unnecessary cruelty, because, in most cases, it's just a prelude to rerooting. Let's not mention the fact that I usually don't finish what I've started.



      5

      Siekiera jak siekiera. Stara, nieostra i skorodowana. Ale wyjątkowo przydatna - teraz dziesiątki osób będą zachodzić w głowę o co chodzi na powyższym zdjęciu.

      And now let me introduce you to the hatchet. It might be old, blunt and coroded but it adds so much depth to the picture above. (Yeah, I'm just kidding :P)


      

      W zielonościach jej zdecydowanie najlepiej, więc w poszukiwaniu najlepszych ujęć właziłyśmy kolejno: w maliny, w gęstwę tuj, w kępę bukszpanu i w skupisko języków teściowej.


      I've noticed that this doll really looks good against the green background, so in order to make her happy we dived into a raspberry shrub, a ring of thuja trees, a clump of yucca and a cluster of buxus.



      6

      7

      8

      9


       

      Kiedy ona i ja pławiłyśmy się w ogródkowych zielonościach, pozostawione same sobie lalczyne pudełko lało rzęsiste łzy, że nikt się nim nie interesuje. A warto, bo to dziwadełko. Podróbkowo wielkie się kłania, ale z przymrużeniem oka, bo jakość opakowania i jego podobieństwo do oryginalnych pudełek barbiowych to jedna wielka ściema.


      While both of us were fighting our way through the garden jungle, the doll box, left all alone, took a couple of selfies, using my mobile phone (that's why the photographs are so blurry).

      I need to confess that I like this box more than a doll it contains, and I swear I'm not kidding. I tell you guys, this box is trully a piece of art (wink).


      

      9

       

       

      Z przodu to jeszcze luzik. Ale jakie fajne jest z tyłu - łojezusicku! Z tyłu są opisy! I zdjęcia dostępnych w sprzedaży strojów! Miód na moje serce!


      The front is not so bad. The real adventure starts when you take a peak at the back! Please, prepare yourself mentally to see something breathtaking, abominable and terryfying at the same time. Ladies and gentlemen – let this box entertain you!



      10

      Fashionistki by się obśmiały. Taka zginalność to jest nic!

      I know a couple of dolls with better bendability, but let's all remember that my dolls comes from ancient times the eighties, so let's turn a blind eye to it.



      10

      10

      Moda trochę niedzisiejsza, ale nie jest źle. Źle będzie za chwilę:

      Clothes. Hmmm, the best description of the clothes presented above would be „old fashioned”. Please note that „old fashioned” doesn't mean „tragic”. But trust me, „tragic” will happen in a moment.


      

      10

      10

      10

      Wypisz-wymaluj ubranka na czajnik! Kto na taką zgrabną lalkę takie tułuby nakłada?

      Told ya! What do you see when you look at 3 dresses presented above? Tragedy!


       

      10

      "She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)" - tia .... Dziękuję Bogu, że "not included". Paskudztwo, okropieństwo.

      "She can be dressed up with kinks of beautiful clothes, decoration (not included)" – oh really? No clothes included? That's actually good! I really appreciate the fact that the producer didn't add any of those „beautiful clothes” to the box. They're appaling.



      Pudełko nie ujawnia zbyt wiele, jeśli chodzi o tożsamość producenta lalki, ale podaje choć nazwę dystrybutora, który sprowadził to cudo na polski rynek:

      The box doesn't reveal any information about the producer of the doll, but at least it gives us the name of the company that imported the toy to Poland:


      

      10

       

       

      Firma API zapisała się w Internecie niechlubnymi zgłoskami. Oto chwytające za serce wyznanie matki, która miała z nią do czynienia: "Kupiłam dzisiaj mojej córce gumowego kotka-piszczka. Umyłam go, polałam wrzącą wodą i dałam jej do zabawy. Wzięła go do buzi i za chwile zauważyłam, że ją trochę otrzepało. Zabrałam jej tego kotka i polizałam, okazało się, że guma jest gorzka!!! Strasznie się zdenerwowałam i kotek wylądował w koszu na śmieci. Nie chodzi mi o pieniądze lecz o to dlaczego sprzedają coś takiego dla dzieci? Zabawka made in china sprowadzana przez polską firme API. Zastanawiam się czy ktoś robi jakiś atest sprowadzanym zabawkom? Czy firmy patrzą tylko na zarobek? A co ze zdrowiem naszych polskich dzieci? Czy są jeszcze jakieś polskie zabawki?" 


       

      The company, operating under the name of API, seems to be one of those business enterprises that leave a bitter taste in the mouths of their clients. Literally. Below you'll find a traumatic confession of a mother, who bought a toy imported by API:

      Today I bought a rubber squeaking cat for my daugter. I washed it, poured boiling water over it and gave it to the child. She put it into her mouth and in a moment I noticed that she winced. I took the cat from her hands and licked it – the rubber was bitter.(...)”


      

      źródło: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

      source: http://forum.gazeta.pl/forum/w,572,52175367,52175367,Uwaga_na_zabawki_.html

       

       

      Śmichy śmichami, ale gdybym była na miejscu tej kobiety, to przedstawicielowi importera nogi bym z ... powyrywała.


      We might laugh at that, but if I were were this woman I would probably tear those bastards to shreds.


      Na wszelki wypadek nie próbowałam lizać swojej lalki. A nuż okazałaby się gorzka?


      I didn't even try to lick my doll. I don't like bitter taste at all.

      

       10

      Jakaż znów gorzka? Toż słodka jest!

      Oh, come on! She's not bitter! She's pure sweetness :)

      

       

      Dzisiejszemu wpisowi matkuje Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ - bo popełniła wpis o Barbiach, który mnie obudził) i ojcuje Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/ - bo od niego ją mam). Senk ju gajs!

      A teraz: Nara czytające tę notkę człowieki! Do nastepnego razu!


      We're heading towards the end of this entry, so, I believe, I should deliver a short speach, as I want to say "thank you" to two people who inspired me to to write it. These folks are: Medith Anera (http://meddiedolls.blogspot.com/ and Dollbby (http://lalkahalka.blogspot.com/

      And now, the speech:

      (The beginning of the speech) Thank you guys! (The end of the speech)

       

      See you all next time

      -------------------------------------------------------------------------------------------------------

      Ah, one more thing! I've decided to translate my blog into English and I'm currently searching for a Beta reader who could help me to get rid of my mistakes. Anybody out there? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (26) Pokaż komentarze do wpisu „Bo się przeleżała”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 23 sierpnia 2014 19:29
  • sobota, 16 sierpnia 2014
    • Piękno, rzecz względna

      Piękno to rzecz względna. Jednemu podoba się matka, drugiemu córka, a trzeciemu, jak uczą seriale z Ameryki Południowej, teść z teściową. Mnie natomiast nie podoba się barbiowy mold GG. Czuję się z tym ciut wrednie, bo obiektywnie patrząc mold ten jest:


      a) ładny na sposób "klasyczny"


      b) bardziej uniwersalny niż jakikolwiek inny typ twarzy, obmyślony przez Mattel


      Ja nawet wiem skąd mi się to bierze - kilka lat temu, nie wiedząc jeszcze, że wkręcę się w nałogowe zbieranie plastiku, chciałam odkupić, powodowana sentymentem, lalkę z dzieciństwa. Byłam święcie przekonana, że nie będzie z tym problemu, nie mając pojęcia, że facemold Superstar odszedł sobie po ciuchu do lamusa i zastąpiło go coś kompletnie innego.


      Otwieranie paczki z Allegro skończyło się smutkiem i bólem, (acz bez łkania i rzucania się na podłogę) bo lalka, która do mnie dotarła była co prawda uśmiechniętą blondynką w różowej kiecce, ale na tym podobieństwa do oryginału się kończyły. Na początku wydawało mi się, że wyobraźnia płata mi figla i że moja pamięć przekoloryzowała wspomnienia, ale później poszłam po rozum do głowy, zajrzałam do internetu (traf chciał, że prosto na blog Mieszka) i lampka w końcu się zapaliła. Wyszły z tego równania na miarę dokonań Einsteina. Brzmiały one tak:


      Barbie z moldem Superstar nie równa się Barbie z moldem GG. Mold GG równa się rozczarowanie.


      I jeszcze imperatyw kategoryczny: Doucz się, w oparciu o dane z sieci, kto jest kim w świecie Barbie, a za odkupowanie swojej lalki z dzieciństwa weź się, kiedy już będziesz coś wiedzieć!


      Rad mądrego człowieka warto słuchać, a że uważam się za szczura, który pozjadał wszelkie rozumy, więc rezultat był oczywisty - poszłam za własnym światłym napomnieniem. Nie uchroniło mnie to wszakże przed otoczeniem się całą kupą lalek z twarzami GG, bo jakimś cudem takie primadonny znajdowały się w każdej paczce z trupkami, która do mnie trafiała. One po prostu prowadziły zorganizowany desant na mój dom - jeśli pozbyłam się jednej, zaraz zastępowała ją druga, trzecia, czwarta ... Okropieństwo!


      W końcu, przytłoczona ilością napływających agresorów, postanowiłam wejść na ścieżkę wojenną. Na pomoc przyszły narzędzia tortur - zmywacz do paznokci, farby akrylowe i lakier Mr Super Clear, którego magicznym sposobem zawsze było za mało i zawsze był za drogi.


      Ile lalek GG zniszczyłam swoją inwencją twórczą - nie wiem. Sądząc po ilości ciał w typie belly button, które szwendają mi się po pudle z plastikowymi pierdołkami, było ich nie mniej niż 10, ale nie więcej niż 30. Nie wiem czy to dużo, co gorsza, nie mam żadnych wyrzutów sumienia w związku z celowym i zaplanowanym lalkobójstwem. Od małego miałam w sobie duszę niszczyciela.


      Po tym krótkim wstępie przejdę w końcu do tego, co chciałam zrobić od razu, ale doszłam do wniosku, że bez rzucenia na żer czytających odrobiny tekstu nie bardzo mi wypada, bo któż wali od razu po oczach fotkami, kiedy można sobie w międzyczasie postękać na różne tematy.


      Jeśli ktoś był już na moim koncie Flickr to wie, że znowu puszę się kolejnym przemalunkiem, którym zaraz uczęstuję i Was. Biedni moi - teraz będziecie mieli zgryz jaki komentarz napisać pod tą notką, bo w przypadkach czyjejś twórczości przyjęło się chwalić i wysławiać (to jak mówienie o zmarłym - można tylko dobrze, bo w innym przypadku ludzie posądzą o zawiść, chamstwo i Bóg wie co jeszcze).


      01

       

      To jest właśnie to lico, nad którym spędziłam w twórczym szale wczorajsze popołudnie, przygryzając przy pracy koniuszek języka i posmarkując z rozczulenia, że zaprezentuję Wam efekt końcowy i nazbieram komciów a komciów. Całe wory komciów zaczynających się od słów: "Ależ śliczności!" :D


      2

       

      Jakie ja przeżyłam w trakcie malowania chwile grozy, to aż strach opowiadać. Uchylę jednak rąbka tajemnicy - ofiarą czarnej farby akrylowej padł biały obrus. Nie wiem czy się dopierze. Z drżeniem łydek czekam wieczora, kiedy wyjmę go z miski z odplamiaczem i wrzucę do pralki. Moczył się całą noc, więc jakaś tam szansa na cudowne ocalenie istnieje. Moje obawy wzbudza jedynie fakt, ze farba, która go splamiła, jest podobno dobrej jakości. Zobaczymy co okaże się silniejsze - odplamiacz czy środek malarski.


      3

       

      Oprócz obrusa ucierpiała i sama lalka, ale to oczywiście było wliczone w ryzyko. Co ciekawe, jeszcze wczoraj wieczorem wydawała mi się ona szczytem piękności (w ciemności wszystkie kobiety i lalki są najpiękniejsze), a dzisiaj już mi entuzjazm trochę opadł, ale nadal utrzymuję, że wspięłam się na szczyty własnych umiejętności. Co prawda nie wytłumaczę Wam co robią te białe mazy na brwiach, ale zaręczam, że stał za tym jakiś głębszy zamysł artystyczny. Brak połysku na części ssąco-całującej jest zamierzony. Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że przy nakładaniu glossu (bardzo lubię to słowo, choć niepolskie) zawsze spieprzę sprawę, więc tym razem sobie odpuściłam. Co prawda widać inne niedoróby (bardzo liczę na to, że mi je wypunktujecie, bo zależy mi na tym, żeby z czasem się ich pozbyć!), no ale i sam Rembrandt też czasami odstawiał chały (to moje przypuszczenie, żadnej chały "made by Rembrandt" nie widziałam).


      Aby zaś skończyć wpis mocnym punktem dziabnę jeszcze jedną fotografię łołołaka (jakby wszystkie nie były takie same :P). No ale tu tło jest inne - zielono rustykalne (bo z tyłu widać kawałek drewnianego płotu, który sama malowałam na brązowo - ma się to zamiłowanie do farb i pędzla!)


      4

       

      Na koniec apel: Nie bójcie się wytykać błędów! Jeśli chcecie napisać coś miłego - go for it!, jeśli skrytykować - go for it too! Słowa krytyki mają wielką moc - pomagają zmazywać niedociągnięcia i dążyć do lepszych rezultatów (no, może za wyjątkiem sytuacji, kiedy krytyka ma ciężar cegły, którą bije się kogoś po głowie)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (30) Pokaż komentarze do wpisu „Piękno, rzecz względna”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      sobota, 16 sierpnia 2014 14:06
  • sobota, 26 lipca 2014
  • środa, 16 lipca 2014
    • Muminki

      Nigdy nie lubiłam Muminków. Tych z książek. Wszystkie postacie drugoplanowe wydawały mi się świetne, ale samej rodziny jakoś nie trawiłam. Muminek był zbyt dziecinny, Mamusia za słodka, Tatuś nijaki. Pewnie dlatego najbardziej podobał mi się tomik o przygodach Muminków, w której nie wystąpił żaden z członków hipopotamopodobnej rodziny - "Dolina Muminków w listopadzie".


      Lubiłam za to, i do dzisiaj lubię, całą armię innych trolli, które kryły się w zakamarkach muminkowej (muminiej?) Doliny - Mimblę i Małą Mi, Paszczaka, Filifionkę, Ryjka, Hattifnatów no i Włóczykija, który to pojawiał się, to znikał i nikt nie wiedział gdzie podziewał się w czasie, gdy Dolina Muminków spała pod śniegiem.


      Taaaak, Włóczykij był zdecydowanie moim ulubieńcem. Właściwie to kładł wszystkie inne postacie na łopatki już w przedbiegach (nawet Małą Mi i Bukę, które w rankingu ukochanych bohaterów zajmują honorowe drugie i trzecie miejsce) i nigdy nie znalazł się dla niego żaden godny przeciwnik. Mógłby nim być jakiś Paszczak, ale znowóż Paszczaki występowały tak rzadko, że nawet zebrane do kupy nie stworzyłyby odpowiedniej przeciwwagi.


      "Od zawsze" wydawało mi się, że Włóczykija w książeczkach o Muminkach jest  zdecydowanie za mało. Brakowało mi tomu o jego przygodach poza doliną, więc w myślach układałam sobie historie jego nieznanych wędrówek. Gdzież on w nich nie zaszedł - zwiedził królestwo syren w morzu, żeglował w latającym statku po niebie i zapuścił się nawet do wnętrza kwiatu, gdzie przeżywał dziwne przygody w towarzystwie roślinnych duszków, podejrzanie podobnych do postaci z serialu "Było sobie życie". Sprawiało mi przyjemność wymyślanie coraz to nowych miejsc, które mógłby odwiedzić, bo jak wiadomo, w każdym nowym miejscu czeka nieznane, które aż prosi się, żeby je odkryć i oswoić.


      W końcu ułożyła mi się w głowie historia, w której Włóczykij zawędrował tak daleko, że przekroczył niepostrzeżenie granicę między światami i zgubił drogę do Doliny Muminków. Trochę jak w serialu "Zagubiony w czasie" i z równie przykrym (acz otwartym na możliwość zmiany) zakończeniem.


      Nie mając możliwości powrotu "Pan W." został w świecie, który go uwięził i nauczył się w nim żyć. Tu się postarzał i pewnego dnia doszedł do wniosku, że czas pogrzebać przeszłość, bo gdyby nawet wrócił do Doliny Muminków, to już by się w niej dobrze nie czuł i by do niej po prostu nie pasował. Wyrósł z niej jak wąż z wylinki. Nie zagubił jednak w sobie miłości do wędrówek i postanowił znaleźć nowe miejsce, do którego mógłby wracać na wiosnę i uciekać z niego zimą. I wyszło jakoś tak, że zadomowił się na Śląsku, zapuścił na gębie zarost, złożył na łeb kask i poszedł fedrować węgiel do kopalni, a po pracy chlibać wodziankę i zagryzać krupniokiem. Don't ask me why. Tak wyszło :P

       

      A teraz wyjaśnienie po co ten dziwaczny wstęp. Otóż nie mogłam się powstrzymać, aby nie nazwać jednego ze swoich chłopaków Włóczykij. Nie mam pojęcia, skąd mi się przyplątało to imię, bo lalek nijak do Włóczykija "właściwego" nie jest podobny. Można by pomyśleć, że nadało się samo, albo przyczepiło jak rzep do psiego ogona. No cóż, niech będzie Włóczykij :)

       

      01

       Makijaż od Kamarzy.

      02

       

      03

       

      Włóczykij zaprezentował się w formie głowy, bo nie ma jeszcze reszty ciała. Ciało dziwnym trafem siedzi sobie w Chinach. Mam nadzieję, że za jakiś czas trafi do Polski, bo jeśli nie trafi, to przyszłość Włóczykija będzie smutna. Bez nóg trudno się przemieszczać :P

       

      Pomysł z połączeniem blogów jest głupi, wracam na stare śmieci!


      I jeszcze na koniec przeprosiny. W ostatnich tygodniach byłam wredna i nieprzyjemna w kontaktach mailowych. Trochę mi się kłopotów nad głową zebrało i wyrosły mi kolce. A teraz się wstydzę. I przepraszam. Dla niewinnych ofiar złego humoru - kwiatek na przebłaganie:


      04

       

      I jeszcze mały dodatek. Myślę, że przyjemny. Dla "staruchów" do powspominania, a dla "młodych" - jako przyjemne zakończenie wieczoru:

      

       

      Kolejne części nietrudno znaleźć :) A słucha się tego starego, starego słuchowiska z płyty winylowej (o chwała ci, jutubie!) jak melodii z dzieciństwa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (23) Pokaż komentarze do wpisu „Muminki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 16 lipca 2014 21:36
  • wtorek, 01 lipca 2014
    • Time to move on

      Lipiec to dobra pora dla zmian, a mnie od jakiegoś czasu niezmiernie ciągnie do tego, by ciut odświeżyć swoją działalność w sieci. Jak kilka osób wie, zanim założyłam „Doll land”, wyżywałam się w blogu pod nazwą „Bajki Starego Zgreda”. Z nastaniem ery lalkowania „Bajki” zarosły mchem i paprocią i jest mi z tym niedobrze, smutno i przykro.

      Zaangażowanie w sprawy lalkowe to jedno, a ciągoty do odnowienia starej działalności – drugie, ale kto powiedział, że obydwu typów aktywności nie można połączyć? No właśnie – nikt! Stąd postanowienie, by dokonać symbiotycznego złączenia „Doll landu” i „Bajek”.

      W związku z powyższym od dziś wszelkie nowe notki lalkowe będą publikowane pod nowym adresem, zaś w miejscu, gdzie obecnie jesteśmy wywieszam kartkę informacyjną: The blog has moved! You will automatically be redirected to the “Bajki Starego Zgreda” website within 20 seconds. Please update any bookmarks you may have in place.

      No dobra, ten zapis powyżej to ściema :P Nie ma żadnego przekierowania automatycznego. Żeby dostać się na nową platformę trzeba wykonać pracę i kliknąć na link poniżej, albo też skopiować go do przeglądarki:

      http://staryzgred1979.blox.pl/html

      Tu muszę ostrzec – „Bajki” nie są blogiem przeznaczonym dla czytelników poniżej 18 roku życia! Będą się w nim pojawiać wpisy związane z erotyką, teksty traktujące o rzeczach mogących wzbudzać niesmak i obrzydzenie. Wpisy lalkowe będę wyraźnie oznaczać w tytule literką „L”. Wszystkie pozostałe będą jej pozbawione.

      Mam nadzieję, że będziecie zaglądać od czasu do czasu na moje nowe (staro-nowe) siedliszcze. „Dolland” oczywiście pozostaje w sieci, jako miła pamiątka i miejsce, gdzie się lalkowe wariactwo zaczęło, ale od dziś (fanfary!) rolę mojego miejsca sieciowego zamieszkania pełnią „Bajki” .

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Time to move on”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 lipca 2014 11:09
  • sobota, 14 czerwca 2014
  • środa, 21 maja 2014
    • Kusy i jego sługi

      Dzisiejsze dzieciaki i nastolatki, wychowane na krwawych horrorach i brutalnych grach komputerowych, boją się chyba niewielu rzeczy. W końcu prawie wszystko widziały już na ekranie telewizora czy komputera. Ludzie z mojego pokolenia mają w tej dziedzinie skromniejsze doświadczenie - w czasach naszej młodości niegrzeczne dzieci straszono jeszcze diabłem i czarownicą, tudzież tym, że "przyjdzie czarny lud z długimi, ostrymi zębami i cię do worka zabierze". Rolę straszaka na niesfornych pełniła też przez jakiś czas czarna Wołga, ale że nie należy ona do zjawisk świata nadprzyrodzonego, dziś pominiemy ją milczeniem.


      Najobfitszym źródłem przerażających historii była w mojej rodzinie babcia, która znała całą masę ścinających krew w żyłach bajek i nie miała żadnych oporów, żeby je opowiadać swoim ukochanym wnuczkom. Największą furorę wśród tych bajań robiła zawsze (ale to zawsze!) historia niegrzecznego dziecka, które nie dość, że nie chciało słuchać swojej matki, to jeszcze zdarzało mu się podnosić na nią rękę, za co zostało ukarane po śmierci. Otóż w trzy dni po pochówku na grobie dziecka zaobserwowano ciekawy fenomen - z mogiły zaczęła wystawać mała rączka. Próby jej zasypania przez grabarzy nic nie dawały, nieletni nieboszczyk nie pozwalał się pogrzebać. Dopiero rada świątobliwego człowieka pozwoliła rozwiązać problem. Aby zmarłe dziecko zaznało spokoju, należało przez trzy dni biczować wystającą z grobu rączynę cierniową miotełką. Do krwi. Bić miał zaś nie byle kto, bo matka niebożęcia. Rozwiązanie rodem z horroru!*


      Na drugim miejscu plasowała się historia o diable. Który, jak utwierdzała babcia, czaił się zawsze w pobliżu stołu, przy którym rodzina zasiadała wspólnie do posiłku. Piekielny gość czatował na dzieci, które nie umiały odpowiednio się zachować - jeśli majtały pod stołem nogami, to wskakiwał im na stopy i bujał się na nich jak na najwspanialszej huśtawce, jeśli zrzucały z blatu sztućce, to polerował je swoim brudnym ogonem, a gdy, nie daj Boże zdarzyło się im rozbryzgać zupę lub rozsypać ziemniaczki, to wskakiwał na stół i oblizywał wszystko co wypadło z talerzy. Przy obiedzie zawsze z ciekawością rozglądaliśmy się wkoło w poszukiwaniu piekielnika, ale nigdy się przed nami nie odkrył, ani nie potwierdził swojej bytności. Może bał się zasiadającej przy stole babci?


      Na miejscu trzecim, ale wcale nie najmniej ważnym, lądowała historia o czarownicy spod łóżka. Wiedźma była zupełnie niegroźna w dzień, ale w nocy - ho! ho! - w nocy stawała się straszna. Po zapadnięciu zmroku Baba Jaga wypełzała z ukrycia i w napięciu czatowała, czy spod kołdry nie wysunie się przypadkiem dziecięca nóżka lub rączka. Jeśli się wysuwała, to czarownica miała prawo ją ukąsić lub pocałować. Oczywiście wszyscy panicznie baliśmy się tej bajkowej jędzy i jeśli ktokolwiek po przebudzeniu znalazł na swoim ciele jakaś rankę (najczęściej bywał to ślad od ukąszenia komara), to mówiło się, że we śnie został ucałowany przez Babę Jagę.


      Lęk przed Babą Jagą i diabłem już dawno wywietrzał mi z głowy, ale pewna melancholijna sympatia dla tych potwornych postaci pozostała. Pewnie dlatego, gdy nadarzyła się okazja, przygarnęłam do domu potworne trio (pieszczotliwie zwane „małym sabatem”), składające się z niewymownie czarującego dżentelmena w czerwonym płaszczu oraz dwóch olśniewających dam o nieco przydługich nosach.

       

      1

      2

      3

      4

       

      Zarówno „on” jak i „one” były kiedyś „zmechanizowane” – po naciśnięciu schowanego w rękawie guziczka, świeciły im się na czerwono oczy, z brzucha wydobywał się zgrzytliwy śmiech zaś tułów kołysał się spazmatycznie na boki. Te niewinne właściwości piekielnego towarzystwa napędziły mi kiedyś niezłego stracha. Otóż baterie, umieszczone wewnątrz zabawek, reagowały podczas burzy i pewnego razu zdarzyło się, że po uderzeniu pioruna diabelska trójca samoczynnie się uruchomiła, po czym po krótkim wybuchu szalonego śmiech rymnęła zespołowo na ziemię. Dla osoby, która boi się burzy i szczęka ze strachu zębami po każdym uderzeniu pioruna, takie dodatkowe atrakcje są ponad siły. Kusy i jego towarzyszki wystraszyli mnie tak bardzo, że wyskoczyłam po ciemku z łóżka i poleciałam wyjąc z przerażenia w poszukiwaniu pomocy do pokoju młodszej siostry**. Do dziś pamiętam jak mocno waliło mi wtedy serce.


      5

      6

      7

       

      Skok z półki na ziemię pozostawił na dwóch piekielnikach wyraźne ślady – diabeł ułamał sobie palec u lewej nogi, zaś większa czarownica straciła zdolność świecenia oczami i kiwania się na boki. Kilka dni później zepsuła się też jej młodsza siostra. Diabeł trzymał się stosunkowo długo, ale w końcu i on doznał trwałego uszczerbku (pewnie rozlała mu się w środku bateria). Dziś żadne z trojga nie ożywa już pod wpływem pioruna i siedzi grzecznie na półce, zbierając kurz.


      8

      Rawwwwwwwr, ależ jestem straszliwy! Prawdziwy książę ciemności!

       

      *Po latach okazało się, że historia opowiadana przez babcię miała swój literacki pierwowzór - w opowieściach braci Grimm, ale kiedy byłam mała, nie mogłam o tym wiedzieć.

      ** Zamiast działać po głupiemu i uciekać z łóżka trzeba było użyć sprawdzonego sposobu i postawić w oknie zapaloną gromnicę, która, jak twierdziła z całym przekonaniem babcia, chroni dom przed uderzeniem pioruna i równie skutecznie odstrasza siły nieczyste.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Kusy i jego sługi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      środa, 21 maja 2014 18:45
  • czwartek, 17 kwietnia 2014
    • Tony "kiepski dzień miałem" Stark

      Uwielbiam komiksy i odkąd pamiętam miałam ich w domu wielkie ilości. Z najdawniejszych czasów zachowały się odcinki serii "Kajko i Kokosz" (i wcześniejszej - "Kajtek i Koko"), "Tytus, Romek i a'Tomek", "Thorgal", "Hugo", "Doman", dwujęzyczne komiksy o historii Polski, "Przygody Kleksa", genialne albumy  Tadeusza Baranowskiego ... Z nowszych - "Hellboy" i cała masa różnych, bardziej lub mniej udanych mang oraz wydawnictw jednoodcinkowych. Czego to ja w dawnych czasach nie czytałam! Właściwie połykałam wszystko, co wpadło mi w ręce i co trafiało na nasz rynek. Magia obrazkowych historyjek była niezwykle silna!


      Komiksy podczytuję z ogromną przyjemnością do dziś. Nie śledzę już tylko dokładnie wszystkiego, co dzieje się na rynku. Trudno by mi było to robić, przy ogromnej dostępności wszelkiego rysunkowego dobra. Ostatnią serią, którą jako-tako dobrze kojarzę, jest wielotomowa historia o "Sandmanie" Neila Gaimana. Później - długo, długo nic. No, może oprócz serii o Iron Manie. Którego (o smutku nieszczęśliwej duszy!), poznałam dzięki filmom kinowym.

       

      Wiem, że Iron Man pojawił się po raz pierwszy dawno, dawno temu, ale dla mnie zaistniał tak naprawdę dopiero w 2008 roku, kiedy na ekrany kin wyszedł film z Robertem Downey'em Juniorem. Którego uwielbiam. Za całokształt. I mogę się w niego wgapiać. Bardzo długo. Kompletnie zapominając o tym, że ten pan to idealny przykład kokainowego Jasia. Cóż począć, wszyscy mamy jakieś wady.

       

      1

       

       

      Tony Stark, aka Iron Man, ma dla mnie twarz Roberta i ciało Roberta (ach, ucisz się nienasycony zboczeńcu!) i to się już chyba nie zmieni. A jeśli wspomnieć to, że lubię przekładać żywe oryginały na język plastiku, to stanie się jasne, że musiałam (no naprawdę MUSIAŁAM) włączyć go kiedyś do mojego męskiego, pełnego testosteronu (plastikeronu?) haremu (zarządzanego przez jedna taką Kotkę, która robi w chłopiarni za żandarma).

       

       

      No więc Tony Stark. Przesympatyczny babiarz o niewyparzonym jęzorze, wielkich ambicjach i jeszcze większym ego. Baaardzo popularny wśród młodzieży płci obojga (i genderów też!). Uwieczniony nie raz i nie dwa w masie plastycznej przez "firmę, której nazwy nie ośmielę się wymówić, bo robię to zbyt często":


      01

      Och, piękny Tony ... I te światełka - jak wabik na nerdów! Me gusta!


      02

      Ten też niebrzydki. I uśmiechnięty. A uśmiechnięty chłop to dwakroć tyle seksapilu w centymetrze sześciennym.


      3

      Wstyd się przyznać, ale i ten mi się podoba. Skutkiem tego w głowie uruchamia się hasło "Collect them all". Tiaaa - "them all" - akurat dam radę ...

       

      Jak znam życie, to w związku z niesłabnącą popularnością Iron Mana, w przeciągu kolejnych lat w sprzedaży na pewno pojawi się jeszcze wiele przyjemnych dla oka figurek (kiedy to piszę "Firma, której nazwy nie ośmielę się wymówić" pracuje nad kolejnym prototypem), ale że jest już dostępna ta jedna, jedyna, która spowodowała u mnie zakochanie od pierwszego wejrzenia, więc nie czekam na następne - i cieszę się wersją, znaną wśród fanów  jako "Tony w opałach" (z racji swojej malowniczo pokiereszowanej gęby, czy też, ślicznej twarzyczki, jak zwykły mawiać psychofanki).

       

      Tony, jak i cała reszta mojego "dziadostwa", nadszedł w pokaźnym pudle. W zasadzie to mogłabym się tu pozachwycać jakie to pudło ładne, jak starannie wykonane, z jakiej wspaniałej tektury i tak dalej i tak dalej, ale mi się nie chce, bo opakowanie, jak na standardy "światowe" jest przeciętne. Gdyby Tony był moją pierwsza figurką ever, to pewnie łkałabym z zachwytu nad każda gumką recepturką i kawałkiem plastiku, w który go owinięto dla zabezpieczenia, ale że nie jest ... to na wycie rozkoszy trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać (rozlegnie się ono, gdy  dojdziemy do zawartości trumny - czyli za jakieś dziesięć zdań od teraz). Na razie: pozbawiona emocjonalności dokumentacja fotograficzna "upakowki":

       

      1

       

      1

       

      Słodki rodzyneczek, do którego moja dusza rwała się już od połowy zeszłego roku, jak na miliardera przystało, przyjechał w otoczeniu różnistych dodatków. Oto i one - świeżo wyjęte z opakowania, jeszcze pachnące nowością! (ale już niedługo stracą tę dziewiczą  niewinność, bo zamierzam ich aktywnie używać :P)

       

      Tym razem, co trochę mnie zdziwiło, figurka dostała nieco mniej wymiennych dłoni, niż to zazwyczaj bywa :

       

      1

      Tony, czy mama cię nie uczyła, że nieładnie pokazywać paluchem?

       

      Za to w zestawie znalazło się coś, za co mogłabym wycałować całą ekipę HT - wymienna, "uzbrojona" łapka ze zginalnymi palcami. Normalnie "BJD hand"! Jejku jej!

       

      1

      Łapka w stanie spoczynku.

      1

      Łapka w stanie "pobudzenia" :P

       

      Tony wniósł mi w wianie sporo innych akcesoriów. Na przykład broń, która przyda się, gdyby nasz kraj znów mieli chęć napaść Niemcy:


      1


      1

      Nie bój się, mała! Ja cię przed każdym niebezpieczeństwem obronię!

       

      I insze cuda na kiju:


      1

      1


      Nawet wymienna nóżka się znalazła :)


      1

      Gdyby wszystkie te elementy dostał w swoje ręce MacGyver, to pewnie zbudowałaby z nich prom kosmiczny :)

       

      Ale najfajniejszy artefakt Tony nosi w swoim ciele. No bo co to był za Stark, jeśli nie miałby w piersi reaktora?

       

      1

      W roli gościnnej - łapka mojego taty :) Reaktor się świeci, czego nie udało nam się ująć na zdjęciu, ale nadrobimy to w przyszłości.

       

      No dobrze, akcesoria akcesoriami, ale ja tam najbardziej czekam przecież na NIEGO. Nie napiszę, że jest idealny, bo jest w nim kilka szczegółów, które mi przeszkadzają (między innymi niedoróbka firmowa - lewa łapka mojego kwiatuszka nie zgina się w łokciu, buuuuu!), ale wierzę, że da się przejść nad nimi do porządku dziennego. W każdym razie nie skreślam go dlatego, że jest trochę poszkodowany przez życie. A może to tylko efekt "battle damage"? W końcu Tony to chłopak, który non stop pakuje się w bójki.

       

      oaoaoa

      When you wear glasses, wear them like a boss!

       

      ghghhg

      Zamiłowanie do kłopotów jest bardzo wyraźnie wypisane na jego twarzy. Można by nawet rzec: "wypisane krwawymi zgłoskami"!

       

      Jucha, jak to jucha, leje się obficie. Wiem, że niektórych może zniesmaczyć taka uszkodzona gęba (kiedy moja mama po raz pierwszy zobaczyła Tony'ego, zakrzyknęła wielkim głosem: "Zabierz to paskudztwo sprzed moich oczu!"), ale mnie bardzo, ale to bardzo się podoba. Taka ładna krew!

       

      1

      Każdy wampir z chęcią wylizałby Tony'emu twarz (o rety, o czym ja myślę? 1)

       

      Nie mam żadnego wampira na podorędziu, ale wśród moich zboczeńców chłopców znajdzie się ktoś, posiadający magiczne moce, kto z chęcią zajmie się opatrywaniem ran kolegi. Zobaczymy z jakim skutkiem. Może nawet Tony'emu łapkę zreperuje? Ozłociłabym go za to! Tożsamość tajemniczego uzdrowiciela chyba nie będzie dla Was tajemnicą :)


      1

       

       

      Romanse kwitną, wiosna w pełni, a przed nami święta. Z tego powodu, pozwolę sobie życzyć Wam, lalkowi (i wcale nielalkowi) wariaci, radosnych dni w rodzinnym gronie, smakołyków na wielkanocnym stole i wesołego dyngusa!


      1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (25) Pokaż komentarze do wpisu „Tony "kiepski dzień miałem" Stark”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 kwietnia 2014 17:29

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com