Doll land

Historie nieświęte

  • wtorek, 02 kwietnia 2013
    • O Jasiu i Małgosi

      Dawno, dawno temu, kiedy nasze pra-pra-pra-pra-pra-babcie i dziadkowie byli jeszcze młodzi, w pewnym lesie żyła sobie rodzina drwala. Biedna to była rodzina, ojciec ledwie zarabiał na chleb powszedni dla żony i małoletnich dziatek: Jasia i Małgosi. Frasował się co niemiara dobry człek, co zrobić, by dzieciom swoim życie dobre zapewnić, lecz pomimo tego, że pracował ciężko, cała rodzina zawsze chodziła głodna.

       

      01

      Jaś i Małgosia byli bliźniakami, choć na pierwszy rzut oka wydawali się niepodobni. Było to tylko złudzenie optyczne.

       

      Pewnej zimy, gdy ziemię ściął straszliwy mróz, w chatce biednej rodziny wydarzyło się nieszczęście. Żona drwala, przez nieuwagę wylała na siebie garnek z ukropem i w kilka dni po tym umarła. Cała rodzina bardzo po niej płakała, lecz że ze śmiercią kobiety głód zaczął dziatki jeszcze bardziej dręczyć (ojciec zupełnie się na gotowaniu nie znał), przeto trup nieszczęsnej niewiasty został zjedzony i ogryziony z mięsa do ostatniej kosteczki.



      A gdy i tego żałosnego posiłku w chacie już nie stało, Jaś wziął do ręki siekierę i starego ukatrupił, tak więc przez czas jakiś jeszcze jemu i siostrze mięsa starczyło. Żylaste ono było i twarde, ale się przecież pociąć i w kotle ugotować dało. Zjadły przeto dzieci oboje rodziców i znów śmierć głodowa w oczy zaczęła im zaglądać. Postanowiły zatem, że muszą zacząć zarabiać i otworzyły w chatce swojej burdel dla starych zboczeńców, rozsmakowanych w urokach dziecięcego ciała. W krótkim czasie ów przybytek wszetecznej rozkoszy stał się sławny w całej okolicy i zewsząd ściągali tam wszelkiej maści pedofile.

       

      02

      Jaś cieszył się wśród klientów wielkim powodzeniem, bowiem miał twarz starego perwersa.


      Najczęstszym klientem była pewna stara wiedźma, która mieszkała ponoć w chatce z piernika i słynęła z bogactwa. Czarownica owa wielce była chutliwa i na młodych chłopców zajadła, wielu w swym długim życiu na śmierć już zajeździła. Bał się biedny Jasio, że i jego los ten spotka, przeto wraz z Małgosią obmyślił, że wiedźmę ze świata tego zgładzą.

       

      03

       

      Gdy zbliżył się termin kolejnej wizyty niewyżytej staruchy dzieci zastawiły na nią pułapkę. W momencie, gdy wiedźma stanęła w drzwiach ich domku dziateczki spuściły jej na łeb gar wrzątku, który ukatrupił starą babę równie skutecznie, co niegdyś ich mamusię. Ze schowaniem ciała problemów nijakich nie było, dzieci rozsmakowały się już w ludzkim mięsie i z przyjemnością czarownicę pożarły.


      Zbrodnia ich zostałaby w ukryciu, gdyby nie głupota Małgosi, która przywłaszczyła sobie złote pierścienie czarownicy i paradowała w nich po wsi. Na swoje nieszczęście Baba Jaga miała w tej wsi krewnego, bardzo brzydkiego chłopa, któremu Małgosia nigdy nie dała w pozycji "na mrówkojada", choć bardzo ją o to prosił. On to właśnie rozpoznał pierścienie swojej zmarłej ciotuchny na ręku dziewczęcia i doniósł o tym władzom. Te zaś zwinęły dzieci do ciupy i po torturach wymogły na nich przyznanie się do winy. Karą dla małoletnich morderców było spalenie na stosie, po wcześniejszym wydupczeniu przez mnichów z pobliskiego klasztoru. Tak właśnie skończyła się niechlubna kariera nieszczęsnych Jasia i Małgosi.

      

      04

      W roli Jasia wystąpił Nu Fantasy Hansel od Integrity Toys, jego słodką siostrzyczkę zagrało maleństwo nieznanego pochodzenia.

      Do obydwu lalek na pewno jeszcze wrócę, a jedna z nich doczeka się "recenzji".

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (30) Pokaż komentarze do wpisu „O Jasiu i Małgosi”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 kwietnia 2013 15:32
  • piątek, 15 lutego 2013
    • Post-walentynkowa bajka z trupkiem w tle

      Uwaga - będzie Harlequin! Czytać na własną odpowiedzialność! Zdjęć lalkowych - cała jedna sztuka, w dodatku, stara i już znana. Dlatego do czytania zachęcam wyłącznie wytrwałych, niezrażających się knotami w pensjonarskim stylu!

       

      Dawno, dawno temu, w odległej krainie żyli sobie król i królowa. Mieli wielki, bogaty pałac, wokół którego rozpościerał się wspaniały ogród. W skarbcu kryły się ogromne bogactwa, złoto, srebro i szlachetne kamienie. Mimo to król i królowa nie byli szczęśliwi. Choć stanowili zgodną i kochającą się parę do szczęścia brakowało im dziecka. Lata mijały, lecz Pan Bóg nie błogosławił. Małżonkowie utracili nadzieję na potomka. Zamartwiali się więc, że odejdą z tego świata nie zaznawszy radości rodzicielstwa.

       

      Pewnego dnia król wyjechał z drużyną z zamku na objazd włości. Na jego spotkanie wychodzili mieszkańcy mijanych wsi, by podzielić się swoimi problemami, poprosić o pomoc, podziękować za łaski. Było ich wielu, a każdy niósł z sobą swoje małe sprawy. Król starał się każdego wysłuchać, wesprzeć pieniądzem lub dobrym słowem. Ludzie tłoczyli się wokół niego, napierali, wrzeszczeli. Od ich krzyków władcę szybko rozbolała głowa. Mimo to, słuchał swoich poddanych cierpliwie i zapisywał w pamięci ich potrzeby i bolączki.

       

      Pod koniec dnia, gdy zapadł zmierzch, a on był już bardzo zmęczony, powiedział: „Wystarczy! Nie mam już sił! Na dziś już dość!” - i skierował konia ku zamkowi. Rycerze i słudzy z radością pośpieszyli za nim. Wszyscy byli bardzo zdrożeni i marzyli już tylko o spoczynku.

       

      Tuż przed zamkiem poczet natknął się na obszarpaną kobietę. Baba była brudna, śmierdząca, ohydna. Zataczała się. Była pijana, a przez to zuchwała. Gdy król przejeżdżał obok niej zaskrzeczała: - „Wasza wysokość, weź mnie ze sobą do zamku. Będę ci wiernie służyć. Ulituj się nad biedną kobietą, która nie ma się gdzie podziać! Twoja królowa nie chce dać ci dziecka, a ja jestem jeszcze młoda, mogę rodzić! Weź mnie ze sobą, a będę twoja!”

       

      Król tylko wzruszył ramionami i pojechał dalej. Ktoś z jego świty rzucił babie złe słowo. Pijaczka popatrzyła z nienawiścią na oddalających się jeźdźców i krzyknęła za nimi: - „Skoro nie miałeś dla mnie litości, królu, to i ja nie będę jej mieć dla ciebie! Za rok urodzi ci się córka. Będzie ona piękna jak kwiat, ale jej serce będzie martwe jak kamień! Nie zaznasz od niej żadnej pociechy!”. Skoro te złowieszcze słowa przebrzmiały, żebraczka zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

       

      - „Wiedźma!”, wyszeptali zmrożeni strachem rycerze, „Wiedźma!” – powtórzyli słudzy, a za nimi król. Wszystkich ogarnęło przeczucie zbliżającego się nieszczęścia. Gdy jednak wjechali w cień zamkowej bramy, a w ich nozdrza uderzył zapach smakowitej kolacji, ludzie zapomnieli o zdarzeniu na drodze.

      - - -

      Przepowiednia tajemniczej żebraczki spełniła się. W dziewięć miesięcy później królowa urodziła córkę. Dziecko rosło, nabierało sił, zakwitało niezwyczajną krasą. Z każdym rokiem uroda dziewczynki stawała się coraz bardziej widoczna. Gdy królewna skończyła siedemnaście lat w żadnym królestwie nie było dziewczęcia, które  dorównywało by jej delikatnością rysów czy przymiotami ciała. Wielu młodych ludzi kochało się w niej do szaleństwa, ona jednak pozostawała zimna i nieczuła na ich afekty. Urodziła się bowiem bez serca. Nie rozumiała kierowanych ku sobie gorących spojrzeń, obojętne jej były miłosne westchnienia. Nie znała litości, żalu, łez, nie umiała się uśmiechać. Wiedziała, że czegoś jej w życiu brakuje, ale nie rozumiała istoty tego braku.

       

      Król i królowa gorzko płakali nad kalectwem swojego dziecka. Kochali królewnę, lecz nie umieli przekazać jej swoich uczuć. Młoda kobieta była względem nich całkowicie obojętna. Pomimo to nieustannie zalewali ją swoją miłością, wierząc, że ich oddanie przyniesie jej ozdrowienie, obudzi do życia, wygna z duszy chłód i martwicę. Pomocy szukali także w świecie.

       

      W całej krainie ogłoszono, że ten, kto obudzi serce królewny, otrzyma pół królestwa. Na dwór ściągali wróżbici, uczeni, magowie. Próbowali leczyć dziewczynę tajemniczymi wywarami, zaklęciami, odprawiali nad nią dziwne obrzędy, lecz nic nie pomagało. Królewna obojętnie poddawała się kolejnym próbom uzdrowienia.

       

      Wśród przybyłych do zamku znalazł się także młody rycerz. Zjawił się w siedzibie króla bez żadnego planu, nie znał bowiem sposobu na uzdrowienia królewny. Do zamku zawiodło go żarliwe uczucie. Młody człowiek zakochał się w królewskiej córce od pierwszego wejrzenia, gdy zobaczył ją na uroczystym nabożeństwie, w intencji zdrowia królowej. Uroda dziewczyny poraziła go tak głęboko, że gotów był oddać dla niej życie, byleby tylko uczynić ją szczęśliwą. Rycerz wiedział, że królewna nie może odpowiedzieć na jego uczucie, lecz wcale go to nie zrażało. Jego serce było tak wielkie, że kochało za obydwoje.

       

      Pewnego wieczoru, gdy błądził w rozmarzeniu po rozległym ogrodzie, otaczającym zamek, w jednej z alejek natknął się na ukochaną, spacerującą w otoczeniu dworek. Ogarnięty nagłym szczęściem uklęknął przed nią, jak przed bóstwem, oniemiały od nagłego wzruszenia. Jego usta milczały, lecz oczy wyrażały najgłębszą miłość i radość, której nie są w stanie oddać żadne słowa. Królewna przez moment zapatrzyła się w jego twarz. Jej wzrok splótł się z jego wzrokiem. Martwe, nie wyrażające żadnych uczuć oczy wpiły się w jasne, rozkochane źrenice. I nagle - stał się cud. Pod wpływem wzroku rycerza królewna zaczęła drżeć na całym ciele, na jej policzki wypełzły rumieńce, oczy wezbrały łzami. W tym samym czasie z twarzy młodzieńca odpłynęła cała krew, a on sam zachwiał się i padł bezwładnie na ziemię. Gdy królewska córka nachyliła się ku niemu już nie oddychał. Serce rycerza oddało jej całą swą miłość i siły życiowe, po czym przestało bić.

      - - -

      Młodego człowieka pochowano z wielkimi honorami. A królewna zaniemogła. Nie umiała opanować zalewających ją po śmierci rycerza emocji. Czuła coś, czego nie doświadczyła przez całe dotychczasowe życie – miłość i pożądanie, ból, rozpacz, brak nadziei. Nie umiejąc radzić sobie z odczuciami własnej duszy zapadła na zdrowiu. Jej stan stale się pogarszał. Wróciła obojętność ku światu, tym straszniejsza, że żywiona nigdy nie umierającą tęsknotą. Na jej chorobę nie było lekarstwa, bo nie żył już człowiek, który pokazał jej, czym jest miłość i jednocześnie skazał tę miłość na wieczne niespełnienie. Rodzice królewny płakali nad córką jeszcze więcej niż w czasach, gdy nie wiedziała ona czym jest żywe, kochające, ludzkie serce. Tak właśnie spełniła się klątwa wiedźmy.

       

      01


      A mówiłam, że będzie Harlequin, mówiłam? Sprawcą i winowajcą niniejszego knota jest widoczne powyżej zdjęcie. Jakoś tak mi się na jego podstawie głupiutka bajeczka w łepetynie urodziła. A że lubię melodramy, pozwoliłam sobie przelać ją do blogowego wpisu. W dodatku wczoraj były walentynki, więc uznałam, że notka pozostaje "w temacie". Wszystkim osobom, które dobrnęły do końca i nie porzygały się od natężenia głupot w centymetrze kwadratowym tekstu, bardzo dziękuję. Całej reszcie - takoż  :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (21) Pokaż komentarze do wpisu „Post-walentynkowa bajka z trupkiem w tle”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 15 lutego 2013 21:04
  • niedziela, 11 marca 2012
    • Ślady Yeti - happy end?

      Część 1 opowiadania

      Część 2 opowiadania

       

      Przed podróżą sprytny Heniuś zadbał o to, by Niki zaopatrzył go w porządne, ciepłe ubranie. Czarna sukienczyna, w której znalazł go kenik była wyjątkowo oszczędna w kroju i wcale, a wcale to nie grzała na wpół gołego ciała. Rosyjski ken był gentlemanem. W mig dostarczył sporą kupkę damskich szmatek, z których Heniuś wybrał sobie ciepłe odzienie.


      1

       

      Opatrzony na podróż, opity winem, rozmyślający o tym, w jaki sposób przeskoczyć w ciało Nikołaja, Heniuś ochoczo ruszył w drogę. Eskortujący go ken ani się domyślał jak brzydkie zamiary ma względem niego rezydent w ciele Lei.


      Podróż była długa i pełna niebezpieczeństw. Lalki minęły wiele dziwnych krain, zamieszkałych przez fantastyczne, niebieskie stwory ...

       

      2

       

      ... straszliwe Baby Jagi ...

       

      3

       

      ... oraz krwiożercze kwiaty - ludojady!

       

      4

       

      Dzięki odwadze i sprytowi Nika para bezpiecznie dotarła w okolice, gdzie zamieszkiwał Jack Sparrow wraz z małżonką.

       

      5

       

      Stojąc przy progu pudełka Sparrowa Heniuś nagle zapragnął zwiać. Ogarnęło go przeczucie, że jeśli spróbuje coś zmalować, to odbierze za to srogą nauczkę. Z drugiej strony żyła w nim nadzieja na opuszczenie damskiego ciała, a że Niki wyjątkowo mu się spodobał, więc postanowił z odwagą stawić czoło nadchodzącym wydarzeniom.

       

      7

       

      Sparrow i Fleura byli w domu. Ostatnimi czasy rzadko wychodzili poza pudełko, ciesząc się możliwością długiego wysypiania. Na prośbę Nikiego wyleźli jednak ze środka i z uwagą wysłuchali sprawy.

       

      8

       

      Przez cały czas trwania opowieści Fleura z wielką uwagą wpatrywała się w twarz Heniusia. Gdy ten, nieco zdezorientowany, odwrócił się w jej stronę, Fleura z natężeniem spojrzała mu prosto w oczy.

       

      9


      Porażony wejrzeniem niebieskich patrzałek Fleury Heniuś padł jak nieżywy na ziemię. Żona Sparrowa nie traciła czasu - skoczyła ku niemu jak dzika kocica, zakręciła się jak fryga wokół własnej osi i sypnęła jakimś tajemniczym proszkiem na bezwładne ciało, zamieszkiwane przez dwie lalki.

       

      10

       

      W powietrzu zapachniało smołą, siarką i smażonym na grillu kaloszem, a przed oczami zdumionych lalek leżąca na ziemi postać zaczęła pączkować i dzielić się jak komórka drożdży. Już po chwili na podłodze spoczywały obok siebie dwa ciała - kobiece i męskie, oba jeszcze nieprzytomne, ale dość regularnie oddychające.


      11

       

      Minęło kilka zdrowasiek. Obie postacie westchnęły, równocześnie jęknęły: - "Och jak mnie boli głowa!" i usiadły obok siebie, badawczo lustrując się wzrokiem. To, co przed sobą zobaczyły musiało je bardzo zdziwić i zaszokować, bo z ich ust wydobyły się dziwne, ciche i raczej smutne westchnienia, których nikt nie usłyszał.

       

      12

       

      Niki, porażony rezultatem tajemniczego działania Fleury, rzucił się w kierunku uwolnionej Lei, porwał ją na ręce i chciał serdecznie wycałować barbioszkę z radości, lecz ta wstrzymała jego romantyczne zapały nieuprzejmym: "- Spadaj idioto! Nie widzisz, że się nie udało! To nadal ja, Heniek, i nadal mam te przeklęte cycki! Kim jest to czupiradło obok, nie mam pojęcia. No puśćże mnie wreszcie!"

       

      13

       

      Niki kompletnie zgłupiał i stanął w zadziwieniu jak słup soli. Otrzeźwiał dopiero wtedy, gdy na szyję rzucił mu się nieznajomy, wyczarowany przez Fleurę z powietrza, długowłosy ken, wołający w zapamiętaniu: - "Niki, to ja, Lea! Uwolniłeś mnie od Heniusia! Jestem ci taka wdzięczna!"

       

      13

       

      - "Wdzięczna?" - jęknął rosyjski ken - "Przecież jest jeszcze gorzej, niż było na początku. Nie dość, że nie wyglądasz jak kobieta, to jeszcze Heniuś w pełni przejął twoje ciało! I co my teraz zrobimy?" - zakochany po uszy w Lei kenik prawie się rozpłakał.


      - "Chwila, moment!" - gdzieś z tyłu dał się słyszeć głos Fleury. "Rzeczywiście, efekt nie wyszedł taki, jaki powinien, ale wszystko da się jeszcze odkręcić. Musicie po prostu dużo króliczyć!"


      -"Króliczyć?" - zdziwili się Niki, Heniuś i Lea.


      - "No, króliczyć. We trójkę. Jak najczęściej. W wyniku króliczenia wasze doczesne powłoki wejdą we wzajemną interakcję, która powinna pozytywnie zakończyć proces rozdzielenia. Innej rady na to nie ma."


      - "O rety!" - jęknęła cała trójka, czując że czeka ich jeszcze wiele wspólnych, dziwnych i nieco zboczonych chwil razem. I choć trochę się bali tego, co muszą zrobić, żeby w końcu było tak jak trzeba, to zdecydowali, że jednak spróbują. Bo Niki naprawdę kochał Leę, choć była nadal zaklęta w męskim ciele, Lea przylgnęła sercem do Nikiego, a Heniuś, który w głębi serca był strasznym zboczeńcem, po cichu cieszył się na gorący trójkącik.


      14

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady Yeti - happy end?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 marca 2012 14:39
  • niedziela, 05 lutego 2012
    • Ślady yeti - ciąg dalszy

      http://dolland.blox.pl/2012/01/Slady-Yeti.html

       

      Spokojna noc, spędzona w cieple i pod czuwającym okiem rosyjskiego Kena, przyniosła nieznajomej laleczce wyzdrowienie. Gdy pierwsze promienie słońca liznęły jej twarz, ślicznotka otworzyła przytomnie oczy, spojrzała uważnie w twarz swojemu wybawcy, po czym uchyliła różane usteczka, z których w ciszę pokoju popłynął męski, przepity i chropowaty głos:


      -„Hej, stary, nie masz pod ręką czegoś z procentami do łyknięcia? Od wczoraj nie miałem niczego w ustach i chętnie bym sobie jakiejś porządnej mokrości na rozruch wlał w gardło. Bo wiesz, na trzeźwo to ja jestem do niczego …”

       

      01

       

      - „Co co co co ccco się dzieje? Dlaczego tak dziwnie mówisz?” – zdziwił się Nikołaj – „Ty się chyba strasznie przeziębiłaś, bo głos ci się zmienił…”


      -„Oj tam, oj tam, żadne przeziębienie. To mój zwykły głos jest. A w ogóle to ja jestem „on” a nie „ona”. Heniuś mam na imię. Dawaj łapę na przywitanie bladasie!”

       

      02


      Niki podał laleczce dłoń, ale zrobił to z tak zdziwioną miną, że tajemniczy Heniuś poczuł potrzebę złożenia wyjaśnień.

       

      03

       

      - „No nie patrz na mnie tak podejrzliwie. Ja na serio facet jestem. Przez los pokrzywdzony! Przez ojczystą fabrykę Mattela!” – tu dziwna lalka chlipnęła sobie żałośliwie nosem – „Podczas procesu produkcji w maszynerii coś się schrzaniło i do ciała Lei, które przed sobą widzisz, wtłoczono dwie osobowości, kobiecą i męską. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że ja jestem tą męską. Tłamsimy się z Leą obok siebie w jednym ciele i bardzo nam tu niewygodnie. Nie dość, że muszę pomieszkiwać kątem u obcej baby, to jeszcze mam na klacie cycki! Człowieku, który facet chciałby mieć cycki? I wyglądać jak kobita. Ja na pewno nie!”

       

      04

       

      - „O rety!” – wydusił z siebie Nik, bo go trochę zatkało i poczuł się w towarzystwie Heniusia dość niepewnie. Ten zaś, niezrażony reakcją Kena, ciągnął dalej:


      -„Jakiś czas temu dowiedziałem się, że tu, w pobliżu mieszka pirat. Jack Sparrow go zwą. To podobno niegłupi  osobnik jest i nieźle zna się na magii. Wśród lalek chodzą słuchy, że się z Fleur chajtnął. Czaisz chłopie? Z Fleurką-ludojadką! No i ja do niego po pomoc przyjechałem, bo to naprawdę jakiś wyjątkowy Ken musi być. Byłbym wcześniej, tyle że trochę się zgubiłem po drodze. A ty mnie znalazłeś, jakby to powiedzieć, w „damskim” wydaniu. Ot i cała tajemnica.”


      -„O rety!” – po raz drugi zdziwił się Kenik , bo nie odzyskał jeszcze do końca rezonu.

       

      -„Słuchaj przystojniaku” – zagaił na nowo Heniuś –"Widzę, że nowo zdobyta wiedza trochę cię przytłacza. Proponuję krótki spacer po okolicy. Ja rozruszam nogi, a ty się trochę uspokoisz. Słyszałem, że macie tu sympatyczne tereny spacerowe."

       

      -"Mamy." - wyjąkał Nik i ciągle nie mogąc ochłonąć z wrażenia poprowadził gościa  na obchód pokoju, zaś później w pobliże okna, skąd rozciągał się widok na rezydencję Zgreda. Tam usadził niezwykłą lalkę na parapecie, przycupnął w jej pobliżu i czekał na dalszy ciąg dziwnej historii.

       

      05

       

      Heniuś nie dał mu długo czekać.

      - "Na czym to ja skończyłem? Aaaaa, na piracie. Otóż muszę się z nim spotkać, żeby mnie odczarował. Podobno wie, jak to zrobić. A tak przy okazji - nie zaprowadziłbyś mnie do tego Sparrowa? Widziałem, jak patrzyłeś na mnie maślanym wzrokiem, kiedy się budziłem. Nietrudno się domyślić, że Lea wpadła  ci w oko, ale dopóki dzielę z nią to samo ciało, to nie waż się myśleć o niczym sprośnym. Ja porządny facet jestem i przed ślubem na żadne figo-fago się nie zgadzam. Po ślubie to co innego. Niebrzydki jesteś, więc ostatecznie mógłbym się na odrobinę perwersji zgodzić. Ale, sam rozumiesz, wolałbym najpierw spróbować innych rozwiązań. To jak będzie? Pomożesz mi dotrzeć do Sparrowa? Jeśli wszystko się uda, to ja będę wolny a Lea – twoja!”

       

      06

       

      - „Zgadzam się!” – ochoczo zakrzyknął Niki – „Nie jestem co prawda pewien, czy Lea (ach, cóż to za słodkie imię – „Lea”!) będzie mną w ogóle zainteresowana, ale muszę spróbować jej pomóc!”

       

      - „No to fajno!” – ucieszył się Heniuś i zaproponował – „Nie czekajmy  zatem dłużej! Ruszajmy w drogę! Aha, jeszcze jedno – przed podróżą  chętnie bym sobie strzemiennego łyknął. Bądź tak dobry, przynieś jakieś procenty. Muszę się wzmocnić przed wędrówką.”

       

      - „Niech będzie.” – odrzekł Nikołaj – „Mam tu trochę deserowego wina , odłożonego na wszelki wypadek. Skoczę po nie, a ty przygotuj się do drogi".


      - "Się wie królu złoty." - ślicznie uśmiechnął się Heniuś i wdzięcznie pomachał Nikowi łapką - "Mykaj po winko a ja tu grzecznie poczekam".


      Gdy Niki zniknął w drugim pokoju śliczną twarzyczkę Lei przeciął złośliwy grymas. Heniuś, który owładnął ciałem nieszczęsnej barbioszki, rozmyślał o tym, w jaki sposób, podczas ceremonii "rozdzielenia", prowadzonej przez Sparrowa, przeskoczyć wprost w rosyjskiego kena. Blade ciało silkstona bardzo mu się spodobało i postanowił je zagarnąć. Z urodą Nikiego miałby spore szanse uzbierać sobie cały harem zakochanych lalek i żyć wśród nich jak król. 

       

      07

      Ciąg dalszy historii (prawdopodobnie) nastąpi (kiedyś tam)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady yeti - ciąg dalszy ”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 lutego 2012 12:58
  • niedziela, 29 stycznia 2012
    • Ślady Yeti

      Od pewnego czasu lalki Starego Zgreda żyły w przykrym stresie. Gdy spadł śnieg wokół domu zaczęły pojawiać się dziwne ślady. Przecinały one ogród wzdłuż i wszerz, lecz nigdy nie zaobserwowano kto je zostawia.


      00

       

      Zaniepokojone lalki doszły do wniosku, że w okolicy zagnieździł się Yeti. Barbioszki, przekonane o tym, że baśniowy potwór może być niebezpieczny, codziennie podnosiły przed wieczorem straszny pisk i chowały się po kątach, gdzie szczękały z bojaźni zębami. Trzeba było coś z tym zrobić i to szybko, gdyż trwoga w lalkowym babińcu zupełnie paraliżowała codzienne życie i czyniła je nieznośnym. Keny postanowiły wszcząć śledztwo i wybadać cóż to za dziwna istota skrywa się wśród śniegów. Pierwszą wartę miał pełnić Nikołaj, chłopak przyzwyczajony do siarczystych mrozów i śnieżystych równin rosyjskiej Syberii.

       

      Nik z przyjemnością podjął się zadania. Od dawna już nie wychodził na dwór i siedząc w domu trochę zdrewniał i się rozleniwił. Żadnego wyimaginowanego potwora się nie bał.

       

      01


       

      Dzień był piękny, słoneczny i bardzo chłodny. W takie dni zamarza oddech. Nawet Nikołaj, ken zahartowany, silny i zdrowy jak rydz, czuł jak zimno szczypie go w policzki i wciska się bezlitośnie pod futrzaną czapę.

       

      02

       

      Mimo niesprzyjających warunków Niki brnął niestrudzenie przez zaspy w poszukiwaniu "potwora". Gnała go ciekawość i po trosze - chęć zdobycia sławy jako "pogromca straszydła".

       

      03

       

      Ślady Yeti najwyraźniej znaczyły się przy kępie zamarzniętej pietruszki, więc samozwańczy "detektyw" postanowił, że przeszuka najbliższą okolicę.

       

      04

       

      Trop "potwora" urywał się przy młodej jodle, obok której ze śniegu sterczało  coś dziwnego, przypominającego w kształcie kobiecą stopę z platfusem.


      Nik pociągnął za tę wystającą rzecz, aby wydobyć ją spod białego puchu i jego oczom ukazała się ledwo żywa laleczka. Od pierwszego spojrzenia było jasne, że nieznajoma nie była przyzwyczajona do zimna i śniegu. Jej śniada skóra wskazywała na to, że wychowała się w ciepłych krajach, gdzie zima jest równie ciepła co u nas późna wiosna, zaś śniegu nie ma nawet na Boże Narodzenie. W dodatku lalka była bardzo skąpo przyodziana. Króciutka sukienczyna na pewno nie dawała jej żadnego zabezpieczenia przed kąsającym mrozem.

       

      05

       

      06

       

      Nikołaj nie namyślał się długo. Nieznajoma lalka balansowała na granicy śmierci z wyziębienia. Ken zarzucił ją na ramię i biegiem skierował się w stronę domu.Trzeba było natychmiast pomyśleć o ratunku i umieszczeniu nieszczęsnej dziewczyny w cieple!

       

      07

       

      Nikołaj nie pielęgnował nigdy chorych ani rannych, ale instynktownie wiedział, że zmarzniętą lalkę trzeba jak najszybciej zapakować do łóżka i przywrócić jej przytomność. Gdy tylko dobiegł do domu otulił lalkę najcieplejszym kocem jaki miał i wysłał Starego Zgreda do apteki po  lekarstwa na zaziębienie. Sam natomiast siadł przy nieznajomej, wziął ją za rękę i  nie wiedząc, co dalej robić, zaczął jej opowiadać, jak wszyscy w domu myśleli, że w ogrodzie zalągł się Yeti.

       

      08

       

      Przez jakiś czas lalka nie dawał znaku życia i Nik przestraszył się, że jest już dla niej za późno na ratunek. Nie bardzo rozumiał dlaczego tak mu żal tego śniadoskórego stworzenia, które najwyraźniej pochodziło z pospolitej serii "playline" i w hierarchii lalek Barbie stało zdecydowanie niżej niż on sam, dumny przedstawiciel kasty "silkstone". Mimo to było mu bardzo przykro na myśl, że nieznajoma mogłaby się już nigdy nie obudzić.

       

      Na szczęście świat plastikowych istot rządzi się swoimi prawami. Po jakimś czasie ciemnoskóra ślicznotka głęboko odetchnęła i rozejrzała się przytomnie dookoła. Gdy spostrzegła, że leży w obcym łóżku, a obok niej siedzi przystojny chłopak, trochę się stropiła, lecz wcale nie wyjęła łapki z jego dłoni. Co więcej, przysunęła się do bladolicego kena i spytała:


      - "Gdzie ja jestem? Skąd ja się tu wzięłam?"


      - "Przyniosłem cię z ogrodu" - odpowiedział Nik - "Co ty tam robiłaś kobieto? Mogłaś na kość zamarznąć! No i wtedy nigdy bym cię nie poznał ... A właściwie kim ty jesteś i jak się nazywasz?"


      09
       

      - "Nie wiem" - odpowiedziała ciemnoskóra laleczka. "Nie mam pojęcia kim jestem. Nic nie pamiętam!" - krzyknęła i rozpłakała się żałośnie.


      Nikołajowi zrobiło się jej żal. Opiekuńczym ruchem przytulił lalkę do siebie i starał się ją uspokoić.


      - "Nie płacz, proszę. Na pewno sobie przypomnisz. Postaram się ci pomóc, jak tylko będę umiał. Tymczasem musisz odpocząć. Postaraj się zasnąć, a ja będę cię pilnować."


      - "A nie uciekniesz mi nigdzie? Boję się zostać sama." - poskarżyła się laleczka, która w objęciach Rosjanina poczuła się bardzo dobrze, bo ciepło, i wygodnie."


      - "Nie ucieknę. Śpij spokojnie" - upewnił ją Nikołaj, który z przyjemnością przytulał się do ślicznej nieznajomej i myślał sobie : - "O rety, spodobała mi się lalka playline. Ja chyba zachorowałem. A jeśli zachorowałem, to wcale nie chcę wyzdrowieć."


      09


      Nieznajoma szybko usnęła. Była bardzo zmęczona. Przed snem przeleciała jej przez głowę dziwna myśl, że skądś zna twarz swojego wybawcy. Tylko skąd?

       

      Ciąg dalszy prawdopodobnie nastąpi albo nie nastąpi :D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Ślady Yeti”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 stycznia 2012 14:51
  • niedziela, 22 stycznia 2012
    • Flynn

      Nie jestem miłośnikiem filmów Disney’a. Moja fascynacja nimi zaczęła się i skończyła na „Pięknej i bestii”. Żadna z następnych produkcji słynnego studio nie wzbudziła już zachwytu (no, może poza „Królem lwem”), choć przyznaję, że oglądam je zawsze ze sporą przyjemnością.

       

      Z uwagi na powyższe wybierając się na „Zaplątanych” nie spodziewałam się jakichś nadzwyczajnych fajerwerków. Liczyłam na piękną animację, sympatyczne postacie i miłe, łatwo wpadające w ucho melodie. Z całą pewnością nie podejrzewałam, że wpadnie mi w oko jeden z bohaterów – przystojny Flynn.

       

      Dla wszystkich niezorientowanych wklejam obrazek przedstawiający  Flynna, który da niejakie pojęcie o jego „wdziękach”:

       

      Flynn

       

      Żałuję, że chłopak w filmie nie latał w tak kusym wdzianku, ale cóż - dobrego zawsze w życiu za mało :)

       

      Po wypuszczeniu filmu na DVD w sklepach zabawkowych dość szybko pojawiły się lalkowe wersje  seksownego złodziejaszka. Do mnie trafiła najpopularniejsza z postaci wypuszczonych przez Disney store (i bardzo sympatyczna) czyli taka:

       

      01

      Witam piękne panie. Która ma na mnie ochotę?

       

      Lalek został wykonany przy użyciu minimalnych środków, jako wersja "budżetowa", na każdą kieszeń. Nie dołączono do niego żadnych bajerów (jak choćby patelnia), ubranko dostał proste, bez ozdób. Gdyby nie sympatyczna mordka, to można byłoby go pomylić z koszmarnymi książętami od Simby:

       

      książęta

      Na szczęście buziak Flynna nieco różni się od twarzyczek opracowanych  przez firmę Simba. Przede wszystkim zachowano charakterystycznie zmarszczoną brew i szelmowski półuśmiech.

       

      02


      Nosisko za to dostał chłopak ogromne. Być może twórcy lalka znają polskie powiedzenie, że kiedy chłop ma duży nos, to ma też duże coś innego.

       

      03

       Tak, tak! Ja naprawdę wszystko mam duże, twarde i zawsze gotowe do akcji!

       

      Pozytywną cechą lalka jest to, że umie sam stać prosto, żadna podpórka mu nie potrzebna. Całkiem ładnie gestykuluje rękami. Nogi niestety ma mniej mobilne - zginają mu się w kolanach jak u superstarów-kobitek  i to tyle.

       

      04

      Ram, pam, pam, stoję sam!

       

      Główną cechą charakteru Flynna jest samochwalstwo, drugą - przekonanie o wyjątkowości własnej urody, która każdą babę rzuci na kolana. Coś w tym musi być, ponieważ przybycie przystojniaka do mojego domu trochę zelektryzowało lalki-kobitki. Plastikowe "ciacho" zafascynowało przede wszystkim ciekawską Susy,  która postanowiła jak najszybciej zawrzeć z nim bliską znajomość.

       

      05

       

      - Witaj przystojniaku, czy my się skądś nie znamy? Wydaje mi się, że już się spotkaliśmy.

       

      06

       

      - Słodki jesteś, wiesz?

       

      Flynn nie pozostał obojętny na flirt. Lubił ładniutkie blondynki a w szczególności te śmiałe i wiedzące czego chcą. Zamiast tracić czas na zbędne rozmowy zastosował taktykę "usta - usta" ...

       

      06


      ... która przyniosła nieoczekiwany efekt.

       

      Susy, kompletnie niepruderyjna dziewczyna, od razu wyjawiła o co jej chodzi:


      - Słuchaj Flynn, nie będę owijać w bawełnę. Od ponad miesiąca żyję w celibacie. Jeśli mi ktoś nie pomoże rozładować napięcia, to stanie się coś strasznego! Jeśli przekonają cię moje "argumenty", które za chwilę przedstawię, to nie czekaj dłużej i bierz się do roboty!

       

      Dwa ważkie "argumenty" przedstawione przez Susy okazały się  całkowicie wystarczające :)

       

      07

       

      I wyszło jakoś tak, że Flynn kompletnie zapomniał o Roszpunce, zaś  Susy, do niedawna próbująca uwieść kena Nikołaja, znalazła nowy, znacznie wdzięczniejszy obiekt zainteresowania. Obiekt ten postanowił, że nie odda blondyneczki żadnemu innemu plastikowemu chłopu, bo tak rozwiązła kobita to skarb!

       

      08

       

      P.S. Nie bijcie proszę za lalkową goliznę i drobne świntuszenie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Flynn”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 stycznia 2012 14:46
  • piątek, 11 listopada 2011
    • O kloniku bajka niedługa

      Dawno, dawno temu, w głębinie zimnego morza Bałtyckiego żyła różowa syrenka o wdzięcznym imieniu Nekrofilcia. Choć z wyglądu wydawała się miłą i bezbronną istotką, to jej serce  było czarne jak złoża węgla na Śląsku.

       

      Nekrofilcia obdarzona była pięknym głosem, którym mamiła młodych żeglarzy, rybaków i surferów. Mężczyźni, oczarowani syrenim śpiewem, rzucali się do morza, gdzie Nekrofilcia wciągała ich na głębinę i pozbawiała życia.


      1

       

      Mniej atrakcyjni żeglarze lądowali w garnkach, gdzie w towarzystwie cebulki, papryki i marchewki zamieniali się w smakowite leczo, a ci bardziej hoży byli wykorzystywani do lubieżnych praktyk, o których dużo nie napiszę, bo nekrofilia (szczególnie w podwodnym, syrenim wydaniu) jest „be”.

       

      2

       

      Pewnego dnia w pobliżu podmorskiego domku syrenki przepływał w łódce młodziutki, nadzwyczaj urodziwy rybak. Nieświadomy obecności groźnej Nekrofilci zarzucił w morze sieć i czekał aż napłyną w nią ryby. Tymczasem spod wody obserwowała go para czujnych, złych oczu.

       

      3

       

      - „Oho! Ależ mi się trafił smakowity kąsek!” – pomyślała sobie różowa syrenka – „Chłopak jest urodziwy i jędrny, więc w sam raz nada  się do nekro-figli, a kiedy już mi się znudzi, to ugotuję na tym koguciku wspaniały, chudziutki rosołek!”

       

      4


      Pogrążona w słodkich marzeniach Nekrofilcia już, już miała zaatakować młodzieńca, gdy nagle z przestworzy spadło jak błyskawica uskrzydlone jajko czarnej kury ubrane w podkoszulek z podobizną Zbigniewa Ziobry i spodnie od dresu marki "adidos". Jajko przeraźliwie zaskrzeczało po czym porwało młodego rybaka za łeb i poniosło go w kierunku pobliskiej wysepki.

       

      5

      rysunek pobrany z serwisu Deviantart


      - „Ty w żółtko hędożona pokrako! Zostaw natychmiast mój obiad!” – wrzasnęła z wściekłością Nekrofilcia i rzuciła się za mutantem w pogoń. I byłaby, może, dopadła jajko, gdyby kurzy pomiot nie schronił się ze swoją zdobyczą na jednej z dzikich plaż (na której zbierałaś bursztyny), gdzie z przyjemnością zaczął wysysać nieszczęsnej ofierze flaczki (przez pępek).

       

      6

       

      Gdyby Nakrofilcia miała nóżki, to z pewnością raz-dwa podbiegłaby  po piasku do jajo-stwora i wydarła mu młodego rybaka, ale niestety – jej korpus kończył się rybim ogonem, tak więc z biegania i z pysznego rosołku wyszły nici. Biedna Nekrofilcia wróciła do domu smutna i głodna. Na pociechę zostały jej tylko nici z których  wydziergała sobie ciepłe nauszniki na zimę.

       

      7

       

      W roli żarłocznej syrenki wystąpił beznogi klonik niewiadomego pochodzenia (brak jakichkolwiek sygnatur). Trochę mi go żal, więc postanowiłam, że dostanie główną rolę w tej ciut przygłupiej bajeczce. Klonik nie oponował  ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (18) Pokaż komentarze do wpisu „O kloniku bajka niedługa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      stary_zgred1
      Czas publikacji:
      piątek, 11 listopada 2011 13:38

Wyszukiwarka

Kategorie

Zakładki

Kanał informacyjny

Roy Tanck's Flickr Widget requires Flash Player 9 or better.

Get this widget at roytanck.com